Rozpadła się bazaltowa róża na Wilczej Górze koło Złotoryi – unikat, najcenniejszy relikt wulkanizmu w Sudetach. Miała być największą atrakcją projektowanego Geoparku Kraina Wygasłych Wulkanów. Ale z chciwości, zamiast objąć ją ochroną, lekkomyślnie pozwolono francuskiemu koncernowi Colas kontynuować wydobywanie bazaltu i odpalać ładunki wybuchowe w jej otoczeniu.

Wilcza Góra – jak wiele wzniesień na Pogórzu Kaczawskim – to tzw. nek, komin wulkanu, przez który miliony lat temu wypływał bazalt w postaci gorącej lawy. Stygnąc kurczył się i pękał w charakterystyczny dla siebie sposób, trochę niczym glina na słońcu, tworząc pionowe słupy. W szczególnych okolicznościach, gdy ciepło uciekało w różnych kierunkach, słupy zawijały się i rozchodziły koncentrycznie, trochę jak promienie słońca lub płatki kwiatu. Taki wyjątkowy, niezwykle rzadki w przyrodzie układ geolodzy nazywają różą bazaltową.

Dwie róże

Na Wilczej Górze były dwie róże bazaltowe. Dla pierwszej z nich, którą dostrzeżono na zachodnim stoku wzniesienia, utworzono w 1959 roku rezerwat przyrody nieożywionej „Wilcza Góra”, pisząc w uzasadnieniu, że ze względów naukowych i dydaktycznych warto chronić to miejsce jako jedyny taki obiekt w Polsce. Równolegle, po drugiej, wschodniej stronie wzgórza, funkcjonowała kopalnia bazaltu. Jej działalność sprawiła, że na początku lat siedemdziesiątych na skraju wyrobiska odsłoniła się druga bazaltowa róża, znacznie większa, efektowniejsza od tej w rezerwacie. Razem z ciągiem potężnych kamiennych słupów u podstawy Wilczej Góry była opisywana w podręcznikach szkolnych jako wyjątkowa osobliwość. Stała się „Mekką” geologów, obowiązkowym punktem wycieczek studentów geografii, ciekawostką polecaną we wszystkich przewodnikach turystycznych. Naukowcy z Uniwersytetu Szczecińskiego, którzy kilkanaście lat temu dokonywali oceny walorów geoturystycznych stanowisk pochodzenia wulkanicznego Gór i Pogórza Kaczawskiego, przyznali Wilczej Górze najwyższą punktację ze wszystkich atrakcji regionu. Mimo tego bazaltowej róży na południowo-wschodniej ścianie Wilczej Góry nigdy nie objęto konserwatorską ochroną poprzez poszerzenie granic rezerwatu.

Koncesja dla Colasa

Długo istniał pięćdziesięciometrowy filar ochronny rezerwatu, który nie pozwalał zbliżać się z wydobyciem do róż. Górnicze lobby z pożądliwością patrzyło na zamrożone w nim pokłady wybornego bazaltu i doprowadziło do stopniowego zmniejszenia filara ochronnego. Ostatecznie francuski koncern Colas, który kupił kopalnię na Wilczej Górze, zgłosił zamiar pozyskania kamienia z przylegającej bezpośrednio do rezerwatu strefy i, mimo protestów mieszkańców Złotoryi, w 2015 roku uzyskał u Wojewody Dolnośląskiego koncesję na kontynuowanie wydobycia. Stało się to za przyzwoleniem m.in. Regionalnej Rady Ochrony Przyrody oraz Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu. Planom Colasa sprzyjały także ówczesne władze gminy wiejskiej Złotoryja, widząc w tym szansę na milionowe wpływy do swego budżetu.

Inżynierowie z wrocławskiego biura Poltegor Instytut, którzy na zlecenie Colasa przygotowali cyfrowy model góry, przekonywali, że odpowiednio dobrane ładunki wybuchowe nie będą zagrożeniem ani dla rezerwatu, ani dla róży bazaltowej.

Numer jeden w Sudetach

Mimo tych opracowań prof. Piotr Migoń – dyrektor Instytutu Geografii i Rozwoju Regionalnego Uniwersytetu Wrocławskiego oraz jeden z najwybitniejszych autorytetów w dziedzinie geomorfologii – podzielał obawy lokalnej społeczności.

– Na tle Polski Wilcza Góra to jest niewątpliwie coś wyjątkowego – mówił w 2013 r. w wywiadzie dla portalu 24legnica.pl. – Działalność kopalni umożliwiła wgląd w wewnętrzne struktury, o jakim moglibyśmy tylko pomarzyć. O ile kamieniołomów głębszych niż złotoryjski znalazłoby się trochę, to jednak nigdzie historyczna aktywność wulkanu nie była tak złożona i nigdzie nie zostawiła tak fascynujących śladów. Na Wilczej Górze jest na przykład coś, czego nie widziałem nigdzie na świecie: bazalty wciskające się w skały kredowe! Wilcza Góra śmiało mogłaby się znaleźć obok podobnych francuskich obiektów, które niebawem zostaną wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, bo w niczym im nie ustępuje. Gdybym miał tworzyć swoje rankingi, w skali Sudetów to absolutny numer jeden, jeśli idzie o wulkany, i ścisła pierwsza piątka z wszystkich cudów przyrody nieożywionej.

Dziura, jakich wiele

Zgodnie z modelem Poltegor Instytut, w oparciu o nową koncesję, Colas przez cztery lata prowadził roboty strzałowe i wybierał bazalt po brzegach Wilczej Góry. Prace przerwał, gdy nocą 26 sierpnia 2019 r. doszło do oberwania się i osunięcia mas skalnych z południowo-zachodniego zbocza. Okręgowy Urząd Górniczy we Wrocławiu nie pozwalał na wznowienie prac. Bezpośrednio po tym wypadku sprawdzaliśmy: bazaltowa róża od strony kamieniołomu przetrwała, choć wydawała się mniej wyraźna. Teraz – nie ma po niej śladu! Najprawdopodobniej na skutek strzelań naturalne szczeliny pomiędzy słupami bazaltu powiększyły się, a gromadząca się w nich i zamarzająca woda w trzy zimy zrobiła resztę. Bazaltowa róża nieodwracalnie rozpadła się w piarg u stóp Wilczej Góry.

W gminie wiejskiej Złotoryja, na terenie której leży Wilcza Góra, nic na ten temat nie wiedzą. Informacja jest również zaskoczeniem dla burmistrza Złotoryi, Roberta Pawłowskiego, który od lat mówi o potrzebie wykorzystania potencjału turystycznego tego miejsca. Bez róży na północno-wschodnim zboczu i bazaltowych słupów z krawędzi filaru, przerobionych przez Colas na tłuczeń, Wilcza Góra przestaje być tak unikatowa na tle innych wulkanów. To cios dla inicjatorów utworzenia na terenie Gór i Pogórza Kaczawskiego certyfikowanego Geoparku Kraina Wygasłych Wulkanów, działającego pod patronatem UNESCO.

– Ostatnia koncesja na eksploatację bazaltu na Wilczej Górze, z punktu widzenia przyrodniczego, zachowania dla następnych pokoleń róży bazaltowej z fantastycznie wykształconymi słupami bazaltowymi, obrazującymi przekrój wulkanu, była nieporozumieniem – uważa Krzysztof Maciejak, geolog, autor m.in. przewodników po Górach i Pogórzu Kaczawskim. – Wzgórze jeszcze kilka lat temu, po ewentualnym zaprzestaniu eksploatacji, mogło stanowić jeden z najatrakcyjniejszych parków wulkanicznych w centralnej Europie. Dziś, po przemysłowym zdewastowaniu, jest zwykłym, pokopalnianym wyrobiskiem, jakich wiele w południowo-zachodniej części Polski – np. w rejonie Lubania i Leśnej. Mogliśmy mieć atrakcję na skalę europejską, a mamy dziurę po kamieniołomie pod Wilkowem.

Polacy, nic się nie stało

– Kiedy niszczeje dziedzictwo kulturalne czy przyrodnicze, to zawsze jest tragedia – mówi Julia Tarkowska, koordynatorka starań o przyznanie certyfikatu UNESCO kaczawskiemu geoparkowi. – Tam był zakład górniczy działający na podstawie koncesji, legalnie. Taka sytuacja wyklucza możliwość naszej ingerencji.

Colas udaje, że bazaltowej róży po stronie wyrobiska nigdy nie było. Według niego, była jedynie róża w rezerwacie przyrody, utworzonym celem ochrony tej formacji geologicznej pod jurysdykcją RDOŚ we Wrocławiu.

– Róża bazaltowa jest obiektem niewidocznym od strony kopalni – przekonuje Anna Lipko, kierownik działu komunikacji i marketingu Colas Polska, choć od lat siedemdziesiątych opublikowano setki fotografii przeczących jej słowom. Przed Wilczą Górą miasto ustawiło dla turystów tablicę, na której jest jedno z takich zdjęć.

I kamieni kupa

– Nieraz podchodziłam z wycieczkami od strony kamieniołomu, aby ludzie mogli zobaczyć ten cud na własne oczy – opowiada Sylwia Dudek-Kokot z Centrum Informacji Turystycznej w Złotoryi. – W odróżnieniu od róży bazaltowej w rezerwacie, ta była bardzo spektakularna. Nawet laicy, którzy nie znali się na geologii, potrafili ją zlokalizować na ścianie.

– Jej niepowtarzalny urok, rozmiar, walory naukowe, dydaktyczne i krajobrazowe uzupełniały fantastycznie ułożone w różnych kierunkach słupy bazaltowe na tej samej ścianie, a także gigantyczne niemalże, pionowe słupy biegnące poniżej róży, które wskazywały kierunek ucieczki ciepła ze stygnącego wulkanu – wylicza Krzysztof Maciejak. – Została z tego kupa kamieni. Likwidacja do minimum filara ochronnego i strzelanie zrobiły swoje. To było do przewidzenia

Sylwia Dudek-Kokot żałuje, że róża przepadła. – Czułam, że tak się stanie – mówi. – Dla pieniędzy, dla zysku, przedłużono życie kopalni, ryzykując utratę czegoś, co było bezcenne. Wiele wytworów ludzkich rąk da się się odtworzyć. Zburzone kościoły można odbudować. Ale tego, co stworzyła przyroda, żaden człowiek nie jest w stanie przywrócić.

Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu los bazaltowej róży w kamieniołomie nie zajmuje. Katarzyna Łapińska, zastępca dyrektora RDOŚ i dolnośląska konserwator przyrody pisze, że „wprawdzie jest ona okazalsza i bardziej wyeksponowana niż formy bazaltowe zlokalizowane na terenie rezerwatu przyrody”, ale nie podlega ochronie.

Trwa rekultywacja

Zaczęła się rekultywacja kopalni na Wilczej Górze. Na zlecenie Colas Kruszywa prowadzi ją – to nie żart – Miazga Sp. z o.o. Usypano wał wokół wyrobiska i zamontowano barierki ze stali ocynkowanej. Ukształtowano teren pod drogę dojazdową i parking. Vis`a`vis ściany, z której odpadła róża bazaltowa, wylano fundamenty pod platformę widokową.

– Punkty widokowe zaplanowane w projekcie rekultywacji pozwalają na obserwację ścian powojennego rejonu eksploatacji (współczesnej nam kopalni), w tym komina wulkanicznego z jego ciekawymi formami słupowymi zastygłego bazaltu, o którym mówi się również potocznie, że stanowi „serce wulkanu” – opowiada Anna Lipko.

Koncepcja rekultywacji kopalni Wilcza Góra powstawała w 2013 r. równolegle z planami ekspansji w stronę rezerwatu. Colas wykorzystywał ją wówczas, aby odwieść lokalną społeczność od protestów. Przekonywał, że warto zaakceptować wydłużenie działalności kopalni w zamian za obietnicę przyszłych atrakcji. Po zakończeniu eksploatacji teren kopalni miał stać się czymś w rodzaju geoparku. Obiecywano ludziom skalne arboretum, mały amfiteatr, wiatę z punktem widokowym, z którego można by oglądać bazaltową różę, i wszystko, co sobie złotoryjanie wymarzą.

– Rekultywacja wyrobiska odbywa się w oparciu o pierwotną koncepcję z roku 2013, z małymi modyfikacjami, wynikającymi z niemożliwości pełnego zagospodarowania terenu wewnątrz wyrobiska (osuwisko skalne) ze względów bezpieczeństwa – informuje Anna Lipko. – Planowane do realizacji wewnątrz wyrobiska arboretum skalne zostało przeniesione w bezpieczne rejony ścieżki okrążającej wyrobisko górnicze i zostanie zrealizowane w pełnym planowanym wymiarze. Wszelkie planowane w projekcie punkty widokowe są realizowane. Projekt został wzbogacony o dodatkowe elementy użytkowe. Aktualna koncepcja nadal zakłada możliwość zejścia do wyrobiska w granicach wydzielonej bezpiecznej przestrzeni – do planowanego w pierwotnej koncepcji punktu widokowego zlokalizowanego „na środku” wyrobiska.

Autorska wizja Colasa

Realizowany projekt rekultywacji wyrobiska to autorska wizja Colasa, szeroko konsultowana m.in. z władzami samorządowymi i Okręgowym Urzędem Górniczym we Wrocławiu. Jak wyjaśnia Anna Lipko, w jego przygotowanie były zaangażowane również lokalne organizacje społeczne, mieszkańcy, byli pracownicy kopalni, środowiska naukowe wrocławskich uczelni wyższych. Zgodnie z zawartymi umowami, rekultywacja powinna zakończyć się w kwietniu 2023 roku, choć niewykluczone, że Miazga uwinie się z tym kilka miesięcy szybciej.

Teraz gmina

– Intencją Colas jest przekazanie terenów zrekultywowanych gminie wiejskiej Złotoryja – zapewnia Anna Lipko. – Informowaliśmy o tym władze lokalne od początku procesu, stąd też taka, a nie inna koncepcja rekultywacji. Naszą intencją jest, by ten teren mógł służyć mieszkańcom gminy i miasta Złotoryja (ale nie tylko) jako teren rekreacyjno-edukacyjny, wpisujący się w szerszą politykę zagospodarowania regionu (Kraina Wygasłych Wulkanów), stanowiąc jeden z istotnych elementów ścieżki przyrodniczo-edukacyjnej.

– Zdając sobie sprawę, że bieżące utrzymanie takiego obiektu będzie sporym wyzwaniem, deklarujemy jako miasto gotowość udzielenia gminie wsparcia w tym zakresie – mówi burmistrz Złotoryi, Robert Pawłowski.

– Ważne, żeby to, co pozostawiła po sobie firma, gmina potrafiła rozwinąć pod kątem współpracy z tworzonym geoparkiem. Ale, jak patrzę na to, co dzieje się w rejonie dawnego skansenu górniczego w Leszczynie i przy innych obiektach przyrodniczych na terenie gminy Złotoryja, nie jestem optymistą – komentuje Krzysztof Maciejak.

Piotr Kanikowski

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

601 566 560

Zgłoś za pomocą formularza.