W ostatnią sobotę, po raz trzeci w ostatnim czasie, niespokojnie było przed lubańskim szpitalem. Kolejną pikietę zorganizowały środowiska antyaborcyjne, zwołane przez fundację Życie i Rodzina, ale tym razem byli tam też reprezentanci liberalnego podejścia do tej kwestii pod szyldem partii Razem. Te protesty to efekt zatrudnienia przez Łużyckie Centrum Medyczne ginekolożki Gizeli Jagielskiej, która wcześniej pracowała w szpitalu w Oleśnicy i zgodnie z prawem wykonywała tam aborcje.
Publiczne „odmawianie różańca o zatrzymanie aborcji” przed szpitalem w Lubaniu antyaborcjoniści zainaugurowali pod koniec stycznia, zaraz po tym, jak pojawiły się informacje o zatrudnieniu ginekolożki. Kolejna taka akcja miała miejsce na początku lutego, a ostatnia w sobotę 28 lutego. Organizatorzy zapowiadają, że pojawiać się będą w Lubaniu co miesiąc, ale ich liczebność maleje. W poprzednich protestach brało udział około stu osób; w sobotę było nie więcej niż 30.
Tym razem pojawili się kontrmanifestanci zabrani pod hasłem „nie będziesz szła sama”. To też nieduża grupa około 20 osób, zorganizowana przez partię Razem i radnego z Leśnej, Marka Kacprzaka.
Obie grupy, choć nieliczne, były głośne i wrogie wobec siebie; nie brakowało obcesowych wyzwisk. W pewnym momencie musiał interweniować policja (funkcjonariuszy zabezpieczających pikiety było więc niż wszystkich protestujących razem) i odsunąć grupy od siebie na bezpieczną odległość.
Charakterystyczne, że w obu grupach znikoma część stanowili mieszkańcy Lubania, dla których najwyraźniej ważniejsze od ideologicznych sporów jest efektywne funkcjonowanie Łużyckiego Centrum Medycznego.
Ginekolożka Gizela Jagielska stała się wrogiem numer 1 antyaborcjonistów po tym, jak – ratując zdrowie zwodzonej przez lekarzy i wbrew woli zamkniętej w szpitalu psychiatrycznym pani Anity – wykonała późną aborcję w szpitalu w Oleśnicy. Reakcją była m.in. głośna akcja Grzegorza Brauna, który próbował dokona „obywatelskiego zatrzymania lekarki” za co ma dziś postawione zarzuty prokuratorskie. Prokuratury różnych szczebli badały też, czy Gizela Jagielska nie naruszyła prawa przeprowadzając terminację ciąży i prawomocnie orzekła, że zabieg przeprowadzono w zgodzie z wiedzą medyczna, a co najważniejsze zgodnie z prawem. Lekarka straciła jednak pracę w Oleśnicy, a potem z planów jej zatrudnienia wycofał się szpital w Ostrzeszowie.
W Lubaniu zatrudniła ją sprawująca od niedawna funkcję prezesa ŁCM Anna Płotnicka-Mieloch. To ciekawa sytuacja, bo nowa prezes ŁCM do 2024 r. szefowała szpitalowi w Legnicy, gdzie na stanowisko prezesa powołali ją sprawujący wtedy władzę w województwie politycy PiS i Bezpartyjnych Samorządowców. Głośno o szpitalu pod jej kierownictwem stało się, gdy na jaw wyszła informacja, że na tamtejszym OIOM-ie przez dwa lata przebywał mąż marszałkini sejmu Elżbiety Witek. To miało być jedna z przyczyn, że musiała odejść po zmianie władzy, choć formalni odwołano ją za złą sytuację finansową.
I właśnie wcześniej łączona z PiS nowa prezes ŁCM zaproponowała Gizeli Jagielskiej pracę w lubańskim szpitalu, doceniając jej medyczne kwalifikacje. Ginekolożka ma wzmocnić rozwijane przez zarząd szpitala Centrum Narodzin – wysoce specjalistyczny oddział ginekologiczno-położniczy. Lekarza ginekologa do pracy na tym oddziale szukano w Lubaniu od roku. Szpital chciałby, żeby w Lubaniu rodziło się 1000 dzieci rocznie (obecnie to niewiele ponad 200 narodzin).
Fot. Lesław Hardziej (YT)

