Litery jak obrazy

Kilkanaście głów pochylonych nad kartkami. Cisza, spokój, skupienie, wielka koncentracja. Piszą, piszą pięknie, kaligrafują. Jest niemal tak cicho, że słychać szmer piór prowadzonych po papierze. Letnia szkoła kaligrafii – zaprasza Nikola Klanicová. Otoczenie niezwykle sprzyja skupieniu. W zabytkowej Willi Čerych w České Skalicy, tej samej, gdzie Václav Havel nakręcił swój jedyny film fabularny, wydaje się, że czas się zatrzymał, albo wręcz cofnął do lat 20 ubiegłego wieku.

Kaligrafia jest perfekcyjnym środkiem do wzmacniania i rozwijania woli.*

Pięć dni to za mało, aby nauczyć się kaligrafować, ale można spróbować. Jana Pechurová jest zachwycona nauką, atmosfera tu panującą. – Lubię piękne pismo, grafikę (a to przecież pokrewne dziedziny). Do tego ta willa, taka piękna i Havel, i w ogóle… Lubię ludzi, którzy przyjechali na ten kurs, każdy z nas jest w jakiś sposób szalony, no bo kto dziś zajmuje się kaligrafią!? Wiedziałam o tych zajęciach kilka lat wcześniej i stale obiecywałam sobie, że muszę tu przyjechać. Wreszcie udało się, rok temu. Teraz wróciłam. To już mój drugi kurs – mówi Jana i zaprasza do swojego pokoju na piętrze, by pokazać widok z balkonu – biała altana i piaskowcowy basen z liliami wodnymi, ten sam, w którym zanurzył się były czeski prezydent Václav Havel na koniec filmu pt. „Odcházeni” („Odejścia”, według sztuki Václava Havla pod tym samym tytułem, w jego reżyserii, 2011 r.).

To wspaniałe móc obserwować czar pięknego pisania, szczególnie z tego powodu, że kaligrafia wymaga udziału w tej czynności całego człowieka, jak budzi się w nim konsekwencja, która nie pozwoli na opuszczenie słowa w połowie i niedocenienie choćby jednej kropki.

Lenka Pejchová przyjechała do České Skalice, by odpocząć od pracy, pobyć trochę bez rodziny i codziennych problemów. W kursie uczestniczy już trzeci rok, bo aż tak jej się spodobało za pierwszym razem. – Przy kaligrafii trzeba się koncentrować, ale dla mnie to czysty relaks. Nie chodzi o to, by coś zrobić na czas, ale, by kaligrafować, ćwiczyć. Lubię piękne pismo. Jestem urzędniczką (a mówi to słowo takim tonem, jakby chciała powiedzieć „zwykłą urzędniczką” – przyp. M.K.). W pracy, owszem, dużo piszę, ale na komputerze. W codziennym życiu nie ma miejsca, ani czasu na stosowanie kaligrafii. Kaligrafuję głównie dla siebie. A praktycznie? Czasem ktoś mnie poprosi, abym napisała komuś życzenia urodzinowe.

Człowiek zupełnie spłynie z czynnością, którą wykonuje.

Nad kartką ze wzorami liter zestawu o nazwie Copperplate (angielska kursywa) pilnie pracuje pan Zdeňek Pošva, który jest w tym gronie najstarszy, rocznik 1932. Obok wzoru litery pan Zdeňek pisze swoją. Na oko, nawet nie widać różnicy, żadnych zbędnych drgań w ciągnieniu linii. Pilny i zdolny uczeń. – Dlaczego tu jestem i kaligrafuję? Chciałem sobie przypomnieć dawne lata. Siedemdziesiąt lat temu miałem w szkole przedmiot pn. pismo, to nie była kaligrafia, ale – powiedzmy – nauka ładnego pisania. Kiedy zobaczyłem panią Nikolę w jakimś programie telewizji śniadaniowej, od razu uznałem, że to coś dla mnie, że chcę spróbować. Dobrze mi idzie? Nie jestem pewien, ale pani Nikola mówi, że mam sobie wyobrazić, że moje ramię kończy się piórem. I właśnie się staram – mówi pan Pošva, który przyjechał tutaj aż z Poděbrad. Kursant senior rzuca, jakby mimochodem, ciekawą uwagę dotyczącą zaniku pięknego, starannego pisma odręcznego: – Pióra kulkowe, to był chyba pierwszy stopień do obecnej niepełnosprawności w tym zakresie. Potem przyszły telefony komórkowe, smartfony i inne nowoczesne technologie. Kursantem jest również skromny dwudziestokilkulatek Jan Štěpán. – Zgłosiłem się, bo chciałem spróbować czegoś nowego, co naprawdę mogłoby mnie zainteresować. Może po to, aby komuś coś ładnego napisać? – mówi Jan.

Pisanie łączone charakteryzuje się tym, że ciągnięta (piórem) linia musi być połączona z uświadomieniem sobie pożądanego (chcianego) pociągnięcia następnego a to wszystko bez niszczycielskiego chciejstwa.

Václav Šípoš, artysta, grafik, malarz jest byłym kursantem, który przyjechał na naukę kaligrafii do Nikoli dwa lata temu. Václav pisał pięknie już wcześniej, swoje artystyczne liternictwo wykorzystywał do grafik i malarstwa. Chciał się jednak nauczyć czegoś więcej. – Przyjechałem i od razu mi się bardzo spodobało, poczułem, że jest mi tutaj dobrze, jak w kulturalnej lecznicy terapeutycznej, w ramach cudownej terapii: kaligrafia plus otoczenie. Tu nie ma żadnych nerwów, spokojnie. Rysujesz najpierw linie w odstępach 5, 4, 5 milimetrów. Potem litery (według wzoru) nachylone pod kątem 54 stopni. Uspokajało mnie to i nadal uspokaja, nie ma żadnego pośpiechu – twierdzi artysta. Należy dodać, że dla Václava wolne tempo to niecodzienne doznanie, bo raczej szybko mówi, szybko tworzy (kilka pociągnięć pędzla i już jest efekt), szybko przegląda, pokazuje zdjęcia i swoje prace na tablecie, szybko, szybko… Był kursantem dwa razy. W trzecim roczniku uczestniczy, jak sam o sobie mówi, jako „bawicz”, zabawia uczestników rysując ich karykatury i portrety. Nasyca się atmosferą willi i pięknego pisma. Václav Šípoš zilustrował drugą książkę Nikoli na temat kaligrafii.

We wnętrzu każdego człowieka drzemie głębia przykryta fałszywym przyspieszaniem świata i rykiem nakłaniającym do życia w niedbalstwie i powierzchowności.

Do sali, gdzie wszyscy ślęczą jak klasztorne skryby nad swoimi zadaniami, Nikola Klanicová przynosi odręcznie napisany list, krótki, ale jaki! Maria, była uczestniczka kursu, pozdrawia uczestników, po prostu pozdrawia. Ile czasu zajęło jej zaadresowanie koperty i napisanie jednego zdania na kartce, to wiedzą prawdopodobnie jedynie uczestnicy kursu. Zachwyt! Swoją drogą, ciekawe jak reagowali pocztowcy widząc tak pięknie zaadresowany list?

Pismo to wyjątkowy wzór, którym człowiek przejawia się w czasoprzestrzeni.

Nikola Klanicová z wykształcenia jest geologiem ze specjalizacją geochemia. Bada regularne struktury w naturze i popularyzuje logikę matematyczną. I do tego kaligrafia? Nikola zajmuje się kaligrafią od kilkunastu lat. Uczyła się sama, później od najlepszych nauczycieli kaligrafii w Czechach i we Włoszech. Opowiada, że były to kursy z eliminacjami, najpierw należało wysłać swoje dotychczasowe prace. Jest członkinią Centro Internazionale Arti Calligrafiche e del libro we Włoszech (Międzynarodowe Centrum Sztuki Kaligrafii i Książki) oraz The Society of Scribes & Illuminators w Wielkiej Brytanii (Związku Skryptorów i Iluminarzy). W 2013 roku założyła Czeski Związek Kaligraficzny, którego celem jest organizowanie działań kulturalnych i szkoleniowych związanych z propagowaniem kaligrafii. Jest również konsultantką czeskiej narodowej służby konserwacji zabytków. – Zawsze chciałam zajmować się pisaniem. Odkąd pamiętam, jak nauczyłam się pisać, pisałam ładnie. Proszono mnie, bym pisała kronikę mojej miejscowości, kto się urodził, co się wydarzyło, aby to było ładnie napisane – mówi mistrzyni kaligrafii, a mówi naturalnie i skromnie. – Z perspektywy obecnych doświadczeń wiem, jak bardzo amatorskie było to moje kronikarskie pisanie. Prawdziwego rzemiosła nauczyłam się o wiele później. Tak, bo kaligrafia na początku jest rzemiosłem, dopiero dobrze poznane rzemiosło jest podstawą, by przejść do kolejnego etapu – sztuki kaligrafii. Nawet arcymistrz sztuki malarstwa Michał Anioł najpierw musiał nauczyć się opanowania warsztatu malarskiego, malarskiego rzemiosła, dopiero potem mógł malować rzeczy wielkie. Dodam, co ważne, że nauka rzemiosła jest niezbędną lekcją pokory i cierpliwości a jednocześnie zbliżaniem się do doskonałości. W czasach Michała Anioła niewątpliwie chodziło o zbliżanie się do doskonałości rozumianej, jako zbliżanie się do Boga, który sam jest doskonałością – Nikola jak pięknie pisze tak i pięknie opowiada. Prowadzi wykłady i kursy kaligrafii, najchętniej kilkudniowe, bo wtedy jest szansa, że uczestnicy czegoś się nauczą. Wydała już dwie książki o kaligrafii. Maluje, czy też raczej pisze obrazy, bo z wykorzystaniem pięknego pisma, można powiedzieć, że są to takie kaligrafiki.

Podczas pisania pociągnięcia łączące są tak samo ważne jak poszczególne litery, mimo że nie mają tej siły znaczenia, co znak. Jednak luki między poszczególnymi literami (obrazami) stwarzają dla ludzkiego oka wrażenie ruchu i ożywienia.

Pytam o rady dla początkujących kaligrafów i szybko okazuje się, że nie są to zwyczajne rady. Najpierw należy narysować trójlnię w odległościach 5, 4, 5 milimetrów. To jest granica, wiesz, czego się trzymasz. To ważne, aby była wytyczona, aby mieć świadomość, że w ogóle istnieje, bo jej przekroczenie będzie już awangardą. Potem o linijkach już nie będziesz pamiętał. – Dziś, niestety, w wielu dziedzinach nie ma żadnych granic, a czy to znaczy, że wszyscy są awangardowi? – pyta retorycznie nauczycielka. Kolejna rada: nie słuchać ludzi, ale wewnętrznego głosu, który nam podpowie, co nas interesuje w kaligrafii. Jeśli nie zajmie cię całość, spróbuj znaleźć jakiś jeden interesujący element i tego się następnie trzymaj, wręcz go piastuj. Jesteś na dobrej drodze. Kaligrafia jest uporządkowana i zmusza do porządkowania siebie samego. Kaligrafują ludzie, którzy lubią sami siebie, bo piękne pismo wychodzi drogą: z głowy przez rękę na papier. Ale, zaznacza Nikola, droga z głowy na papier może być długa.

Willa Čerych została zbudowana w 1924 roku na zamówienie fabrykanta Ladislava Bartoňa według konceptu architekta Otokara Novotného. Rok później fabrykant podarował willę swojej siostrzenicy Marie. Był to prezent ślubny. Marie wyszła za mąż za Jířeho Čerycha, również z fabrykanckiej rodziny. Mieli dwóch synów: Ladislava i Jířeho, którzy urodzili się właśnie w tym domu. Ladislav (1925-2012), człowiek o niezwykle bogatej biografii, znany był w światowych kręgach w dziedzinie socjologii i współpracy europejskiej, współpracował z UNESCO, był redaktorem radia Wolna Europa. Jíři (1929-2011), wykształcony ekonom, pracował w marokańskim przemyśle i Banku Światowym w Waszyngtonie. W 1948 roku cała rodzina, z powodu konfiskaty majątku przez władze komunistyczne Czechosłowacji, była zmuszona emigrować do Szwajcarii. Komuniści urządzili w willi najpierw szkołę polityczną, później ośrodek zdrowia. W 1958 roku willa otrzymała status zabytku kultury. Po aksamitnej rewolucji w 1989 roku obiekt zwrócono pierwotnym właścicielom - braciom Čerych, którzy dwa później darowali willę Fundacji Społeczeństwa Obywatelskiego. Od 2003 roku obiekt służy, jako ośrodek edukacyjny pn. „Vila Čerych”. Źródło: www.vilacerych.cz

*Cytaty zapożyczyłam z blogu Nikoli Klanicové: www.nikolaklanicova.com

Marlena Kovařík

Tekst ukazał się w lipcu 2018 roku na łamach NJ

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Marek Lis

694 792 203

Zgłoś za pomocą formularza.