Józef Liebersbach: były pracownik Uniwersytetu Wrocławskiego, doktor klimatologii, społecznik, od blisko 25 lat autor Programu Wzajemnej Pomocy „Działanie chleba” w Muzycznym Radiu, finalista Konkursu „Człowiek Roku”, laureat Srebrnego Kluczyka 2016 za działania kulturotwórcze – projekt „Symfonia pogody”. Pasjonat poezji i fotografii.

– W pamięci jeleniogórskich melomanów zapisał się koncert „Symfonii pogody”, skomponowany przez znakomitego muzyka i kompozytora Romana Samostrokova na podstawie twojego pomysłu i materiału zapisu parametrów pogody w Jeleniej Górze przełożonego na zapis nutowy. Po czterech latach od tamtego wydarzenia promujesz kolejny nowatorski pomysł muzyczny.

– To prawda, w styczniu 2014 roku wybrzmiała „Symfonia pogody”. I jeszcze w tym samym miesiącu, spacerując wzdłuż Młynówki, pomyślałem, czy nie warto przełożyć na zapis nutowy głoski tekstu poetyckiego.

– Usłyszeć muzykę poezji?

– „Muzyka nie jest wtórem towarzyszącym poezji lirycznej, lecz stanowi jej istotną część, to jej dusza, życie i światło”. Słowa Adama Mickiewicza można uznać za motto tego projektu. Zająłem się pięknem ukrytym w fonologicznej strukturze wierszy. Pokusiłem się o opracowanie metody, która pozwoliłaby wniknąć głębiej w fonologiczną strukturę wiersza, usłyszeć utajoną dotychczas muzyczność słowa, która – mówiąc słowami Mistrza Eckharta – „objawia to, co jest ukryte”.

– Związki klimatologa z „Symfonią pogody” są wyraźne. Słowem poetyckim też się zajmujesz od lat, należysz do jeleniogórskiego koła literackiego. Ale skąd u ciebie ciekawość warstwy muzycznej?

– Najciekawsze zjawiska, procesy zachodzą zawsze na styku, na pograniczu: dzień – noc, ląd – morze, ogień – woda, granicy różnych mas powietrza. To wiem jako klimatolog. Tym razem zainteresowała mnie dziedzina związków pomiędzy literaturą a muzyką. Od dzieciństwa byłem wysycony muzyką. Nawet podczas dyżurów meteorologicznych na Szrenicy coś tam dla siebie grałem na pianinie. Zresztą, muzyką jest wszystko. Pozostawała kwestia znalezienia metody przełożenia na dźwięki, w tym wypadku – poezji. Każde dzieło sztuki literackiej – jak twierdzi wybitny polski filozof i estetyk Roman Ingarden – odbierane jest przede wszystkim w sposób dźwiękowy i przechodzi przez pryzmat indywidualnej wrażliwości odbiorcy. Przy dzisiejszej percepcji wzrokowej tekstu, umyka nam jego cenna składowa – brzmienie. Jak ją wydobyć? Jak ożywić? Rozwiązanie jest proste i trudne zarazem: zmysł wzroku zastąpić zmysłem słuchu – muzyką. Dokonać konwersji, czyli przełożenia fonemów wybranego tekstu na zapis nutowy, a później zaufać inwencji kompozytora, wreszcie wykonać skomponowany przez niego utwór. To cały projekt.

– Używasz pojęć zarezerwowanych dla językowców. Czy słowo fonem można zastąpić słowem głoska?

– Fonem to najmniejsza abstrakcyjna jednostka mowy, czyli systemu fonologicznego. Jest jakby idealnym obrazem głoski. Każdy fonem jest zespołem pewnych cech, pozwalających na odróżnienie go od innego. W popularnym ujęciu słowa fonem i głoska można traktować wymiennie.

– W jaki sposób szukałeś wzorca przełożenia poezji na zapis nutowy?

– Prześledziłem uważnie literaturę, poezję w różnych epokach. Poszczególni poeci stosują w tekstach spójną z ich osobowością instrumentację dźwiękową. Polega to głównie na powtarzaniu w wyrazach pewnych fonemów z większą niż przeciętna częstotliwością, ułożeniu ich w bliskim sąsiedztwie, czy też w określonym porządku. Zdarza się, że niektóre fonemy zostają całkowicie wyeliminowane. Według językoznawcy Janusza Sławińskiego, w wyniku takiej instrumentacji warstwa głoskowa zyskuje pewną autonomię i wytwarza własny porządek jakości brzmieniowych. Właśnie tę warstwę brzmieniową, która umyka podczas cichego czytania, pragniemy stosując opracowaną metodę przybliżyć melomanom Jeleniej Góry. Przynajmniej do piątego wieku przed Chrystusem poezję pisano przede wszystkim dla słuchacza, a nie dla czytelnika. Ale nawet wtedy czytanie polegało na głośnej recytacji. Natomiast obecnie literaturę odbieramy poprzez bezgłośne czysto wzrokowe przebieganie po linijkach tekstu. Jak powiedział filozof Jaspers, staliśmy się filologami oka, a nie filologami ucha.

Najwięcej czasu poświęciłem sporządzaniu szablonu, z którego można odczytać dźwięki w zakresie trzech oktaw – odpowiadające fonemom od najmniej do najbardziej dobitnych. Należało przy tym uwzględnić częstotliwość, natężeni, amplitudę, barwę, twardość i miękkość fonemów oraz opozycyjność fonemów spółgłoskowych (dźwięczne – bezdźwięczne).

– Teorię testowałeś w praktyce?

– Korzystałem z materiałów zarejestrowanych przez videostroboskop firmy „Storz” z komputerową analizą głosu, a także programu „Gold Wave” służący do nagrywania i cyfrowej obróbki dźwięku. Otolaryngolog i foniatra, doktor Beata Skrzydlewska nie tylko udostępniła sprzęt. Jej cenne uwagi były bardzo pomocne.

– Brzmieniem słów, jak i poszczególnych głosek zajmują się raczej filolodzy, foniatrzy, a nawet filozofowie, psychologowie, czy współcześnie – reklamodawcy, a nie poeci i muzycy.

– To prawda. Akustyczne właściwości głosek mają jakiś pierwotny związek z naszymi umysłami, podświadomością. Nie jest tajemnicą, że brzmienie tych najmniejszych części mowy wykorzystywane jest w reklamie. Na przykład „r” jest energetyczne, emocjonalne, męskie, złowrogie, agresywne i szczególnie wyraziste w połączeniu z „d”, „b”, „g”. Natomiast „l” jest żeńskie, liryczne, miękkie, wskazuje na powolność, tęsknotę, korzystnie wpływa na brzmienie samogłoski „a”. Próba przełożenia struktury poezji na dźwięk muzyczny nie ma precedensu.

– Fonemy, czyli głoski występujące w poezji przełożyłeś na język policzalny?

– Język jest zjawiskiem wymiernym, składającym się z policzalnych elementów: poszczególnych głosek, wyrazów, typów konstrukcji składniowych. Na przykład w pierwszych sześciu wersach „Mojej piosnki 1” Norwida samogłoska „i” – akustycznie najbardziej dobitna ze wszystkich głosek – występuje aż 12 razy. Tymczasem „u” – samogłoska najmniej dobitna, tylko trzy razy. A w całym utworze „i” pojawia się aż trzykrotnie częściej niż przeciętnie w języku literackim. Z kolei w utworze Kazimierza Pichlaka „Pod parasolem” dominują fonemy „a”, „i”, „e”, „w” i „n”. Oczywiście wszystko to odnajduje swój wyraz w brzmieniu tekstów i odmiennie dla każdego poety kształtuje ich muzyczne oblicze.

– Mówisz o dwóch konkretnych utworach poetyckich. Dlaczego Norwid? I dlaczego Pichlak?

– Opracowaną przeze mnie metodę testowałem pierwotnie na wierszach kilkunastu poetów: między innymi Słowackiego, Mickiewicza, Szymborskiej, Tetmajera. Ostatecznie w ramach projektu do pierwszej prezentacji w Polsce muzycznego oblicza poezji wybrałem tekst Cypriana Kamila Norwida „Moja piosnka 1” – reprezentujący epokę romantyczną, będący intymnym wyznaniem lirycznym, a jednocześnie opisującym rozgoryczenie wynikające z niemożności znalezienia właściwego miejsca wśród uznanych poetów epoki. Utwór cechuje bardzo osobisty ton wypowiedzi. Ważną jego cechą jest śpiewność.

Drugim wybranym przeze mnie utworem jest wiersz Kazimierza Pichlaka „Pod parasolem”. Po części zadecydował patriotyzm lokalny. Ale przede wszystkim dlatego, że Kazimierz Pichlak jest twórcą wszechstronnym, także poetą. Ponadto jest człowiekiem uczynnym, gotowym nieść pomoc potrzebującym, co dla mnie jest ważne. Wybrany przeze mnie jego wiersz „Pod parasolem” ma klarowną kompozycję, jest łatwy do zapamiętania, pogodny w nastroju i niesie optymistyczny przekaz.

– To chyba pierwsza w Polsce metoda przełożenia fonemów tworzących utwory poetyckie na nuty?

-Jak każda nowa próba rozwiązania problemu z pogranicza różnych dziedzin, moja metoda nie jest wolna od pewnej dozy subiektywizmu i w przyszłości powinna być udoskonalona. Zapis nutowy pełnił rolę materiału źródłowego do skomponowania utworów muzycznych. Roman Samostrokov napisał muzykę poezji Norwida i Pichlaka. Jestem przekonany, że w sposób twórczy potraktował materiał dźwiękowy.

– Od pomysłu do realizacji projektu minęły cztery lata. Miałeś momenty zwątpienia w przedsięwzięcie?

– Były momenty odpuszczania, zwłaszcza na początku, przed opracowaniem metody. Pracując nad „Symfonia pogody” było mi łatwiej – bo jestem klimatologiem. I jednocześnie trudniej – bo materiału związanego z parametrami pogody miałem dużo więcej. W przypadku tego innowacyjnego projektu, kilkanaście razy zmieniałem metodę. Przez ostatnie cztery lata średnio godzinę dziennie pracowałem nad konwersją. Nie mówiąc o próbach zainteresowania projektem. Kilka szacownych kulturalnych instytucji wyraziło zachwyt i wyraziło gotowość zrealizowania idei. Ale na tym się skończyło. Dopiero Stowarzyszenie Muzyczno-Wydawnicze Klassik Modern i Roman Samostrokov przygotowany przeze mnie materiał wziął na warsztat muzyczny. I stosując takie środki muzyczne, jak dynamika, kolorystyka, artykulacja znakomicie sprostał zadaniu.

– Zwieńczeniem projektu będzie koncert – prawykonanie muzyki poezji Norwida i Pichlaka.

– Finansowo przedsięwzięcie wsparło kilkanaście zaprzyjaźnionych osób i firm, za co serdecznie im dziękuję. Prezydent Miasta Marcin Zawiła objął Honorowy Patronat nad koncertem, który będzie miał miejsce 2 grudnia w sali koncertowej Jeleniogórskiego Centrum Kultury. Szczegóły wkrótce na plakatach i na łamach Nowin Jeleniogórskich, które wraz z Muzycznym Radiem objęły projekt patronatem medialnym.

– Efekt końcowy ocenią słuchacze. Ja mogę zapytać dziś autora projektu: warto było poświęcić kilkaset godzin życia na znalezienie muzyki poezji?

– Chciałem innym dać wartość estetyczną i wzruszeniową. Dla mnie ważne było, aby idea została zrealizowana jako dzieło muzyczne, a cały projekt zaistniał w sferze rzeczy pożytecznych, nie zabarwionych interesem materialnym. Nie robiłem tego dla profitów, czy poklasku. Część środków z biletów na koncert przeznaczonych zostanie na jeleniogórską onkologię. Josip Brodski powiedział niegdyś, że „nikt nie pisze wiersza tylko dla jego treści, podobnie jak nie przeżywa się życia dla nekrologu. To co nazywamy muzyką wiersza nadaje treści wiersza językowo nieuniknioną, niezapomnianą ostrość”. A życiu nadaje sens pomoc i służenie innym.

Małgorzata Potoczak-Pełczyńska

Archiwum Nowin Jeleniogórskich 2017

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

601 566 560

Zgłoś za pomocą formularza.