Radziłem sobie pisząc

Radziłem sobie pisząc

Człowiek w grudniu odkrywa, że ma świetnego reportera za sąsiada, a w styczniu zupełnie niespodziewanie współprowadzi z tymże niesamowite i intensywne spotkanie. Takie rzeczy tylko w Szklarskiej Porębie! - mówi Karolina Błażejczak, współprowadząca spotkanie z Robertem Rientem. Na spotkanie z reporterem, byłym mieszkańcem miasteczka pod Szrenicą do Parku Rodzinnej Rozrywki ESPLANADA w Szklarskiej Porębie przyszły jego nauczycielki, redaktor pierwszego tygodnika, do którego pisał, ludzie, do drzwi których pukał jako nastolatek, żeby nawracać.

- Było pięknie. Dawno nie byłam uczestniczką tak dobrego spotkania z twórcą i tym bardziej cieszę się, że mogłam je z Monika Gardecką współprowadzić. Dalekie od powierzchowności pytania od publiczności sprawiły, że spotkanie zmieniło się we wspólne rozmyślanie o doświadczaniu życia. To ważne spotkanie dla mieszkańców naszej małej miejscowości, gdzie przecież wszyscy o wszystkich wiedzą - mówiła tuż po spotkaniu w Parku Rodzinnej Rozrywki ESPLANADA Karolina Błażejczak.
Od organizatorów bohater spotkania dostał wielki kosz cukierków i słodyczy. - Za te wszystkie cukierki, których nie dostałeś na urodziny- mówiła szefowa MOKSiAlu Anita Kaczmarska. Poruszony do głębi Robert Rient dziękując wszystkim za przybycie powiedział - Po raz pierwszy w mojej rodzinnej Szklarskiej Porębie, odbył się mój wieczór autorski, niezwykle poruszający. Gdy myślę o przeszłości, o tym małym chłopcu z „kociej wiary” i nastolatku, który uważa, że nie ma prawa żyć i zestawiam to ze spotkaniem, tracę słowa. I te cukierki, prezent tak bardzo symboliczny.
Rient jeszcze jako Łukasz Zamilski był członkiem wspólnoty Świadków Jehowy, z której odszedł po utracie wiary, tak pisze w swojej najnowszej książce "Świadek" wydanej w reporterskiej serii Dowody na istnienie - „Najgorsze są urodziny i imieniny. Co kilka tygodni ktoś je obchodzi. Miałem takie marzenie, żeby wszystkie urodziny i imieniny były w lipcu i sierpniu, wtedy miałbym spokój. Chodzi o cukierki. Ten, kto ma urodziny, nie jest pytany. Na lekcji, najlepiej na chemii albo matematyce, idzie od ławki do ławki i rozdaje cukierki. Wsadza się rękę do papierowej torby, brązowej. Wszyscy biorą po jednym. Ja nie biorę cukierka, nie składam życzeń. Potem, nie zawsze, ale zazwyczaj, klasa śpiewa sto lat. Nie śpiewam. Jak ktoś ma dużo cukierków, to częstuje na każdej lekcji, co wszystkich cieszy, chociaż wolałbym dyktando. Niektórzy przechodzą obok mnie z torbą pełną cukierków i nie zatrzymują się, nie namawiają: przecież to tylko cukierek. Inni patrzą z obrażoną miną albo pytają dlaczego, czy ich nie lubię, no ale dlaczego. Bo ja nie obchodzę, bo my prezenty dajemy sobie przez cały rok, no ale cukierka, nie, bo ja nie obchodzę. Najgorsze jest te kilka sekund, w których nie mam co ze sobą zrobić, z rękami, oczyma. Nie mam co zrobić z poczuciem winy wobec klasy, wobec tych wszystkich, przez których chcę być lubiany. Nie mam co zrobić ze wstydem. Najgorsze jest to, że przez osiem lat szkoły podstawowej chcę wziąć cukierka.”
Na spotkanie ze swoim byłym uczniem nauczycielka polskiego, przyszła ze „Świadkiem” i powieścią „Chodziło o miłość”, prosząc o podpisanie książek. Było widać, jak opada napięcie, były uściski i w spólne zdjęcie. Pani Marta zadzwoniła także do innych nauczycielek i nauczycieli, żeby ich ściągnąć na spotkanie. Ona jako pierwsza prowadziła przyszłego pisarza przez zasady pisania. Ona również pojawia się w „Świadku”:
„Pewnego razu głoszę poza swoim terenem, w Szklarskiej Porębie Średniej, na osiedlu, gdzie mieszkają koledzy z byłej podstawówki. Na drzwiach, do których mam zapukać, widzę nazwisko swojej polonistki. Wracają cukierki w papierowej brązowej torbie, jej spojrzenie, gdy odmówiłem uczenia się Bogurodzicy, znowu siedzę w szkolnej ławce, tym razem mam na sobie garnitur i Biblię w ręku. Przyszedłem uczyć swoją nauczycielkę, przyszedłem ją nawrócić. Moje ciało jest gotowe zejść po schodach i iść do następnych drzwi. Wtedy przypominam sobie Piotra, który trzy razy wyparł się Jezusa, schwytanego i przesłuchiwanego w domu Kajfasza. Piotr żałował i płakał. Dzwonię do drzwi. Słyszę kroki, ktoś zerka przez wizjer. I nic, cisza. Chwilę czekam, tyle, ile wypada, i odchodzę. Nigdy nikomu nie opowiem, o tym, że się bałem, że się wstydziłem tego, kim jestem, że jestem tchórzem, tak jak Piotr.” (fragment „Świadka”).
Pani od geografii i chemii – pytana o dedykację w "Świadku" odpowiedziała ze śmiechem: - Ostrej i wrednej chemicy, tak przecież o mnie mówiliście. - To przesada bo jako jedyna nauczycielka prowadziła w szkole podstawowej laboratorium, w którym każdy z nas mógł prowadzić eksperymenty, chciało się jej, w „Świadku” napisałem o niej, że traktuje mnie jak wszystkich w klasie – a nie każdy tak robił. Nie widziałem moich nauczycielek od ponad dwudziestu lat. Nie pamiętam kiedy ostatnio czułem się tak zaszczycony - komentował Robert Rient.
W trakcie spotkania pierwszy redaktor i szef z Tygodnika Szklarskoporębskiego zapytał o pisanie, o to kiedy stało się przyjemnością, która przynosi pieniądze. Przyznał też, że jeszcze "Świadka" nie czytał. Autor wyznał więc, jak go oszukał by dostać pracę w gazecie, i co opisał w książce. Na spotkaniu stawili się również znajomi i przyjaciele z przeszłości a także wielu sąsiadów.
Na swoim profilu Robert Rient na gorąco po spotkaniu napisał: Nikt poza mną samym nie jest w stanie zrobić mi większej krzywdy, bardziej mnie odrzucić, można sobie również wymyślić całe światy, oparte na historiach opowiadanych przez głowę. A czasami spotkanie z człowiekiem potrafi uzdrowić nawet bardzo odległą, bardzo trudną i zdawało się, że zamkniętą przeszłość. Poczułem się w Szklarskiej znowu jak w domu, a kto czytał „Świadka” ten wie, że to niezwykłe i zupełnie nieoczywiste uczucie.

W najbliższym wydaniu "Nowin Jeleniogórskich" z 31 stycznia 2017 rozmowa z Robertem Rientem.

Spotkanie z Robertem Rientem (5).jpg
Spotkanie z Robertem Rientem (8).jpg
Spotkanie z Robertem Rientem (9).jpg
Spotkanie z Robertem Rientem (12).jpg
Spotkanie z Robertem Rientem (13).jpg
Spotkanie z Robertem Rientem (18).jpg
Spotkanie z Robertem Rientem (20).jpg
Spotkanie z Robertem Rientem (21).jpg
Spotkanie z Robertem Rientem (22).jpg
Spotkanie z Robertem Rientem (25).jpg
Spotkanie z Robertem Rientem (27).jpg
Spotkanie z Robertem Rientem (33).jpg

Komentarze (2)

Od dawna podziwiam autora książki, wielkie brawa ! :) Kiedyś słuchałam wywiadu z nim w Radiowej Trójce, włos się jeżył na głowie od tych opowieści. Gratuluję odwagi i życzę teraz już tylko słodkiego jak cukierek życia.

Czy Świadkowie Jehowi to w końcu sekta, czy NIE???? Bo jeśli sekta, to powinni to zdelegalizować, nie niszczyli by ludziom psychy.

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.