Zapraszamy do lektury rozmowy z Julianem Gozdowskim, twórcą wielkiego sukcesu ośrodka sportowego w Szklarskiej Porębie – Jakuszycach oraz Biegu Piastów – legendarnej imprezy narciarskiej, który wiosną 2025 roku obchodził swoje 90. urodziny.

– Wszystkiego najlepszego z okazji 90 urodzin! Twoje życie było i jest bardzo aktywne i barwne. Działałeś na różnych polach, w różnych epokach, pracowałeś przy różnych projektach. Z czego jesteś najbardziej dumny i zadowolony?
– Z tego, że na Bieg Piastów i do Jakuszyc przyjeżdża coraz więcej ludzi, w tym rodziny z dziećmi, które uczą się chodzić i biegać na nartach. Ta masowość bardzo mnie cieszy. Ale jest też druga sprawa, głęboko schowana. Przyjechałem tu w 1945, gdy wszystko tu było niemieckie. A ja skąd przyjechałem?
– Z Czortkowa.
– Z Ukrainy? Z Podola? Z Polski? Ze Związku Radzieckiego? Wszystko jest prawdą. Zostałem tu stamtąd wysłany i od dziecka marzyłem, by dołożyć choć kropelkę do czegoś tutaj polskiego.
– Chciałeś zbudować coś, z czym moglibyśmy się tutaj identyfikować jako całkowicie polskim, bez sięgania głęboko w historię naszego regionu?
– Chciałem czegoś polskiego zbudowanego w połączeniu z tym, co było tutaj kiedyś. Nie wiedziałem jeszcze, co. Nie wiedziałem nawet, że istnieją Jakuszyce. Gdy je już znałem, bardzo podbudował mnie trener Jan Mulak…
– Twórca polskiej szkoły biegania, twórca słynnego Wunderteamu, czyli znakomitej lekkoatletycznej reprezentacji Polski w latach 50. i 60. XX wieku.
– Jan Mulak chciał ze swoimi zawodnikami trenować w Jakuszycach, ale mu na to nie pozwolono. „Gdzie pan chcesz biegać? Przy granicy?” – słyszał. Wtedy było to niemożliwe. Ale Jan Mulak wiedział – nie wiem, skąd – że Jakuszyce są wyjątkowym miejscem. Panują w nich warunki jak na terenach położonych o 1000 metrów wyżej.
– A teraz biegamy przez granicę… Ba, szef tras Jizerskiej 50-tki proponował nawet w swoim gronie, gdy było kiepsko ze śniegiem po czeskiej stronie, by start tego biegu był w Jakuszycach, a trasa wiodła przez granicę.
– Super! Ja, znając walory Jakuszyc, starałem się zrobić na ich terenie jakąś imprezę. Kilka osób przyznaje się do autorstwa nazwy: Bieg Piastów. W porządku, szanuję to. Ten powiedział, tamten…
– Tak bywa, gdy pracuje się zespołowo.
– Mnie ta nazwa bardzo się spodobała. Była po linii i po bazie. Gdy redaktor Olszański z telewizji powiedział: „To jest pomysł!”, to natychmiast dziesięciu innych powtórzyło tę opinię. Najważniejszy był wtedy pierwszy sekretarz PZPR towarzysz Ciosek. I on też powiedział: „To jest pomysł!”. Gdy wcześniej zabiegałem o realizację takich pomysłów, słyszałem, bym się odczepił. To nie był jeszcze ten czas.
– Takich imprez, jak Bieg Piastów, nie tylko narciarskich, powstawało wiele. Nie wytrzymały próby czasu. Padały, bo zabrakło pieniędzy, bo organizatorzy się wykruszyli, bo zawodników ubyło, bo czegoś po prostu zabrakło. Co Twoim zdaniem zadecydowało o tym, że Bieg Piastów był i jest, i to bardzo silny?
– Przekonanie zawodników, już od pierwszej edycji, że dzieje się coś bardzo ważnego. Ogromną rolę odegrała relacja z imprezy w Polskiej Kronice Filmowej.
– Czyli zawodnicy, ich społeczność oraz media.
– Te dwa czynniki zadecydowały, że Bieg Piastów stał się nasz. Lokalnie bardzo ważną rolę odegrały Nowiny Jeleniogórskie, które zawsze były bardzo blisko Biegu Piastów. Dzięki takiemu zaangażowaniu wielu mieszkańców naszego regionu zaczęło się identyfikować z Biegiem Piastów. Istotne znaczenie miały także publikacje w innych gazetach – w Gazecie Robotniczej, Słowie Polskim. Potem udało się ściągnąć też telewizję i Polskie Radio.
– Po paru latach pracy przy pierwszych edycjach Biegu Piastów opuściłeś Jelenią Górę i przeniosłeś się do Wałbrzycha, gdzie stworzyłeś Bieg Gwarków.
– Gdy wróciłem, Biegu Piastów nie było. Nie było zarządu, nie było organizatora. Powołałem prywatnie stowarzyszenie, a patrząc, jak działają wtedy firmy polonijne, zarabiając na handlu paletami, postanowiłem działać w ten sam sposób. W tym celu nawiązałem kontakt z leśnikami, by dostać zgodę na wycinkę. Potem musiałem znaleźć pilarzy, którzy ścinali suche drzewa, i zrywkarzy, którzy końmi to drewno zwozili. Następnie trzeba było zorganizować transport do tartaku, ale że wszystkie najbliższe były pełne, musieliśmy transportować drewno do tartaku w Starej Kamienicy. Tam robili z drewna palety, tnąc je w odpowiedni sposób. Na sprzedaż zagraniczną musieliśmy mieć zgodę Ministerstwa Handlu Zagranicznego. Aby ją załatwić, jeździłem do Warszawy. W Katowicach z kolei organizowałem taśmy stalowe do transportu palet. Tak oto Bieg Piastów stał się eksporterem palet, jedyną taką organizacją wśród firm polonijnych.
– To jest kluczowy moment w historii Biegu Piastów. W momencie transformacji ustrojowej, przejścia z socjalizmu na kapitalizm, wiele różnych organizacji i inicjatyw, po odcięciu państwowych dotacji, upadło. Nie umiały znaleźć się w nowych czasach, nie rozumiały ich. Bieg Piastów, dzięki Tobie, wręcz przeciwnie. Nasuwają się pytania o źródła tej sytuacji. Pierwsze: dlaczego po pierwszych dwóch edycjach Biegu Piastów opuściłeś Jelenią Górę i Bieg Piastów?
– Źle mi się współpracowało z ludźmi stąd.
– Z tymi z aparatu partyjno-administracyjnego?
– Już nie pamiętam, z którymi.
– Jak to się stało, że potem wróciłeś do Jeleniej Góry i Biegu Piastów?
– Gdy w Wałbrzychu doszło do zmian personalnych, przez pewien czas byłem bez pracy. Potem jeden z działaczy, o samodzielnej pozycji, zachęcił mnie do powrotu do Biegu Piastów. Zgłosiłem się natychmiast.
– Ale byłeś jakiś czas bez pracy. Słyszałem, że z pomocą państwa Sokołowskich ze Szklarskiej Poręby zacząłeś handlować kamieniami. Moim zdaniem to ważny fragment Twojej biografii. Prowadzenie swojego biznesu okazało się doświadczeniem bezcennym, gdy zarządzałeś Biegiem Piastów.
– To prawda. Gdy byłem bez pracy, cenny był dla mnie każdy kontakt, który mógł dać mi pracę i pieniądze. Miałem na utrzymaniu rodzinę, która zawsze była dla mnie najważniejsza. Musiałem zarabiać. Sprzedawałem kasetki kamienne, wykonywane własnoręcznie. By je zrobić, trzeba wyciąć płytkę w kamieniu, a wiesz, jak się to wykonuje? Nie jak w stolarni, gdzie wystarczy jedno cięcie. To jest długie telepanie się. Nauczyłem się precyzyjnego cięcia, a potem połączenia silnym klejem, by porządnie chwytał. I te kasetki sprzedawałem, między innymi w Jeleniej Górze. Z tego żyłem, utrzymywałem rodzinę. Czułem się za nią odpowiedzialny. Wytwarzanie i sprzedaż kasetek kamiennych oraz okazjonalnie innych kamieni były tym, czym się zajmowałem między pierwszy a drugim okresem pracy przy organizacji biegów. Częścią tego przedsięwzięcia był sklep z różnymi rzeczami z kamienia, który prowadziłem w Wałbrzychu.
– Wielu z nas jest czasem zmuszonych, by robić coś, za czym nie przepada, ale co daje pieniądze. Czy Ty w tym swoim okresie nie traciłeś wiary w siebie, w swoje marzenia?
– Nie. Utrzymanie rodziny jest kosztowne, a rodzina jest dla mnie najważniejsza.
– Wróćmy do Biegu Piastów. Kolejny kluczowy moment: zakładasz stowarzyszenie, produkujesz i sprzedajesz palety, by zarabiać na Bieg Piastów, ale przejmujesz też – jako stowarzyszenie – Polanę Jakuszycką. Wtedy była na końcu świata, pilnowana przez wopistów, więc pewnie państwo przekazało ją bez większych problemów.
– Zabiegałem o ten teren, a państwo chciało się go pozbyć, bo było tu składowisko kwarcu, należące do przedsiębiorstwa, które się rozlatywało. Nie pamiętam już szczegółów formalnych, ale wydaje mi się, że musieliśmy coś za tę ziemię zapłacić. Pomogła nam też nowa sytuacja: wiele firm chciało zaistnieć. Pojechałem do Elektrowni Turów, którego szefowie ucieszyli się, byli zainteresowani. Podobne zainteresowanie okazali dyrektorzy KGHM. Miałem więc już bardzo mocne wspomaganie: z jednej strony palety, a z drugiej Turów i KGHM. Wtedy dostrzegła nas także administracja. Okazało się, że możemy się przydać, że ludzie chcą tu przyjeżdżać.
– Przejęcie tego terenu przez stowarzyszenie było o tyle uzasadnione, że miał służyć i służy nadal sportowi masowemu.
– Część kupiliśmy, a część wydzierżawiliśmy od nadleśnictwa. Leśnicy doceniali naszą rolę, bo poprawialiśmy ich trasy.
– Trasy wspaniale rozwinąłeś w system, który należy do najlepszych na świecie. Ale teraz jesteśmy w kolejnym zwrotnym momencie. Na Polanie Jakuszyckiej powstało Dolnośląskie Centrum Sportu, które w celu modernizacji chce przejąć trasy wyczynowe od Stowarzyszenia Bieg Piastów. Stowarzyszenie jest gotowe je przekazać pod warunkiem gwarancji bezproblemowego dostępu do tras rekreacyjnych, czyli tych, których jest wielokrotnie więcej i które służą ogromnej większości osób przyjeżdżających na biegówki. Jak Twoim zdaniem pogodzić interesy wyczynowców i amatorów?
– To łatwe, pod warunkiem, że obie strony – Bieg Piastów i DCS, będą tego chciały i będą się nawzajem szanowały. Trasy wyczynowe muszą być kompletnie wydzielone i oddzielone od innych. Nikt nie może po nich chodzić. Wraz z leśnikami określiliśmy precyzyjnie, jak poprowadzić wyjścia poza trasy wyczynowe, by między innymi trasami zrywkowymi dotrzeć do tras rekreacyjnych, omijając wyczynowe. W ten sposób można z dwóch stron okrążyć trasy wyczynowe, by dotrzeć na Samolot, z którego można się już dostać na inne trasy rekreacyjne.
– To dobry plan, oparty na całościowym spojrzeniu na system tras w Jakuszycach i Górach Izerskich.
– Trzeba uszanować spacerowiczów na nartach, których nie obchodzi nic innego poza rekreacją. Oni tu byli znacznie wcześniej niż wyczynowcy. Inne zagrożenie to przebudowa drogi przez Jakuszyce. Mój pomysł polega na budowie drogi okrążającej Jakuszyce za hotelem Biathlon. Centrum Jakuszyc byłoby w całości dla sportu!
– Dziękuję za rozmowę i życzę stu lat!
Rozmawiał: Leszek Kosiorowski
Fot. Marcin Oliva Soto / Bieg Piastów
Tekst opublikowany został w Nowinach Jeleniogórskich Nr 1/2025 z 26 czerwca 2025 r.


1 Komentarz
Julo,.jAK WRÓCIŁEŚ Z wAŁBRZYCHA ,BYŁEŚ U MNIE KILKA RAZY ,W SPRAWIE jAKUSZYC..w RATUSZU MIELIŚMY TYCH SAMYCH WROGÓW.pOKLNALIŚMY ICH.a TO DZIAŁO SIĘ JAK PIERWSZYM BYŁ TOWARZYSZ Golis.Niech zostanie tajemnicą ,dlaczego musiałeś emigrować z miasta.sZACUN ZA PRACĘ ,I 120 ŻYCZĘ ,A POTEM ZOBACZYMY.