Katarzyna Bonda: Ja po prostu lubię ludzi

 Katarzyna Bonda: Ja po prostu lubię ludzi

Bo to oni właśnie, jak wyznała popularna pisarka w czasie spotkania z czytelnikami w Książnicy Karkonoskiej, niosą ze sobą prawdziwe historie, które często autorka wplata jako wątki do swoich książek.

W środowy wieczór Katarzyna Bonda opowiadała o swoim warsztacie pracy, walce o pozycję na rynku wydawniczym, a także bardzo prywatnych sprawach. Miłośnikom Huberta Mayera i Saszy Załuskiej – dwojga głównych bohaterów jej książek, policyjnym profilerom, obiecała kontynuację serii, ale tylko po jednym tomie. I zapewniła, że policjanci nie zginą.

„Królowa polskiego kryminału” - tak media od jakiegoś czasu piszą o K. Bondzie, choć sama pisarka traktuje to jako żart.
- W porównaniu do innych autorów, do klasyków gatunku, w moich książkach zawartość kryminału w kryminale jest dużo mniejsza. Nawet spotkałam się z takim zdaniem czytelników, że co to za kryminał, w którym Załuska pojawia się dopiero na sto osiemdzisiątej którejś stronie. A ja państwu się przyznam, że mnie już coraz mniej interesuje kto i dlaczego zabił. Mnie interesuje cała historia dookoła, kontekst społeczny, historyczny – mówiła autorka.

K. Bonda przyznała także, że mimo sukcesu komercyjnego, jaki osiągnęła, nigdy nie był on celem i wyznacznikiem jej pracy. Na początku swojej kariery cierpiała wręcz niedostatek, musiała wyprzedać co niektóre elementy wyposażenia mieszkania. Ale, jak zaznaczyła, takie sytuacje tylko ją wzmacniają i dają motywacje do dalszej walki.

- Tak, walki. Bo to, że sprzedałam milion egzemplarzy swoich książek, nie oznacza, że nie muszę ciągle walczyć o pozycję, o marketing, o dobrą sprzedaż. A ile jest przy tym osób, które chcą mi dowalić, które próbują mi dokopać.
K. Bonda opowiadała, że nad swoimi książkami pracuje długo. Sam plan powieści powstaje w ciągu około siedmiu miesięcy. Potem jest czas zapisu.

- Lubię pracować w nocy, w dresie. W czasie, kiedy piszę wyłączam się zupełnie. Bywa tak, że kończę o szóstej rano, bo wtedy muszę zając się córką, wyprawić ją do szkoły. Potem idę spać i o drugiej po południu znowu zaczynam dzień. Albo planuję sobie natchnienie na cztery godziny w ciągu dnia, gdy babcia zaopiekuje się dzieckiem – żartowała pisarka.

Pracę nad książką zaczyna od sporządzenia planu. Rozpisuje go na sceny. Powstaje kilkadziesiąt stron, z punkt po punkcie rozpisanymi „wektorami wyobraźni”. Potem zostaje z tego kilka kartek.

- Pisanie rozpoczynam czasem od scen środkowych, a początkowe przychodzą na końcu. Zawsze wiem, jakie będzie zakończenie. Te sceny stanowią całość samą w sobie, więc jeśli chcę czasem coś zmienić, to łatwo mi wprowadzić korekty. Swobodnie się po tym materiale poruszam – mówiła autorka.

Akcję przedostatniej swojej powieści - „Okularnika” osadziła w Hajnówce, rodzinnych stronach, w których spędziła dzieciństwo. Wybór miejsca akcji był odpowiedzią na prośby czytelników.

- Gdy pojechałam do Hajnówki, to zorganizowano mi spotkanie autorskie. I jedna z osób zapytała, czy ja się wstydzę swojej Hajnówki, czy Hajnówka jest gorsza, niż inne miasta, skoro do tej pory o niej nie pisałam. Więc podjęłam wyzwanie – dodała pisarka. I przyznała, że lista próśb o umieszczenie akcji kolejnych książek w konkretnej miejscowości jest długa.

Ogromny wzrost popularności kryminału, jako gatunku K. Bonda tłumaczy chęcią czytelników do refleksji i zatrzymania się.
- Człowiek chce się zatrzymywać. Wcale nie chce biegać jak chomik, w kółko. I paradoksalnie powieść kryminalna jest takim substytutem. Książka zmusza czytelnika do tego, żeby ten zapisany tam film rozegrał się w jego głowie. To czytelnik stwarza tę historię. Tylko książka pozwala na taką intymną relację autora z czytelnikiem. Ja, jako autorka, opowiadam wam tę historię na ucho. Każdy czytelnik uruchamia swoją wyobraźnię.

IMG_8331.jpg
IMG_8334.jpg
IMG_8335.jpg
IMG_8337.jpg
IMG_8340.jpg
IMG_8347.jpg
IMG_8352.jpg
IMG_8356.jpg
IMG_8361.jpg
IMG_8363.jpg
IMG_8364.jpg
IMG_8368.jpg
IMG_8371.jpg
IMG_8372.jpg
IMG_8376.jpg
IMG_8380.jpg
IMG_8381.jpg
IMG_8382.jpg
IMG_8383.jpg
IMG_8385.jpg

Komentarze (6)

było bardzo fajnie- tylko dlaczego tam tak gorąco??

Bo tam tlił się ten ogień, co spalił miasto Łódź...

Kurczę ,uwielbiam kryminały i thrillery,ale "dzieła" tej pani mnie osłabiają :D Już na etapie nazwisk bohaterów, dalej jest tylko gorzej :) 99% Bondy to marketing.

Fakt, im dalej w las, tym więcej blondynki...

Litości, ratunku....tytuł artykułu,"lubię ludzi", a zdjęcie takie zamieszczono,że wygląda jakby pani Katarzyna miała wszystkich zjeść. Naprawdę nie można było innego zdjęcia umieścić na "wizytówce"?

Lubi mieć ciepłe, ludzkie mięsko w ustach...

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.