Gdyby nie Józef Żałobnik, z zabytkowego XVIII-wiecznego pałacu w Lubiechowej niewiele by zostało. Budowla niszczała w szybkim tempie. A pan Józef ma obok niej pola i gdy przejeżdżał obok, serce go bolało, że taki zabytek się marnuje. Siedem lat temu odkupił pałac od starostwa w Złotoryi. Po tysiącach perypetii, ciężkiej pracy i przepychanek z władzami wyremontował wreszcie zabytek. Wkrótce można będzie tu odpoczywać w luksusowym hotelu i smacznie zjeść w restauracji.

– W 2013 roku kupowałem ruderę – wspomina pan Józef. – Z dachu pałacu wyrastały samosiejki, okna były powyrywane, drzwi też nie było, ściany wyglądały jak po bombardowaniu, dookoła rosły chaszcze. Niewiele brakowało do katastrofy budowlanej. Wszystko się waliło. Do wewnątrz lała się woda, stropy wisiały w powietrzu. Strach było wejść do środka – opisuje wygląd pałacu.

Żal zrobiło mu się ruiny

Starostwo złotoryjskie dwa razy wystawiało ten obiekt na sprzedaż. Udało się dopiero za trzecim razem, bo pan Józef zlitował się nad pałacem. Dał za niego pół miliona złotych. – Wyremontuję pałac, bo dobrze będzie coś po sobie zostawić – tak sobie pomyślał. – Ilekroć przejeżdżałem obok niego, robiło mi się szkoda, że taki zabytkowy obiekt niszczeje – opowiada 59-latek. Żona Wanda przyklasnęła temu pomysłowi i tak pan Józef stał się właścicielem pałacu. Gdyby wiedział, co go czeka….

Początek drogi przez mękę

– Nie zdecydowałbym się drugi raz – przyznaje szczerze. Jest właścicielem wielkoobszarowego gospodarstwa w sąsiedniej wsi, Sokołowcu. To jest jego główne zajęcie. Ale to pałac kosztował go zdrowie, sprawy w sądzie, dodatkowe inwestycje i bardzo konkretne pieniądze. Ile? Milion złotych na początek. Potem dochodziły kolejne wydatki.

Konserwator zabytków nie szedł na żadne ustępstwa. Dążył do tego, by pałac przypominał ten sprzed wojny, tak jak wygląda na starych rycinach i fotografiach. Tak więc remont zaczął się od najważniejszej sprawy, jaką był dach. Została zerwana papa, wymienione murłaty i krokwie, nabite nowe łaty i położona dachówka. W kolejnym etapie pan Józef przystąpił do wymiany i naprawy stropów oraz sprzątania budynku i jego obejścia. Wywiózł kilka ciężarówek gruzu.

Potem przyszła pora na drzwi i okna. – 110 – pan Józef skwapliwie policzył okna. Koszt nowych waha się od 400 tys. do 500 tys. zł w zależności od modelu. – Są co najmniej trzy razy droższe niż normalnie, bo przecież nie było mowy o plastiku. Są zatem porządne, dębowe. Podobnie jak drzwi.

Problemy pojawiały się codziennie. Choćby z elewacją, gdy trzeba odtworzyć zabytkowe gzymsy i parapety z piaskowca, które zostały zniszczone podczas poprzedniego remontu. Odnowienie tak ogromnego budynku, z wielkim strychem, pogłębionymi piwnicami, było nie lada wyzwaniem.

Połączyć zabytkowe z nowoczesnymi funkcjami

Trzeba było połączyć starą substancję z nowoczesnymi wymaganiami. Pałac ma zatem klimatyzację, windę, pompę ciepła. Wnętrza urządzone są stylowo i funkcjonalnie. Remont trwał siedem lat. – Teraz jest z górki, bo jesteśmy na etapie odbiorów – mówi z ulgą pan Józef.

Po siedmiu latach trudno uwierzyć, że to ten sam budynek. Są w nim przestronne, jasne sale, bez śladu wilgoci. Odtworzone zostały stiuki, gipsowe sztukaterie na ścianach i sufitach. Zamontowano dębowe okna. Amfilada piwnic z ceglano-kamiennymi sklepieniami została oczyszczona. Pod nią ukryte nowoczesne instalacje, takie jak np. pompy ciepła, dzięki czemu pałac jest ogrzewany bez zatruwania środowiska. Remont, prowadzony ściśle według wskazówek legnickiego konserwatora zabytków, pochłonął miliony złotych. Prace związane z przebudową wnętrz dla potrzeb nowej funkcji hotelowej rozpoczęto w 2016 roku. Odrestaurowano elementy historyczne: drewniany, belkowy strop sali kominkowej, wystrój głównej klatki schodowej wraz z biegami schodów, kominek.

Walka o drogę

Ostatnie dwa lata były dla inwestora szczególnie trudne. Chodziło o drogę. Pan Józef chciał scalić działki, które kiedyś tworzyły pałacowy park, by przywrócić całemu założeniu historyczny kształt. Wspierał go konserwator zabytków. Ale przez park przebiegała drogą, którą kilkadziesiąt lat temu poprowadzono tak niefrasobliwie, że podzieliła osiemnastowieczne założenie na dwie osobne części. Po jednej stronie drogi został pałac z podjazdem i większością parku, po drugiej otoczony platanami okrągły staw z wielką fontanną. Pan Józef planował zlikwidować starą drogę, by hotelowi goście mogli swobodnie krążyć między pałacem a wodą. W zamian chciał wybudować mieszkańcom domów przy ulicy Wczasowej w Lubiechowej alternatywną drogę na swoich gruntach i przekazać ją potem gminie Świerzawa. Podpisał stosowną umowę z władzami gminy i rozpoczął prace. Niestety, zmieniły się władze. Te nowe uznały umowę za nieważną.

– 2,5 roku trwały rozprawy w sądzie. Padłem ofiarą konfliktu między starym a nowym burmistrzem – mówi gorzko pan Józef. Był bliski rezygnacji. Ale lubi kończyć to, co zaczął, więc doczekał się wyroku i teraz cały obszar przed pałacem jest jego. Zgodnie z obietnicą wybudował dla mieszkańców nową drogę. To nie koniec prac.

Czeka go rewitalizacja 4-hektarowego parku oraz zabytkowej fontanny. W ogrodzie planuje odtworzyć oczka kaskadowe. Może wzorować się na starych rycinach. Park wokół pałacu był piękny. W planach są mostki, ścieżki granitowe, altany i inne tego typu obiekty. Oczywiście cały park trzeba ogrodzić i doprowadzić ogród do stanu sprzed dewastacji. Ale to drobiazg, w porównaniu z zakresem poprzednich prac.

Barbara Obelinda, wojewódzki dolnośląski konserwator zabytków, z uznaniem mówi o postawie pana Józefa. Sam, bez dotacji, wsparcia z zewnątrz, przywrócił do życia cenny zabytek. Takich ludzi nie spotyka się codziennie. W odnowionym pałacu w Lubiechowej będzie hotel, spa, restauracja i kawiarnia. Goście już dopytują się o rezerwacje.

Pałac wzniesiony został w XVIII w. dla rodziny Zedlitzów. Został przebudowany w stylu neoklasycyzmu, w 1825 r., przez nowego właściciela. Przez krótki czas (1837-1841) właścicielem majątku był książę Adam Czartoryski. Pałac wielokrotnie, jeszcze przed wojną, zmieniał właścicieli. Po wojnie w pałacu mieścił się dom wczasowy PKP. W 1962 r. przeprowadzono jego remont z adaptacją na ośrodek kolonijny. W czasie tego remontu wraz z przebudową wnętrz utracony został oryginalny wystrój i wyposażenie. Od lat 90. zabytek stał pusty i niepilnowany, a większość wartościowych przedmiotów została rozkradziona. Pałac niszczał i niszczał, aż w końcu w 2013 roku kupił go Józef Żałobnik. Zrobił perełkę z czegoś, co bez niego poszłoby w rozsypkę.

Alina Gierak

5 komentarzy

  1. PiS_Bolszewik_Czekista Odpowiedź

    „Dedykuję ten medal mojej dziewczynie Julii” – powiedziała Katarzyna Zillmann, polska wioślarka, która wraz z koleżankami zajęła drugie miejsce w igrzyskach olimpijskich w Tokio w rywalizacji czwórek podwójnych wraz z: Marią Sajdak, Martą Wieliczko i Agnieszką Kobus-Zawojską
    Tym samym dokonał się kolejny coming out w polskiej reprezentacji olimpijskiej na igrzyskach w Tokio. Wcześniej uczyniła to Aleksandra Jarmolińska
    „Ludzie. Kochajmy się wszyscy. Tak po ludzku. Nie mówmy, kogo możemy kochać a kogo nie. Miejmy otwarte oczy na potrzeby innych osób” – zaapelowała Zillmann. Wspaniałe dziewczyny LGBT.

  2. PO jak podwyżki. Odpowiedź

    Komuniści potrafili tylko niszczyć , kraść i chlać.” Gdzie RUSKI postawił swój sowiecki BUCIOR TAM NIC JUŻ nie wyrośnie”.

  3. Z treści wynika, że to jakiś anioł… Niestety, artykuł mocno podkolorowany pod pana Józefa, oj, mocno…

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

601 566 560

Zgłoś za pomocą formularza.