Zakończył się remont pierwszego piętra budynku socjalnego przy ul. Wyczółkowskiego 61 w Jeleniej Górze. Kosztem prawie pół miliona złotych odnowiono części wspólne i 18 lokali mieszkalnych. To finalizuje inwestycję, bo pozostałe – mniej zdewastowane piętra – wyremontowano rok wcześniej.

Obiekt – tak zwany „czerwony autobus” – był zdewastowanym, jeleniogórskim slumsem, jeszcze przed kilku laty zasiedlonym przede wszystkim przez kierowanych tu, eksmitowanych mieszkańców miasta. A ta okolica – wraz z sąsiednimi (lepiej utrzymanymi) budynkami socjalnymi – funkcjonowała w Jeleniej Górze, jako rodzaj getta.

Przed kilku laty opisywaliśmy warunki życia w tym budynku przy okazji interwencji, próbującej powstrzymać przekwaterowanie tam kobiety z trzynastoletnim, niepełnosprawnym dzieckiem.

„Blok przy ul. Wyczółkowskiego 61, to jeden z kilku w tym miejscu z mieszkaniami socjalnymi. Pozostałe bloki nie wyglądają tak strasznie, bo w ostatnich latach były remontowane. Ten, do którego ma trafić pani Halina wygląda koszmarnie. I koszmarnie się w nim żyje.

Całkowicie zdewastowane klatki, wspólne kuchnie i łazienki w opłakanym stanie, ciemności, smród kału, moczu, wymiocin, wszechobecne śmieci. Tego się nie da opisać.

Część zakwaterowanych tam ludzi, to alkoholicy, narkomani, osoby wysiedlone za dewastowanie swoich mieszkań. Ale mieszkają tam też, tak to muszę nazwać, normalni jeleniogórzanie. Opowiadają o koszmarze i pozbawieniu ludzkiej godności, na które zostali skazani.

– Funkcjonujemy tylko od świtu do zmierzchu – opowiada pani z trzeciego piętra. – Wyjście na ciemny korytarz po zapadnięciu mroku to bohaterstwo, bo zawsze można się natknąć na jakąś libację, czy awanturę i stać się ofiarą rozbawionego, albo wkurzonego towarzystwa. Gdy czasami zdarzy mi się później wrócić, do mieszkania przemykam się, jakby to był teren jakiejś wojny. To lumpy sprawują tu niepodzielną władzę. Tych, którzy chcieliby normalnie żyć, jest garstka, kilkunastu na osiemdziesiąt mieszkań. 

Do tego dochodzą codzienne uciążliwości. Zniszczenia i kradzieże dokonywane przez sąsiadów.

– Jak mamy normalnie żyć, skoro kuchnie i łazienki są nieustannie dewastowane i okradane – to już żale starszego pana, też z trzeciego piętra. – Ledwo kupiłem palniki do kuchenki już ich nie było. Pewnie, że śmierdzi, bo spłuczki w toalecie są ciągle niszczone, wody bieżącej też nie ma. Trzeba spłukiwać wodą przynoszoną w wiadrze. Tyle, że nie każdy uznaje taką konieczność, więc wymiociny i gówna – pół biedy, gdy w sedesie, bo mogą też być na korytarzu – są na porządku dziennym.

W bloku przy Wyczółkowskiego 61 są strefy mniej i bardziej normalne. Mieszkańcy trzeciego piętra, z którymi rozmawiałem, mieszkają w tej spokojniejszej części budynku. Tu wspólne kuchnia i łazienka są względnie zadbane. Pani Halina z synem mają przydział na piętro o znacznie gorszej reputacji, co widać po drzwiach do mieszkań z dziurami na wylot; po kuchni do której wstręt nawet wejść, nie mówiąc o gotowaniu jakiegoś posiłku; po na oścież otartym mieszkaniu, skąd wydobywa się odór i gdzie ktoś śpi nie dopiwszy trunku.”

Teraz zmieniło się tam nie do poznania. Przebudowano pierwsze piętro – w tym 18 lokali o łącznej powierzchni 279,24 m.kw. Modernizacja objęła również część wspólną, gdzie powstały dwie ogólnodostępne kuchnie oraz trzy łazienki. Wyburzyć trzeba było właściwie całe wnętrze budynku: zdemontować drzwi, okna, zerwać posadzki, tynki, usunąć urządzenia sanitarne i istniejące instalacje wod.-kan. i elektryczne. Powstały nowe tynki cementowo-wapienne, posadzki i zamurowania; wymieniono stolarkę okienną i drzwiową; przeprowadzono malowanie, szpachlowanie, montaż wykładzin i płytek; wykonano nowych instalacji elektrycznych i wod.-kan.; zamontowano armaturę i   biały montaż.

Zadanie zostało dofinansowane ze środków budżetu państwa w ramach rządowego programu bezzwrotnego wsparcia budownictwa mieszkaniowego – z Funduszu Dopłat Banku Gospodarstwa Krajowego kwotą prawie 366 tys. Miasto dołożyło prawie 91,5 tys. zł.

To naprawdę świetnie, że jedno z jeleniogórskich miejsc wstydu (na szczęście nie ma ich dużo) przestaje straszyć. Pytanie, czy uda się zapobiec powtórce, bo jednak obiekt pozostaje budynkiem socjalnym i pewnie za jakiś czas trafią tam znowu ludzie z marginesu. Pomoc ma monitoring, patrole straży miejskiej i wnikliwszy nadzór nad obiektem urzędników.

Oby nie poszło na marne…

Fot. obiektu po remoncie – FB Jerzy Łużniak  

1 Komentarz

  1. Tera Jeleniogórska patologia będzie mieszkać w rezydencjach z centralnym ogrzewaniem.
    Teraz nie będą mieli możliwości opalać kabli, znosić całych worków puszek i pić najtańszych win na umór do kolejnego dnia poszukiwań szczęścia na śmietnikach i w sklepie monopolowym.
    Ciekawe jak długo będzie zdatny do użytku budynek po zasiedleniu przez osoby które w żaden sposób nie nadają się do życia w społeczeństwie.

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Portal

451620318

Zgłoś za pomocą formularza.