Jeleniogórzanin Lech Rybicki, jako pełnomocnik siostry, od ponad 20 lat wynajmuje mieszkanie przy ulicy Krótkiej 21 w Jeleniej Górze. Nigdy nie miał kłopotów z lokatorami, aż pojawiła się pani Dorota z rodziną. Kobieta szybko zorientowała się, że tzw. ustawa antycovidowa, która zabrania eksmisji, to dla niej raj. Przestała płacić czynsz, nie opłaca mediów, zmieniła zamki w mieszkaniu i śmieje się w oczy bezradnym właścicielom.

– Padłem ofiarą własnej uczciwości – mówi gorzko Lech Rybicki. Dlaczego tak twierdzi? Bo podpisał z lokatorką umowę u notariusza, płacił podatki, działał przepisowo i jawnie. Wydawało się, że zabezpieczył się przed nieuczciwymi lokatorami na wszelkie możliwe sposoby. Boleśnie przekonał się, że był w błędzie. – Gdybym wynajął mieszkanie na czarno, jak wielu moich znajomych, to wyrzuciłbym tych „dzikich lokatorów” i byłoby po sprawie – twierdzi szczerze.

Ustawa antycovidowa chroni dłużników

W lokalu przy ulicy Krótkiej pani Dorota zamieszkała w 2016 roku. Razem z nią mąż i dziecko. Kolejną dwójkę urodziła już w mieszkaniu na Krótkiej. Wydawali się panu Lechowi miłą rodziną. Płacili czynsz w miarę regularnie. Nie było większych problemów.

Aż do ubiegłego roku. W czasie pandemii koronawirusa rząd, chcąc chronić lokatorów, którzy, pozbawieni pracy, znaleźli się w trudnych warunkach, wprowadził w marcu 2020 roku nowe zasady dotyczące eksmisji: W okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii, ogłoszonego z powodu COVID-19, nie wykonuje się tytułów wykonawczych nakazujących opróżnienie lokalu mieszkalnego. Stanowi o tym art. 15 Ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych – czytamy w ustawie.

Anna Dalkowska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, odpowiadając na interpelację poselską, wyjaśniała dokładniej zasady działania ustawy antycovidowej: Wprowadzenie i utrzymywanie zakazu eksmisji z lokali służących zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych było i jest podyktowane nie tylko koniecznością zachowania reżimu sanitarnego, ale także względami humanitarnymi w stosunku do osób, które dotkliwie odczuły negatywne dla gospodarki skutki epidemii, przy czym faktem notoryjnym jest, że dotyczy to wielu branż, a tym samym znacznej grupy obywateli. Regulacje te spełniły bezsprzecznie swoją rolę. W okresie obowiązywania stanu epidemii wykonywanie pracy zarobkowej, a przede wszystkim prowadzenie działalności gospodarczej, są utrudnione, a w niektórych przypadkach – wręcz niemożliwe. W takiej sytuacji kontynuowanie postępowania egzekucyjnego mogłoby doprowadzić do pozbawienia zobowiązanych zasobów mieszkaniowych, koniecznych do zabezpieczenia funkcjonowania w okresie szczególnego zagrożenia bądź do podjęcia czy kontynuowania pracy czy działalności gospodarczej po czasie, gdy zagrożenie minie.

Nie płaci czynszu, zmienia zamki w drzwiach

Lech Rybicki opowiada, jak jego lokatorka szybko zorientowała się w możliwościach, jakie dawały nowe przepisy. Przestała płacić za wynajem. Nie pomagały pisemne ponaglenia, monity, prośby, umowy i negocjacje. Na konto pana Lecha nie wpłynęła ani złotówka. Zaległości wynoszą teraz około 30 tys. złotych.

Na dodatek pani Dorota nie płaci również czynszu do spółdzielni i zadłuża mieszkanie. Lokal nie jest jej, więc co się będzie martwić długami. Poszła dalej. Z dnia na dzień wymieniła zamki w mieszkaniu. Pan Lech nie ma wstępu do własnego lokalu. Lokatorka ponadto założyła bez jego zgody liczniki na prąd i gaz. – W majestacie prawa zostaję stopniowo rugowany ze swojego majątku – twierdzi jeleniogórzanin. – Państwo zezwoliło na taką sytuację, nie dając właścicielom lokali żadnych narzędzi do dochodzenia swoich praw – dodaje.

Ustawa antycovidowa chroni bowiem jednakowo ludzi uczciwych, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji, tracąc w pandemii pracę, jak i cwaniaków, wykorzystujących okazję. Takich sytuacji, jaką opisuje pan Lech, jest w Polsce coraz więcej. Właściciele lokali przejętych przez „dzikich lokatorów” w czasie obowiązywania ustawy antycovidowej mówią o tym w telewizyjnych programach interwencyjnych. Na razie nikt nie ma dla nich dobrego rozwiązania.

Pan Lech ma podwójnego pecha. Poszedł do sądu, by uzyskać wyrok eksmisyjny dla nieuczciwych najemców. Okazało się, że z powodu zaniedbań formalnych sprawa została oddalona. Spóźnił się bowiem cztery dni w Urzędzie Skarbowym ze zgłoszeniem umowy najmu okazjonalnego. Przepisy dają na to 14 dni. Dlaczego ponownie nie próbował walczyć w sądzie? – Takie sprawy ciągną się po 5-6 lat. W tym czasie mieszkanie zadłużane będzie coraz bardziej, traci na wartości – mówi zniechęcony. Pluje sobie w brodę, że nie postąpił jak inni i nie wyrzucił lokatorki, zanim weszła w życie ustawa antycovidowa. Słyszał o takich działaniach właścicieli i tzw. dzikich eksmisjach.

– Ale ja dałem się przebłagać, bo nawet ojciec pani Doroty się włączył i obiecywał, że pomoże córce. Naiwny byłem – szczerze mówi pan Lech. Sytuacja jest patowa.

Czekać, aż pandemia zostania odwołana

Pan Lech nic nie wskórał w sądzie. Żadnego efektu nie dały wizyty na policji, zgłaszanie, że „dzicy lokatorzy się awanturują, zakłócają spokój innym mieszkańcom”. Pani Dorota okazała się nie do ruszenia. Przynajmniej dopóki obowiązuje stan pandemii. Zakaz wykonywania tytułów wykonawczych nakazujących opróżnienie lokalu mieszkalnego obowiązuje, co do zasady, w okresie trwania stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19, dlatego też na gruncie obowiązujących przepisów wznowienie wykonywania eksmisji nastąpić może co do zasady po odwołaniu stanu epidemii. Mając na względzie dynamiczną i zmieniającą się sytuację związaną z zagrożeniem epidemicznym, aktualnie trudno określić, kiedy to nastąpi – wyjaśnia w odpowiedzi na interpelację poselską Anna Dalkowska z Ministerstwa Sprawiedliwości.

Pan Lech także kilkakrotnie pisał do Ministerstwa Sprawiedliwości. Sędzia Lech Grajewski, dyrektor Departamentu Legislacyjnego obszernie wyjaśniał mu, że wprowadzone przez ustawodawcę ograniczenia, dotyczące postępowań egzekucyjnych, mają na celu ochronę dłużników przed skutkami epidemii COVID-19. Ograniczenia te dotyczą przeprowadzania egzekucji czy eksmisji z lokali mieszkalnych, chronią podstawowe dobro dłużników, jakim jest miejsce zamieszkania. Sędzia nie podał żadnych przepisów ani nie poradził, co robić z niepłacącymi od ponad roku lokatorami. Podobnie jak Rzecznik Praw Obywatelskich, do którego zwracają się właściciele nieruchomości będący w podobnej sytuacji, co pan Lech, i pytający: Czy w stanie epidemii wynajmujący może skutecznie wypowiedzieć umowę najmu niepłacącym czynszu od roku?”. Rzecznik odpowiada im: Warto przypomnieć, że Ustawa z 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U.2020.1842 t.j.) wprowadziła w art. 31t czasowy zakaz wypowiadania umowy najmu, uniemożliwiając właścicielom wypowiadanie tych umów. Natomiast art. 31u przedłużył termin wypowiedzenia umowy najmu w przypadku umów już wypowiedzianych pod warunkiem, że najemca złożył wynajmującemu oświadczenie woli o przedłużeniu umowy najpóźniej w dniu upływu czasu obowiązywania umowy. Wynika z tego, że na razie nic nie można zrobić. Rzecznik praw obywatelskich jedynie radzi zainteresowanym właścicielom nieruchomości wykorzystanie przepisów, jakie daje Kodeks Cywilny. – Czyli iść do sądu, a tam wiadomo, że obecnie nikt eksmisji nie zasądzi – tłumaczy pan Lech.

Pani Dorota zapewne dobrze zna te opinie prawne i wie, że na razie może sobie mieszkać w cudzym mieszkaniu i nie płacić za wynajem. Pan Lech przypomina sobie, jak mu w oczy powiedziała: – Wynajem mieszkań to jest biznes. Raz się traci, raz zyskuje. Jasno dała do zrozumienia, że nie zamierza się wyprowadzić.

Lech Rybicki nie oczekuje, że redakcja pomoże rozwiązać jego problemy. Opowiada o nich, by przestrzec innych. By nie zostali, tak jak on, wykiwani przez nieuczciwych lokatorów, wykorzystujących przepisy tarcz antycovidowych. Wiele osób kupuje teraz mieszkania sądząc, że będą je wynajmować i zarabiać na tym. Pan Lech ostrzega, że może się to skończyć jak u niego. Nie może wejść do mieszkania, nie ma pieniędzy za jego wynajem, a od ponad roku walczy, by odzyskać lokal.

Jacek Kusiak, założyciel i prezes Stowarzyszenia Mieszkanicznik, zrzeszającego 14 tys. członków i sympatyków, którzy posiadają łącznie ponad 50 tys. mieszkań na wynajem, wyjaśnia, że rozumie obecną sytuację. Wie, że jako przedsiębiorcy ponoszą ryzyko związane z prowadzeniem biznesu. Rekomenduje swoim członkom etyczne, spokojne działanie oraz rozmowę z niepłacącym lokatorem w sposób życzliwy, rzeczowy i wnikliwy. Kusiak przypomina właścicielom lokali o możliwości skorzystania z kilku prawnych rozwiązań: podpisania z zadłużonym lokatorem nowej umowy z poręczycielem, wystawienia przez lokatora weksla własnego lub oświadczenia o uznaniu długów. – Te zalecenia sprawdzą się, gdy lokator chce współpracować. Ale co w sytuacji, gdy, wykorzystując pandemię, najemca bezczelnie dąży do przejęcia mieszkania? – pyta zdesperowany pan Lech. Jego zdaniem państwo nie sprawdziło się zupełnie i chroni tylko jedną stronę. – Nas traktuje się jak kamieniczników, żądnych tylko zysków. Komuna się kłania – podsumowuje gorzko.

Alina Gierak

zdj. Pixabay

Tekst ukazał się 15 czerwca 2021 w 24. numerze NJ

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Alina Gierak

502 499 336

Zgłoś za pomocą formularza.