Ewangeliczna miłość

Ewangeliczna miłość

„Świętymi bądźcie, bo ja jestem ŚWIĘTY” - mówił Jahwe przez proroków do Żydów. Chrystus. OGIEŃ przyniosłem na Ziemię i jakże pragnę, aby on już zapłonął. Bądźcie wy DOSKONALI jak niebieski wasz Ojciec, który sprawia, że słońce jednakowo świeci sprawiedliwym i nieprawym; grzeje tak samo uczciwych jak złych; który bez różnicy zrasza rosą, podlewa deszczem pola świętych i grzeszników.

Czy RÓŻA może powiedzieć: udzielę mojego cudownego zapachu jedynie ludziom szlachetnym - dranie poczują odór? LAMPA - może zadecydować: oświetlę drogę dobrym, a pomroką zasnuję ścieżkę złym? DRZEWO, czy daje cień miłym a wstrętnych nie schroni przed spiekotą? Albo czy dobry OWOC będzie smaczny i zdrowy dla porządnego - a trucizną się stanie dla drania i złodzieja?

To są obrazy bożej miłości. - Nie znasz ich? Więc przyznaj się, Czytelniku: po prostu pełna prawda w tych porównaniach zawarta nie olśniła Twojego wnętrza. To dla Ciebie jedynie informacja - przyjąłeś ją do wiadomości. Nie PRZEJĄŁEŚ się nią: nie rozpaliła Twego serca - nie stała treścią życia.

Więc, gdzie jest ten ogień? Co się z nim stało? Bo przecież jest codziennym faktem: Nie płonie ciepłem w małżeńskim i rodzinnym gronie. W codziennym byciu z innymi nie owocuje życzliwością. Nie ogrzewa ludzkiej samotności. Nie podnosi na duchu ani nie ociera z oczu łez. Nie wypala politycznych czy partyjnych nienawiści. Nie wygasza również religijnych ani rasowych wrogości.

Ten licho tlący się płomyk, ta ledwie żarząca się iskierka - nie roznieci się ogniem w Twoim zimnym czy letnim sercu, jeśli nie pozbędziesz się swoich złudzeń i ambicji, swojej chciwości i chęci zadomowienia się na tej ziemi za wszelką cenę: nawet za cenę zła.
Biorąc do rąk Ewangelię, musisz być gotowy do nauczenia się czegoś nowego. Otworzyć się na przyjęcie innego patrzenia na ludzi - innego rozumienia własnego życia. OSŁUCHAŁEŚ się słów Ewangelii. Nie dociera do Ciebie sens, sedno, czysta i pełna prawda Dobrej Nowiny. Zawiera się ona w dwóch słowach - MIŁOŚCI PRAGNĘ.

Miłości, która życzliwie traktuje ludzi i ofiarnie wypełnia swe codzienne obowiązki. Miłości, którą potwierdza gotowość dźwigania ciężarów życia, świadczenie dobra potrzebującym: czasu, grosza, wsparcia, ludzkiego słowa.

Miłości, która najszybciej jak to możliwe z ufnością wraca w ramiona Boga i poprawia międzyludzkie relacje. Miłości, która nikogo nie potępia, nie wyszydza, nie odtrąca ani nie traktuje jak wroga - nie dzieli na swoich i obcych, dobrych i złych, gorszych i lepszych.

Po prostu i zwyczajnie: miłości, która jest DAREM z SIEBIE. „Po tym poznają” - przestrzegał Jezus tych, co chcieli być jego uczniami - po ewangelicznej miłości.
- Tak kochasz...?
Kubek

Nowiny Jeleniogórskie nr 14/11.

Komentarze (9)

Swieta racja zlotenko-tylko zeby byla wdrazana.zwlaszcza przez kler/pralatow,proboszczow i biskupow /, nauczycieli,wszelkiego kalibru-oraz "wladze",wszelakiej masci-wowczas bedzie dobrze.

Rozumiem, że ten tekst adresowany jest do katolików-obłudników, bo ci z nich którzy naprawdę oddani są wierze zastanawiać się nie muszą.
Ale co z pozakatolicką częścia ludzkośći? Bo ta przecież nie weźmie do ręki żadnej ewangelii. Nie ma innej cennej miłości poza ewangeliczną? Czyli prawdziwa miłość jest zarezerwowana tylko dla wyznawców jednego boga, a pozostała część ludzkości (nieewangeliczna) wg księdza nie ma szans na jej przeżywanie i dawanie? Przecież to nic innego jak zakamuflowane dzielenie ludzi na lepszych i gorszych, które kościół katolicki praktykuje od początku istnienia. Sądzę że akurat ksiądz Kubek nie to miał na myśli, ale cóż - tak wyszlo.
Chyba, że tekst rzeczywiście dotyczy tylko wspomnianych katolików-obłudników. Wtedy sorry

Myśle, że przeestałem myśleć, bo wielkość istoty życia przerosła moje pojęcie... Nie pojmuję umysłem, co się porobiło... Miłość zdominowana przez nienawiść, wartości zmiecione przez lichwę, życzliwość przez chciwość a dobro serca? NIE MA!!!

Ks. Kubek mądrze mówi, by dawać z siebie miłość, trudną miłość, bo pokorną, nie taką, którą się obdarza tylko wspaniałych i dalekich, ale taką dla tych bliskich pełnych wad. Jest to trudne, choć rada jest dobra; gdy próbuję kochać tych, którzy ze mnie szydzą, poniżają (bo potrzebują władzy) to wraz z budową cnoty cierpliwości, milość moja maleje.

Bardzo mnie poruszył ten tekst , pedzimy i nie zastanawiamy sie nad znaczeniem drobnych rzeczy,że jesteśmy równi wobec Boga.
Ktoś powie że nie czyta Pisma Świetego , ale chodząc do koscioła słu****y ewangelii i słowa wygłaszane w ewangelii przez księdza o służeniu drugiemu , pomocy ubogim ,życiu w skromności nie zawsze idzie w parze z życiem tego ksiedza.Jak mozna nazwac fakt ofiary co łaska która zamienia sie w ofiarę o okreslonej kwocie ( mam na mysli ksiedza z Sobieszowa).
Chyle czoła ksiedzu Kubkowi z którym mogłam sie spotkac jako katolik i którego stawiam za wzór ksiedza.

Dlaczego nie umieszczacie w internecie pogawędek moralnych ks. Kubka?
Podpadł Wam czy co?

Przeczytawszy ten tekst mam jakiś lekki niesmak. Bo proszę mi wytłumaczyć czym różni się miłość katolika od miłości muzułmanina? Czy inaczej jest opisana w Biblii a inaczej w Koranie???? A co z miłością którzy przeżyli swoje życie nigdy nie słysząc o Chrystusie ani o Watykanie. Czy ateiści kochają inaczej? Ponad wszelką wątpliwość Jezus w czasie swojego pobytu na ziemi nauczał pięknej i bezinteresownej miłości do świata i ludzi i to nie tylko tych którzy nas kochają bo to według Jego słów żadna sztuka i nawet zwierzęta postępują podobnie. Ale ,,Miłujcie nieprzyjaciół swoich ,, Czyli i żydów i arabów i ateistów i Tuska i Palikota. I co z tego gdy te nauki nie padły na urodzajną ziemię???? Jak można wymagać tej bezinteresownej miłości od szeregowych parafian gdy wielu pasterzy tych wyższych w hierarchii i tych niższych często zionie złością i wrogością???? Wierzę w Boga i nauki Chrystusowe. Nauczyłem się rozmowy z Nimi bez słów bo po co Im moje słowa???
Często wpatrzony w pluskający strumień zastanawiam się nad idealnym oprogramowaniem Matki Natury i wielkością Tego który to wszystko zapisał w genach ptactwa by śpiewało wiosną i pszenicy by rodziła chleb... Czasem wznosząc wzrok ku niebu proszę bym choć raz usłyszał prawdę w słowach ,,Bracie mój który jesteś tutaj,, Czasem wtulam się w drzewa i zimne skały jak w dłonie ich Stwórcy. Tak. Ale naprawdę nie jestem w stanie uwierzyć w posłannictwo Kościoła Katolickiego bo przecież nawet jego duchowni (zaznaczam nie wszyscy bo tam też są wspaniali ludzie) nie do końca wierzą w to co robią i do czego sa powołani. Gdyby było inaczej nie byłoby tak wielu skandali, nie byłoby tak potwornego materializmu,afer seksualnych etc. Przepraszam Kochani jeśli Kogoś uraziłem ale nie mogłem się powstrzymać przed wyrzuceniem tego co mi leży na sercu. Mam żal do Kościoła bo jeszcze tak niedawno to był mój Kościół a teraz mam tylko w sercu smutek po tym i wielką czarną dziurę

Komentarz do poprzednich komentarzy to to, ze Ksiadz Kubek ani slowem w swoim felietonie nie wspomnial o katolicyzmie nie rozumiem wiec skad i dlaczego komentatorzy wylewaja swoje zale pod adresem tego.

Jesli chodzi o felieton to o ile rozumiem dotyczy on milosci doskanalej tj bozej. My ze swej natury zainfekowani jestesmy zlem i nie jestesmy doskonali wiec i nasza milosc w sposob oczywisty nie jest doskonala. Sprawa wydaje mi sie oczywista. Bolec tylko moze ze az tak daleko nam do doskonalosci co doskonale widac nawet po powyzszych (poprzednich) komentarzach.

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.