Robert Czechowski, choć z wykształcenia jest leśnikiem, postanowił wstąpić do policji. Dlaczego? – Ponieważ mogłem pracować z psami – odpowiada. Psy kocha od dziecka. Mówi, że kiedy przegląda stare zdjęcia, dostrzega, że już jako dziecko miał zapędy do szkolenia psów. Choć jego pierwszym psem nie był owczarek. – Miałem trzy latka i rodzice nie wiedzieli, że chcę owczarka, więc dostałem boksera – śmieje się.

Psy były obecne od początku również w życiu Renaty Mięgoć. – Dzięki mojemu ojcu, który przygarniał różne biedne znajdy z ulicy – opowiada pani Renata. – Chociaż pierwszy owczarek pojawił się w moim życiu dopiero około 20 lat temu. Przypadkiem. Tak samo przypadkiem trafiła do Karkonoskiego Klubu Owczarka Niemieckiego. Poznała jedną z członkiń i okazało się, że obie znają pana Roberta. Pan Robert szkolił pierwszego owczarka pani Renaty, suczkę Vegę.

Dlaczego właśnie owczarek niemiecki?

– To najpiękniejsza rasa – serdecznie śmieją się pani Renata i pan Robert. – Owczarek niemiecki to pies do wszystkiego. Rasa bardzo wszechstronna, która uwielbia się szkolić i pracować z człowiekiem. Są psy, które mają na przykład lepszy węch lub takie, które są lepsze w obronie. Owczarek skupia wszystkie cechy na wysokim poziomie. A do tego nie ma problemu, żeby „pracować” od poniedziałku do niedzieli. Taki labrador może uznać, że „nie pracuje w czwartki” i nikt nie będzie w stanie go zmusić do działania.

Kiedyś uważano, że owczarek niemiecki potrzebuje przestrzeni, więc nie nadaje się do bloku. – To mit – uważa pan Robert. – Najważniejsza jest aktywność. Jeśli możemy sobie pozwolić, żeby zabierać psa codziennie na dwa, trzy dłuższe spacery i potrafimy „zmęczyć” go również mentalnie, czyli zachęcić do aportowania, szukania, to nie ma przeszkód, aby wybrać tę rasę.

Załóżmy klub

– Zajmowałem się szkoleniem psów zawodowo – mówi Robert Czechowski. – W ten sposób zebrała się grupa pasjonatów, którzy chcieli ze sobą aktywnie spędzać czas i bawić się z psami. Chodziło też o to, żeby psa szkolić i pracować, nie tylko ucząc go zwykłych komend „do nogi”, tylko chcieć od niego czegoś więcej. Uczymy psy niekoniecznie przydatnych rzeczy, ale dzięki temu zwierzęta rozwijają się i nie nudzą. Na początku były nas cztery czy pięć osób. I spontanicznie ktoś zaproponował, by założyć klub. Zrobiliśmy sobie koszulki z logo i staliśmy się członkami nieformalnej organizacji. Potem pojawił się pomysł, żeby zarejestrować formalne stowarzyszenie. Pan Robert był początkowo sceptycznie nastawiony, ponieważ, jak mówi: „kiedy pojawiają się formalne zależności, zanika spontaniczność i wszystko może się zawalić”. Przełamał się jednak i powstało Stowarzyszenie Karkonoski Klub Owczarka Niemieckiego. Głównie dzięki pani Renacie Mięgoć, która zapewniła pomoc prawno-księgową przy załatwianiu formalności.

– Nie stawiamy jednak na ilość członków – zarzekają się pasjonaci owczarków. – Jesteśmy zdania, że to, co trzyma nas razem, to nie tylko psy, ale również niemalże rodzinna więź. Liczy się charakter, dlatego nie wszystkie psy klubowe to owczarki niemieckie. Są nawet amstaffy czy pitbulle, co wiąże się czasem z zabawnymi sytuacjami. Na przykład w czasie pokazu podczas imprezy publicznej zapowiadany jest Klub Owczarka, a wychodzi amstaff. Widzowie śmieją się, co to za owczarek niemiecki. Pan Robert lubi wtedy żartować, że to nie wina psa, że urodził się innej rasy. „On mentalnie czuje się owczarkiem”.

Jak zostać członkiem Klubu? – Uczestnictwo nie daje żadnej gratyfikacji finansowej ani nie upoważnia na przykład do założenia hodowli. Czysta pasja i satysfakcja. – podkreślają Renata z Robertem. – Mamy komfort wyboru. To my wybieramy ludzi, którym proponujemy członkostwo. Szkolimy psy nie tylko klubowe, ale też urządzamy ogólne szkolenia dla psów. Mamy w ten sposób możliwość obserwacji charakteru zarówno człowieka, jak i jego psa. Jeśli uznajemy, że człowiek jest otwarty, a aktywne spędzanie czasu z psem jest jego pasją, to zapraszamy go do siebie. Staramy się oscylować w granicach 30 członków, bo to liczba, która jeszcze zapewnia nam „intymność”. Struktura jest otwarta – ludzie przychodzą i odchodzą. Czasem wracają. Tak było na przykład z klubowiczką, której ukochany pies przedwcześnie odszedł. Była przekonana, że już nie chce kolejnego psa, nie chciała już być w klubie. Wszyscy członkowie nagrali dla niej filmik, w którym zachęcali ją do powrotu i wzięcia kolejnego psa. Dała się przekonać i wciąż aktywnie działa.

Działalność Klubu

Klub zajmuje się głównie szkoleniem psów, ale to niejedyna aktywność jego członków. Zaczęli być rozpoznawalni i zaproponowano im robienie pokazów w placówkach oświatowych – przedszkolach i szkołach. Później doszły inne imprezy, jak na przykład jeleniogórska „Majówka ze Zwierzakami”, pokazy umiejętności przy okazji wystaw psów rasowych czy wiejskie dożynki. – Pokazy w przedszkolach i szkołach są oczywiście nieodpłatne – zaznacza Renata Mięgoć. – Działamy na zasadzie wolontariatu.

Pan Robert podkreśla, że nie każdy pies nadaje się do pokazu w przedszkolu. Musi być w stanie cierpliwie znosić zainteresowanie ze strony dzieci. Dlatego do przedszkola jadą wyselekcjonowane psy, które są dodatkowo cały czas pod nadzorem.

„Liczy się bezpieczeństwo”.

Lenka, owczarek pani Renaty jest właśnie psem, który jeździ na takie pokazy. Pani Renata wspomina wielki sukces Lenki – Dzięki niej po raz pierwszy wychowawczyni widziała uśmiech autystycznego chłopca. Z początku bardzo się bał i nie chciał dotknąć psa, ale jakoś udało się go namówić. Pogłaskał Lenkę, chwilkę pospacerował przy niej i na jego twarzy pojawił się szczery, szeroki uśmiech.

Jak wygląda taki pokaz? Dzieciaki nie potrafią się długo skupić i szybko się nudzą, więc pokaz musi być dynamiczny, oparty na interakcji z nimi. Nie można ich zamęczać zbyt długimi opowieściami. Trzeba im pokazać, jak pies przechodzi przez tunel, skacze przez przeszkody, aportuje. Trzeba dać dzieciom możliwość pogłaskania psa. klubowicze uczą też dzieci bezpiecznego obcowania z psem. Tłumaczą, że nie można ciągnąć psa za ogon czy uszy. Pokazują, jak się zachować w trakcie spotkania z agresywnym psem.

Oprócz tego zorganizowali kilka edycji imprezy, która jest już znana w całej Polsce.

Dogtrekking Karkonoski

Czym jest dogtrekking? – To takie połączenie biegu na orientację ze spacerem z psem. Pomysł na nasz własny dogtrekking wziął się z tego, że sami braliśmy udział w podobnych zawodach. Jako zawodnicy wiedzieliśmy, czego nam brakuje i co można poprawić w organizacji – opowiada pan Robert. – W przeciwieństwie do innych nasza impreza jest całkowicie bezpłatna, oparta na funduszach zewnętrznych. Nie zarabiamy na niej – wszystkie środki przekazujemy na organizację. Ustaliliśmy limit 100 osób. Spokojnie moglibyśmy zrobić i dla 300, ale stracilibyśmy na jakości.

Monika Lisowska-Lach, wraz z mężem Marcinem i trzema psami rasy husky, co roku stara się brać udział w imprezie. Pani Monika śmieje się, że organizatorzy dostarczają adrenaliny jeszcze przed startem, bo nigdy nie podają dokładnej godziny otwarcia zapisów, a tylko wskazówki (na przykład „godzina rozpoczęcia drugiej wojny światowej”). W dodatku trzeba się spieszyć z zapisywaniem, bo po godzinie już nie ma miejsc. Chwali organizację imprezy. Mówi, że wszystko jest na najwyższym poziomie. Dodatkowo organizatorzy nie czekają na mecie, a towarzyszą uczestnikom na trasie, dopingując i motywując. Przed startem urządzają dokładną odprawę techniczną z omówieniem całej trasy. – Nie da się powiedzieć złego słowa o tej imprezie – kwituje pani Monika.

– Na ten sukces zapracowali wszyscy członkowie Klubu – podkreśla pan Robert. – Stworzyliśmy rodzinną atmosferę, którą ludzie docenili, więc bardzo nas to cieszy. Szkoda, że w zeszłym roku z powodu pandemii 5. edycja nie mogła się odbyć.

Jak odczuli pandemię?

Nie przestali też spotykać się na placu treningowym. Pan Robert twierdzi, że i tak zachowują dystans na placu ze względów bezpieczeństwa.- Zrezygnowaliśmy tylko z uścisków na powitanie – mówi. – Psu nie da się wytłumaczyć, czym jest pandemia. On nie rozumie, dlaczego miałby siedzieć w domu. Nasze psy są poniekąd pracujące. Nauczone regularnej aktywności, były nadpobudliwe, kiedy zostały jej pozbawione. Ograniczyliśmy jednak naszą działalność na zewnątrz – tłumaczy pan Robert. – Szkoły i przedszkola i tak zamknięto, nie było imprez. Szkolenia też odbywały się tylko na placu.

W tym roku starają się nie planować niczego. Płynąć z prądem. – Tak samo zresztą działaliśmy przed pandemią – zauważa pan Robert. – Bywało, że miałem plany w stosunku do jakiegoś psa, a po przyjeździe do przedszkola okazywało się, że pies ma gorszy dzień i musi go zastąpić inny. Pies to nie robot.

Chociaż jest jedna impreza, którą bardzo chcieliby zorganizować. Jubileusz 10-lecia klubu. – Wstępnie planujemy październik, mając nadzieję, że do tej pory pandemia osłabnie. Chcielibyśmy zaprosić też nieaktywnych członków. Wyświetlić zdjęcia i wspólnie wspominać – rozmarza się pan Robert.

Zasady bezpieczeństwa

Na koniec pani Renata i pan Robert podzielili się z naszymi czytelnikami podstawowymi zasadami postępowania w przypadku spotkania z nieznajomym psem.

  • Przede wszystkim nigdy nie podchodzimy do psa, którego nie znamy. Zwłaszcza jeśli nie ma w pobliżu jego właściciela i pies nie jest przywiązany.
  • A co, jeśli pies sam dąży do konfrontacji?
  • Po pierwsze – nie uciekać. Pies lubi gonić wszystko, co się rusza. Dlatego staramy się zachować obojętność i nie machać rękami. Nie krzyczeć.
  • Kiedy pies sam do nas biegnie, należy przyjąć jedną z dwóch podstawowych pozycji, których uczy się już dzieci przedszkolne. Jeżeli stoimy, to robimy „drzewko” – ręce splatamy na karku, chroniąc nimi szyję. Jeśli się przewrócimy, to robimy „żółwika” – tak samo rękoma chroniąc uszy i szyję. W 95% procentach pies nas obwącha i straci zainteresowanie.
  • Staramy się nie prowokować psa wzrokiem.
  • Przy szczególnie nadpobudliwych psach staramy się wykorzystać infrastrukturę. Kategorycznie nie należy uciekać na rowerze – psa tylko to zachęci, by nas gonił. Możemy też przewrócić się i zrobić sobie krzywdę. Należy zsiąść z roweru i zasłonić się nim przed psem. Jeśli masz tornister lub plecak, możesz się nim zasłonić. Ewentualnie – kurtką.
  • Nie można prowokować też sytuacji, w której pies uzna nas za intruza. Jeśli w trakcie gry piłka wpadnie na czyjś teren, absolutnie nie wolno skakać przez płot. Lepiej zadzwonić do właściciela i poprosić o oddanie piłki.
  • Jest też kilka zasad, których warto przestrzegać w przypadku psów należących do członków naszej rodziny bądź nawet mieszkających z nami. Przede wszystkim powinny ich przestrzegać dzieci.
  • Jeśli jedziesz do rodziny dwa razy w roku, pamiętaj że pies ma swój harmonogram dnia i nawyki, które twoja wizyta zaburzy. Dzieci nie powinny więc bawić się z psem bez nadzoru.
  • Nigdy nie podchodź do psa, który je. Nawet własnego. Jeśli musisz przejść nad psem, by podać mamie szklankę, lepiej poproś starsze rodzeństwo bądź poczekaj, aż pies skończy. Pies może być kochanym towarzyszem, ale przestrzega hierarchii stada i dziecko może w jego mniemaniu być czasami w tej hierarchii poniżej psa. Z punktu widzenia człowieka taka sytuacja, jak przejście obok psa, który je, to nic złego, ale pies może uznać, że dziecko (w jego mniemaniu inny pies) może chcieć mu odebrać pożywienie. Może poczuć się zagrożony i ugryźć.

Tekst: Barbara Małgorzata Wyleżoł

Zdjęcia: Karkonoski Klub Owczarka Niemieckiego

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Alina Gierak

502 499 336

Zgłoś za pomocą formularza.