Do wszystkich mówił: „Robaczku”, więc został nazwany Robaczkiem. Robił pyszne jedzenie, a ciasto jego autorstwa stało się legendarne. Pilnował, by w pokojach w Chatce Robaczka nie było krzeseł. – Ludzie mają siedzieć razem we wspólnej sali na dole, mają poznawać się i rozmawiać – tłumaczył.

Chatka Robaczka to ostatni dom w Białej Dolinie w Szklarskiej Porębie. Wspaniale położona, daleko poza zasięgiem komercji, która za sprawą apartamentowców pożera kolejne działki w mieście pod Szrenicą. U Robaczka czas zatrzymał się w miejscu, bo taka była wola właściciela i jego gości. Gdy ktoś dzwonił i pytał o komfort, Robaczek nie ukrywał, że będzie lepiej, gdy rozmówca poszuka miejsca gdzie indziej.

Życie Robaczka w Białej Dolinie dobiegło jednak kresu. W wieku 65 lat zdrowie już nie to, by nadal prowadzić schronisko. Sprzedał je mieszkańcowi Żagania, którego plany wobec Chatki Robaczka nie są znane.

Andrzej Kohyt spędził w Chatce Robaczka 26 lat. Za młodu nie przepadał za górami, ale gdy zaczął biegać na nartach i bez nich (także maratony), zakochał się w naszej okolicy – w szlakach i przyrodzie. Przez kilkanaście lat był znakarzem szlaków, co dla niego było świetną pracą – okazją, by wędrować po górach. Pomagał w schroniskach, aż w końcu postanowił, że w nich zamieszka. Kupił stary dom w Białej Dolinie, remontował go, a z czasem zdecydował, że to jego miejsce na ziemi – sprzedał mieszkanie w Cieplicach, a pieniądze włożył w Chatkę Robaczka.

Jej sława rosła z roku na rok. Położona tuż przy narciarskich trasach Biegu Piastów, z salą jadalną ozdobioną numerami startowymi z tej imprezy, stała się jednym z ulubionych celów biegaczy. Mówili: “Biegnę na ciastko do Robaczka”. Bo ciasto były naprawdę wyśmienite. Lecz atmosferę schroniska tworzył przede wszystkim jego gospodarz. Przyciągał podobnych sobie, co uczyniło z Chatki Robaczka miejsce kultowe. Tanie, pozbawione luksusów, ale z duszą!


Robaczek świetnie rozumiał sportowych turystów, bo ma bogatą przeszłość sportową, w tym ponad 20 startów w Biegu Piastów.

– Biegałem na nartach jak na rękach – wspominał. – Po równym byłem najszybszy! Na pierwszych punktach piłem, a na ostatnim nigdy. Szkoda było czasu…

Debiutował w Biegu Piastów w 1982 roku, w czasie stanu wojennego. Nie jeździła żadna komunikacja publiczna, więc szedł z kolegami na start szosą z centrum Szklarskiej Poręby. Na równym odcinku, już blisko Jakuszyc, zabrał ich na pokład autobus górniczy z zawodnikami z Wałbrzycha.

– Trasa skrócona została do 36 kilometrów – wspomina. – Zadyma była straszna, wiało… Startowało może trzysta osób. Udało mi się wejść w setkę.

Robaczek kondycję miał świetną z biegania bez nart po Karkonoszach i ulicach. Maratońską życiówkę na atestowanej trasie (42 km 195 m) wyśrubował do poziomu 2:48!

– Ale nigdy nie biegałem dla wyników – podkreśla. – Nie pracowałem też dla pieniędzy. Moją drogę wytyczyła pasja! Wiem to teraz, gdy patrzę wstecz na swoją drogę i na siebie. Jestem bardzo szczęśliwym i zadowolonym człowiekiem. Kocham to, co robię i uwielbiam się tym dzielić.

W Chatce Robaczka nocowało mnóstwo biegaczy narciarskich i innych gości. Gdyby sala jadalna mogła opowiadać, co widziała i słyszała…

– Ludzie, którzy tu przybywają, są z innej planety niż reszta świata – mówił Andrzej Kohyt. – Wiedzą, po co przyjeżdżają w góry, nie są konfliktowi, nie wymagają wygód, których tu nigdy nie było.

Ale to już przeszłość. Chatki Robaczka w takiej postaci już na pewno nie będzie. Andrzej Kohyt wrócił do Cieplic. Urządza się w mieszkaniu w pobliżu parków: Zdrojowego i Norweskiego. Jego życie zatoczyło koło.

Tekst i zdjęcie: Leszek Kosiorowski

3 komentarze

  1. Bardzo miło wspominam pobyty w Chatce Robaczka. Pan Andrzej to Prawdziwy pasjonat tego co robił. A ciasto zawsze wyśmienite. Żal, że kończy się era takich miejsc i ludzi. Dzisiaj więcej jest pseudo turystów, którzy nie mają szacunku do miejsc, które odwiedzają.

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

601 566 560

Zgłoś za pomocą formularza.