„Frytek” po prostu kocha kibicować

„Frytek” po prostu kocha kibicować

To najwierniejszy fan jeleniogórskiego klubu piłki ręcznej. Jest z zespołem na dobre i złe, choć jak mówi czasem jest naprawdę ciężko. Działa na własną rękę, a jedyną zapłatą za jego poświęcenie jest przebicie „piątki” czy brawa od zawodniczek. – Kibicuję, bo chce wspierać mój ukochany klub – tłumaczy Marcin Pluta.

Od 8 lat kibicuje żeńskiej drużynie szczypiorniaka – KPR Jelenia Góra. Na pierwszy mecz ówczesnego Vitaralu Jelfy zabrał go wujek, który zaraził go kibicowskim bakcylem. Po drodze dopingował wiele jeleniogórskich drużyn, ale miłość do KPR-u przetrwała do dziś. Sam sportu nie uprawia, tylko od czasu do czasu pogra ze znajomymi w ręczną. Dla przyjaciół po prostu „Frytek”. Ksywka wzięła się od wykonywanej przez niego pracy w Mc Donaldzie, gdzie ma styczność właśnie z tym daniem. Robi to przy okazji studiowania na PWSZ Jelenia Góra i aktualnie wraz z kilkoma piłkarkami robi kurs instruktorski piłki ręcznej, bo jak mówi wiążę z tym swoją przyszłość. Zajęcia odbywają się min. w Lubinie po okiem trenerki ekstraklasowego Zagłębia – Bożeny Karkut. Ma 23 lata, mieszka w Jeleniej Górze i jest zawsze uśmiechnięty. Ci którzy go nie znają, mogą go usłyszeć niemal na każdym meczu KPR-u. Krzyczy, uderza w bębny, po prostu stwarza meczową atmosferę. Wraz z kilkoma kolegami z tzw. starej kibicowskiej gwardii zapewnia doping ekstraklasowym zawodniczkom, czasem również i na wyjeździe.

Swojego konfliktu z drugą jeleniogórską drużyną – Finepharmem nie ukrywa, ten klub zwyczajnie zalazł mu za skórę, jednak cały czas wierzy, że oba kluby w końcu się połączą - Nie może być tak, że miasto wykłada pieniądze na dwa żeńskie kluby. Gdyby doszło do połączenia mielibyśmy naprawdę niezłą ekipę. Do tego trzeba odpowiednich ludzi – tłumaczy. Jak opowiada, nastały ciężkie czasy dla kibica, zwłaszcza tego w Jeleniej Górze, ale nadal woli zdzierać gardło na meczu zamiast siedzieć bezczynnie przed telewizorem. Z Marcinem przeprowadziliśmy rozmowę podczas której zapytaliśmy nie tylko o kibicowanie, ale i zbliżające się święta Bożego Narodzenia.

Mateusz Banaszak: Marcin kibicujesz od wielu lat, czy pamiętasz swój pierwszy mecz w roli zapalonego kibica?

Marcin Pluta: Pierwszego nie pamiętam, bo było to naprawdę dawno temu, ale w pamięci mam jeden pojedynek. Kilka lat temu Vitaral mierzył się z Bayerem Leverkusen. Na wyjeździe nasze zawodniczki przegrały 11. bramkami, a u siebie nie tylko odrobiły stratę , ale dzięki lepszemu bilansowi straconych bramek w dwumeczu awansowały do dalszej fazy pucharowej. To wtedy wszystko się zaczęło, te emocje, ten nastrój podczas meczu.

MB: W poprzednich sezonach KPR-owi czynnie dopingowało wiele osób. Teraz na placu boju zostałeś ty i jeszcze może kilka osób. Co się stało z tą ekipą, która oklaskiwała i okrzykiwała KPR przy okazji zdobycia 5 miejsca w kraju?

MP: Wszystko się posypało. Jeden ma żonę, drugi pracę, trzeci jeszcze co innego itd., ale moim zdaniem wszystko idzie pogodzić. Ja nie zamierzam odpuszczać i mimo aktualnych porażek, mimo natłoku obowiązków zawsze będę kibicował mojej drużynie. Ze „starej gwardii” zostało parę osób, ale to nie oznacza, że nie można dopingować.

MB: Czy problem w kibicowaniu nie tkwi też w sferach mentalnych np. zwykłych ludzi?

MP: I tu się zgodzę w 100 procentach, choć są też inne sprawy. Po pierwsze dyscypliny żeńskie są mniej popularne niż męskie, przez to tych kibiców jest mniej. Po drugie, żeby byli kibice potrzeba sukcesów, a KPR prawdopodobnie znów powalczy w play-outach choć wszystko jest jeszcze możliwe. Po trzecie nawet jeśli są wyniki, to przychodzący na mecze ludzie nie chcą uczestniczyć w dopingowaniu. Tylko poklaszczą jeśli trzeba, albo powzdychają jak coś nie wyjdzie na boisku. Zachęcamy do wspólnego kibicowania jak tylko możemy min. do wspólnego śpiewania, albo zrobienia tzw. meksykańskiej fali. Niestety, efektów nie widać. Przykre jest to, że podobnie jest w innych dyscyplinach w naszym mieście, jeśli w ogóle ci kibice przyjdą na mecz.

MB: Nie dawno, gdy KPR miał się nieco lepiej zajmowałeś się również oprawami meczowymi. Powiedz, skąd czerpałeś inspirację do tego, aby kibicować? Chyba nie z jeleniogórskich trybun?

MP: Myślę, że to wszystko swój początek miało po prostu z telewizji i meczów piłkarskich. Chciałem aby i nas na hali coś takiego było, jednak proszę mi wierzyć, co raz trudniej jest coś takiego z kimś zrobić. Kiedyś wyglądało to zupełnie inaczej, jednak ja nie lubię narzekać i biorę sprawy w swoje ręce.

MB: Jak sobie radzisz podczas meczów? Przyznam, że kilka razy usłyszałem z twoich ust parę przekleństw w trakcie spotkania.

MP: (śmiech) Nie ukrywam, że z tych emocji i nerwów czasem przeklnę pod nosem, jednak to tylko efekt „dziwnego” sędziowania arbitrów. Moim zdaniem wielu z nich po prostu nie powinno zajmować się tą pracą na tak wysokim poziomie i często właśnie do nich mam pretensje. Do dziewczyn nie mogę mieć zastrzeżeń, szanuje je za pracę i trud jaki wkładają w pojedynek i nigdy nie mam im nic do zarzucenia. Nawet wtedy jak grają słabo, bo wiem, że w następnym meczu się poprawią, a w przypadku sędziów może być różnie.

MB: Jak myślisz czy twój doping przynosi efekty?

MP: Pytanie na czasie, bo akurat pisze pracę na licencjacką na podobny temat właśnie na przykładzie KPR-u. Powiem krótko, gdyby nie przynosiło efektu to po prostu bym tego nie robił. Wiele zależy nie tylko ode mnie, ale i od nastawienia dziewczyn w dniu meczu. Niedawno pokazały, że potrafią walczyć z SPR-em, gdzie były bliskie sensacji. Ja im pomagam w osiągnięciu celu jakim jest wygrana i dla mnie nagrodą jest przebicie piątki czy oklaski od dziewczyn po meczu nawet tym przegranym i tylko to się dla mnie liczy.

MB: Masz jakąś ulubioną piłkarkę?

MP: Bez dwóch zdań Jelena Kordic z Zagłębia, bo po prostu jest najlepsza. A z naszych? Hmm…mam wiele znajomych – piłkarek, więc wolałbym nie wymieniać tej jednej. W moich oczach nasz cały zespół zasługuje na pochwałę i dalszy doping.

MB: Zmieńmy temat. Dzisiaj początek świąt Bożego Narodzenia. Co znajdzie się na stole wigilijnym w Twoim domu?

MP: Kutia, karp smażony, śledzie, barszcz, pierogi i oczywiście kompot z suszonych owoców obowiązkowo. Będzie na pewno 12. potraw, a może i więcej.

MB: Jak wyglądają twoje przygotowania do świąt?

MP: Nie ukrywam, że lubię dobrze zjeść, ale to nie oznacza, że przygotowania spędzam w kuchni (śmiech). Wręcz przeciwnie. Zajmuje się sprzątaniem domu i ubraniem choinki i oczywiście czekam na prezenty.

MB: Jakie tradycje kultywuje się w Twojej rodzinie?

MP: Na pewno musi być – sianko pod obrusem i opłatek. W tym roku wigilię spędzimy u rodziny, bo w zeszłym roku była u nas, a jak tradycja nakazuje, co roku powinna być w innym miejscu. Będzie około 20. osób, a każdy kto przyjdzie przynosi ze sobą jakąś potrawę. Wcześniej ustalamy, kto przyniesie pierogi, kto śledzie, a jeszcze inny kutię, a po kolacji wraz z rodzicami na pewno pójdę na pasterkę.

MB: Na koniec powiedz czego należy życzyć Tobie, piłkarkom i innym sportowcom z Jeleniej Góry w nadchodzącym roku?

MP: Zawodniczkom z pewnością formy i ambicji na parkiecie, klubom z Jeleniej Góry stabilności finansowej, bo niestety każdy z osobna boryka się z tym problemem, wszystkim sportowcom czerpania radości z gry, a mi? Chyba tego, aby mnie ręce bolały od oklaskiwania zawodniczek, które znów będą osiągać podobne lub większe sukcesy jak kiedyś.

MB: Tego życzę i dziękuje za rozmowę.

MP: Dziękuje

„Frytek” po prostu kocha kibicować
„Frytek” po prostu kocha kibicować
„Frytek” po prostu kocha kibicować

Komentarze (6)

Bardzo fajny wywiad. Szacun dla Marcina. Chłopak nie odpuszcza tak jak widać. Nonstop kibcuje. Na prawde szacun za to co robi.
Wesołych Świąt Życzę :)

I właśnie takich osób brakuje... osób które przychodzą i kibicują zawsze, a nie tylko gdy JEST DOBRZE. Co do przekleństw to zawsze ma to uzasadnienie, oczywiście przeklinanie jest PASSE, ale nie zrozumie tego ten kto nie zna reguł gry i nie wie że DOSADNE słowa są wypowiadane naprawdę w sytuacjach kiedy ręce opadają odnośnie pracy sędziów.

PEACE !

Typowy Janusz i do tego wiślak .
Stara Gwardia ? powiedz skąd znasz wgl taki termin ? Oprawy meczowe ? Brak kibicow w mieście? w jakim swiecie gosciu zyjesz. Pozdrowienia i powodzenia w dalszym pizganiu w bebenek

To ten chłopczyk z MCDonalda co skakał do innych a potem chował się za 2 koleżkami, którzy jak po nich widać lubią takie rozrywki i chętnie się wstawiali za kolegą. Ale już coś go nie odwiedzają. Im pewnie też już zaszedł za skórę. Wielki kibić się znalazł. Dla mnie jest zwykłym pajacem. B)

Takich osób brakuje, szacunek dla Ciebie Frytek. Sam bym postał i powrzeszczał gdybym tylko mógł ;)
Pozdro bracie.

Marcinie ja nazywalem sie tak samo jak Ty :) na dowod moge Ci przeslac swoj stary dowod, ale zmienilem świeżo nazwisko bo uwazalem je za brzydkie, mialem przez nie problemy, Ty tez miales?:)
pozdrawiam :)

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.