Niedawno minął kolejny Dzień Babci. Kiedy większość wnuków radośnie świętuje ten dzień ze swoimi ukochanymi babciami, my wraz z rodzicami wspominamy Babcię Jadwigę. 11 lat temu w ten właśnie dzień odeszła, pozostawiając po sobie świadectwo życia wspaniałego człowieka, pedagoga, rodzica i Babci.

Dochowała się czworga dzieci, sześciorga wnucząt i niezliczonej liczby wychowanków w szkołach, w których uczyła. Prawnucząt, od obecnej szóstki wnuków, niestety, doczekała tylko dwóch. Chociaż przez większość życia związana była z Jelenią Górą, jej życie i młodość nierozerwalnie wiążą się z Kresami. Urodziła się w 1926 roku we Lwowie jako przyrodnia siostra czterech młodzieńców. Mówili na nią Wisia. Działała w lwowskim oddziale AK. Niestety, nie zachowały się potwierdzające ten fakt dokumenty. W czasie okupacji, w 1943 roku ukończyła Państwową Szkołę Gospodarstwa Domowego, uczęszczała też do liceum, którego nie udało Jej się skończyć ze względu na akcję repatriacyjną w latach 1945-46. Wówczas wywieziono Ją wraz z rodzicami na Dolny Śląsk. Do końca życia Babunia wspominała ukochany Lwów. Wdowa po jej bratanku Januszu, Łucja Sawaryn wspomina, że zawsze opowiadała im o Lwowie. Janusz wyjechał z niego jako małe dziecko, więc opowieści cioci pozwoliły mu poznać rodzinne strony. Gdy w dowodzie osobistym po ślubie wpisano jej „Lwów, ZSRR” wykłócała się, że powinni wpisać: Polska. Już kiedy zaczęła Ją zabierać choroba Alzheimera, Dziadek dbał o to, by puszczać Jej lwowskie piosenki, które sprawiały, że rozpromieniała się i zaczynała śpiewać. Po przyjeździe na Dolny Śląsk Jadwiga zamieszkała z rodzicami, Antonim i Melanią, w Grabarowie. Tu poznała swojego męża, Adama Dyczko. Wzięli ślub w 1948 r. i zamieszkali w Dąbrowicy. Tam przyszły na świat córki: Katarzyna i Małgorzata (moja Mama). Później, już przy ulicy Lotnictwa w Jeleniej Górze, urodzili się jeszcze Grzegorz i Maciej. Jadwiga ukończyła Liceum Pedagogiczne w Jeleniej Górze w 1948 roku. Już pracując jako nauczycielka, w 1959 ukończyła Zaoczne Studium Nauczycielskie we Wrocławiu, specjalizując się w biologii. Pracę rozpoczęła w Szkole Podstawowej numer 5 w Jeleniej Górze. Pracowała tam w latach 1948–1975 (od 1962 roku pełniła funkcję kierownika tej szkoły). Potem objęła posadę dyrektorki Szkoły Podstawowej nr 1 w Jeleniej Górze. W „jedynce” pracowała tylko do 1977, ponieważ ze względu na pogarszające się zdrowie zdecydowała się przejść na emeryturę. Nie pozostała jednak całkowicie bierna zawodowo i powróciła na kilka lat do „piątki” jako bibliotekarka na pół etatu.

Na moją prośbę takie piękne wspomnienie o Babci spisał jej były uczeń, pan Piotr Greiner: Panią Jadwigę Dyczko wspominam z wdzięcznością i ciepło. W latach 1958-1965 uczęszczałem do Szkoły Podstawowej nr 5 w Jeleniej Górze. Uczyliśmy się tam razem z Jej córką Małgorzatą. W klasie czwartej była naszą wychowawczynią. Mieszkała bardzo blisko szkoły. Wraz z innymi nauczycielkami, p. Janiną Żołądziejewską, p. Jadwigą Nowosielską, p. Waśniewską, p. Klukowską i in. tworzyły zacne grono pedagogiczne.

Po Panu Żuku sprawowała funkcję kierownika szkoły.

Uczyła biologii i rysunku. Ten drugi przedmiot często wspomagały prace Jej męża. Był malarzem. Przekazała nam wiele wiedzy, ale też elementów wychowawczych i praktycznych. Po kilkudziesięciu latach spotkałem Ją na spacerze. Wspomagała się wózkiem. Pełna dostojeństwa, powagi i godna najwyższego szacunku.

Śmiało mogę powiedzieć, że była jednym z filarów mojej szkoły podstawowej. Teraz, gdy przebywa już w innym świecie, na pewno wszystkich nas tu pozostałych widzi. Osobiście moją wdzięczność wyrażam w modlitwie.

Jej uczennica Bożena Rudnicka tak Ją wspomina: Byliśmy pierwszą 8. klasą w historii szkoły nr 5. Rok 1967/68. Pani Dyczko była już dyrektorką szkoły. Byliśmy dla Pani Dyrektor taką przysłowiową wisienką na torcie. Młodzież, która kończyła 14 lat do 30 czerwca, mogła odejść do szkół średnich. Pozostali musieli zostać i tak utworzyła się klasa 8. Było nas około 20 uczniów. Pani Dyczko urządziła nam klasę na poddaszu głównego budynku. Byliśmy zachwyceni. Sala lekcyjna, dwie „bokówki”. W jednej szatnia, a w drugiej taki kącik gospodarczy. Pani Dyrektor zakupiła dla nas maszynę do szycia. W tamtych czasach to było coś. Na tej maszynie szyłyśmy kołnierzyki do fartuszków. Zawsze patrzyła na nas z miłością. Nigdy nie podnosiła głosu. Opowiadała nam o życiu, udzielała rad. A jako moja sąsiadka z piętra robiła mi różne niespodzianki. Na przykład: do sznurka przywiązana torebka, która powoli snuje się do mojego okna na parterze. A w torebce pierogi z kaszą gryczaną i miętą. No, jak nie kochać? Może jeszcze dodam, że w okresie zimowym, dzięki jej przedsiębiorczości, mieliśmy lodowisko na terenie szkoły. Pani Jadwiga Dyczko kojarzy mi się z najlepszym pedagogiem, przyjacielem uczniów. Kiedy wracam wspomnieniami do tych minionych czasów, to widzę zawsze uśmiech w Jej pogodnych oczach. To miłość do dzieciaków.

Lodowisko pamięta też moja ciocia Kasia. Dodaje uwagę, że z pomocą finansową Komitetu Rodziców Babcia Jadwiga zakupiła łyżwy, na których uczniowie z „piątki” mogli po tym lodowisku jeździć.

Wujek Maciek wspomina, że dzięki staraniom Babci wybudowano małe boisko do gry, a w sali gimnastycznej stał stół do tenisa stołowego, z którego mogli korzystać po lekcjach. Wszyscy zgodnie podkreślają, że była ciepłym i wyrozumiałym nauczycielem. Potrafiła znakomicie rozdzielić rolę mamy od roli nauczycielki.

Wujek Grześ uwielbiał robić nauczycielom psoty, za co wielokrotnie miewał pogadanki na dyrektorskim dywaniku. Mojej Mamie zdarzyło się nie przygotować na lekcję. Gdy została przez Babcię wzięta do odpowiedzi, dostała dwóję (kiedyś był to odpowiednik obecnej jedynki). Babcia wyjaśniła jej, że nie może jej traktować lepiej od innych uczniów. Była szczera i uczciwa. Ciocia Kasia pamięta, że razem z Mamą odwiedzała zimą biedniejszych pracowników szkoły, żeby sprawdzić, czy nie trzeba im pomóc. Po swoim ojcu Jadwiga miała tzw. deputat węglowy, więc często zdarzało się, że dzieliła się węglem z potrzebującymi sąsiadami.

Pani Maria Bujło pamięta, z jaką pasją Babcia Jadwiga uczyła. Bardzo często zabierała uczniów w plener, żeby tam uczyć ich na przykładach. Założyła ogródek na terenie szkoły, gdzie uczniowie uprawiali warzywa. Zakładali również zielniki, rośliny suszyli na strychu szkolnym. Wnuczka Ewa, zainspirowana tymi opowieściami oraz prywatnym zielnikiem babci, zapragnęła mieć swój zielnik. W późniejszych latach przełożyło się to na ukończenie przez Ewę Wydziału Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Wrocławskim. Postawa Babci Jadwigi jako nauczycielki sprawiła, że zarówno Katarzyna, jak i Małgorzata same zostały nauczycielkami.

Moja Mama wspomina, że Babcia cieszyła się autorytetem nie tylko wśród uczniów, ale także ich rodziców, którzy przychodzili poradzić się, jak mają „przemówić do rozumu” swoim pociechom. Były to czasy, gdy autorytet budowano siłą i bicie dzieci było jedną z metod wychowawczych. Rodzice potrafili prosić nauczyciela o zbicie dziecka, jeśli będzie niegrzeczne. Jadwiga tłumaczyła im wtedy, że siłą nie buduje się autorytetu, a dzieci należy kochać i szanować. Mówiła, że należy im dawać dobry przykład swoim postępowaniem. Nigdy nie podniosła ręki na żadne dziecko: ani w szkole, ani w domu.

Żadne z dzieci Jadwigi nie pamięta, aby kiedykolwiek widziało Mamę zdenerwowaną. Była Krainą Łagodności. Zawsze znalazła czas dla dziecka i darzyła je pełnym zaufaniem. Uważała, że zaufanie rodzica do dziecka jest podstawą. Spokojna i opanowana. Wujek Grześ mówi, że „można z nią było konie kraść”. Jej osobowość sprawiła, że synowe i zięciowie weszli do rodziny w sposób naturalny, tak jakby zawsze byli jej częścią. Rytuałem rodzinnym były wspólne święta. Całą rodziną spotykaliśmy się u Babci Jadwigi i Dziadka Adama.

Wszystkie wnuki wspominają, że na koniec odwiedzin zawsze stała w oknie i machała, póki nie zniknęliśmy za zakrętem. Nie doczekała, aż odbiorę prawo jazdy, dlatego przy kluczykach do samochodu mam brelok z imieniem „Jadzia”. W ten sposób Babcia zawsze jest ze mną i czuwa, bym jeździła bezpiecznie. Wierzę, że wraz z Dziadkiem Adamem czekają, aż ponownie się wszyscy spotkamy.

Barbara Małgorzata Wyleżoł

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

601 566 560

Zgłoś za pomocą formularza.