Zabójca żony wyszedł z aresztu

Zabójca żony wyszedł z aresztu

Jan G., 52-letni mieszkaniec Giebułtowa, który w grudniu kijem od miotły zabił swoją żonę, może wyjść na wolność – uznał sąd i nie przedłużył mu aresztu. Jednak, zdaniem prokuratury, mężczyzna powinien nadal przebywać w odosobnieniu, dlatego oskarżyciel złożył zażalenie na to postanowienie. Rozpatrzy go sąd apelacyjny.

Do tragedii w domu G. doszło w grudniu zeszłego roku. Mężczyzna chciał, by jego 74-letnia żona dała mu 100 złotych. Gdy odmówiła złapał miotłę i kijem zaczął okładać siedzącą w fotelu kobietę. Najbardziej tłukł po głowie. Tak mocno, że kij się złamał. Potem Jan G. zadzwonił po pogotowie. Lekarz stwierdził zgon kobiety.

Mężczyzna przyznał się do wszystkiego. Prokurator postawił mu zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym, za co grozi kara do 12 lat więzienia. Sąd nie miał wątpliwości, że osobnik powinien trafić do aresztu i tak się też stało. Ale wczoraj, po upływie trzech miesięcy od zdarzenia, ten sam sąd uznał, że ustała przesłanka do tymczasowego aresztu, jaką była wysoka kara grożąca mężczyźnie. Tym bardziej, że właściwie wszystkie czynności w śledztwie zostały przeprowadzone, a postępowanie podejrzanego nie miało dotychczas wpływu na przebieg postępowania.

- Ale prokurator oczekuje jeszcze na opinię z zakładu medycyny sądowej, co do przyczyn zgonu kobiety i mechanizmów, które doprowadziły do śmierci. Na tej podstawie rozważy, czy nie zmienić kwalifikacji prawnej czynu Jana G. na zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Naszym zdaniem, przesłanka do dalszego stosowania tymczasowego aresztu jest nadal. Kto wie, czy po wyjściu na wolność podejrzany nie będzie utrudniał dalszego postępowania – wyjaśnia Violetta Niziołek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Sąd stał jednak na stanowisku, że skoro wniosek prokuratury o tymczasowy areszt dotyczył pobicia ze skutkiem śmiertelnym, jako podstawy, to formalnie nic się nie zmieniło, bo ewentualna zmiana zarzutów pozostaje tylko ewentualnością.

Już po samym zdarzeniu mieszkańcy Giebułtowa mówili nam, że Jan G. był dziwny, że czasem szukał zaczepki i bywał nieobliczalny.

Mężczyzna od kwietnia do maja leczył się psychiatrycznie w szpitalu w Bolesławcu. Cztery dni przed tragedią policjanci zostali wezwani na interwencję do jego domu, gdzie rzekomo znęcał się nad żoną. Mężczyzna był pijany, więc noc spędził w gryfowskim areszcie policyjnym.

Komentarze (3)

zadowoleni z wyników..."

Tylko bić i zabijać,górą nasze Sądy i ich orzeczenia!!!

Trzeba dać koleśiowi na "zatłuczenie"jeszcze kogoś po drodze a co jak nie jak tak:(((

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.