W Jeleniej Górze jest 164 (+1) zakażonych, a w powiecie jeleniogórskim 101 (+1). W powiecie bolesławieckim chorych na COVID-19 jest już 143 (+6), w kamiennogórskim – 5, lubańskim -31, lwóweckim – 30, a w zgorzeleckim – 12.

Z ciekawymi refleksjami zadzwoniła do nas pracownica jeleniogórskiego szpitala, która w pierwszej dekadzie marca zachorowała na COVID-19. – Mój przypadek sprawił, że trudno mi uwierzyć w podawane statystyki. Miałam stwierdzone zakażenie, a przez kolejne dni nie wykazywano w Jeleniej Górze dodatkowego zakażenia, czyli mojego przypadku – opowiada kobieta. Po pierwszym wymazie i upływie dwóch tygodni, zakażona miała potem jeszcze dwukrotnie pobierany materiał do badań. – Za pierwszym razem na wynik czekałam osiem dni. Na drugi nieco mniej. Ostatecznie z pracy i z życia byłam wyłączona ponad cztery tygodnie. Podobnie było z mężem, który musiał odbyć dwutygodniową kwarantannę, a później dopiero zrobiono mu wymaz. Wynik okazał się ujemny, ale musiał siedzieć w domu nadal, aż do wyniku mojego drugiego testu. Przez miesiąc dostawaliśmy 80 proc. pensji. Gdyby testy były robione tak szybko jak opowiada minister zdrowia, znacznie szybciej wrócilibyśmy do pracy i nie odczulibyśmy tej sytuacji tak dotkliwie finansowo – opowiada przedstawicielka szpitalnego personelu. 

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

Zgłoś za pomocą formularza.