Aktywiści, mieszkańcy, wędkarze oraz osoby związane z elektrownią spotkali się w sobotę, 11 lipca, pod rzeźbą „Pstrąg Pancerny” przy zaporze w Pilchowicach, aby wyrazić swój sprzeciw wobec katastrofy ekologicznej na rzece Bóbr. Organizator pikiety, Marcin Brzykcy z Towarzystwa Przyrodniczego Rojsty, zaapelował o wyjaśnienie przyczyn tragedii, podjęcie skutecznych działań na rzecz ochrony rzeki, przeprowadzenie rewizji dokumentacji dotyczącej funkcjonowania zapory oraz objęcie Bobru stałym nadzorem przyrodniczym.

– To jeszcze nie koniec. To dopiero początek procesu, który wymaga rozsądku, rozwagi i obiektywnej oceny sytuacji. Odwagi do publicznej, merytorycznej i transparentnej dyskusji. Wyłóżmy karty na stół i zastanówmy się, co dalej” – wybrzmiał wielogłos 11 lipca pod rzeźbą „Pstrąga Pancernego” podczas pikiety przy zaporze w Pilchowicach. W jednym miejscu zebrali się aktywiści, lokalni działacze, mieszkańcy oraz osoby związane z elektrownią. Zabrakło najważniejszych: ekspertów, naukowców przygotowujących ekspertyzy oraz tych, którzy na ich podstawie podjęli poważne w skutkach decyzje.

Organizator pikiety, Marcin Brzykcy z Towarzystwa Przyrodniczego Rojsty, zaapelował o wyjaśnienie przyczyn tragedii i podjęcie skutecznych działań na rzecz ochrony rzeki, przeprowadzenie rewizji dokumentacji dotyczącej funkcjonowania zapory oraz objęcie Bobru stałym nadzorem przyrodniczym.

– Widzę brudny ściek i jestem poirytowana – mówi jedna z mieszkanek gminy Wleń, której dom znajduje się zaledwie 300 metrów od rzeki. Jeszcze niedawno wysyłała swoich gości na spacery nad Bóbr. Dziś nie wyobraża sobie ani spacerów, ani kąpieli. – W tej chwili nie ma już smrodu, martwe ryby zostały usunięte, co nie zmienia faktu, że ich po prostu nie ma. Za chwilę spłynie muł zgromadzony po drugiej stronie zapory. Bóbr umiera i umrze na kilka lat – dodaje.

Mieszkańcy okolicy drżą o własne zdrowie. Przewidują plagę much. Wciąż nie wiedzą pewności, w jakim stanie są przydomowe studnie. Amelia Żygadło, sołtys Pilchowic, na prośbę Sanepidu wskazała ujęcia zlokalizowane najbliżej rzeki. Od poniedziałku ruszą oficjalne badania. Mieszkańcy się boją, a sama sołtys jest zdruzgotana.

Ekologiczna bomba zegarowa

Pikietujący podkreślali, że Kotlina Jeleniogórska od lat traktuje pilchowicki zbiornik jak gigantyczny odstojnik. Mówili, że na dnie zbiornika zalegają dziś tony toksycznych osadów dennych – pozostałości po zamkniętych w 1989 roku Zakładach Włókien Chemicznych „Celwiskoza” oraz dawnej kopalni rud uranu w Kowarach.

Dariusz Brzeski, edukator i ekolog walczący o zachowanie czystego środowiska dla ptaków wodnych, nie kryje oburzenia faktem, że stan techniczny i ekologiczny zbiornika był do tej pory tajemnicą poliszynela. Zbiornik wymaga wielkiej akcji czyszczenia. To ekologiczna bomba zegarowa – ostrzega.

Podczas wystąpień i rozmów pikietujących dominuje rozczarowanie:

– Nie uratujemy tego, co już się stało, nie odkrystalizujemy wody, ale być może uda się powstrzymać kolejne poważne w skutkach decyzje, chociażby tę o planowanym zawapnowaniu zbiornika, co totalnie zniszczyć może w nim resztki życia – słychać przy zaporze. – Protest to jasny sygnał dla decydentów: koniec z działaniem zza biurka. Jacek Engel z Fundacji Greenmind dodaje, że w interesie wszystkich leży, aby proces konsultacji i podejmowania decyzji był absolutnie przejrzysty i publicznie dostępny. Tymczasem dwa kluczowe organy – Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej oraz Ministerstwo Infrastruktury – milczą.

Remont zapory jest niezbędny

Głos zabrał również pracownik związany z elektrownią wodną Pilchowice, prywatnie zapalony wędkarz, który nie przeszedł obok katastrofy obojętnie. Podkreślił złożoność procedur. Tauron nie może spuszczać wody w dowolnym tempie ani odławiać ryb, kiedy chce – wiosną nie uzyskał na to zgody ze względu na okresy tarła. Nie krył rozczarowania nieobecnością przedstawicieli Polskiego Związku Wędkarskiego (PZW) oraz Wód Polskich.

– Przeżyłem to już trzy razy. Wiedziałem, że straty są nieuniknione – wspomina. – Niestety, jeśli chcemy mieć rzekę Bóbr uregulowaną i zabezpieczoną przed kolejną powodzią, remont zapory jest niezbędny. Zauważył również, że kiedy spuszczano wodę w 1976 roku, zbiornik był znacznie głębszy. Dziś Pilchowice to po prostu osadnik górnego Bobru. Gdy rozrastała się infrastruktura hotelowa w Karpaczu czy Szklarskiej Porębie, a pod Karkonosze ciągnąć zaczęły miliony turystów, nikt nie pomyślał o rozbudowie systemu oczyszczalni ścieków. Dla wielu podmiotów opłacenie kar za zrzut nieczystości wciąż jest tańsze niż inwestycje. Z powodzi 2024 roku, obok szamba, do zbiornika spłynęły porwane z podwórek meble, śmieci i sprzęt AGD.

Czas na działanie

Zgromadzenie na pikiecie powtarzali, że w sprawie Bobru wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Wiedzą też, że wiele jest do zrobienia.

– Nie wiem, kto jest winny, kto podejmował ostateczne decyzje, jak wyglądały opinie i ekspertyzy środowiskowe, a bardzo chciałbym je zobaczyć – konkluduje Marcin Brzykcy z Towarzystwa Przyrodniczego „Rojsty”, organizator pikiety. Jednocześnie zauważa coraz większą świadomość wśród ludzi. Osób, które są zainteresowane, dociekają jakie procesy zachodzą w rzece, od czego zależą, słuchają głosów ekspertów. Gotowych na dialog, dialog który w obecnej sytuacji jest niezbędny.

Tekst i zdjęcia: Katarzyna Heczko

Więcej o katastrofie ekologicznej na Bobrze w publikacjach, do których odnośniki znajdują się poniżej oraz w „Nowinach Jeleniogórskich” z 15 lipca 2026.

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Portal

451620318

Zgłoś za pomocą formularza.