Włodek Bayer. Urodzony i wychowany w Wielkopolsce, tam zaczynał swoją przygodę z turystyką, wstępując do PTTK w roku 1963. (…) Zdobył uprawnienia Przodownika Turystyki Górskiej PTTK, prowadził dziesiątki tras rajdowych w polskich górach. Na niwie turystycznej działał w poznańskim Oddziale PTTK Winogrady-Piątkowo, w Komisji Górskiej, a także w Wielkopolskim Klubie Przodowników Turystyki Górskiej. Był jednym z pierwszych członków Klubu Sudeckiego PTTK w Poznaniu (…), a w r. 2005 został członkiem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Sudeckiego we Wrocławiu.

Autor powyższych słów, Andrzej Mateusiak – wiceprezes jeleniogórskiego oddziału PTTK, wykonał w ciągu paru dni po śmierci Włodka trudną pracę, rekonstruując życiorys zmarłego Kolegi. A nie jest z niej do końca zadowolony: – Widzisz, miał np. Włodek w swoim życiu epizod bieszczadzki. Znał Bieszczady dogłębnie. Tajemnicze komysze, kultowe miejsca, ludzi, którzy uciekali w bieszczadzką głuszę w latach 70., 80., bo tylko tam znajdowali wolność. On żył długi czas w tych klimatach. Namawiałem Go, by spisał wspomnienia… Niestety, nie zdążył.

Jest 6 listopada, wigilia pogrzebu. Siedzimy i zastanawiamy się, jaki ten Włodek Bayer w istocie był. – Zaskakujący – odpowiada po krótkim namyśle Andrzej. – Zaskakiwał obszarami swojej wiedzy, a były one niesamowicie rozległe: topografia, historia… Znał umiejscowienie okopów, umocnień obronnych, i to nie tylko w Karkonoszach, lecz w całych chyba Sudetach. Zapomniane pomniki, obeliski, kolumny pamięci z zatartymi napisami, zarośnięte ścieżki, zrujnowane punkty widokowe. Jeśli chodzi o historię, to był, m.in., pasjonatem okresu napoleońskiego i oczywiście tropił ślady potyczek napoleońskich w naszym regionie.

Ewa Bednarek, przewodniczka sudecka, dorzuca do wspomnień o Włodku ważną a zabawną rzecz: – Niezmordowany łazik. Uwielbiał nieprzetarte ścieżki, żeby nie powiedzieć – chaszcze. Przez takie chaszcze wybraliśmy się kiedyś znad Bobru do zapomnianego źródła w Borowym Jarze, w pobliżu Końca Świata. Myślałam, że nie dojdę, a ten parł niezmordowanie po zboczu doliny, przez jakieś krzaczory, ciernie, wykroty…

No cóż, taki był. Jeśli miał do wyboru znakowany, wygodny szlak albo dziką, tonącą w roślinności ścieżkę, nie wiadomo dokąd wiodąca, z całą pewnością wybierał to drugie. Tak twierdzą także uczestnicy jego autorskich „Wycieczek z bajerem”, których poprowadził ponad 30.

Zarówno Ewa, jak i Andrzej eksponują jeszcze jedną, piękną cechę Włodka – Jego uczynność. Ewa przypomina sobie, jak wielokrotnie naprawiał jej szwankujący komputer. Andrzej znów podsuwa mi życiorys: Ochoczo i bezinteresownie pomagał przy organizacji cyklicznych imprez: Eskapady Rodzinne w Góry, Ogólnopolskie Rajdy Narciarskie w Karkonoszach, Międzynarodowe Spływy Kajakowe na Bobrze, rajdy geologiczne młodzieży szkolnej, młodzieżowe turnieje turystyczno-krajoznawcze.(…) Współpracował przy organizacji wycieczek wychowanków Szkoły Narciarskiej i Sudeckiego Klubu Sportowego „Aesculap” oraz z Towarzystwem Izersko-Karkonoskim.

Dużo tego.Jawi się Włodek w świetle tych wspomnień jako człowiek całkowicie oddany górom, pracy społecznej, której celem było zarażenie innych, zwłaszcza młodzieży, tym niesamowitym „nałogiem” górskiej wędrówki w nieznane. Został za swą działalność uhonorowany Złotą Honorową Odznaką PTTK w 2005 r. – Tylko że – zastanawia się Andrzej – miał poza tym wszystkim jakieś swoje tajemnice. Chwilami, podczas rozmowy, miało się wrażenie, że chciał powiedzieć coś ważnego, ale po chwili machał ręką, bagatelizował: „A wiesz, to w sumie nieważne.”

Uczynność i bezinteresowność Włodka podkreśla także jego siostra, Urszula Bayer-Frąckowiak: – Nigdy nikomu niczego nie odmówił. Zawsze dbał o innych, o sobie nie myślał.

Córka przewodnika, Lidia Feldman, przypomina sobie ojcowski plecak – samodzielnie przez Włodka uszyty, solidny i… zawsze spakowany, tak aby w każdym momencie można było zarzucić go na plecy i wybrać się w ukochane góry.

Góry czuwały nad Włodkowym pogrzebem. Z cieplickiego cmentarza przy ul. Krośnieńskiej roztaczała się w słoneczny listopadowy dzień oszałamiająca panorama – Szrenica, Mokra Przełęcz, Śnieżne Kotły widoczne jak na dłoni. Tam także wędrował Włodzimierz Bayer. Człowiek gór. Homo viator.

Ewa Kiraga-Wójcik

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

Zgłoś za pomocą formularza.