Prof. Ewa Maria Poradowska-Werszler - wybitna artystka zajmująca się sztuką włókna. Maluje wełną i pastelami, aranżuje wnętrza i ekspozycje wystawiennicze. Prowadzi działalność naukowo-dydaktyczną i publicystyczną. Urodziła się w Warszawie, w 1942 r. Mieszka z rodziną we Wrocławiu. Studia ukończyła w 1967 we wrocławskiej PWSSP (obecnie ASP im. E. Geperta), na Wydziale Architektury Wnętrz, pod kierunkiem prof. Władysława Winczego. Jest Honorową Obywatelką Miasta Kowary i prawdziwym Ambasadorem Karkonoszy. Odgrywa niezwykłą rolę w pielęgnowaniu tradycji tkackich w Karkonoszach - od 1974 roku organizuje i jest kuratorem generalnym Festiwalu Sztuki Włókna - Międzynarodowe Sympozjum Warsztat Twórczy Kowary. W jej tkaninach widać fascynację miękkim medium, jego dekoracyjnością i rzeźbiarskimi efektami, wykorzystującymi działanie światła i przestrzeni. Tematyka prac wiąże się z obserwacjami różnych zjawisk natury i emocjami, jakie budzą, a także z wydarzeniami z osobistego i publicznego życia oraz ich przeżywaniem.

– Długo musiała pani czekać, by osobiście odebrać Złoty Kluczyk 2021, który, w dowód uznania za pani twórczość i działalność, przyznała pani kapituła nagrody Fundacji Nowin Jeleniogórskich. Ale w końcu udało się i 13 września w Ornamental Farm w Bukowcu odebrała pani nagrodę. Spodziewała się jej pani?

– Nie spodziewałam się tej nagrody. Bardzo się ucieszyłam, gdy w 2021 roku usłyszałam o tym wyróżnieniu. Odebrałam Złoty Kluczyk co prawda z dużym opóźnieniem, ale jestem wzruszona i szczęśliwa, że tak jednomyślnie został mi przyznany.

– Kapituła doceniła nie tylko pani pracę artystyczną, ale także długoletnie związki z Kowarami i promocję naszego regionu. Skąd wzięły się Kowary w pani życiu?

– Już na studiach, na Wydziale Architektury Wnętrz wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, interesowałam się tkaniną. Potem, a był to rok 1972, założyłam Grupę Tkactwa Artystycznego „10 x Tak”. Ale nie mieliśmy prawie żadnych materiałów. Ot, jakieś szmatki, resztki krawieckie. I kiedy dowiedziałam się, że w Kowarach jest Fabryka Dywanów, postanowiłam tu przyjechać. Zbadać, jaka jest szansa na uzyskanie materiału z tej fabryki.

– Przyjechała pani, znalazła ten materiał, ale chyba zostawiła też tu swoje serce?

– Zdobyłam materiał, wyjechałam z workami wełnianych resztek. Fabryka Dywanów objęła patronat nad naszą grupą. Dla nas, młodych artystek, które właśnie zajęły się tą twórczością, to było osiągnięcie. Tylko dzięki kowarskiej Fabryce Dywanów mogłyśmy tworzyć. I choć dzisiaj fabryki już nie ma, to sentyment do Kowar pozostał. Od 49 lat (z wyjątkiem czasu pandemii) spotykam się tu z innymi twórcami, tkaczami, jak o sobie mówimy, na Festiwalu Sztuki Włókna – Międzynarodowe Sympozjum Warsztat Twórczy Kowary. To kameralna grupa osób, które lubią ze sobą przebywać, dzielić się doświadczeniami i wspólnie tworzyć. Poza tym mam w Kowarach zaprzyjaźnionych samorządowców, mieszkańców. Czekamy na te spotkania.

– Kogo pani zaprasza?

– Zawsze zapraszam artystów, którzy już mają pewne doświadczenie i chcą, po pierwsze, spotkać się ze wszystkimi, a po drugie – pracować. Materiał przywożę z różnych stron Polski i tu spokojnie tkamy przez dwa tygodnie. W ostatnim dniu robimy finisz i można zobaczyć te pomysły, które się zrodziły. Ale też ważne jest bardzo sympozjum, które trwa codziennie, wieczorami. Są ponadto rodzinne rozmowy przy stole na temat sztuki, na temat chorób, dzieci, wnuków… Pytania – a jak ty to przeplatasz? – pojawiają się często. Czyli dużo jest dyskusji na temat sztuki i techniki tkania. I to jest właśnie taka burza mózgów, która rozpędza machinę. Z dumą mogę powiedzieć, że uczestnicy naszego Festiwalu zdobywają wiele nagród na biennale tkaniny artystycznej.

– Na tym, że się spotykacie, dzielicie myślami i doświadczeniami, korzystają także mieszkańcy Kowar. Na przykład – mają warsztaty terapii zajęciowej. Chętnie dzielicie się swoją wiedzą i umiejętnościami?

– Tak, wszyscy czekają na ten moment. Nawet przygotowujemy się, by pokazać coś nowego uczestnikom warsztatów, jakieś nowe techniki, bo ich to inspiruje. Oni naprawdę są ciekawi sztuki. Teraz też proszą, żeby mieć warsztaty z pacjentami z Cieplic. Już wiem, że będzie grupa 13-osobowa, więc ta dodatkowa działalność się rozwija.

– Czy każdy może nauczyć się tkać?

– Właściwie to każdy. Tak jak każdy może się nauczyć się szyć czy robić jakieś inne rękodzieło. Ale nie każdy chce. Są ludzie, którzy nie mają do tego cierpliwości. A warto spróbować, bowiem, poza manualnymi ćwiczeniami, rozwijają się także inne umiejętności. Ja na przykład zauważyłam, że dużo łatwiej jest uczyć się języków obcych.

– Gdzie tkwi fenomen w tej sztuce? Co sprawiło, że wybrała pani akurat tkaninę artystyczną?

– Kończyłam Wydział Architektury Wnętrz na PWSSP we Wrocławiu. To był wydział, który świadomie wybrałam i byłam zadowolona. I tak przechodziłam przez te studia, ale brakowało mi możliwości wykonania tkaniny w tym sensie, żeby stanowiła unikatową dekorację w domu. Nie myślałam o żadnych restauracjach i hotelach, tylko po prostu sama miałam potrzebę tkania. I w ten sposób chciałam się też rozwijać. Dziekan mojego wydziału, pomimo że był założycielem „Ładu” (Spółdzielnia Artystów Plastyków „Ład” przeszła do legendy. Przez 70 lat dbała o estetykę i jakość wnętrz polskich domów, urzędów i obiektów użyteczności publicznej. To przedwojenna instytucja, która zajmowała się projektowaniem i wykonywaniem ręcznie tkanin dekoracyjnych do wnętrz – dop. red.), nie chciał tkaniny na swoim wydziale. Chciał tylko mieć chłopaków, którzy robią coś z drewna, z metalu i tak dalej. No i pojawiłam się ja, osoba, która bardzo chciała zajmować się miękką materią. Co mi się więc w czasie studiów udało? Udało mi się zrobić jeden stołek tapicerowany. Mam go do dzisiaj w domu. I może właśnie ten jedyny stolik z tapicerką dziekana przekonał? W każdym razie zajęłam się tkaniną artystyczną. I to trwa od ponad 50 lat. Każdy materiał może stać się impulsem pobudzającym zmysły i wyobraźnię. Najchętniej wybieram do pracy wełnę kowarską, przędzę lnianą, owcze runo, celulozę drzew iglastych i liściastych.

– Fabryka Dywanów w Kowarach zapewniała przez lata artystom materiał do tkania. Co robicie teraz, gdy zakładu już nie ma? Skąd bierzecie materiały?

– Otworzyliśmy się na inne techniki, które są do wykonania z materiałów zastępczych. Ja na przykład zaczęłam robić obrazy z filcu. Najpierw naturalnego, takiego prosto ze strzyżenia owiec. Cieszę się naturą. Potem pojawiła się potrzeba kolorów. Malowania wełną. Te obrazy można będzie wkrótce zobaczyć w Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze.

– Nie tylko zajmuje się pani tkactwem, ale także cementuje środowisko. Jest pani wyjątkowo energicznym organizatorem wielu wydarzeń artystycznych, doświadczonym i bardzo aktywnym pedagogiem.

– Po studiach, za radą doświadczonych tkaczek, założyłam Grupę Tkactwa Artystycznego „10 x Tak”. – Sama nic nie zrobisz – powiedziały mi koleżanki. To sposób, by zachować cykl wystaw tkackich. Praca nad jednym gobelinem trwa od 8 miesięcy do roku. Konieczna jest dyscyplina wewnętrzna, pilnowanie, by nic w projekcie nie zmienić. Gdy zaczynałam, pracowałam na etacie, miałam małe dzieci. Tkałam więc nocami, do 3-4 nad ranem, ile miałam sił. Mówię, że moje życie to osnowa, na której przeplatają się rozmaite wątki. Po więcej niż pięciu dekadach pracy mam w swoim dorobku ponad 265 tkanin i obiektów zrealizowanych z użyciem tekstylnego medium, które pokazałam na 78 pokazach indywidualnych i na 402 ekspozycjach zbiorowych.

– Pracuje pani w różnych technikach. Na wystawach są tkane gobeliny z kowarskiej wełny, prace lniane o strukturalnej powierzchni oraz prace wykonane w technikach folowniczych, będących pani autorskim odkryciem warsztatowym. I jeszcze znalazła pani czas, by zostać biografką Wandy Bibrowicz, polskiej artystki, tworzącej przed wojną we Wrocławiu, specjalizującej się w tkactwie, głównie w projektowaniu i wykonywaniu gobelinów.

– To uważam za wyczyn. W latach 80. minionego wieku dostałam od rektora ASP malutkie zdjęcie kobiety, podpisane: „Wanda Bibrowicz – Tkanina”. -Jak ty się tym nie zajmiesz, to nikt – powiedział rektor, a ja solidnie się za to wzięłam. Mozolnie śledziłam jej twórczość i prace. Napisałam książkę „W kręgu sztuki Wandy Bibrowicz” i ciągle odkrywam nowe prace tej artystki oraz informacje o niej.

– Jest pani cały czas bardzo aktywna. Poza tkaniem, udziałem w biennale, organizowaniem festiwali, prowadzi pani we Wrocławiu Galerię Tkacką „Na Jatkach”

– Galeria nie jest sponsorowana, a lokal trzeba utrzymać. Nie ukrywam, że to trudne. Staram się, by były tam tylko tkaniny. Nawet najlepsze malarstwo mnie nie zadowoli. Galerię prowadzę od 1978 roku. Sukces, że udaje się to tak długo.

Dziekuję za rozmowę

Rozmawiała Alina Gierak

Fot. Alina Gierak

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

Zgłoś za pomocą formularza.