Był rok 1999. Pewien mężczyzna wracał późnym wieczorem autobusem ze Szklarskiej Poręby do Jeleniej Góry. Nagle zauważył przybliżające się z ogromną prędkością światła. Gdy były bliżej, okazało się, że obiekt ma kształt dysku z pierścieniem świateł dookoła. Potem nagle na auta, czekające na przejeździe kolejowym w Cieplicach, padł mocny strumień światła. Zrobiło się tak jasno, że mężczyzna widział kierowcę stojącego obok samochodu. Po chwili znowu nastała ciemność. Okazało się, że to zjawisko było widoczne tylko dla jednej osoby. Do świadka dotarł Damian Trela, który zbiera relacje osób mających kontakt z UFO. Pan Damian twierdzi, że nasz górski region obfituje w wiele podobnych zdarzeń.

Temat badania zjawisk niezidentyfikowanych latających obiektów (unidentified flying object, UFO) był szczególnie nośny w latach 70. 80. i 90. ubiegłego wieku. Potem nastąpił okres względnej ciszy. Teraz sprawa powraca po doniesieniach z USA. W czerwcu Pentagon ujawnił długo wyczekiwany raport, dotyczący ponad 120 incydentów z ostatnich dwóch dekad, o których donosili m.in. piloci marynarki wojennej USA. Z raportem już zapoznali się kongresmeni amerykańscy. Raport jest odpowiedzią na krążące po sieci filmy, które wydają się prezentować poruszające się z nadzwyczajną prędkością obiekty. W 2017 r. Pentagon po raz pierwszy potwierdził prawdziwość jednego z takich nagrań. Zjawiska nadal pozostają tajemnicą i rozpalają wyobraźnię. W Polsce jest grupa osób, które badają spotkania z UFO i dokumentują zeznania świadków. Należy do nich Damian Trela, 37-latek z Legnicy, autor dwóch książek poświęconych tematyce ufologicznej, badacz i dokumentalista zdarzeń związanych z UFO na Dolnym Śląsku.

UFO nad Kłaczyną

Pan Damian przyznaje, że najczęściej osoby, które zajmują się UFO, z miejsca uważane są za niewiarygodne i nierzadko stają się celem kpin. – Przecież UFO to bajki! – takie panuje powszechne przekonanie.

– To także temat tabu w środowisku naukowym – twierdzi amerykański fizyk prof. Kevin Knuth na portalu The Conversation (finansowanym przez uniwersytety i jednostki naukowe z całego świata). Trudno się z nim nie zgodzić. Zajmowanie się takim tematem – uważanym za kwestię „z pogranicza nauki” – błyskawicznie stygmatyzuje badacza.

Damian Trela, autor książki „Tajemnice Dolnego Śląska. UFO i niewyjaśnione zjawiska” nie polemizuje z negatywnymi opiniami o ludziach zajmujących się UFO. Jego odpowiedzią na krytyczne sądy są relacje i opis ponad osiemdziesięciu spotkań z UFO, jakie miały miejsce na Dolnym Śląsku w ciągu ostatnich dwudziestu lat.

Jak to się stało, że zainteresował się tymi zjawiskami?

– Punktem zwrotnym były wakacje u dziadków, w Kłaczynie (pow. wałbrzyski) – opowiada pan Damian. Miał wtedy 14 lat, obserwował przed domem babci rozgwieżdżone niebo i nagle zobaczył na niebie obiekt w kształcie cygara, długi na około 100 metrów, który przeleciał bezszelestnie, oświetlając mocno okolicę. Przeżycie pozostaje do tej pory świeże w jego pamięci. To, co widział, nie mieściło się w żadnych kategoriach ziemskich. Miał tego świadomość. Już wcześniej czytał dużo o Kosmosie, interesował się astronomią. To zjawisko sprawiło, że zaczął śledzić, czy inni mieli podobne historie. Docierał do nich. W ciągu dwudziestu lat zebrał kilkadziesiąt niewiarygodnych opowieści.

Trudno namówić świadków na zwierzenia

W 1998 roku, dwa lata po swoim spotkaniu z UFO, wstąpił do polskiego ruchu ufologicznego i przez osiem lat był członkiem Legnickiego Klubu Badań Zjawisk Nieznanych „Kontakt”.

– To jest hermetyczne środowisko – przyznaje pan Damian.

I ci, którzy badają zjawiska, i ci, którzy się z nimi zetknęli, niezbyt chętnie dzielą się doświadczeniami. Zbieranie relacji świadków, opisywanie tego, co przeżyli, spotykając się bezpośrednio z nieznanymi obiektami, stało się wielką pasją pana Damiana. Poznawanie tych historii było bez wątpienia bardzo wciągające.

– Z początku tylko utwierdzałem się w przekonaniu, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie. Mój światopogląd w tym temacie uległ znaczącemu przewartościowaniu na przestrzeni kolejnych lat, gdy jeździłem po całym Dolnym Śląsku i docierałem do innych świadków obserwacji UFO – opowiada autor. Hipoteza kosmicznego UFO mu nie pasowała i zaczął dopatrywać się w tym zjawisku innych wyjaśnień. – Tak więc moja książka to owoc mojej wieloletniej pracy w terenie, ale też próba udzielenia sensownego wyjaśnienia, czym jest UFO – wyjaśnia Damian Trela.

Tego, że swoje zawodowe życie związał z lotnictwem (pracuje jako członek personelu pokładowego jednej z linii lotniczych), nie łączy ze swoją pasją. W jego pracy zawodowej nie ma mowy o UFO. Tu liczy się opieka nad pasażerami, konkretne czynności, dbanie o ich poczucie bezpieczeństwa.

Dopiero po godzinach w powietrzu przychodzi czas na zbieranie opowieści o nieznanym.

– Niektórzy piloci, z którymi pracowałem, gdy dowiadywali się o mojej pasji, przyznawali, że obserwowali niezwykłe zjawiska na niebie. Nigdy jednak nie potwierdzili tego oficjalnie. Obawiali się ośmieszenia. Nie byli jedynymi.

Inni także niechętnie publicznie opowiadają o niezwykłych przeżyciach związanych z UFO. Najczęściej nie zezwalają na podanie swoich nazwisk. Jednym z wyjątków był Ryszard Finster, wałbrzyszanin, którego spektakularne spotkania z UFO w 2007 roku opisywały gazety. Dotarł do niego także pan Damian. Opisuje, jak w maju 2007 roku, w okolicach góry Chełmiec pan Ryszard, emerytowany pracownik wałbrzyskich kopalń, zobaczył i sfotografował NOL (niezidentyfikowany obiekt latający).

– Szedł na wycieczkę w pobliże góry Chełmiec, od strony cmentarza na Białym Kamieniu. Było gorąco, dlatego postanowił przerwać marsz i chwilę odpocząć w cieniu pobliskiego zagajnika. Wtedy usłyszał buczenie, przypominające pracę silnika samochodowego na niskich obrotach. Dochodziło z polany, która była za zagajnikiem. Rozchylił gałęzie drzew i zobaczył czarny pojazd. Był przekonany, że to jacyś gangsterzy załatwiają porachunki w ustronnym miejscu – opowiada o tamtych wydarzeniach pan Damian.

Kiedy były górnik przyjrzał się pojazdowi, zauważył, że nie ten miał kół i unosił się kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. Z jego boków wystawały niewielkie płaty przypominające skrzydła. Mężczyzna przestraszył się i zaczął uciekać. Zobaczył jeszcze, jak pojazd unosi się pionowo i po chwili znika w chmurach. Udało mu się zrobić jedno zdjęcie, jak obiekt leciał. Pan Ryszard takich spotkań miał kilka. O takich osobach mówi się „kontaktowiec”. A więc widzący to, czego inni nie dostrzegają, nadający na falach związanych z obiektami. Pan Ryszard sam zgłosił się do jednej z wałbrzyskich redakcji i stał się bohaterem wielu tekstów. Inni byli mniej skwapliwi.

– Docieranie do świadków to jeden etap badań. Skłonienie ich do opowiadania o tym, co przeżyli, to kolejne trudne zadanie – ocenia pan Damian. Gdy zaczynał, nie było internetu. Śledził zatem doniesienie prasowe, czytał także artykuły w Nowinach Jeleniogórskich, gdzie opisywaliśmy relacje osób, które zaobserwowały UFO. Był otwarty na każdy sygnał. Jeden świadek prowadził do drugiego. Gdy zaczął prowadzić w internecie bloga „Czas tajemnic”, świadkowie sami zgłaszali się do niego. Zebrała się spora dokumentacja. Blisko osiemdziesiąt wydarzeń z Dolnego Śląska opisał w 500-stronicowej książce. Drugie tyle pozostało w notatkach.

– Nie było łatwo namówić ludzi do rozmowy. Na ogół nie chcieli, by ujawniać w książce ich nazwiska. Mieli świadomość, że mogą zostać wyśmiani – opowiada pan Damian. On starał się podchodzić do opowieści bez emocji, zachować dystans. Nie oceniać. Wiedział, że ci ludzie przeżyli szok kulturowy, byli świadkami zjawiska nieprzystającego do ich dotychczasowych doświadczeń, burzącego ich światopogląd.

W górach UFO widać częściej

Z relacji wyłaniał się jeden pewnik. W rejonach górskich UFO pojawia się częściej niż w innych miejscach. Nie ma znaczenia pora roku ani pora dnia. Tu trudno o jakąś regułę. Ale ogromna liczba relacji z terenów górskich i podgórskich pozwala wysnuć wniosek o uprzywilejowaniu gór.

W książce „Tajemnice Dolnego Śląska. UFO i niewyjaśnione zjawiska” łatwo to prześledzić, gdyż materiał uporządkowany jest geograficznie. Są relacje ze Szklarskiej Poręby, Barcinka, Wojcieszowa, Mysłowa i innych miejscowości Kotliny Jeleniogórskiej.

Obiekty mają kształt cygara, pierścienia, spodka, trójkąta. Widzieli je myśliwi, grzybiarze, politycy, nauczyciele, urzędnicy, budowlańcy i ludzie innych zawodów. Niektórzy siedzieli cicho przez wiele lat. Inni opowiadali tylko najbliższym.

Jak myśliwy, który w Nowym Siodle koło Mieroszowa, w nocy na ambonie czekał na zwierzynę. Nagle nad nim pojawił się rozświetlony dysk, lecący z wielką prędkością. Mężczyzna próbował strzelać do niego, ale broń odmówiła posłuszeństwa. Dziwne, bo wcześniej nigdy nie zawodziła. Inne historie są podobne. Szczegóły przypominają filmy SF lub filmy grozy. Zwykle UFO widziane jest w odosobnionych miejscach, nic nie ostrzega przed jego pojawieniem się, widzą je pojedyncze osoby. Czasami jest tak, że te stojące tuż obok nie mają świadomości, że nad nimi przelatuje jakiś obiekt o futurystycznych kształtach. Ale bywa też, że zjawisko obserwowane jest w tym samym czasie w wielu krajach.

Tak było 5 listopada 1990 roku, gdy między godz. 18.00 a 19.00 tysiące osób obserwowały we Francji i Beneluksie przeloty niezidentyfikowanych obiektów latających. Godzinę później pojawiły się one nad Kotliną Jeleniogórską. Punkty świetlne tworzące zespół były ułożone w kształt idealnego prostokąta, który nie zmieniał się” (…) Wielkość prostokąta, uwzględniając odległość, można oszacować na 200-400 m w stosunku do Ziemi, ok. 15×25 metrów. Prędkość przemieszczania, ciągle w zależności od odległości, nie przekraczała 100 km/h. Przemieszczenie odbywało się w prawie całkowitej ciszy – pan Damian przytacza w książce szczegółowe relacje świadków z tego dnia. Niesamowitą eskadrę widzieli wówczas mieszkańcy między innymi Legnicy i innych dolnośląskich miast.

Od spodków po trójkąty

Podejście do relacji ze spotkań z UFO zmieniało się przez lata. To jest widoczne także w naszym regionie. Zjawisko przybierało różne formy. W latach 50. 60. i 70. ubiegłego wieku świadkowie mówili o spodkach latających, gigantycznych obiektach, jak w „Gwiezdnych wojnach”, spotkaniach z kosmitami. Zjawiska opisywane były w poważnych mediach. Było dużo relacji, krążyły różne teorie. W XX wieku świadkowie wchodzili do różnych obiektów. Wnętrza statków przypominały nowoczesne centra dowodzenia. Opisywano przypadki uprowadzenia ludzi. Z końcem lat 90. zainteresowanie UFO malało. – Ale to nie znaczy, że UFO nie przestało się pojawiać – mówi Damian Trela. – Zostało tylko wypchnięte z życia społecznego i zastąpione innymi, bardziej popularnymi tematami – wyjaśnia. Zmieniło się ponadto podejście do relacji świadków. Z poważnego i analitycznego do bardziej prześmiewczego. Miały na to wpływ opisy w mainstreamowych mediach, a także spora liczba filmów, które powstawały w tych latach.

Ufolodzy przekonują, że zjawisko nadal istnieje. Spore nadzieje wiążą z raportem Pentagonu, opublikowanym w czerwcu tego roku. Liczą na poważne, naukowe badania. Raport amerykańskich wojskowych nie stara się wyjaśnić istoty zjawiska, opisuje konkretne przypadki. Tak ,jak to czyni na Dolnym Śląsku pan Damian.

Czy to kosmici? Nie sądzę. Ale kto wie…

W jego doniesieniach pojawia się również wątek bliskich spotkań z kosmitami. Ma na to określenie „żywy folklor”. Ot, choćby historia z Barcinka z 1948 roku, gdy grzybiarz opowiadał o spotkaniu z postaciami, mającymi ubrania w zielonym kolorze. Gdy podszedł bliżej, okazało się, że ludziki wspinały się pionowo na drzewa, jakby nie istniała grawitacja. Uciekł przestraszony z tego miejsca. Opowiedział jednak o zjawisku sąsiadowi, a ten doniósł na ubecję. Grzybiarz był przesłuchiwany pod kątem kontaktów z tajnymi agentami.

Ta historia nawiązuje do opinii o pozaziemskim podłożu UFO. Czy to odwiedziny istot z innych cywilizacji? Pan Damian daleki jest od tej teorii. Jego zdaniem mowa jest o czynniku ultraziemskim. Mocnym oddziaływaniu na człowieka. Umysł próbuje zracjonalizować to, co widzi i doświadcza, ale ma do czynienia z inteligencją innego wymiaru. Zbiór zjawisk nakładających się na siebie, które mają olbrzymi wpływ na niektórych ludzi i sprawiają, że doświadczają holograficznych projekcji. W książce pana Damiana znajdziemy nie tylko relacje świadków, ale też szczegółową analizę każdego przypadku.

– Wypowiedzi świadków zawsze przepuszczam przez filtr wiarygodności. Sporządzam z nimi kwestionariusz osobowy, aby określić, czy nie mają skłonności do konfabulacji. Określam szczegółowo przebieg takiego zdarzenia. Przypomina to trochę pracę kryminologa – opowiada autor. – Dla Dolnoślązaków wartością dodatkową jest to, że wielu z nas zna miejsca opisywane w książce. Wiadomo, gdzie widziano UFO. Polany, zagajniki, pagórki, wsie i miasta tuż obok naszych domów. Można tam pójść. Spróbować wyobrazić sobie, co czuli świadkowie na widok niezwykłego statku powietrznego. I przypomnieć sobie, co podkreśla pan Damian: UFO może zobaczyć każdy z nas. O każdej porze i w każdym miejscu. W Sudetach jest na to wyjątkowa szansa.

Alina Gierak

Fot. Blog Czas tajemnic

Raport Pentagonu o UFO: W USA 17 czerwca członkowie komisji ds. wywiadu Izby Reprezentantów otrzymali raport Pentagonu na temat „niewyjaśnionych zjawisk powietrznych”. Ten, utrzymywany do tej pory w tajemnicy raport, poświęcony jest analizie ponad 120 spotkań z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi, do których doszło w ciągu 20 ostatnich lat. Niektóre z obiektów wyróżniały się nadzwyczajną prędkością lotu i niesamowitą zwrotnością. Pytani przez New York Post przedstawiciele Izby Reprezentantów nie chcieli zdradzić, czy w raporcie znajdują się nieznane dotąd informacje na temat istnienia życia poza Ziemią. Andre Carson z Partii Demokratycznej powiedział, że to była bardzo pouczająca lektura. Demokrata Mike Quigley stwierdził, że raport „nie zawiera odpowiedzi na wszystkie pytania i spora część zjawisk pozostanie niewytłumaczalna”. O "niezidentyfikowanych zjawiskach powietrznych" nadal mówi się ostrożnie, ale sam fakt, że wywiad stworzył raport na ten temat, jest już znaczący. Jak pisze dziennik „New York Times” (NYT), członkowie komisji nie byli w stanie ustalić, o jakich obiektach latających informowali wojskowi, którzy się z nimi zetknęli. Nie znaleźli także żadnych, niepodważalnych dowodów na to, że obiekty te pochodziły z jakiejś obcej cywilizacji. Trzy opublikowane przez Pentagon nagrania wideo, przedstawiające niezidentyfikowane obiekty latające, stały się podstawą pogłosek, że amerykańskie tajne służby dysponują informacjami o istnieniu cywilizacji pozaziemskich. Najbardziej znane jest 18 -sekundowe nagranie z UFO, opublikowane w mediach społecznościowych przez Jeremego Corbela, filmowca, znanego z produkcji dokumentalnych. Tematyką UFO zajmuje się już od kilku lat. Nagranie zarejestrowano w lipcu 2019 r. przez anonimową osobę. Widać na nim latające, emitujące światło obiekty, które kształtem przypominają piramidy. W momencie nagrania przemieszczały się po niebie nad pokładem okrętu amerykańskiej marynarki wojennej USS Russell. Autentyczność nagrania z UFO potwierdziła Sue Gough - rzeczniczka Departamentu Obrony USA. W rozmowie z serwisem Futurism Gough przyznała także, że wideo pochodzi z zasobów specjalnej grupy Unidentified Aerial Phenomenon Task Force (Niezidentyfikowana Grupa Zadaniowa ds. Zjawisk Powietrznych), którą powołano do badania przypadków spotkań amerykańskich żołnierzy z różnego typu niezidentyfikowanymi obiektami. Uzasadniając to koniecznością zachowania bezpieczeństwa, rzeczniczka nie podała więcej szczegółów. Incydent jest jednym ze 120 opisanych w raporcie. Potwierdza, że amerykańscy wojskowi stale raportują o niezidentyfikowanych obiektach latających, których pochodzenia Pentagon nie potrafi wyjaśnić. Badania przeprowadzone przez tajne służby USA nie potwierdzają jednak istnienia UFO. Pozostaje jednak jeszcze iskierka nadziei, ponieważ raport nie zawiera jednoznacznych stwierdzeń. Za jakiś czas raport ma zostać ujawniony, ale aneks do niego nadal pozostanie tajny.

Nagrania wideo Pentagonu UFO to wybrane wizualne nagrania wskaźników kokpitu myśliwców marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych na pokładach lotniskowców USS Nimitz i USS Theodore Roosevelt w 2004, 2014 i 2015 r. Oraz dodatkowe materiały filmowe zrobione przez inny personel marynarki w 2019 r.

Ufologia to zajęcie polegające na badaniu szeroko rozumianego zjawiska UFO, jak też oddziaływań tych obiektów na materię nieożywioną oraz rośliny, zwierzęta i ludzi. Ufologia stawia hipotezę istnienia istot pozaziemskich, których technologia umożliwia bezpośrednie badanie Ziemi, zajmuje się również gromadzeniem danych odnośnie do tych istot, artefaktów przez nie pozostawionych oraz obserwacji, zdjęć, filmów obiektów, ich oddziaływania lub zachowania, którego wytłumaczenie wydaje się być niemożliwe w oparciu o współczesną technikę wojskową lub cywilną. Ufologia nie jest nauką, gdyż nie wypracowała skutecznych narzędzi weryfikacji opisów doniesień o bezpośrednich kontaktach z pozaziemskimi cywilizacjami. Niektórzy zwolennicy UFO przyjmują bezkrytycznie takie świadectwa jak np. nieostre zdjęcia i mało wiarygodne relacje, ignorując jednocześnie próby racjonalnego i bardziej naturalnego czy prostszego wyjaśnienia. Przykładem jest podejście niektórych do fenomenu kręgów zbożowych. Utrzymują oni, że niektóre z nich mogą być dziełem przedstawicieli obcych cywilizacji, „mimo dowodów", że czasami tworzą je ludzie dla sławy lub dla żartu. Zdaniem ufologów problem z niechęcią środowisk naukowych, polityków, ale również zwykłych ludzi bierze się z lęku i obaw, iż potencjalne udowodnienie istnienia przedmiotu jej badania będzie wymagało gruntownej przebudowy w nauce, całym społeczeństwie, będzie miało wymiar religijny, polityczny, ekonomiczny oraz militarny, będzie wymagało rewizji i zmian w sferze psychicznej każdego człowieka na Ziemi. (wg Wikipedii).

2 komentarze

  1. No nie wiem, położenie Nowin to (wg googla): „Jelenia Góra leży średnio na wysokości ok. 330 – 370 m n.p.m.”, natomiast Warszawa (TVP) to: 100 m. Więc trochę orientacji w temacie oraz naukowego podejścia przed wyrażeniem takiej opinii by się przydało.

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

601 566 560

Zgłoś za pomocą formularza.