Zaraz po wojnie, teatr w Jeleniej Górze cieszył się dużą popularnością na całym Dolnym Śląsku. Nie oznacza to jednak, iż nie musiał się wówczas zmagać z szeregiem problemów i przeciwności losu, które sprawiły, że o jego istnienie trzeba było wręcz walczyć.

Dalsze powojenne dzieje jeleniogórskiego teatru, o którego początkach pisałem już jakiś czas temu (nr 6/2017), to historia bardzo burzliwa, mająca jednak swój szczęśliwy finał – teatr działa do dnia dzisiejszego. Wtedy nie było to jednak tak oczywiste.

Premiera za premierą

Pierwsze miesiące działalności teatru w Jeleniej Górze charakteryzowały się sporą aktywnością, której nie zaburzyła nawet szybka zmiana dyrektora (Stefanie Domańską, organizatorkę teatru, zastąpił po zaledwie dwóch miesiącach Jerzy Walden) – w okresie pierwszych niespełna dziesięciu miesięcy, na jego deskach miało miejsce czternaście premier, m. in. „Zemsta” i „Nikt mnie nie zna” Aleksandra Fredry, „Cyrulik Sewilski” Pierre’a-Augustina C. de Beaumarchais, „Świerszcz za kominem” Karola Dickensa, „Sułkowski” Stefana Żeromskiego oraz „Gdzie diabeł nie może”, „Lekarz mimo woli”, „Pan Damazy” i „Dzień bez kłamstwa”. Co warto dodać, premiera spektaklu „Nikt mnie nie zna”, została połączona z koncertem muzyczno-baletowym.

Występami jeleniogórskiej trupy cieszyli się także mieszkańcy innych miast, gdyż grupa ze swoimi sztukami wyruszyła na podbój serc widowni z do innych miast Dolnego Śląska (np. Legnica, Wałbrzych). Z kolei w kwietniu 1946 r., teatr zaprezentował trzy ze swoich sztuk na deskach teatralnych w Szczecinie.

Pierwsze problemy jeleniogórskiej Melpomeny

Wszystko jednak zmieniła decyzja z czerwca 1946 r., na skutek której Jerzy Walden objął dyrekcję Teatru Miejskiego we Wrocławiu. Do stolicy Dolnego Śląska nie wyjechał sam. Razem z nich wyjechało wielu aktorów, a jednocześnie zabrano także sporą część mebli, kostiumów oraz dekoracji. Na miejscu pozostała tylko garstka aktorów. Kierownictwo w teatrze przejęła aktorka Irena Orzecka i kompozytor Alojzy Łazarek, którzy borykając się z ciągłymi problemami finansowymi, bezskutecznie szukają pomocy na zewnątrz – w tamtym momencie, władze miasta nie były w stanie wesprzeć działalności teatru. Nad instytucją pojawiło się nawet widmo zamknięcia. Pomoc przyszła jednak z całkiem innej strony. Dyrekcja lokalnej Samopomocy Chłopskiej [organizacja polityczno-gospodarcza, powstała pod koniec 1944 r., za pomocą której komuniści przejęli kontrolę nad wiejską spółdzielczością i kółkami rolniczymi; oprócz działalności gospodarczej, zajmowano się w niej aktywizacją społeczno-kulturalną lokalnych społeczności wiejskich, organizując chociażby sekcje teatralne – M.Ż.], zaproponowała wsparcie, a zarazem połączenie sił – jeleniogórski zespół teatralny miał zostać zasilony przez członków amatorskiej sekcji teatralnej, działającej przy tej instytucji. W zamian Samopomoc Chłopska miała spłacić długi teatru oraz wydzierżawić od niego gmach teatralny. W grudniu 1946 r., doszło do podpisania umowy w tej sprawie.

Niestety już w marcu 1947 r., zostaje ona zerwana, a teatr musi wstrzymać na jakiś czas swoją działalność. Niektórzy z aktorów wyjeżdżają. Przez kilka kolejnych tygodni budynek teatru użyczał swojej sceny lokalnym zespołom amatorskim, a w kwietniu swój gościnny występ dał w nim Teatr Ziemi Rzeszowskiej. Szczęśliwie dla pozostałych w mieście artystów teatralnych, sprawą ponownego uruchomienia teatru zainteresowały się wreszcie władze miasta, które po uzyskaniu zgody ze strony Ministerstwa Kultury i Sztuki w Warszawie, podjęły decyzje o ponownym uruchomieniu teatru. Jego nowym dyrektorem została Zuzanna Łozińska, przedwojenna kierowniczka teatru w Stanisławowie.

Grube Ryby

Na otwarcie sezonu we wrześniu 1947 r. przygotowana została premiera „Głupiego Jakuba” w reżyserii Michała Meliny. Jednakże prawdziwym strzałem w dziesiątkę okazało się zaproszenie do współpracy legendy polskiego teatru – Ludwika Solskiego, przedstawianego, jako mistrza, nestora i hetmana aktorstwa polskiego. Wystawienie spektaklu Grube Ryby, który wyreżyserował L. Solski, a za zarazem odegrał role Ciaputkiewicza, okazał się prawdziwą sensacją kulturalną. Sztuka cieszyła się ogromnym powodzeniem. Została odegrana kilkadziesiąt razy na scenach teatralnych całego Dolnego Śląska i co trzeba wyraźnie podkreślić, zawsze przy pełnej widowni.

O tym, jak ważne musiało to być wydarzenie kulturalne dla całego regionu, niech świadczy np. fakt, iż to jedyny wówczas spektakl w wykonaniu polskiego zespołu teatralnego, któremu udostępniony został gmach Teatru Miejskiego w Legnicy (zajmowany przez wojska Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej), gdzie od 1945 r. wstęp mieli tylko i wyłącznie artyści ze Związku Radzieckiego.Korespondentka dziennika Wolność pisała: Społeczeństwo miasta Legnicy i oficerowie legnickiego garnizony serdecznie i z entuzjazmem przyjęli sztukę, a zwłaszcza grę Solskiego, która często nagradzali burzliwymi oklaskami. Przy podniesionej kurtynie, rozlegały się okrzyki: „Brawo, Solski”. Po zakończeniu drugiego aktu zebrana publiczność złożyła hołd nestorowi sceny polskiej. Wręczono mu wielki bukiet chryzantem (…). Po przedstawieniu Solski oświadczył (…): W ostatnim akcie miałem grać pijanego staruszka. Nie wymagało to z mej strony żadnego wysiłku – byłem upojony dzisiejszym gorącym i serdecznym przyjęciem.

Sam L. Solski był bardzo zadowolony ze swojej współpracy z trupą teatralną z Jeleniej Góry. W jednym z listów, który później skierował do dyrektor Z. Łozińskiej pisał: Szanowna Pani Dyrektorowo! Po ochłonięciu z wrażeń, jakich doznałem w czasie występów w teatrze Twoją ręką prowadzonym – i po małym wypoczynku – spieszę, aby raz jeszcze podziękować Tobie i wszystkim Kolegom i współpracownikom za gościnę i troskliwość, jaką otaczaliście moją skromna osobę. Nie są to zimne słowa – ale gorący poryw oddanego Wam serca. Niechże Ci za te dary – zapłaci dobry Bóg i niech sprawi – aby muzy teatru jeleniogórskiego – były stale i obficie obsadzone – kochającą sztukę publicznością! Chciałbym też, aby Imię moje błąkało się czasem w tych murach i w Waszej pamięci. Wszystkie te moje słowa dotyczą nie tylko Ciebie – Kochana dyrektorowo – ale i kolegów. A w szczególności tych, co się Twoim Teatrem opiekują – tj. prezydentowi miastowi (…) i kochanemu profesorowi Wereszczyńskiemu sercem oddany (…).

Jeleniogórska Melpomena znowu w opałach

Duży sukces Grubych Ryb nie uchronił jeleniogórskiego teatru od kolejnych przeciwności losu. Najpierw, Ministerstwo Kultury i Sztuki, poleciło przekazać pozostałe w teatrze kostiumy (dawniej należące do zbiorów Opery Berlińskiej) na potrzeby Opery Wrocławskiej, a wkrótce to samo ministerstwo zadecydowało o likwidacji teatru w Jeleniej Górze z dniem 31 VIII 1948 r. Zapewnieniem odpowiedniej ilości przedstawień mieszkańcom miasta miał się zająć Teatr Polski we Wrocławiu. W stolicy Karkonoszy rozpoczęła się walka o teatr. Z inicjatywy dyrektorki Łozińskiej dochodzi do nadzwyczajnego posiedzenia Miejskiej Rady Narodowej w Jeleniej Górze, w wyniku, którego zapada decyzja, aby wysłać do Ministerstwa Kultury i Sztuki w Warszawie specjalną delegacje. W jej skład, oprócz oczywiście dyrektorki teatru, wszedł prezydent miasta, przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej oraz jeden z tutejszych prokuratorów.

Osobista interwencja władz miasta w stolicy przyniosła pozytywny skutek. Ministerstwo Kultury i Sztuki wycofało swoją decyzje o likwidacji teatru, a jednocześnie z dniem 1 IX 1948 r., miał zostać podporządkowany generalnej dyrekcji Państwowego Teatru Dolnośląskiego we Wrocławiu, gdzie w ramach jego struktur jeleniogórski zespół miał pełnić funkcje… teatru objazdowego. Jak określił to w swojej kronice teatru za lata 1945-1975 Janusz Degler, była to tzw. grupa objazdowa Jelenia Góra – Legnica z siedziba w Jeleniej Górze i z własnym kierownictwem artystycznym i administracyjnym).

Jeleniogórsko-legnicka koalicja teatralna

Teatr z Jeleniej Góry, oprócz swojej stacjonarnej pracy, miał być od tej pory także grupą objazdową, dostarczającą rozrywki teatralnej dla ludności całego Dolnego Śląska. W kosztach jego utrzymania i działalności miały partycypować także władze Legnicy. Na początku października 1948 r., odbyła się w tej sprawie konferencja, z udziałem władz teatru z Jeleniej Góry, przedstawicieli Miejskiej Rady Narodowej w Legnicy i kierownictwa teatralnego z Wrocławia. Ustalono wówczas szczegóły projektu, który w protokole uzyskał miano teatru Jelenia Góra-Legnica. Aktorzy mieli posiadać swoje bazy w Jeleniej Górze i w Legnicy, skąd miano kierować objazdami po miejscowościach całego Dolnego Śląska.

Zmagająca się z problemem braku własnego profesjonalnego teatru Legnica, bardzo chętnie przystała na ten układ – jeszcze w tym samym miesiącu uchwalono, że występy teatru w tym mieście, przynajmniej do końca 1948 r., zostaną zwolnione z podatku od widowisk, co miało być dodatkowym ukłonem władz Legnicy w stronę teatru. Z kolei w listopadzie 1948 r., tamtejsza Miejska Rada Narodowa wyraziła zgodę na wypłacenie dodatkowego finansowania dla potrzeb przygotowywanych przedstawień. Decyzje cieszyły też samych mieszkańców miasta z nad Kaczawy, gdzie występy aktorów z Jeleniej Góry od 1945 r. cieszyły się ogromną popularnością. Jeden z nich wspominał: Pamiętam, w końcowych latach czterdziestych i pięćdziesiątych (…) chętnie chodziliśmy na przedstawienia, często goszczącego w Legnicy Teatru Jeleniogórskiego, aby zobaczyć na przykład Jerzego Sobieraja w „Weselu Fonsia”, Stanisława Zaczyka w „Grzesznikach bez winy”, Wasilewskiego w roli mistrza Gzymsika w „Romansie z wodewilu” (…).

Dla teatru z Jeleniej Góry, gościnne występy na całym Dolnym Śląsku, nie były już tylko sposobem na dodatkowy zarobek, a ich obowiązkiem, wynikającym z nałożonych na niego przez władze kultury zadań.

Droga do upaństwowienia

Pomimo ciągłych trudności finansowych, wynikających ze skromnego budżetu, można było mówić o sukcesie. Teatr przetrwał i to było najważniejsze. Aby jednak mógł działać, potrzebna była odpowiednia frekwencja na spektaklach. Szybko okazało się, iż największą popularnością cieszą się komedie. Dyrektorka i zespół aktorów mieli też ambicje grania sztuk poważnych – np. we wrześniu 1948 r. sezon teatralny otworzono premierą Placówki, scenicznej adaptacji powieści Bolesława Prusa. Zdawano sobie jednak sprawę, że taki wybór nie zawsze spotyka się z aprobatą publiczności i to właśnie komedie, sztuki lekkie i zabawne, zdominowały repertuar proponowany przez jeleniogórski teatr.

Trzeba też wspomnieć, iż zespół odnosił swoje sukcesy na scenie ogólnokrajowej – w listopadzie 1949 r. na Festiwalu Sztuk Radzieckich, otrzymał dwie nagrody za wystawienie sztuki Lubow Jarowaja autorstwa Konstantego Treniewa.

Sytuacja tej instytucji kulturalnej stabilizuje się jednak dopiero na początku 1950 r., kiedy zapada decyzja o jej upaństwowieniu. Jego nazwa zostaje zmieniona na Państwowy Teatr Dolnośląski w Jeleniej Górze, a dyrektorem i kierownikiem artystycznym pozostała w dalszym ciągu Z. Łozińska. Prawie w tym samym czasie, powstaje przy nim siedmioosobowy zespół muzyczny (Orkiestra Państwowego Teatru Dolnośląskiego w Jelenie Górze, w skrócie Orkiestra PTD). Sama Z. Łozińska ustępuje ze stanowiska w październiku 1950 r., kiedy zastępuje ją na tym miejscu Antoni Biliczak. Ona sama pozostaje kierownikiem artystycznym.

Marek Żak

Zdj.jbc.jelenia-gora.pl

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

Zgłoś za pomocą formularza.