Chcesz?

Chcesz?

Gdyby na to pytanie chrześcijanie zawsze, całym swym życiem odpowiadali: TAK - z pewnością przeistoczyłoby się oblicze Ziemi. Nie byłoby łez, biedy, wojen, nienawiści, zgliszcz - zła. WŁAŚNIE. Jeśli, Czytelniku - do Ciebie przecież kierowałem to pytanie, ochoczo odpowiedziałeś: CHCĘ. Stroisz się w maskę. Nie widzisz siebie w prawdzie. Jeśli byłeś w rozterce - jak w powiedzeniu: „chciałabym i boję się” - jesteś w porządku. Jeśli po namyśle odpowiedziałeś: TO NIE DLA MNIE - do bólu jesteś szczery.

Pora więc dać odpowiedź: DLACZEGO u chrześcijan nie ma tego owocowania wiary, nadziei, miłości? - Wszak czujemy, jak te prawdy są nam bliskie: pociągają nas. Ależ byłoby pięknie - wprost cudownie. Tymczasem: Życia ewangeliczną wiarą serio nie bierzemy. Do życia ewangeliczną nadzieją nie dorastamy. Na drogę życia ewangeliczną miłością nie weszliśmy.

Wróćmy na chwilę do początków, do narodzin chrześcijańskiej wiary. Wprawdzie świętujemy to wydarzenie w Betlejemską Noc - tak naprawdę jednak wszystko się zaczęło w nazaretańskim domu. Co później nastąpiło, było tylko konsekwencją rozmowy, w czasie której młodziutka dziewczyna rzekła: NIECH MI SIĘ STANIE według SŁOWA twego.

Jan Paweł II o tym wydarzeniu powiedział: „Nigdy w dziejach człowieka od ludzkiego PRZYZWOLENIA nie zależało tak wiele, jak wówczas.” Właśnie wtedy, po wyrzeczeniu przez Marię TAK - boskość poczęła się w jej łonie. Usłyszała SŁOWO - i dała temu słowu PRZYZWOLENIE, żeby stało się w niej ciałem, żeby przeniknęło jej kobiecość, jej człowieczeństwo.

Już rozumiesz, Czytelniku? Otóż - tego chrześcijanom brak: Nie dają Bogu przyzwolenia, żeby ich fizycznie, cieleśnie i duchowo przeniknął. Słuchają słowa, uznają za bożą prawdę - cieszy ich słowo Dobrej Nowiny o człowieczym usynowieniu i przebóstwieniu przez łaskę. Ale nie umieją, boją się zdobyć na danie Bogu zgody, by ich tą łaską dotknął, przepalił - a nawet zranił i przeszył. Nie dają Bogu przyjmujący chrzest, stający się chrześcijanami, PRZYZWOLENIA, aby to boże słowo poczęło się realnie - stało się ciałem w człowieczeństwie.

Wierzący nie czują w sobie Boga. Jak w Nazarecie Maria, gdy słowo przeniknęło jej cielesność - weszło w jej krwioobieg, każdy nerw, organ. Jak w dniu NAWIEDZENIA poczuła Elżbieta, że poczęte SŁOWO w łonie siostrzenicy dotknęło w jej łonie syna, przyszłego Jana Chrzciciela.

Czytelniku, chrześcijaninie. Czy w ogóle chcesz doświadczyć czegoś podobnego? Chcesz poczuć w sobie Boga? Wolne żarty - prawda? Miej odwagę, jak ja, przyznać się, powiedzieć sobie wprost: Nie, nie chcę, nie pragnę - by mnie Bóg tak dotknął i przeniknął swoim słowem: moje serce, mózg, każdą cząstkę mej cielesności. Aby przepalił moje sumienie, duszę, ducha. Za żadne skarby nie chcę. BOJĘ się - bo nie wiem, dokąd by mnie to przyzwolenie doprowadziło.
O Tobie ta prawda...?

Kubek

Nowiny Jeleniogórskie nr 15/09
 

Komentarze (0)

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.