Plany miał zawsze a było ich dużo. Ostatni – budowa wielkiego labiryntu z kukurydzy – rozsławił Pisarzowice na całą Polskę. A to miał być dopiero początek działań, przybliżających uprawę kukurydzy. Leszek Grala, prezes Dolnośląskiej Izby Rolniczej, miał już kolejne pomysły. Pokrzyżował je COVID-19. Prezes odszedł 6 stycznia. I pozostawił rolników, nie tylko dolnośląskich, w ogromnym żalu i poczuciu, że miejsca po Nim nikt nie zapełni.

-To był znakomity fachowiec – podkreśla Ryszard Borys, wiceprezes Dolnośląskiej Izby Rolniczej. Współpracował z prezesem od 2011 roku. – Wymagający szef, o ogromnym doświadczeniu i wiedzy – wspomina pan Ryszard. – Dawał naszym rolnikom wsparcie, wiedzieli, że prezes zawsze znajdzie rozwiązanie – dodaje. Leszek Grala nieraz pomagał gospodarzom, których dotknęła jakaś życiowa tragedia. Mężczyzna o okazałej posturze, a tak bardzo wrażliwy i współczujący.

Leszek Grala był rolnikiem z zamiłowania. Zaczynał od 11 ha. Doszedł do ponad 600 ha w Pisarzowicach i okolicy. Osiągał duże sukcesy, zdobywając na wystawach liczne nagrody, a jego zwierzęta hodowlane uzyskiwały tytuły czempionów i wiceczempionów.

Gospodarstwo prowadził wspólnie z żoną Lucyną. Dumny był z jej osiągnięć. Pani Lucyna wyspecjalizowała się w hodowli krów mlecznych i zdobywała wiele nagród w tej dziedzinie. Produkcja mleka wprawdzie została wygaszona, ale rolnicy pamiętają, jak dużo do niej wniosła pani Lucyna. Na dużą skalę w rodzinnym gospodarstwie Gralów nadal prowadzona jest produkcja bydła mięsnego. Ostatnio do pracy włączyły się także córki Gralów, Paulina i Katarzyna. Obie bardzo aktywnie wspierały ojca podczas tworzenia w ubiegłym roku w Pisarzowicach labiryntu kukurydzy. – Chciałem zwrócić uwagę na trudną pracę rolników – mówił o swoim pomyśle Leszek Grala. – Często uprawy są niszczone przez motocyklistów, kierowcy wjeżdżają w pola samochodami, ludzie wyrzucają w zboża opony. A przecież za uprawami stoją ludzie, ich ciężka praca – tłumaczył. Labirynt miał pokazać uprawę kukurydzy od strony, która zainteresuje ludzi. Chodziło o coś, co można podziwiać i w przyszłości przekształcić w Festiwal Kukurydzy. Duża frekwencja w labiryncie świadczyła, że pomysł chwycił i miał szansę na kontynuację. Labirynt powstał na trzech hektarach i składał się z czternastu kręgów. Średnica największego z nich wynosiła 200 metrów. Zdjęcia labiryntu i relacje z otwarcia pojawiły się w wielu ogólnopolskich mediach. Leszek Grala cieszył się z tego rozgłosu.

Z rolnictwem związał się już w młodości. Ukończył Technikum Rolnicze w Rakowicach Wielkich koło Lwówka Śląskiego. Był wielokrotnym laureatem Olimpiad Wiedzy Rolniczej. I choć studiował nauki polityczne, to wrócił na rolę. Od razu też zaczął działać społecznie. W latach 1984-1990 był przewodniczącym Zarządu Wojewódzkiego Związku Młodzieży Wiejskiej „Wici” w Jeleniej Górze. Potem miał epizod samorządowy – od 1991 roku do 1995 roku był burmistrzem Lubomierza. To właśnie między innymi dzięki Niemu powstał Festiwal Filmów Komediowych „Sami Swoi”. Od 1997 roku przyjeżdżają na niego aktorzy, reżyserzy oraz turyści z całej Polski. Niewielki Lubomierz przeżywa kilka dni ogólnopolskiej popularności, choć ostatnio bez dawnego rozmachu.

Umiłowanie rolnictwa sprawiło, że Leszek Grala został prezesem firmy „AGRO-FARM”, spółki powstałej na bazie upadających przedsiębiorstw rolnych. Stworzył znakomicie funkcjonujące, ogromne gospodarstwo. Unowocześnił produkcję, pobudował budynki, zakupił najnowszy sprzęt. Przez wiele lat krowy mleczne z „AGRO-FARM”-u wystawiane były na regionalnych i krajowych wystawach zwierząt, zdobywając liczne nagrody. Gospodarstwo było prekursorem uprawy kukurydzy na ziarno w tym rejonie województwa dolnośląskiego. Na powierzchni około 2 tysięcy hektarów, w powiatach lubańskim i bolesławieckim, prowadził produkcję opartą o najnowocześniejsze technologie. Jak Leszek Grala znajdował czas, by, prowadząc tak olbrzymią produkcję rolną, działać w samorządzie rolniczym, wiedział tylko On i Jego rodzina.

Między latami 1996 a 2003 był prezesem Jeleniogórskiej Izby Rolniczej, w latach 1999-2003 wiceprezesem zarządu Dolnośląskiej Izby Rolniczej, a od 2003 r. jej prezesem. – Wspólnie jeździliśmy na spotkania z rolnikami – wspomina Ryszard Borys. Leszek Grala stawiał się na każde wezwanie, a problemów było mnóstwo. Od suszy, plagi myszy, po szkody wyrządzone przez dziki. Prezes łagodził konflikty, współpracował z samorządowcami i kołami łowieckimi. „Tę współpracę wyznaczały wspólnie zorganizowane fora rolnicze, debaty, szkolenia i konkursy, ale także – co niezmiernie ważne – zauważanie i wyróżnianie najbardziej zasłużonych rolników, hodowców i producentów. Niezmiernie ważnym faktem było zlokalizowanie Biura Terenowego DIR w siedzibie Urzędu Gminy, co tę współpracę jeszcze bardziej scementowało. Niestety, nie będzie nam dane zrealizować kolejnych wspólnych planów – pisał po śmierci prezesa Tadeusz Kielan, wójt gminy Lubań. Jerzy Łużniak, prezydent Jeleniej Góry podkreślał, że prezes Grala był znany i ceniony w wielu środowiskach, „wyrazisty w swoich ocenach, wspierający wiele rolniczych i wiejskich inicjatyw”.

Gdy praca rolnika, szefa DIR i działacza na rzecz społeczności lokalnej, szła pomyślnie, jak grom spadło na Leszka Gralę aresztowanie. – Prezes i Jego rodzina bardzo to przeżyli – dobrze pamięta ten dzień Ryszard Borys. Leszka Gralę aresztowano w czerwcu 2009 roku, w związku ze śledztwem dotyczącym korupcji przy przyznawaniu unijnych pieniędzy. Był podejrzewany o przekroczenie swoich uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowych. Rzecz dotyczyła unijnego projektu „Mój szef to ja”. Leszek Grala zasiadł na ławie oskarżonych. – Chciał wtedy zrzec się swojej funkcji w DIR – podkreśla Ryszard Borys. – Ale przekonaliśmy Go, że dopóki nie ma wyroku, jest domniemanie niewinności i nie powinien tego robić – opowiada wiceprezes. Sprawa toczyła się do 2013 roku.

Leszek Grala został uniewinniony przez Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Uznano, że przestępstwo zarzucane Leszkowi Grali może popełnić jedynie funkcjonariusz publiczny, a nie prezes izby. Obrońca działacza PSL podkreślał wówczas, że tej sprawy w ogóle nie powinno być, a prokuratura popełniła same błędy.

Leszek Grala powrócił do pracy w gospodarstwie i dla rolników. Z tym samym entuzjazmem i wieloma pomysłami. – Jednym z nich było utworzenie Fundacji św. Izydora Oracza, która wspierałaby rolników i ich rodziny, znajdujących się w trudnej życiowej sytuacji. Figura św. Izydora Oracza wita gości w domu rodziny Gralów. Ale projekt Fundacji pozostawał w planach. Aż do teraz. – Chcieliśmy zrealizować to marzenie prezesa. To pozostanie po Nim i upamiętni Jego działalność – tłumaczy Ryszard Borys wyjaśniając, że właśnie zarejestrowali Fundację.

Święty Izydor Oracz Cię Przyjmie” – napisał we wspomnieniu o Leszku Grali Krzysztof Wróblewski redaktor naczelny „Tygodnika Poradnika Rolniczego”. Pisze o Nim jako o jednym z ojców założycieli samorządu rolniczego, który przyszłość widział w młodych rolnikach, prowadzących gospodarstwa indywidualne. „Był bardzo mocną i wyrazistą postacią, któremu bardzo trudno było iść na tak zwane zgniłe kompromisy, różne układy i układziki. Mówił często prawdę w oczy. Tak po prostu” – opisywał Krzysztof Wróblewski. Ryszard Borys dodaje, że szef był niezmiernie pracowity. Pamięta, jak zadzwonił do niego kiedyś wieczorem i usłyszał zasapany głos prezesa. – Co robisz? – Ganiam za bykiem. Uciekł i trzeba go zagonić z powrotem – wytłumaczył szybko Leszek Grala i pobiegł za zwierzęciem. Lubił doglądać osobiście gospodarstwa.

Jedna z jego ostatnich inicjatyw w ramach Dolnośląskiej Izby Rolniczej dotyczyła obrony praw rolników do wykonywania normalnie swojego zawodu na wsi. „Jesteśmy dzisiaj w mniejszości w środowisku wiejskim. Coraz trudniej prowadzić gospodarstwa, hodowlę praktycznie eliminuje się ze wsi. Ludziom przeszkadza praktycznie wszystko. Cieszę się z sukcesu naszej akcji „Stop usuwania rolnictwa ze wsi”, bo okazało się, że można dopasować przepisy do potrzeb i policjanci niekoniecznie muszą w żniwa zganiać kombajny z pól a pracujące w nocy opryskiwacze są tam, by nie zabijać pszczół” – tłumaczył w ostatnim wywiadzie, jakiego udzielił Tygodnikowi Poradnikowi Rolniczemu.

Gdy miał czas wolny, z upodobaniem kibicował piłkarzom. Znajomi pamiętają, że wybrał się nawet na mecz polskiej reprezentacji do Warszawy, a także gdzieś za granicę. Obserwował mecze lokalnych drużyn. Zamiłowanie do sportu przejęła córka Kasia, która uprawiała siatkówkę.

Leszek Grala był bardzo dumny ze swoich córek. Gdy Paulina i Katarzyna zdecydowały się związać swoją przyszłość z rolnictwem, był naprawdę szczęśliwy. Córka Katarzyna mówiła na pogrzebie, na cmentarzu w Golejowie: „Gdy płakałam, Ty płakałeś ze mną, gdy się śmiałam, Ty śmiałeś się ze mną, gdy było ciężko, Ty zawsze byłeś ze mną. Dzięki Tobie dostałam wiele wzorców wartości, które zostaną ze mną na wieki, które trzymam w sercu i z pewnością będą mi pomagać w życiu. (…) Przekazałeś nam tak dużo, ale wiele jeszcze chciałeś przekazać. (…) W Twojej głowie ciągle rodziły się nowe pomysły, to było jak studnia bez dna, w której można było szukać tak wiele. (…) Przy sobie miałeś trzy wspaniałe kobiety, kobiety silne, bo tak nas ukształtowałeś. (…) Byłeś wielki nie tylko czynami i gestami, ale przede wszystkim sercem, które wkładałeś w swoją ciężką pracę. Nie zdążyłam cię pożegnać, Tato, nim odszedłeś, ale Ty wciąż jesteś w sercu każdego z nas”.

– Słuchali go, bo był autentyczny – wspominali prezesa rolnicy. „Był człowiekiem czynu, wolał działać, niż tracić czas na rozmyślania. Zawsze miał nowe pomysły, angażował się w kolejne projekty. Miał mnóstwo energii a jednocześnie był wyjątkowo opanowany. Gdy zachodziła potrzeba, umiał o to walczyć. Zawsze mogliśmy na Niego liczyć i taki pozostanie w naszej pamięci” – wspominali

Leszek Grala lubił pracować społecznie. Znajdował czas na pełnienie licznych funkcji i nie robił tego z obowiązku, ale z potrzeby działania. Tam, gdzie się pojawiał, od razu wnosił ożywienie, energię i nowe pomysły. Przez wiele aktywnie uczestniczył w pracach Zrzeszenia LZS i Związku Ochotniczych Straży Pożarnych. Pełnił również funkcję Prezesa Oddziału Wojewódzkiego Towarzystwa Inicjatyw Społecznych „Nowy Świat”. Był członkiem Polskiego Związku Łowieckiego. Otrzymał wiele odznaczeń i wyróżnień m.in.: Człowiek Roku 2007 Powiatu Lubańskiego w kategorii Rolnictwo. Za działalność na rzecz regionu został wyróżniony statuetką „Dolnośląskie Kłosy” oraz odznaczeniami państwowymi, resortowymi i związkowymi. Otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi, Srebrny Krzyż Zasługi, tytuł Zasłużony dla Rolnictwa, OdznakE Honorową „Za zasługi dla ZMW”, Złoty Medal imienia Jana Kilińskiego za Zasługi dla Rzemiosła Polskiego, Brązowy Medal Zasługi Łowieckiej, Zasłużony dla Koła Łowieckiego Cyranka w Lubaniu, Srebrny Medal Zasłużony dla Pożarnictwa, Zasłużony dla Spółdzielczości Mleczarskiej, Srebrną i Złotą Odznakę Zasłużony dla Samorządu Rolniczego, Złotą Odznaką Honorową Zasłużony dla Województwa Dolnośląskiego.

Prezes Leszek Grala z niepokojem śledził sytuację związaną z koronawirusem. W rubryce „Okiem prezesa”, którą prowadził na portalu DIR, dzielił się swoimi spostrzeżeniami. Są ponadczasowe. Warto o nich pamiętać, tak jak o autorze tych słów: „Po burzy przychodzi słońce, po trudnych czasach przychodzą lepsze dni, ale stanie się tak tylko wówczas gdy zaczniemy się powtórnie jednoczyć, rozmawiać i szanować.”

Alina Gierak

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Marek Lis

694 792 203

Zgłoś za pomocą formularza.