Problematyka podejmowana w powojennych rubrykach satyrycznych była bardzo szeroka. Zresztą inaczej być nie mogło, bo ówczesnym ludziom przyszło żyć w bardzo ciekawych czasach.

Opowieść o tamtych latach prowadzona była często przez pryzmat losów pionierów. Tych zaś na początku października 1945 r. w utworze pt. „Definicja Pioniera” opisywano w sposób następujący:

Człowiek, który sypia zwykle na podłodze,

Je, co się zdarzy – zapał w nim nie gaśnie,

Choć zawiedziony został w swych nadziejach srodze…

Pytasz, kto to taki? Toż to pionier właśnie.

Zły pan urzędnik

Idealnym celem ataku byli ówcześni pracownicy urzędów lub instytucji publicznych. Z jednej strony, pierwsze kadry urzędnicze składały się z całkowicie nieprzygotowanych do takiej pracy ludzi, a z drugiej warunki pracy (ograniczone środki, nawał obowiązków i petentów) sprawiał, że ich praca pozostawiała wiele do życzenia. Na łamach prasy pojawiał się także urzędnik-karierowicz, zważający tylko i wyłączne na swoje potrzeby, za nic mając innych. We fraszce „L’homo e mobile” z 18 IX 1945 r. czytamy.

Był jakimś gdzieś urzędnikiem,

Zaciskał pasa, bladł,

Zrobili go kierownikiem

Stołówki – jadł, a jadł…

Myślicie: dbał o kolegów,

By ich poprawić los?

Nie miał biedaczek czasu,

Bo pilnie… nabijał trzos.

Biuro Odbudowy Stolicy

W 1945 r. Krajowa Rada Narodowa wydała dekret w którym powołane zostało Biuro Odbudowy Stolicy, instytucje mającą zająć się odbudową zrujnowanej w czasie Warszawy. BOS stało się również bohaterem jednej z fraszek, opublikowanej we wrześniu 1945 r. Utwór pt. „Dochód z zabawy – na BOS” brzmiał następująco:

Na zabawie jedli pili,

Przy tym trochę pośpiewali,

Potem z pompą się chwalili,

Że… stolicę budowali.

Nie jest żadną tajemnicą, iż większość ówczesnych dancingów i potańcówek organizowano „na coś” – dla powodzian, na PCK, na inwalidów etc. A zabawy, z których dochód przeznaczony miał być na odbudowę Warszawy, były wówczas jednymi z bardziej popularnych. Jak szacują badacze, do końca 1948 r. na Społeczny Fundusz Odbudowy Stolicy wpłynęło z różnego rodzaju zbiórek pieniędzy blisko trzy i pół miliarda złotych. Ile z tej kwoty stanowił dochód z tego rodzaju imprez, trudno ustalić.

Awans zawodowy

Po wojnie szczupłe kadry specjalistów były dosyć powszechne. „Fachowców” na Dolnym Śląsku brakowało przez cały okres tzw. powojnia, o czym informowały wielokrotnie wszelkie tutejsze instytucje i urzędy. Pisała o tym też regionalna prasa, gdzie w styczniu 1947 r. ogłaszano np. konieczność pozyskania dla Dolnego Śląska tysiąca rzemieślników. Na lokalnym rynku pracy brakowało ludzi z konkretnym zawodem. Poszczególne grupy operacyjne, działające na tych terenach od wiosny 1945 r., pilnie poszukiwały wykwalifikowanych pracowników.

Takasytuacja na rynku pracy dawała ogromne szanse na sukces zawodowy ludziom ambitnym i chętnym do nauki. Odpowiednio wykwalifikowany oraz zaangażowany człowiek nie miał problemu ze znalezieniem pracy także w kolejnych latach, a często zajmował od razu stanowiska kierownicze. W istocie jednak, braki kadrowe często „łatano”, kim popadnie, więc wiedza i doświadczenie wielu z ówczesnych kierowników, naczelników i dyrektorów, wykazywała spore braki. W dzienniku „Pionier” poświęcono temu problemowi jeden z wierszy satyrycznych pt. „O kimś”:

W łodzi znał wszystkie bary,

Kawiarnie i spelunki

I dochód miał też stały – Sprzedawał właśnie trunki.

Do handlu był niezdolny,

Wpadł w ręce władz wieczorem –

Przyjechał na Śląsk – Dolny

I dziś jest… DYREKTOREM.

Kino i knajpy

Jedną z fraszek poświęcono też ówczesnym kinom, a raczej ich aż nazbyt widocznym brakom. W utworze „O kinofikacji” (27 IX 1945 r.) pisano:

Na odprawie w Propagandzie

Rzekł ktoś nie bez racji,

Że u nas jest kinofikcja

Miast kinofikacji.

W innym utworze zwracano uwagę na prawdziwy wysyp lokali restauracyjnych, kawiarni, których nie brakowało na ówczesnym Dolnym Śląsku. Zaraz po wojnie życie towarzysko-rozrywkowe kwitło, a komunistyczne władze nie ingerowały jeszcze wówczas w tego rodzaju biznesy. Pozwalało to na swobodny rozwój tego sektora usług:

Wśród wielu miast i wsi –

Nie sposób odmówić tu racji,

Znam tylko jedno miasteczko,

Gdzie nie ma restauracji.

Śpiące młodzieżówki

O tym jak wyglądała działalność pierwszych działaczy organizacji młodzieżowych w Jeleniej Górze, na przykładzie Związku Walki Młodych, pisałem w przeszłości bodajże dwukrotnie. Problem ten nie umykał też dziennikarzom. W utworze „Organizacje młodzieżowe” oprócz komunistycznego (działającemu przy Polskie Partii Robotniczej, czyli PPR) ZWM-u, przywołano też działającą przy Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS) Organizację Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, czyli popularny OM TUR oraz młodzieżówkę „ludowców” – Związek Młodzieży Wiejskiej RP „Wici”. Żadna z nich nie mogła być dumna z tego faktu:

Na naszym terenie

Stanęły w zawody

TUR, „Wici”

I Związek Walki Młodych.

Ci z TUR-u

Afisze rozklejali na murach –

Prezesa „Wici”

Trudno spotkać, czyli schwycić –

A Zet-Wu-eM

Zmorzony snem

Palmę pierwszeństwa tu przyznać,

Zadanie nielada;

Dobrze mówić o młodzieży

Nie można, więc nie należy,

A źle… nie wypada.

W kolejnej, opublikowanej kilka tygodni później, autor kpił z rzekomej aktywności organizacji młodzieżowych. Była to fraszka „Organizacji Młodzieżowej” i być może stanowiła ona odpowiedź na zarzuty, jakie posypały się na niego za pierwszy utwór o tej tematyce:

Ależ tak, tak, widzę teraz jasno,

Waszą, o mili, poprawę,

Nikt nie ma, mili, prawa

Mówić, że zarząd zasnął,

Skoro urządza zabawę.

PUR-PUR-y

Tematem jedne z fraszek zatytułowanej „Płoną lica” była także Państwowy Urząd Repatriacyjny, instytucja odpowiedzialna za powojenny transfer ludności na tzw. Ziemie Odzyskane:

Kiedy szukam czasem z werwą

W czymś z natury całym w dziury

Płoną lica me bez przerwy

Rumieńcem PUR – PUR-y.

Handel z wrogiem

We wrześniu 1945 r. na kartach „Pioniera” pojawiła się fraszka poświęcona polskim kupcom, prowadzącym interesy z ludnością niemiecką. W utworze pt. „Kupcom”, pisano:

Kupcom, którzy ze Szwabami

Kontakt mają i tak dalej

Radzę wspomnieć – między nami –

Na tych, co to z Osią handlowali.

O czym warto wspomnieć, przywołany powyżej utwór był bezpośrednim odwołaniem do artykułu pt. Za handel z państwami Osi trzeba ponieść karę, opublikowanym w dzienniku dzień wcześniej. Tam zaś można było przeczytać:

Na odbywającej się w dniu dzisiejszym sesji parlamentu szwajcarski minister gospodarki dr Walter Stamfli ostro zaatakował „czarną listę” firm państw neutralnych, które prowadziły handel z Niemcami. „Lista ta sporządzona przez aliantów jest wielką przeszkodą dla rozwoju ekonomicznego Szwajcarii i sprzeczna z zasadą przestrzegania praw małych narodów. „Czarna lista” jest rzeczą okropną – powiedział minister – przy jej pomocy alianci chcą kontrolować naszą gospodarkę wewnętrzną”.

Tak, panie ministrze – gdy w Europie szerzył się terror niemiecki, firmy szwajcarskie robiły dobre interesy z Trzecią Rzeszą. Teraz poniosą za to zasłużoną karę.

Do tematu powrócono zaledwie kilka dni później, wspominając też o problemach prowadzonej wówczas akcji polonizacji (ew. odniemczania) dolnośląskich miast. W „Rozmowie z kupcem” czytamy:

Cóż z tego, szanpanie,

Że piszą, że krzyczą:

Niemieckie napisy!”

Ja… pieniążki liczę.

Cóż z tego, szanpanie,

Że Niemcy – klienci?

Pecunia non olet,

A resztę mam w pięcie.

Drogo, droga

Na łamach prasy wiele słów poświęcano na informowaniu o powojennej drożyźnie, częstokroć dopatrując się w niej złych chęci ówczesnych „prywaciarzy”. Kwestia ta poruszona została na początku października 1945 r. we fraszce zatytułowanej „Strzyżone, golone”:

Oj golą, golą

Z prawdziwym natchnieniem

Ligniccy fryzjerzy

Brody i… kieszenie.

Krytyka czytelnika

To, iż sporej części utworów satyrycznych publikowanych na łamach dziennika „Pionier”, jak to się mówi „sporo brakowało”, widać bardzo dobrze i to gołym okiem. Nie składne rymy, słaba lub czasem wręcz bezsensowna puenta. To tylko pierwsze lepsze z zarzutów, które można byłoby postawić autorom lub raczej autorowi, gdyż za większość prezentowanych tam fraszek odpowiadał „artysta” kryjący się pod pseudonimem „Wiesław”. We wrześniu 1945 r. doczekał się on odpowiedzi ze strony niejakiego „Zbyszka”, który w jednym z numerów dziennika zamieścił utwór „O fraszkach pewnego autora”:

Perlą się fraszki Wiesława

W „Pionierze” na czwartej stronicy,

W formie wytwornej i lekkiej

Podają wieści z Lignicy.

Tryskają szczerym dowcipem,

Humorem z Bożej wprost łaski,

Nagradza je zachwyt powszechny,

Pochlebstwa tłumu, oklaski.

Że się tam trochę nie klei,

Że rym za włosy ciągnięty,

Że treści nie ma i formy,

Żałosne często pointy – – –

To nic, to wszystko jest drobiazg,

Rośnie autora wciąż sława, Bijcie więc mocno oklaski,

Lecz tylko… na głowie Wiesława!

Trudno jednak powiedzieć, czy faktycznie to przytyk jednego ze zdegustowanych czytelników, czy tylko niewinny żart z któregoś z kolegów z redakcji.

Marek Żak

Zdj. Fotopolska.eu

W powojennej rzeczywistości zapotrzebowanie na humor było dużo. Na zdjęciach zabawna scenki utrwalona 1946 roku na Placu Piastowskim w Cieplicach.

1 Komentarz

  1. PiS_Bolszewik_Czekista Odpowiedź

    To bardzo śliski grunt, przedstawiać los dzieci polskiego ambasadora, jako zagrożonych przez Żydów. Zwłaszcza gdy to robi polski premier oddającego cześć żołnierzom Brygady Świętokrzyskiej. A pamięta Pan powojenne zbrojne ataki podziemia niepodległościowego na żydowskie sierocińce w Rabce i Otwocku? A pamięta Pan zdjęcie żydowskiego niemowlęcia zamordowanego przez polskiego milicjanta w Kielcach, podczas powojennego pogromu? A był Pan w Treblince, na mogiłach dzieci z żydowskich sierocińców, domów dziecka i kamienic warszawskiego getta? A był Pan choćby raz w Jedwabnem, czy Radziłowie gdzie polscy sąsiedzi spalili w stodołach żydowskie dzieci wraz z ich rodzinami? Czekam dnia, kiedy wspomnienie Pana publicznych wystąpień będzie już tylko czarną stronicą w najnowszej historii Polski.

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Marek Lis

694 792 203

Zgłoś za pomocą formularza.