Koniki w Karkonoszach

Koniki w Karkonoszach

„Konik” to nazwa, która niewiele już mówi młodszym czytelnikom, a określa osobę odsprzedającą bilety drożej niż je nabyła. Proceder był kiedyś powszechny przed kinami, stadionami i salami koncertowymi; właśnie wrócił w Karkonosze.

Taki handel biletami był powszechny przed rokiem 1989 r. i funkcjonował z powodzeniem, bo chętnych do udziału w imprezie było więcej niż miejsc. Bez obaw – Karkonoski Park Narodowy nie wprowadził ograniczeń ilości turystów wpuszczanych na szlaki. Współcześni biletowi spekulanci działają na nieco innych zasadach.
Karkonoski Park Narodowy na swoim profilu facebookowym ostrzega:
„Uwaga na naciągaczy! Pojawili się oszuści żądający od turystów zwrotu biletów na granicy KPN i próbujący je ponownie sprzedawać. Pracownicy Parku nie odbierają biletów od naszych gości. Bilety pozostają własnością ich nabywców. Sprzedaż biletów do KPN prowadzona jest przy punktach kasowych Karkonoskiego Parku Narodowego oraz przez osoby w punktach mobilnych, które ubrane są w służbowy strój, oznaczenie KPN i eParki.pl oraz posiadają identyfikator z upoważnieniem do sprzedaży biletów wstępu na teren Parku. Prosimy turystów aby zachowywali zakupione bilety do kontroli na terenie KPN.”
Handlarze bilety zdobywają na trzy sposoby. Proponują turystom opuszczającym park we wcześniejszych godzinach odkupienie biletu za złotówkę lub dwa złote lub postępują bardziej bezczelnie: podając się za pracowników parku żądają zwrotu biletu, albo namawiają turystów wchodzących na szlak do oddania (odsprzedania) biletu „bo kontroli nie będzie”. Potem oferują tak zdobyte bilety za 4 - 5 zł.
Choć zysk nabywcy wydaje się minimalny (jednodniowy bilet do parku kosztuje 8 zł), są turyści korzystający z takiej oferty. Często nie chodzi nawet o oszczędność, ale uniknięcie kolejki do kasy, bo takie się zdarzają.
Z obserwacji pracowników parku wynika, że do takich sytuacji dochodzi w wielu miejscach, bodaj najczęściej jednak przy wodospadzie Szklarki. To tam najwięcej turystów tylko przez kilka godzin korzysta z całodniowego biletu, najłatwiej więc namówić ich odsprzedaży lub wyłudzić zwrot i najłatwiej znaleźć chętnych na ponowny zakup.
Straż Parku przyznaje, że nie jest łatwo złapać kogoś na tym procederze.
- Taka osobę chwycić trzeba na gorącym uczynku wyłudzania lub odsprzedaży biletu z zyskiem, bo takie zachowania są penalizowane. Potwierdzić, że do tego doszło musi też druga strona, czyli osoba oddająca lub odkupująca bilet, a turyści niechętnie się do tego przyznają, zwykle wiedząc. Że uczestniczą w oszustwie – słyszymy od pracowników.
Wcale niejednoznaczna jest też prawna ocena takich zachowań. O ile nie można mieść wątpliwości, że podawanie się za pracownika parku to oszustwo, za które grozi odpowiedzialność karna, tak już na odkupywanie lub proszenie o oddanie biletów trudno znaleźć paragraf.
Jest jeszcze kodeks wykroczeń, mówiący że „kto nabywa w celu odprzedaży z zyskiem bilety wstępu na imprezy artystyczne, rozrywkowe lub sportowe albo kto bilety takie sprzedaje z zyskiem, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”. Wprawdzie w zapisie wymieniono literalnie, jakich biletów nie wolno odsprzedawać, ale – jak powiedziano nam w Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta - odsprzedaż z zyskiem biletów do KPN też może zostać przez sąd potraktowana jako wykroczenie.
- Na pewno nic nie grozi turyście, który odsprzedaje po niższej cenie lub oddaje niewykorzystany albo nie w pełni wykorzystany bilet wstępu. Taki bilet jest jego własnością i może z nim robić co chce – zapewnia prawnik UOKIK.

Komentarze (2)

Jak słodko zostać świrem... lalalaaaaaaaa

KPN jak PZPR - rozwiązuje problemy, które sam stwarza.

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.