Przygody saniami Lenina

Podobno w Czechach jest 4000 zarejestrowanych Moskwiczów. Większość już nie jeździ, stoją w garażach i stodołach po całej republice. Dla miłośników tych samochodów to w sumie dobra wiadomość, bo starocie mogą się jeszcze przydać, specjalnie w częściach. Czeski Klub Moskwiczów skupia kilkudziesięciu fanów i ich rodziny. Podobno, kto raz jechał Moskwiczem, złego słowa o nim nie powie. To po prostu miłość, najczystsza, bo bez żadnych politycznych kontekstów.

– Mój tato wyczekiwał na swój wymarzony samochód, Ładę. Było to w 1978 roku. Pojechał po nią do Pragi, do Mototechny, państwowego salonu, gdzie kupowało się wówczas auta, ale Ład już nie mieli i zaproponowano mu niebieskiego Moskwicza. Tato przystał na zamianę, zapłacił za niego jakieś 22 wypłaty, dużo pieniędzy, jak na tamte warunki, i tak to się zaczęło – opowiada Petr Ungrád, szef Zarządu Utrzymania Dróg w Trutnovie. Na stole konferencyjnym w swoim biurze trzyma miniaturę pługu do odśnieżania, prezent od kolegów z pracy, ale w sercu ma niebieskiego Moskwicza 2140. Auto nadal jest zarejestrowane na ojca, ale to głównie Petr Ungrád utrzymuje pojazd w kondycji. Do niedawna wystarczyły drobne naprawy, teraz jednak przyszedł czas na remont kapitalny. Auto jest u fachowca i Petr może pochwalić się jedynie zdjęciami swojego ulubieńca. Dobre i to, bo ten Moskwicz jest jedyny w Trutnovie (jak twierdzi nasz rozmówca). – Ogólnie, auto jest niezawodne, wygodnie się nim jeździ. Przeżyłem z nim wiele przygód, zresztą w każdym samochodzie można przeżyć wiele przygód, prawda?

Amerykański rys

– Przypomina trochę Wartburga, zgadza się? – moje laickie pytanie otworzyło przypadkiem „szufladkę” z rozmaitościami technicznymi Moskwicza. Owszem, przypomina Wartburga, bo przednie światła w tym modelu były produkcji enerdowskiej (literatura tematu wspomina konkretnie o światłach z Wartburga 353). Jest nawet importowa wersja dla świata zachodniego (do Skandynawii), gdzie światła wyposażone są w zabawne maleńkie wycieraczki. Petr nie widzi w tym nic zabawnego i na przykładzie ze zdjęcia pokazuje, gdzie był włącznik tych mini wycieraczek, przy popielniczce. Tylne światła z wcześniejszych pionowych zamieniono na poziome, jugosłowiańskiej produkcji. – Auto ma amerykański rys – przekonuje Petr. Amerykańskość Moskwicza ma polegać na tym, że kierunkowskazy były zamontowane w tylnych wypustkach, które zdaniem Petra nawiązywały do znacznie wyraźniejszych i większych płetw amerykańskich krążowników dróg, poczynając od produkcji z lat 50. ubiegłego wieku, np. Buick’a i Cadillac’a. Istotnie, Moskwicza nazywano w Czechosłowacji „ruską Ameryką”, ale nazywano go również „saniami Lenina” i „moskalem”. Były i są też indywidualne nazwy, na przykład inny właściciel niebieskiego egzemplarza określa swojego czule „modráskiem”, co można przełożyć, jako „niebieścik” lub „błękitek”.

Gałka na drążek

– Moskwicz, co by o nim nie mówić, to jednak oryginalne auto bloku wschodniego. Radziecka Łada (Lada) była produkowana na licencji, polski Fiat, również na licencji. I do dziś, także wśród weteranów, najbardziej liczy się właśnie oryginalność poszczególnych egzemplarzy, im auto ma więcej pierwotnych elementów, tym jest cenniejsze – wyjaśnia Petr Ungrád, od razu na przykładzie. Ot, fragment tapicerki drzwiowej, który akurat miał na szafie w biurze. Skóropodobny materiał w burym kolorze można było odświeżyć, ale chromowanej listwy już nie, ta, którą pokazuje jest zupełnie nowa, bo oryginalne listwy są nieosiągalne. Dostępne było natomiast oryginalne chromowane lusterko, Petr kupił je na polskim portalu aukcyjnym za niemałych 320 złotych. Części zamiennych poszukuje głównie na portalach aukcyjnych. Na czeskiej klubowej stronie Moskwicza jest odrębna rubryka dotycząca części zamiennych, oferowane są również repliki np. gałek na drążki skrzyni biegów i korbki do szyb, czy kierownic, wykonywanych na zamówienie.

Jedno pytanie narzuca się samo. Przecież Moskwicz, to jednak radzieckie auto, a wiadomo, jaki Czechosłowacy mogli mieć stosunek do największego sojusznika w dawnych czasach, choćby przez inwazję na Czechosłowację w 1968 roku, przecież w samym Trutnovie Armia Czerwona stacjonowała ponad 20 lat… – W ogóle nie wiążę Moskwicza z polityką. Inna sprawa, że jak stąd wyjeżdżali, to kupowali wszystkie samochody, jak leci i radzieckiej produkcji Moskwicze również. Przecież oni (ci żołnierze) u siebie nic nie mieli, to chcieli mieć, chociaż samochód – wspomina Petr.

Pojazd terenowy

W archiwalnym już programie Czeskiej Telewizji z 2009 roku pod nazwą „Retro” poruszono temat obowiązkowej przyjaźni czechosłowacko-radzieckiej. Z relacji bohaterów programu wynika, że przyjaźń była bardziej obowiązkowa, niż w Polsce. W Czechosłowacji, podobnie jak w Polsce, nauka języka rosyjskiego w szkołach była obowiązkowa, jednak bardziej, niż u nas pożądana była hurtowa przynależność do towarzystw przyjaźni, wymiana korespondencyjna między uczniami obu państw a nawet nauka języka rosyjskiego dla dorosłych na tzw. „kursach ludowych”. Rosyjskiego uczył się również kolekcjoner Moskwiczów Jaroslav Hořák, który nic z tych lekcji nie zapamiętał i ich nie lubił. Nie przeszkadzało mu to jednak w miłości do Moskwicza, w programie zaprezentował aż dwa wypieszczone egzemplarze. Z kolei Jiří Rejtmayer, właściciel czerwonego Moskwicza, również zaproszony do programu, przyznawał, że wszechobecna przyjaźń czechosłowacko-radziecka i nauka języka rosyjskiego w szkole były po prostu codziennością i oczywistością, nad którą wtedy się nie zastanawiał. Po latach, podstawy języka rosyjskiego pomagały mu w poszukiwaniu części zamiennych do samochodu. Rejtmayer interpretował nazwę Moskwicza „sanie Lenina”, jego zdaniem chodziło o niezawodny pojazd do terenu, zatem bezpieczny i wytrzymały.

Klub weteranów

Czeski Moskvič Klub powstał oficjalnie w 2008 roku. Jego głównym celem jest zrzeszanie miłośników samochodów tej marki, ich właścicieli i sympatyków oraz organizowanie zlotów, gdzie można się pochwalić swoimi pojazdami, porównać, pogadać i zabawić. Przed 1989 rokiem w Czechosłowacji Moskwicz był popularnym autem obok innych produkcji bloku wschodniego, simek, trabantów, wartburgów i wołg. Pełnił funkcję samochodu rodzinnego, którym jeździło się na weekendy na wieś, jeździli nim milicjanci. Był jednym z najszybszych i najsilniejszych aut, można było do niego bez problemu doczepić przyczepę kempingową. Moskwicz grał w wielu czechosłowackich i czeskich filmach, co skrupulatnie „łowią” na ekranie klubowicze. Po Aksamitnej Rewolucji, kiedy ludzie masowo zamieniali wschodnie auta na zachodnie, Moskwicz szybko wypadł z obiegu, a dziś jest wręcz rarytasem. Auta, które mają więcej, niż 30 lat, po odpowiedniej atestacji, otrzymują status weteranów, rzecz jasna muszą się o to wystarać ich właściciele.

Odważna recenzja

Dzięki klubowym badaczom historii Moskwicza możemy zajrzeć do wyników fachowego testu, recenzji egzemplarza 412 z USMD Praha (zakład drogowego i miejskiego transportu) z 1972 roku. Autor, niejaki R+R, jak się zdaje, miał poczucie humoru, a głównie odwagę wobec radzieckich producentów: „Całkiem wygodnie się wsiada, ale nie szkodziłoby, gdyby drzwi były jednak szersze. Przednie siedzenia są dzielone z możliwością składania. Można je przesuwać w zasięgu 118 mm i nakłaniać w siedmiu pozycjach. Jednak, już kierowca średniego wzrostu potrzebuje pozycji najdalszej (od kierownicy), aby miał uczucie komfortu podczas jazdy. Zatem zostaje miało miejsca na kolana dla osoby siedzącej za nim, które na dodatek oparte są wyłącznie o rurki szkieletu fotela pociągniętego jedynie materiałem skóropodobnym. W stosunku do osi fotela kierownica posunięta jest o 52 mm w prawo, także kierowca siedzi za kierownicą lekko krzywo otoczony. Ze względnie bogatego wyposażenia pojazdu należy zwrócić uwagę na automatyczne zwracanie kierunkowskazów i dwustopniowe ogrzewanie (2. stopień jest jednak nadmiernie głośny).”

Pierwszy zlot właścicieli Moskwiczów odbył się jeszcze przed zarejestrowaniem stowarzyszenia w 2007 roku, od tamtej pory organizowane są, co roku w różnych miejscach Czech. Na zlotach – ocenia Petr Ungrád – spotyka się około 80 właścicieli samochodów tej marki. On sam przygotowuje właśnie dla siebie i innych miłośników tych aut absolutną niespodziankę, pewnie na tegoroczny zlot. Jest to jednak tak wielka tajemnica, że nic nie chciał zdradzić, ani polskim czytelnikom. Można się jedynie domyślać, że będzie to jakieś ekskluzywne wypolerowane automobilowe cacko.

Marlena Kovařík

Radzieckie i rosyjskie. 
Radzieckie, później rosyjskie, zakłady samochodowe powstały w 1930 roku w Moskwie, a upadły w 2010 roku, przy czym ostatnie kilka lat działalności działacze klubowi nazywają agonią. Fabryka funkcjonowała pod różnymi nazwami. Auta pod marką Moskwicz produkowano od 1946 roku. Natomiast pierwszym autem moskiewskich zakładów w ogóle był samochód KIM (1940-1945), ostatnim, podobno wyprodukowanym na życzenie mera Moskwy Jurija M. Lużkowa, był model coupe o nazwie Duet dla dwóch osób (1999 – 2001). Interesująco i bardzo nowocześnie wyglądały prototypy aut: Arbat, Yauza i Istra z 1991 roku, które jednak nie weszły do masowej produkcji. (MAK)

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Marek Lis

694 792 203

Zgłoś za pomocą formularza.