Wrażenie robią gołe liczby. W Zgorzelcu w minionym roku odnotowano narodziny 166 najmłodszych mieszkańców tego miasta. W tym czasie zmarło 463 mieszkańców. Ujemny bilans wynosi aż 297 osób. Mówiąc opisowo – w Zgorzelcu jeden nowy mieszkaniec rodził się raz na dwa dni. A skala zgonów była niemal odwrotna. Niewiele lepsza sytuacja była w Kłodzku, Lubaniu i Bolesławcu.

Rozwierają się nożyce demograficzne

W Jeleniej Górze również odnotowano negatywne tendencje demograficzne. W 2020 roku urodziło się 553 dzieci, a zmarło 1231 osób. Różnica to o 678 zgonów więcej niż narodzin. Sięgnęliśmy do wcześniejszych, przedpandemicznych danych. W porównaniu do roku 2017 odnotowano w Jeleniej Górze w roku minionym o 169 zgonów więcej. Równocześnie w samej tylko Jeleniej Górze było o 110 mniej narodzin niż trzy lata wcześniej. Tym samym w dramatyczny sposób rozwierają się nożyce demograficzne. O stanie ludności danego miasta czy gminy, oprócz różnicy pomiędzy liczbą urodzin a śmierci, decyduje także migracja ludności. Ta wewnętrzna, w obszarze jednego kraju, oraz zewnętrzna, gdy ruch dotyczy przemieszczania się pomiędzy Polską a bliższą i dalszą zagranicą. Także w tym porównaniu sytuacja w Jeleniej Górze nie wygląda dobrze. O ile na okres dłuższy do Jeleniej Góry napłynęło w ciągu minionego roku 676 osób, to „odpłynęło” z naszego miasta 747 mieszkańców. I znów saldo ujemne to 71 „utraconych” mieszkańców.

Cudzoziemcy, których „nie widzą” statystyki GUS

Z danych opublikowanych przez GUS wynika, że z Jeleniej Góry wyjechało na stałe za granicę 45 byłych już teraz mieszkańców. W tym czasie miasto przyjęło 33 obcokrajowców. Znów minus 12 osób. W konsekwencji, na koniec grudnia 2020 roku według GUS Jelenią Górę zamieszkiwało 78 335 osób. W przypadku imigracji do Polski przedstawione liczby wydają się kłócić z tym, co wynika z naszych codziennych obserwacji. Na ulicach i w różnych zakładach pracy widoczni są liczni przybysze zza wschodniej granicy. Statystyki GUS praktycznie nie dostrzegają tego zjawiska. Przypuszczalnie są tego dwa powody. Część gości z zagranicy przyjeżdża do Jeleniej Góry okresowo, tylko w celach zarobkowych, choć jest wśród nich wielu myślących o pozostaniu u nas na stałe. Zanim jednak uzyskają oficjalny status imigrantów (w statystykach GUS), czeka ich trwająca latami, biurokratyczna mitręga.

Wszystkim ubyło

Rok 2020 przyniósł ujemne trendy demograficzne we wszystkich bez wyjątku miastach i gminach regionu jeleniogórskiego. Nawet w gminie wiejskiej Bolesławiec i w Nowogrodźcu, w których przed trzema laty zanotowano przyrost rzędu 46 i 35 osób, w roku 2020 zanotowano regres. Ogólnie negatywne trendy hamowane są w niektórych gminach, np. w Jeżowie Sudeckim, Podgórzynie, ale także w Mysłakowicach z powodu systematycznego przenoszenia się części ludności – zwykle tej młodszej i bardziej zasobnej – z miast na wieś. To zarówno efekt budownictwa jednorodzinnego, jak i działań developerów budujących nowe osiedla w sąsiadujących gminach. Czasami tuż za rogatkami miast.

Złe prognozy i David Attenborough

Warto przypomnieć ostatnią prognozę demograficzną dla Polski oraz niektórych większych miast. Horyzont prognozy nakreślono na rok 2050. Przewiduje ona, że za 30 lat w Jeleniej Górze będzie mieszkało około 48 tysięcy mieszkańców, czyli o około 40 procent mniej niż obecnie. W związku z malejącą liczbą ludności, niemal we wszystkich opiniach polityków, a także specjalistów z różnych dziedzin dominują nastroje pełne obaw i niepokoju. W konsekwencji specjaliści wieszczą globalny upadek systemów emerytalnych i innych zabezpieczeń socjalnych. Rośnie obawa, że zbyt mała liczba osób w wieku produkcyjnym będzie musiała utrzymać zbyt wielu emerytów. Z poważniejszych osób wypowiadających się na temat światowej demografii zupełnie innego zdania jest David Attenborough, znany brytyjski biolog i popularyzator przyrody. Jego zdaniem nasza Ziemia jest bardzo przeludniona. Uważa on, że ludzkość zagraża własnemu istnieniu oraz istnieniu wszystkich innych stworzeń na Ziemi, zużywając większość zasobów planety. Jego zdaniem jedynym sposobem powstrzymania głodu i znikania licznych gatunków przyrody jest kontrola liczebności ludzi. – Przekonamy się o tym dobitnie w ciągu następnych 50 lat. Nie chodzi tylko o zmiany klimatyczne. Chodzi także o przestrzeń do życia oraz pola uprawne potrzebne do wykarmienia miliardów ludzi – powiedział w jednym z wywiadów liczący aktualnie 95 lat David Attelborough – Albo sami ograniczymy liczbę ludzi na planecie, albo planeta sama zrobi to za nas i w gruncie rzeczy już zaczęła to robić.

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Alina Gierak

502 499 336

Zgłoś za pomocą formularza.