Im mniej ogrzewasz mieszkanie, tym mniej płacisz? Ta logika nie zawsze działa. Helena Stasiak z ul. Zagajnik 6 w Karpaczu, bloku należącego do SM „Pod Śnieżką” w Kowarach narzeka, że wykorzystała przez sezon grzewczy energii cieplnej na kilkanaście złotych, a rachunek opiewał na ponad 1 tys. zł.

– Kiedyś lokatorzy często mieli zwroty, warto było oszczędzać na ogrzewaniu. Teraz to się nie zdarza – narzeka kobieta. Przedstawiciel spółdzielni wyjaśnia, że rachunki są dzisiaj inaczej „skonstruowane”, bo wiele mieszkań stoi pustych i mają przykręcone kaloryfery, a przecież korzystają z ogrzewania. Na temat wątpliwości z rozliczeniami za ogrzewanie jakiś czas temu wypowiedział się sąd, do którego zgłosił się inny lokator, próbując wykazać, że spółdzielnia go bezpodstawnie łupi.

– Problemy w tej spółdzielni są, odkąd tu mieszkam, a mieszkam od dawna. To, co się jednak dzieje ostatnio, przechodzi wszelkie pojęcie – mówi pani Helena. Lokatorka dotąd nie rozumie, na jakich zasadach rozliczono sezon grzewczy 2019/2020, który spędziła za granicą. Za samo ogrzewanie naliczono jej wówczas 18,70 zł, ale kosztów stałych doliczono 1075 zł. – Koresponduję ze spółdzielnią od miesięcy i dotąd nikt mi tego nie wyjaśnił. Zwłaszcza, że w poprzednich latach rozliczenia wyglądały inaczej. Nie mogę się na przykład dowiedzieć, jakie jest zużycie ciepła w całym budynku – opowiada kobieta. Narzeka przy tym na konstrukcję pisma z rozliczeniem. Nie bez racji uważa, że takie pisma powinny być tak sformułowane, aby zwykły lokator mógł zrozumieć, za co i na jakiej zasadzie płaci. – Kiedyś, jak się miało oszczędności na ogrzewaniu, to w następnym okresie rozliczeniowym kwota do zapłacenia było pomniejszana. Teraz nie jest ważne, czy oszczędzasz, czy nie. Kolejne rachunki są większe – zauważa lokatorka.

Mieszkanka Karpacza czuje się przez spółdzielnię lekceważona, a czasami nawet obrażana, kiedy w pismach pada sugestia, że wykazuje się niewiedzą i jest laikiem. W jej opinii zarządzający zaniedbują jej blok, choćby w kwestii wymiany domofonów czy dokończenia docieplenia (pozostały dwie ściany).

Andrzej Wingert, prezes SM „Pod Śnieżką” zgadza się na spotkanie z panią Heleną i dziennikarzem. Naszej rozmowie towarzyszą duże emocje. Prezes Wingert wskazuje, że zasady rozliczania ogrzewania są zawarte w regulaminie, do którego każdy ma dostęp. Podstawowa zasada rozliczania opiera się z grubsza na proporcjach: 60 proc. kosztów stałych – 40 proc. kosztów zużycia. Przy czym koszty stałe są naliczane w skali budynku i ponoszą je wszyscy, niezależnie od tego, czy korzystają z ogrzewania, czy też nie. To dlatego te dwie pozycje na rachunku pani Heleny tak bardzo się różnią. System jest obsługiwany przez firmę zewnętrzną.

– Pani Stasiak jest doinformowana do granic możliwości – utrzymuje prezes SM „Pod Śnieżką”. Powołuje się na liczną korespondencję i deklarowaną regularnie gotowość do spotkań. Podkreśla przy tym, że lokatorka nie może, bez zgody sądu, zobaczyć rozliczenia ogrzewania całego budynku. W trakcie rozmowy okazuje się, że rozliczenia budynku pani Helena zobaczyć nie może (to jest zbiór rozliczeń indywidualnych), ale zużycie ciepła przez cały dwudziestorodzinny obiekt (stan licznika) już tak. Problem okazał się czysto semantyczny.

Szef spółdzielni przyznał, że możliwa jest zmiana rozliczeń ogrzewania w budynku, o ile zgodzi się na to ponad 50 proc. lokatorów. Można by np. zamiast z podzielników rozliczać ciepło, dzieląc ogólne zużycie na budynku przez ilość mieszkań (według ich powierzchni). – Okazałoby się zaraz po rozliczeniu sezonu grzewczego, że wszyscy byście chcieli wrócić do poprzedniego systemu – przypuszcza Andrzej Wingert.

Z czego wynika zasada, według której rachunki za ogrzewanie w coraz mniejszym stopniu zależą od zużycia energii cieplnej? – To proste. W wypadku pani Heleny, choć jej rachunek za zużycie wynosi 18 zł, to wcale nie oznacza, że tylko tyle zużyła. Zużyła znacznie więcej, choć to nie jest w pełni mierzalne. To inni lokatorzy dogrzewają pani mieszkanie i mają przez to wyższe rachunki – przekonuje prezes SM „Pod Śnieżką”. Chodzi o to, że coraz więcej lokatorów nie mieszka na stałe w swoich mieszkaniach, a koszt ich ogrzania po części ponoszą inni. Są budynki, gdzie nawet do 40 proc. lokali jest zamieszkiwanych jedynie czasowo. Często starsi mieszkańcy na zimę korzystają tylko z jednego pokoju, w pozostałych zakręcając kaloryfery. – To doprowadza do niesprawiedliwego rozliczania. Jeden płaci kilkadziesiąt złotych za rok, a inny kilka tysięcy – tłumaczy prezes Wingert.

Jakiś czas temu lokator z bloku w Kowarach pozwał SM „Pod Śnieżką” do sądu, zarzucając, że administrator zmusza go do opłat, choć na rachunkach wykazano, iż w minimalnym stopniu korzystał z ogrzewania. Chciał, najkrócej mówiąc, zmienić obowiązujący współczynnik przyjęty przy rozliczeniu (60 proc. koszty stałe – 40 koszty zmienne). Sąd, po wysłuchaniu opinii biegłego, podzielił w pełni argumenty spółdzielni. Przyjęty system rozliczeń chroni tych, którzy mieszkają na stałe i regularnie ogrzewają swoje mieszkania. – Są spółdzielnie w kraju, które przyjmują rozliczenie w proporcji: 80 proc. koszty stałe, 20 proc. koszty zmienne – dodaje przedstawiciel SM „Pod Śnieżką”.

Co do ocieplenia bloku przy ul. Zagajnik 6 w Karpaczu, prezes Wingert argumentuje, że nie ma na to pieniędzy, a w konkursie o środki zewnętrzne ten budynek o relatywnie niezłych parametrach nie ma szans na dotację (m.in. trudno będzie wykazać efekt ekonomiczny). – Koszt ocieplenia jednej ściany to dzisiaj 70 tys. zł, a ten budynek ma 40 tys. zł na wszystkie remonty. Trzeba też pamiętać, że po zmianie prawa rozliczanie inwestycji następuje nieruchomościami, a nie w skali spółdzielni – argumentuje. Rozwiązaniem byłoby podniesienie wpłat na fundusz remontowy, ale na to zgody wśród lokatorów nie ma. Podsumowując – nie wiadomo, kiedy ocieplenie bloku zostanie zakończone. Zdecydowanie szybciej zostaną wymienione domofony.

(sad)

5 komentarzy

  1. PO jak podwyżki. Odpowiedź

    PO-PSL-SLD-KGB-TVN to wszystko ta sama grupa literki tylko stawiają inne tak dla niepoznaki i zmylenia przeciwnika. TO WY ich wybieracie. Cele jakie im stawiają ich MOCODAWCY to niszczenie NASZEGO PAŃSTWA i POLSKIEJ RODZINY. Tam gdzie RUSKI postawił swój bucior tam nic nie wyrośnie . Sami tego chcecie to wy ich wybieracie.

  2. Pani Helena mieszka za granicą to po co jej mieszkanie w Polsce. Niech sprzeda i po kłopocie. Jaka chytra. Chciała by mieć ogrzewane i ciepłą wodę w każdej chwili za darmo. Ludziom to się we łbie przewraca. Egoizm z butów wychodzi.

  3. Klasyka na zaborzu, czy innym blokowisku. Środkowe mieszkanie, zakręcone grzejniki, bo na dole i z boku mieszka rodzina z dziećmi i oni ogrzewają, a w pracy opowieści, że nic nie płaci za ogrzewanie i ma zwroty po rozliczeniu.

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Alina Gierak

502 499 336

Zgłoś za pomocą formularza.