Gotowanie żaby, czyli wkręt na amerykańskiego żołnierza

Gotowanie żaby, czyli wkręt na amerykańskiego żołnierza

Anna prowadzi uporządkowane życie. Ma dobrze prosperującą firmę, jest atrakcyjna, ma wielu przyjaciół. Wykształcona, obyta i pewna siebie. Była przekonana, że jest odporna na flirty i zaczepki. A jednak dała się wkręcić mężczyźnie, który przedstawił się jako „amerykański żołnierz”. Jeleniogórzanka opowiedziała nam swoją historię, by przestrzec inne kobiety. Jej imię zmieniliśmy. Fakty są prawdziwe. Historia jest świeża. Anna proponuje, by nadać jej tytuł „Gotowanie żaby”. Dlaczego? - Bo żaba włożona do zimnej wody i podgrzewana na ogniu, nie dostrzega niebezpieczeństwa. Zużywa dużo energii, aby dostosować się do temperatury podgrzewanej wody. Kiedy przychodzi niebezpieczeństwo, nie ma już siły wydostać się i zostaje ugotowana – tłumaczy kobieta. Ona właśnie się tak czuje. Uwolniła się w ostatniej chwili.

Wciąga nawet jedno kliknięcie

Anna przedstawia się jako samodzielna kobieta. Jest od dawna rozwódką. Ma dorosłego syna. Jej życie było uregulowane. Praca zajmowała w nim główne miejsce. Dom, pies, znajomi. - Dawałam sobie świetnie radę sama. Nie szukałam męskiego ramienia – podkreśla. Nie surfowała w sieci na portalach randkowych, na FB nie zamieszczała prowokacyjnych zdjęć. Nie odpowiadała na wysyłane na Messengerze zaczepki. Aż do tej jednej chwili, w lutym tego roku. Nie umie wytłumaczyć, dlaczego kliknęła. Ale stało się.

- Zaczęliśmy miłą konwersacją – wyznaje. - A co mi tam – pomyślała.- Porozmawiać można. Sprawdziła profil rozmówcy i dowiedziała się, że konto na Facebooku założył 19 listopada 2020 r., a pierwsze zdjęcie dodał 26 stycznia 2021 r. Na profilu były fotografie przystojnego mężczyzny w sile wieku, pięć z nich z nastoletnią córką, reszta z odpraw wojskowych, pojazdy itp., jakieś tam manewry wojskowe.

Przystojniak z córką

Tak zaczęła się jej znajomość z Tomkiem. 57-latkiem, który (jak opowiadał) jako dziecko wyjechał z rodzicami z Polski do USA. Od 26 lat służy w armii, a teraz jest na misji w Iraku i stamtąd do niej pisze. Na zdjęciu z siłowni mężczyzna prezentuje wyćwiczoną sylwetkę. Może się podobać.

- Rozmowy z nim dawały mi dużo radości – przyznaje Anna. Wykazywał dużą troskę o nią. Dopytywał się, jak minął dzień. Słał wirtualne kwiaty. Piosenki o miłości. Anna pokazuje niektóre wiadomości z WhatsAppa „ (…) jestem tak szczęśliwy, że mam Najpiękniejszego Anioła w moim życiu, jako moja pani, moja najlepsza przyjaciółka, moja żona, moja królowa, mój świat”. - Podobało mi się – przyznaje Anna. Tomasz pokazywał jej zdjęcia z dziewczynką, około 10-letnią. Mówił, że to Sandra, jego córka , która podczas jego nieobecności uczyła się w szkole prywatnej. Korespondencja kwitła. Pisywali do siebie na dzień dobry i na dobranoc. On opowiadał o trudnej pracy, tłumaczył, że nie może ujawniać szczegółów, czasami wtrącał, że może nie wrócić z patrolu, bo ma niebezpieczne zajęcie. Oświadczyny i czułości

Po dwóch tygodniach oświadczył się. Dlaczego tak szybko? Bo nie chciał, by mu odfrunęła z innym. - Jest taka atrakcyjna, ponętna, mądra i życzliwa. Nie może jej stracić – tłumaczył pośpiech. Wiadomości stały się gorętsze i pełne były wizji wspólnego życia. Oczywiście kupią dom i samochód. Mężczyzna mówił Annie, że marzy, by się ustatkować się i zająć spokojną pracą. Przysłał zdjęcie auta, którym teraz jeździ. Sprawdziła. W Polsce taki model kosztuje około pół miliona złotych. Chciał pokazać, że nie trafiła na biedaka? Na profilu wpisał, że interesuje się grą w golfa, nieruchomościami, wyścigami. Kosztowne hobby. W Polsce mógłby zająć się podobnymi sprawami. Mieć na przykład biuro nieruchomości czy warsztat samochodowy. Do planów na wspólne życie doszły tkliwe piosenki z polskiego You Tube. - Wprawiały mnie w nostalgię. Faktycznie zapomniałam, że można zatrzymać się na chwilę, wsłuchawszy się w miłość, którą proponował – opowiada Anna o tamtych dniach zauroczenia. W jednej z wiadomości napisała mu „Z taką osobą jak Ty, można przejść przez świat, wpatrując się tylko w Twoje oczy i być wiecznie zauroczoną i upojoną Twoją miłością”. Nie był dłużny: „Twoje usta smakują jak czekolada i miód. Życzę miłego snu. Kochanie, słodkich snów. Kocham Cię (…). - pisał do niej czule. Rozmawiali na wideoczacie. Znajomość się zacieśniała. Generał wchodzi do gry

W Polsce mieli zamieszkać w Jeleniej Górze razem z Sandrą. Dziewczynka napisała do niej, pytając, czy kocha jej tatę i czy zrobi wszystko, by byli razem. Jej ojciec gotowy był na ślub z Anną. Pojawił się tylko jeden problem.

Aby przyjechać do Polski, musiał znaleźć żołnierza, który zastąpi go na misji. Listą chętnych osób dysponował generał. Trzeba do niego napisać. Generał nazywał się Sean Barry MacFarland. Przysyłał Annie internetem (adres miał na gmailu) nazwiska sześciu agentów. Obok nazwisk widniały kwoty. Od 6500 do 15 tys euro. Tyle trzeba było zapłacić agentom, by zastąpili na misji ukochanego Anny. „Kochanie,pomóż mi teraz szybko. Musimy wybierać, zanim ktoś inny weźmie agenta. Kochanie,wiesz, że Sandra jest jedyną, którą mam. Jesteś jedyna,której wierzę i ufam. Obiecuję, że zwrócę ci pieniądze, kiedy wrócę do domu”. „Kochanie nie chcę tu umierać. Nie jestem spłukany. Mam pieniądze. Moje konto jest uśpione (…) Napisałem do banku, ale powiedzieli mi, że muszę przyjść w celu weryfikacji. Wtedy konto zostanie zweryfikowane i reaktywowane. Jak tylko wrócę do domu, zrobię to. Spłacę ci wszystko, jeśli chcesz podwójnie lub z odsetkami. Możesz mi zaufać. Jestem mężczyzną odpowiedzialnym, który zna wartość kobiety” - mejle od 57-latka przybrały ton błagalny. Tomasz, agent armii Stanów Zjednoczonych, na misji wojskowej w Iraku, ojciec Sandry,grał na czułych nutach „Zamierzasz mnie tu zostawić na śmierć. Co powiesz Sandrze, co stało się z jej tatą” - apelował o jak najszybsze działanie.

Wciągająca gra

- Otrzeźwiałam – relacjonuje Anna uczucie, jakie przyszło po mailach ponaglających wysłanie pieniędzy generałowi. Już wcześniej wyczuwała fałszywe nuty w tej znajomości. Nie była przecież naiwna. Ale dopóki wymieniali się mailami, pisali o miłości, planowali wspólne życie, było przyjemnie. Gdy pojawił się spis z agentami do wynajęcia za tysiące euro, dzwonek ostrzegawczy zabrzęczał ostrzej. Pomyślała, że pociągnie jednak tę grę, by zobaczyć,do czego ukochany będzie zdolny. Odpisywała, grała na zwłokę. Poprosiła mężczyznę o dane osobowe. Paszport, ubezpieczenie. Cokolwiek, by zweryfikować informacje. Ale okazało się, że są one tajne, bo przecież on jest agentem.... Postanowiła sprawdzić generała. Okazał się prawdziwy. W internecie na en.wikipedia.org.,obok zdjęcia przystojnego mężczyzny w mundurze z odznaczeniami, jest informacja, że był dowódcą III Korpusu, został wybrany na dowódcę koalicji przeciwko ISIS w Syrii i Iraku. Został zastępcą dowódcy generalnego i szefem sztabu Szkolenia Armii Stanów Zjednoczonych. Wycofał się z czynnej służby 27 lutego 2018 r. Pod danymi zamieszczona jest lista odznaczeń i misji, w jakich brał udział. Czy generał Sean Barry MacFarland wie, że pośredniczy w załatwianiu za pieniądze urlopu dla agenta Tomasza? Z pewnością nie. „Studium przypadku oszusta” Anna zaczęła analizować tę znajomość. Wczytywać się w wiadomości wymieniane z ukochanym na WhatsAppie. Gdy emocje opadły, motyle w brzuchu nie latały, dostrzegła, że raz maile pisane były ładną, poprawną polszczyzną, raz wyglądały jak żywcem wzięte z translatora Google'a. Skojarzyła inne fałszywe informacje. Spisała je sobie i nazwała „Studium przypadku oszusta”. To lista niekonsekwencji w działaniu Tomasza (o ile tak ma na imię – zastrzega teraz), która powinna dać jej do myślenia dużo wcześniej. Choćby informacja, że mężczyzna służył w wojsku już 20 lat, a nadal jeździł na misje. Dlaczego nie odszedł na emeryturę, jak zrobiłoby to wielu innych? Sprawa z córką. Który rodzic zostawia 10-lenią dziewczynkę i wyjeżdża na front? Mężczyzna pisze, że raz czeka na kontrakt w Hiszpanii, a innym razem, że musi iść jeszcze na drugą misję do Afganistanu. Alarmuje, że nie ma dostępu do konta, ale korzysta swobodnie z internetu itp.,itp....

By inne nie wpadły w sidła

- Mam analityczny umysł, i to pozwoliło mi nie dać się omamić do końca – mówi Anna. A więc nie wysłała „amerykańskiemu żołnierzowi” żadnych pieniędzy, nie podała numeru konta ani innych wrażliwych danych. „Studium przypadku oszusta” wysłała 57-latkowi. Było już jasne, że nie udało mu się jej nabrać. „Będziesz cierpieć przez resztę twojego życia (…) Stracisz jedyną rzecz, która daje szczęście w życiu”. (…) Czy to znaczy, że opuścisz mnie dla sępów nocy, aby rozszarpały moje ciało. Wiesz jak daleko zaszliśmy, że Sandra opowiedziała o Tobie przyjaciółkom, czy złamiesz jej serce?” - mężczyzna próbował jeszcze coś wskórać. Odpisała spokojnie i z klasą: „Tomku (jeżeli tak masz na imię), jesteś inteligentnym facetem, życzę Ci naprawdę dużo uśmiechu na co dzień. Ciepła w dni pochmurne i zimne. Abyś spotkał kobietę, która da szczęście, miłość. Będzie Twoją łzą, ale i słońcem osuszającym rosę z Twych oczu”. - Nie zerwałam od razu – opowiada Anna. Chciała zobaczyć, jak pracuje umysł oszusta. Czekała także na ciąg dalszy, na ruch generała. A nuż się uda i ukochany dostanie urlop. I co wtedy wymyśli? 9 marca przyszedł mail od generała, że dokona wszelkich starań, aby agent Tomasz otrzymał urlop. Następnego dnia informacja z listą agentów na zastępstwo i ponagleniem, by szybko się zdecydować i zapłacić któremuś z nich. Stanęło na tym najtańszym. Za 6500 euro. To przelało czarę. 11 marca nastąpił koniec. Ostateczny. Po niemal miesiącu korespondowania („gotowania żaby” - jak mówi Anna), urabiania jej, wciągania w intymną relację, budowania grozy (na każdym patrolu groziła mężczyźnie śmierć), udało się jej zamknąć ten rozdział swojego życia. Zorientowała się, że zaraz potem z FB i Messengera zniknął profil „agenta Tomasza”.

Kobiecość zwycięża

- To nie jest do końca tak, że nie wyszłam pokiereszowana z tej znajomości – przyznaje. Wprawdzie nie straciła pieniędzy, ale niesmak pozostał. Dała się wkręcić, a nie powinno tak się stać. Myśli z grozą, co byłoby, gdyby do końca straciła głowę. W internecie znalazła dziesiątki opisów. Kobiety, by ratować „amerykańskiego żołnierza”, sprzedawały domy i samochody. Czekały na ukochanego. A pieniądze i agenci rozpływali się jak kamfora. Anna ma nadzieję, że jej historia będzie przestrogą dla ewentualnych kolejnych ofiar. Jest jeszcze jedna strona tej sytuacji. Tym razem pozytywna. Anna nazywa to rozbudzeniem kobiecości. 61-latka stwierdziła, że do tej pory żyła jak w kokonie. Praca – dom - praca. A teraz, po tej czułej korespondencji, przekonała się, jakie to miłe uczucie, gdy ktoś się o ciebie troszczy. Że spragniona jest komplementów, docenienia i pożądania. Wzięła się za sobie. Zaczęła codziennie biegać. Zafundowała sobie zabiegi u kosmetyczki. Spodnie i buty na płaskim obcasie zamieniła na szpilki i sukienki. - No i zarejestrowałam się na portalu randkowym 50+- powiada ze śmiechem. Już umówiła się na randkę. Z prawdziwym Grzegorzem. Nie wirtualnym.

 

  Co radzi policja, gdy na FB zaczepi cię „amerykański żołnierz” - Przede wszystkim w przypadku jakichkolwiek wątpliwości należy zgłosić się do najbliższej jednostki policji. W większości takich przypadków to będzie oszust. Ostrzegamy, żeby nie przekazywać żadnych pieniędzy osobie, której nie znamy lub znamy ją tylko wirtualnie. To jest podstawowy błąd popełniany przez ofiary oszustów. Osoby poznają kogoś wirtualnie, widzą ładne zdjęcia i świetnie napisany tekst, który wabi. Rozmowy są prowadzone w kulturalny sposób, a ofiary są nim oczarowane. Następnie oszuści proszą o pomoc finansową. Niejednokrotnie poszkodowane osoby przekazują im cały swój dorobek – mówił portalowi natemat nadkom. Andrzej Świeboda z Komendy Powiatowej w Zawierciu. Komentował przypadek 59-letniej kobiety, która „amerykańskiemu żołnierzowi” przesłała 54 tys. zł. Gotowa była posłać więcej i zaciągnęła już kredyt, ale na szczęście zareagowała jej córka. Postępowanie zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawcy. Tego typu oszustwa są bardzo trudne do wykrycia.

 

Alina Gierak

Tekst ukazał się w 12 numerze Nowin Jeleniogórskich z 23 marca 2021

Komentarze (12)

Swiezo zalozone konto a ona sie nabiera? To chyba nie az taka inteligentna.

Nie kazdy siedzi od 20 lat na FB. Sa ludzie, którzy od niedawna z różnych powodów dopiero dołączyli do tego bagna FB rodziny.

Senatorowie PiS chcieli oczyszczenia Obajtka. Ujawniamy, jak naciskali na prokuratora generalnego.
Czytaj w Gazecie Wyborczej.

Mąż w centrali PiS, żona na trzech posadach w Orlenie Obajtka. Wielka kariera Sylwii Sobolewskiej
Roman Imielski
6 kwietnia 2021 | 06:00
Krzysztof Sobolewski z żoną i prezesem PIS-u Jarosławem Kaczyńskim1 ZDJĘCIE
Krzysztof Sobolewski z żoną i prezesem PIS-u Jarosławem Kaczyńskim (Twitter/Krzysztof Sobolewski)

Żona Krzysztofa Sobolewskiego, bliskiego współpracownika Jarosława Kaczyńskiego - odkąd Daniel Obajtek objął władzę w Orlenie - dostała w koncernie trzy ważne posady: dyrektorski stołek i dwie rady nadzorcze. Zarabia nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie.

Facet powinien założyć firmę i uczyć innych facetów jak rozmawiać z kobietami. Miałby więcej pieniędzy i renomę. Do tego jeszcze jakieś książki mógłby pisać.

Senatorowie PiS chcieli oczyszczenia Obajtka. Ujawniamy, jak naciskali na prokuratora generalnego.

Ewa Ivanova, Agata Kondzińska, Iwona Szpala

Tekst w Gazecie Wyborczej.

Nazwiska funkcje i daty.

Wolska lezie w bagno,z ktorego trudno bedzie sie wygrzebac przez pokolenia.Za tym wszystkim stoi kulawy karłowaty psychopata z Żoliborza.

Niestety, niektóre panie w wieku balzakowskim, po niezbyt udanym życiu erotycznym, pragną zaznać niezapomnianych uniesień (mając niejaki majątek), może po raz ostatni i... właśnie dzieje się się to, co się dzieje - opamiętanie przychodzi poniewczasie!
Tak właściwie, nie jest mi ich żal...

Ta sama metoda na wyborców PO-PSL-SLD- jedni wierzą w Świętego Mikołaja a inni wierzą w MAFIJNE OBIECANKI CACANKI.

"Jednak zamach. Czy Marta Kaczyńska odda 3 mln zł z polisy w Warcie za śmierć rodziców w wypadku lotniczym?" – napisał Sikorski na Twitterze.

Dr Grzesiowski straci prawo wykonywania zawodu? - Nie żałuję ani nie wycofałbym się z żadnej wypowiedzi - mówi "Wyborczej" jeden z najpopularniejszych ekspertów od koronawirusa. Dr Grzesiowski nie obawia się i nie zamierza milczeć. "Im wyższy szczebel władzy, tym więcej psychopatów. Dla mnie jest oczywiste, że część osób, które są u władzy, to właśnie ludzie z osobowością psychopatyczną. Musimy to wiedzieć i widzieć".

... a mi zona przyprawila rogi, wyprowadzila sie na 5 miesiecy, teraz wrocila,pali glupa, jakby sie nic nie stalo, dobrze wie, ze zle zrobila bo najarala sie na mlodszega hahaha ... sprawa rozwodowa w sadzie ... ZERO ROZPACZY ! ... nareszcie sie uwolnie , jaka ulga ... bo to zla kobieta byla ... :)

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.