Zabytkowy dom z 1901 r. przy ul. Karola Miarki 7 w Jeleniej Górze zamieszkiwała rodzina państwa Pohoreckich: dziadkowie – Halina i Waldemar, rodzice – Katarzyna i Jarosław, dzieci – Kaja i Leon oraz 4 pieski. Do tragedii doszło 26 maja.

Tajemniczy pożar

– O g. 13.00 jeszcze był spokój – opowiada pan Jarek. – Ja wyszedłem na spacer z psem, a mama podlewała kwiatki na tarasie, który krótko potem spłonął.

– Alarm wszczęli sąsiedzi – wspomina pani Halina Mamorska-Pohorecka. – Na ich krzyk spojrzałam przez okno mojej sypialni i… zobaczyłam koszmar: ścianę ognia. Natychmiast pobiegłam na górę po wnuki, Kaja leżała chora. A potem ratowaliśmy psy

Tymczasem ogień szalał. Pożar najprawdopodobniej rozpoczął się na zewnątrz budynku, po czym ogarnął stare, drewniane werandy na wyższych kondygnacjach. Tamtędy ogień przedostał się do mieszkań i pod dach.

Na numer 112 zadzwonili o 13.21 sąsiedzi. Ci sami, którzy pierwsi wypatrzyli dym i ogień. Służby – straż pożarna oraz policja pojawiły się bardzo szybko.

– Tylko co z tego, jeśli strażacy przez 15 minut nie mogli dostać się do wody z hydrantu, bo ktoś go… zabetonował! – wyrzeka Jarosław Podhorecki. – Akcja gaśnicza rozpoczęła się po kwadransie, a przy tej intensywności ognia to przecież cała wieczność.

Pożar dogaszano długo, bo aż do 5 rano następnego dnia. Mimo że upłynął już ponad miesiąc, biegli nie ustalili przyczyny pożaru. Mieszkańcy pechowego domu podejrzewają, że mogło to być zwarcie lub… podpalenie.

– Policja umorzyła dochodzenie, a prokuratura podtrzymała to, bez uzasadnienia – mówi Jarosław Pohorecki. – Nie zgadzamy się z tym. Wniesiemy sprzeciw na postanowienie prokuratury do sądu rejonowego. Tymczasem Edyta Bagrowska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze informuje, że postępowanie w tej sprawie zostało umorzone na podstawie dwóch przesłanek: braku złożonego w terminie wniosku o ściganie ze strony osób pokrzywdzonych oraz wstępnych oględzin biegłego z zakresu pożarnictwa, które wykluczyły udział osób trzecich.

Życie po tragedii

– Nasze życie poszło z dymem – gorzko konstatuje Halina Pohorecka, emerytowana lekarka pediatra. – Straciliśmy dom, rzeczy osobiste, pamiątki przeszłości, ulubione drobiazgi. Łaska Boga, że ocaleli ludzie i zwierzęta.

– Spłonęło moje przewodnickie archiwum, dokumenty, kluczyki do samochodu; nawet odznaka przewodnika sudeckiego – żali się pan Jarek, którego zastaliśmy w kombinezonie roboczym, pracującego w zdewastowanych wnętrzach.

Młodsi państwo Pohoreccy zamieszkali z dziećmi w hotelu sportowym przy Złotniczej. Lokum to udostępnił im prezydent Jerzy Łużniak. Pani Halina i pan Waldemar zamieszkali u kuzynki, Beaty Prask. Rodzina dzieli się opieką nad psami: Suzy, Nero, Fuksem i Śnieżką. Zwierzaki, zalęknione i niepewne, chodzą po dawniej przytulnym domku i nieufnie obwąchują okopcone ściany.

Z pomocą przyszli dobrzy ludzie

– Chcielibyśmy bardzo, bardzo podziękować tym, którzy pospieszyli z pomocą – mówi Beata Prask. – Zaraz po pożarze pan Wojtek, były mój sąsiad z ul. Orzeszkowej, razem ze szwagrem zabezpieczali dach. Obecny sąsiad, pan Olek przyprowadził 10 kolegów i cała ekipa uprzątała pogorzelisko. Jesteśmy też niesłychanie wdzięczni szefostwu i pracownikom pralni chemicznej przy jeleniogórskim hospicjum na ul. Żeromskiego, którzy nieodpłatnie wyprali uratowaną z pożaru pościel.

– Z pomocą pospieszyli też koleżanki i koledzy przewodnicy – dopowiada pan Jarek – a także krąg znajomych moich rodziców. Jakiś pan z Czarnoleskiej przywiózł łaty na dach; nieznajomi ludzie znoszą niewykorzystane materiały budowlane. O, tu leży to wszystko na podwórku. Bardzo też pomogła nam rodzina z Ponikowa oraz Adam Telega.

Pomoc wciąż potrzebna

Choć dom w tej chwili nie nadaje się do zamieszkania, biegli uznali, że można go remontować. W tej chwili najbardziej potrzebni są dekarze.

– Dach prowizorycznie przykryliśmy folią, ale przecieka – pokazuje pani Beata. – Zacieki przesączają się po ścianach, więc cały dom jest w zwarciach. Ekipy dekarskiej potrzebujemy już, natychmiast! Tymczasem firmy zapisują klientów na rok 2022. Błagamy dekarzy o pomoc! Bez dachu nie zrobimy nic.

Każdy, kto chce pomóc, może skontaktować się z panią Beatą Prask, na nr 502 322 259. Można też zasilić konto pogorzelców:

PKO BP 50 1020 5558 1111 1712 2910 0001, z dopiskiem: KATARZYNA POHORECKA DAROWIZNA POGOŻELCOM.

Tekst: Ewa Kiraga-Wójcik

Zdjęcia: Facebook Straż Pożarna

Teskt ukazal się w 26 numerze NJ z 29 czerwca 2021

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

601 566 560

Zgłoś za pomocą formularza.