Jego niezwykle ciekawe i barwne, z wieloma przygodami, życie żołnierskie i prywatne mogłoby być scenariuszem sensacyjnego filmu fabularnego. Sam opisał wiele interesujących zdarzeń i sytuacji w wydanej w Szklarskiej trzy lata temu w książkowej publikacji „Tam za górą jest granica…” Wspomnienia o Wojskach Ochrony Pogranicza z okazji 70-lecia powstania. Tytuły rozdziałów Zemsta za Grubego, Górskie Przygody, Polegli podczas ochrony granicy – zachęcają do lektury.

Zbigniew Skoczylas miał nietypową datę urodzin – 1 stycznia. Pochodził z Hołynia. Był synem Henryka, maszynisty pociągu pancernego „Dęblin”. Specjalny dokument umożliwił rodzinie wyjazd pod Łańcut. Po przetłumaczeniu z języka niemieckiego można przeczytać „Polski Komitet Pomocy zaświadcza, że zamieszkały w Kropiwniku, powiat stanisławski, Henryk Skoczylas wraz z rodziną został poszkodowany przez bandy. Cały jego majątek został spalony. Dolina, 11 kwietnia 1944 roku”.

Z zawodu Zbyszek, zwany też przez żołnierzy WOP i kadrę oficerską „Wujo” i „Wujek”, był tokarzem. Ukończył liceum, w latach 1947 – 1950 pracował w stoczni. W Szczecinie należał do sekcji bokserskiej, ale po obejrzeniu polskiego filmu „Czarni Źleb” postanowił wstąpić do Oficerskiej Szkoły WOP. W 1952 roku w stopniu chorążego trafił do Batalionu WOP w Szklarskiej Porębie i rozpoczął służbę zawodową na karkonoskiej granicy. Po awansie na porucznika Zbigniew Skoczylas został dowódcą Strażnicy WOP „Kamieńczyk”, w której służył od 1952 do 2006 roku. Wzorowo prowadzona przez Niego Strażnica dostała honorowe imię węgierskiego bohatera narodowego Sandora Petofiego.

Starszy chorąży sztabowy, dowódca WOP – owskiej drużyny w Świeradowie Zdroju, ze stażem 30 lat w WOP-ie i 16 lat w Straży Granicznej, Jan Giereło z Kowar, wspomina kilka okresów znajomości ze Zbyszkiem. Począwszy od przypadkowego spotkania ze swoim dowódcą Strażnicy „Kamieńczyk” na ulicy w Szklarskiej Porębie aż po przejście na koleżeńską stopę w 1990 roku.

-Zbyszek był zawsze symbolem dyscypliny, punktualności, wymagał sporo od podwładnych, ale i od siebie. Cieszył się szacunkiem i estymą. W mieście pod Szrenica stale chodził w mundurze, w nim wyjeżdżał na urlop. Dla Niego noszenie munduru polskiego żołnierza to był zaszczyt i honor. Nobilitacją był fakt mianowania kapitana Zbigniewa Skoczylasa dowódcą Samodzielnego Górskiego Batalionu WOP w Szklarskiej Porębie. Na tym stanowisku wymagany był stopień majora. Zbyszek był wszędzie, potrafił zaskoczyć i zadziwić żołnierzy służby zasadniczej i zawodowej. Można było Go spotkać w kancelarii, w biurze, ale również w kuchni, podczas górskiego patrolu, jako startera Biegu Piastów i w kanale samochodowego warsztatu. Samochody i motocykle były konikiem Zbyszka. Uwielbiał szybką jazdę z żoną Elżbietą na „emzecie”, wcześniej Javie.

Gdy byłem młodym chłopakiem, wszyscy mnie znali w Szklarskiej Porębie. Śmigałem na motocyklu, miałem też konia, kawaleryjską klacz „Kawę”. Potrafiłem skoczyć na konia w galopie i szybko być na górze. Gdy moja mama zmarła w Szczecinie, nie miałem jak dostać się do Jeleniej Góry na pociąg. „Kawa” mnie zawiozła i wróciła do stajni w Karkonoszach. Wierzyłem jej, ale raz pod Łabskim Szczytem… Rozpędziłem sie, chciałem, aby „Kawa” przeskoczyła bagno. Ona zatrzymała się przed nim. Wpadłem w bagno. Potem myślałem, że porży, przytuli się, a ona przyrżnęła mi kopytem w głowę i uciekła. Leżałem, aż znalazł mnie nasz patrol. Zostałem zabrany do szpitala w Jeleniej Górze. Chirurg pyta, co się stało. Mówię mu: „Panie doktorze ratunku, koń mnie kopnął”. A on:”Jaki koń? Na biegunach?” – wspominał Zbigniew Skoczylas.

Od 1952 roku był GOPR-owcem, ukończył kurs GOPR na Hali Szrenickiej. Należał do ratowników najlepiej jeżdżących na nartach, dlatego wielokrotnie reprezentował Grupę na zawodach GOPR, m. in. w Zakopanem. Całe życie jeździł na długich nartach i z długimi kijkami. Reprezentował WOP na międzynarodowych imprezach narciarskich. W lutym 1956 roku oficer Jednostki Wojskowej nr 1160 w Szklarskiej Porębie Zbigniew Skoczylas, po dwutygodniowym obozie szkoleniowym trzeciego rocznika studentów na Hali Szrenickiej, przed Komisją Egzaminacyjną z Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie z wynikiem pomyślnym zdał egzamin na stopień instruktora narciarstwa PZN. Taka jest treść stosownego zaświadczenia. Takie służbowe i prywatne dokumenty oraz fotografie znalazły się w multimedialnej prezentacji „Ratownik GOPR – płk. Zbigniew Skoczylas”. Opracował ją starszy ratownik Stanisław Jawor przy współpracy inż. Aleksandra Jawora i ratownika Karkonoskiej Grupy GOPR Mateusza Sroki. Zbyszek co roku prowadził kursy narciarskie dla żołnierzy z różnych rejonów kraju. W wojsku wiele mówiono o oficerze Skoczylasie jako pasjonacie narciarstwa zjazdowego.

W domowym archiwum Zbyszka są zdjęcia z premierem Włodzimierzem Cimoszewiczem, którego woził śnieżnym skuterem w Jakuszycach, i z prezydentem RP Lechem Wałęsą, któremu towarzyszył podczas delegacji w Karkonoszach, zwózka poszkodowanego narciarza akią wspólnie z Jerzym Janiszewskim, fotki bogatej, prywatnej kolekcji znaczków GOPR, odznaczeń państwowych (Złoty i Srebrny Krzyż Zasługi), medali Sił Zbrojnych i Ratownictwa Górskiego oraz Srebrnej Odznaki GOPR z 1981 roku.

Płk. Zbigniew Skoczylas zmarł 18 stycznia 2018 roku. Został pochowany w rodzinnym grobowcu na cmentarzu w Żernikach Wrocławskich.

Henryk Stobiecki

.

1 Komentarz

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

Zgłoś za pomocą formularza.