Uważne, z lekka ironiczne, z lekka rozbawione spojrzenie. Jakby mówił: „Jeszcze nie wiem, ile jesteś wart, ale daję ci szansę. Zobaczymy, co z tego wyniknie…” Kojący ton głosu – rzecz bardzo ważna podczas grupowych wycieczek, zwłaszcza na początku, gdy trzeba wszelkimi możliwymi sposobami dać niepewnym jeszcze w swej roli wycieczkowiczom do zrozumienia, że wszystko pójdzie dobrze, że mają się niczym nie przejmować, tylko rozkoszować urokami wycieczki, krajobrazów, zwiedzanych obiektów… No i ta wspaniała polszczyzna w Jego ustach – słuchając Artura, turyści byli przekonani, że mają do czynienia z polonistą. A wcale tak nie było.
Artur Hansel urodził się 27 października 1941 r., w Toruniu. Po wojnie Jego rodzice przeprowadzili się na Dolny Śląsk. Tu chodził do szkoły podstawowej i średniej, tu złożył egzaminy maturalne i dostał się na Uniwersytet Wrocławski, gdzie w 1964 r. uzyskał tytuł magistra fizyki ze specjalnością nauczycielską.
Jego droga zawodowa związana była ze szkolnictwem. Podczas długoletniej pracy pedagogicznej nauczał przede wszystkim fizyki, ale również innych przedmiotów ścisłych – matematyki i chemii. Był nauczycielem w Szkole Podstawowej przy Szpitalu Uzdrowiskowym w Cieplicach, zastęp cą dyrektora w Szkole Zawodowej przy Fabryce Maszyn Papierniczych FAMPA oraz dyrektorem Zasadniczej Szkoły Budowlanej w Cieplicach. Pracował też w Szkole Rzemiosł Artystycznych w Cieplicach i Szkole Podstawowej w Jagniątkowie.

Był bardzo lubiany przez uczniów – wspomina Andrzej Mateusiak z jeleniogórskiego oddziału PTTK. – Nazywali Go „Profesor Bak”, gdyż nosił wyjątkowo bujne, starodawne baki, czyli, jak się wtedy mówiło, „pekasesy”. Mając 28 lat, w r. 1969 został członkiem jeleniogórskiego Od działu PTTK „Sudety Zachodnie”. Był już wtedy człowiekiem żonatym. Ukochana małżonka, Jadwiga, również nauczycielka z zawodu, dzieliła pasje turystyczne męża i razem z nim wstąpiła do PTTK. Wtedy też Artur Hansel zainteresował się profesją przewodnika sudeckiego. Zapisał się na kurs przewodnicki, arcytrudny, bo prowadzony przez legendarnego „Przewodnika prze wodników”, czyli Tadeusza Stecia. Ukończył szkolenie w 1974 r., zdobywając uprawnienia przewodnika sudeckiego III klasy.

Wycieczki prowadził perfekcyjnie. Czuć było w przekazie informacji wysokiej klasy metodykę, ale i polot, umiejętność zainteresowania turysty ciekawostkami – mówią liczni w sudeckim gronie przewodnicy-nauczyciele. – Bardzo solidnie przygotowywał się do nowego zawodu – wspomina żona, Jadwiga Hansel. – Wolny czas poświęcał na opanowanie nowych zagadnień. Przychodziło Mu to łatwo, bo był bardzo zdolny, a poza tym pasjonował się historią, tak ważną w wiedzy przewodnickiej. No i umiejętnie łączył swą nową profesję z pracą nauczycielską.
Systematyczne doskonalenie się w zawodzie przewodnika sudeckiego zaowocowało w 1981 r. zdobyciem przez Artura Hansela uprawnień II klasy. Tym samym stał się członkiem elity przewodników sudeckich, elity w najlepszym tego słowa znaczeniu. Potwierdzeniem Jego szerokiej wiedzy oraz wielkich umiejętności stało się zdobycie uprawnień instruktora przewodnictwa PTTK.

Nie poprzestał na Sudetach – wspomina przyjaciela i współpracownika Krzysztof Mojek, właściciel karpaczańskiego Biura Turystycznego „Sudety”. – Pragę czeską znał jak własną kieszeń. Kochał to miasto, chętnie prowadził tam wycieczki. 16 lat temu, jako jeden z pierwszych w naszym gronie, zdał egzamin w języku czeskim i zdobył licencję „Pruvodce Prahou a okoli”, czyli przewodnika po Pradze i okolicach. A także, jako jeden z nielicznych, także po trudnym egzaminie, złożonym w języku czeskim, posiadł uprawnienia przewodnika po wnętrzach Zamku Praskiego.
Z upływem lat Artur Hansel wzbo gacał swój przewodnicki „repertuar”: Adrszpassko-Teplickie Skały, Czeski Raj, Morawski Kras, Drezno, Szwaj caria Saska i Czeska – cele popularnych „jednodniówek” z Karpacza lub Szklarskiej Poręby nie miały dla Niego tajemnic. Ale nie tylko. Fachowo zapoznawał turystów z urokami Wiednia, Bratysławy, Budapesztu. Swą ostatnią wycieczkę do Wiednia poprowadził w sierpniu 2020 r., 4 miesiące przed śmiercią.
W pracy przewodnickiej, podobnie jak wcześniej w szkolnictwie, „lepiły” się do Niego przydomki. Koleżanki i koledzy przewodnicy nazywali Go „Sygnaturką”. Dlaczego? – Był tak precyzyjny w swym przewodnickim przekazie, że jadąc z grupą przez Harrachov i mijając kapliczkę św. Elżbiety przy hucie szkła, zawsze podkreślał, jaka jest różnica między wieżą a sygnaturką – przypomina sobie Piotr Gryszel, prezes Koła Przewodników Sudeckich. Z kolei wśród kierowców PKS „Tour”, jeżdżących z Arturem do Wiednia czy na kończące się nad ranem wycieczki do Pragi czeskiej w nocnej scenerii, popularny był przy domek „Nocny Jastrząb”. – To bardzo trudne programy, także ze względu na wytrzymałość organizmu, gdyż pracu je się także nocą – komentuje Krzysztof Mojek. – Nie każdy młody przewodnik to wytrzymuje, a Artur spokojnie da wał sobie z tym radę. Z kolei turyści, których oprowadzał przed laty, cieszyli się jak dzieci, że znów będą pod Jego opieką – sympatycznego, zaangażo wanego w swą pracę przewodnika. A ja miałem satysfakcję, że pracuje ze mną człowiek solidny, rzetelny, dobrze zorganizowany i zdyscyplinowany. Współpracowaliśmy ponad 20 lat.
Mogli na Artura liczyć młodzi przewodnicy, dopiero zdobywający szlify w swej profesji. Kiedy jesz cze pod koniec lat 90. prowadził własne biuro turystyczne, chętnie zatrudniał przewodnicki „narybek”, pozwalając wykazać się i nabrać doświadczeń podczas pracy z grupami w Karkonoszach, Kotlinie Je leniogórskiej czy na wycieczkach do Krzeszowa lub Książa. Umożliwiał nie tylko zyskanie doświadczenia oraz satysfakcji z pierwszego wynagrodzenia w przewodnickim fachu. Rzetelnie recenzował poprowadzoną wycieczkę, na podstawie opinii od grupy. A starsi koledzy-przewodnicy chętnie słuchali Artura, zarówno podczas wycieczek szkoleniowych, jak i gościny w Jego sobieszowskim domu u stóp Chojnika: – Było dużo śmiechu i świetne, niekończące się opowieści – wspomina Ojca córka, Iwona Kamińska. – Tato uwielbiał żarty, psikusy, ale zawsze na poziomie. Jedna z moich koleżanek stwierdziła po pierwszym spotkaniu z Nim: „Po prostu – SZYK, KLASA i KULTURA”.
Pracując zawodowo, jako nauczy ciel oraz przewodnik sudecki, Artur Hansel angażował się też w działal ność społeczną – był jednym z naj aktywniejszych członków jeleniogórskiego Koła PTTK nr 30, „Nauczycielskiego”; słynnego, bo najstarszego w całej Polsce. Od 2001 r. pracował w zarządzie koła i często prowadził wycieczki dla jego członków. Był też działaczem Towarzystwa Krzewie nia Kultury Fizycznej. Odznaczono Go Brązową Odznaką „Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej”, Srebrną Odznaką Rekreacyjną TKKF, a także Odznaką „25 lat w PTTK”.
Jednak oczko w głowie Artura Hansela stanowiła Jego rodzina: – Był naszym liderem i niedoścignionym wzorcem – opowiada córka, Iwona Kamińska. – Obowiązkowy, punktu alny, rzetelny – zawsze dotrzymywał słowa. Sprawy załatwiał od ręki; nie lubił niczego odkładać na później. Na dodatek wysportowany, odważny. Lubił ryzyko. Zabierał nas na wyprawy: nad polskie morze, ale też za granicę – do Czech, Niemiec, Irlandii, Szwecji, Hiszpanii, Grecji. Poza tym – zaraził nas miłością do gór.
Ze wspomnień rodziny i przyjaciół wyłania się ciepły, rodzinny, ale też otwarty dla przyjaciół i znajomych dom, pachnący pieczonym przez Jadwigę Hansel domowym ciastem. Każdy, kto tu trafił, czuł się po prostu dobrze. – Tato miał taki rytuał, że jak wracał z wycieczki, obojętnie, czy wieczorem, czy nad ranem, parzył sobie kawę i zjadał kawał dobrego, do mowego ciasta – snuje wspomnienia Iwona Kamińska. – A mama, zawsze przed Jego wycieczką, nieważne, czy musiała wstać o piątej, czy o szóstej rano, szykowała Mu śniadanie i robiła kanapki na drogę. Rodzice przeżyli ze sobą 55 szczęśliwych lat. Są idolami dla nas, swych potomków.
Potomków można już liczyć w po kolenia, gdyż Artur Hansel doczekał się nie tylko wnucząt, ale i prawnuczki Mai. Miał też syna. Niestety, 22-letni naówczas Marcin Hansel, podobnie jak ojciec – pasjonat gór, zginął w lawinie, w azjatyckim pasmie Tien-Szan, pod górą Chan-Tengri. Stało się to 25 lipca 1993 r. Śmierć syna położyła się głę bokim cieniem na szczęśliwym życiu rodziny państwa Hanselów.
Artur Hansel górom pozostał wierny prawie do końca. W październiku ubiegłego roku wybrał się z żoną na wędrówkę po Bieszczadach. Tam świętowali 79. urodziny Artura. Nikt nie przeczuwał, że 5 grudnia Artur przegra walkę z covid-19, straszliwą chorobą bezlitośnie zabierającą wspa niałych ludzi.
22 grudnia zebrali się na cmentarzu w Sobieszowie – członkowie rodziny, przyjaciele, koleżanki i koledzy z gro na przewodników sudeckich, dawni uczniowie… Z Koszalina przybył ks. Andrzej Hryckowian – przyjaciel Artura, który jeździł z Nim do Pragi. Na pogrzebie mówił o tym, że Artur „nigdy nie zbaczał ze szlaku i zawsze patrzył poza horyzont”. A poeta-prze wodnik, Janusz Jachnicki, pożegnał przewodnickiego Mistrza swym wier szem „Arturowi na drogę”:
…Mam w oczach Twój dobry uśmiech, Zostanie ze mną wspomnieniem, Dobrego człowieka po prostu, Co życie miał zgodne z sumieniem. Jesteś już w innym oddziale, Innych Sudetów Zachodnich. W pamięci naszej zostaniesz, Wspominać będziemy Cię godnie.

Ewa Kiraga-Wójcik

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

Zgłoś za pomocą formularza.