Wraz z nadejściem wiosny 1946 r. na Dolnym Śląsku wzmógł się ruch przesiedleńczy. Jedni trafiali tutaj tylko przejazdem, inni osiedlali się na stałe, próbując zbudować na tych ziemiach swój nowy dom.

Rozpoczęta w 1945 r. akcja transferu ludności polskiej na tzw. Ziemie Odzyskane miała mieć swój ciąg dalszy w roku kolejnym. Proces ten miał być prowadzony równolegle z wysiedlaniem ludności niemieckiej, a miejsce starych gospodarzy tamtejszych miast i miejscowości mieli zająć Polacy. Nad wszystkim miał zaś czuwać Państwowy Urząd Repatriacyjny, czyli PUR.

Niebezpieczna droga do nowego domu

Wraz nastaniem nowego roku nie zniknęły jednak problemy, które od samego początku komplikowały działalność PUR-u oraz samą akcję osadniczo-przesiedleńczą. Jednym z nich były chociażby kwestie związane z bezpieczeństwem.Jeszcze w marcu 1946 r. kapitan Jan Pawłowski, ówczesny Naczelnik Wojewódzkiego Oddziału PUR we Wrocławiu, pisał: Stan bezpieczeństwa na terenie Dolnego Śląska mimo nieznacznej poprawy nadal jest katastrofalny. Napady rabunkowe na samotne osiedla repatriantów miały w okresie sprawozdawczym kilkakrotnie miejsce; w sprawach tych interweniowano u Oficera do Specjalnych Zleceń przy Pełnomocniku Rządu R.P [chodzi prawdopodobnie o delegaturę polskiego rządu przy Północnej Grupie Wojsk Armii Radzieckiej – M.Ż.], oraz odpisy protokołów zajść przesyłano każdorazowo Zarządowi Centralnemu PUR do wiadomości. Jeden z pracowników Woj. Oddziału PUR został przez nieznanych osobników zamordowany w celach rabunkowych, innych uległo w czasie poruszania się po zmierzchu (…) rabunkowi. Podobne wieści przekazywano też z terenu niektórych powiatów. O sytuacji w Bolesławcu w tym samym czasie pisano: Stan bezpieczeństwa (…) przedstawia się w dalszym ciągu beznadziejnie, gdyż przejeżdżający repatrianci są narażeni stale zarówno w czasie podróży transportami, jak też na terenie tutejszego powiatu na utratę w najlepszym wypadku przywiezionego mienia, nie mówiąc już o bezpieczeństwie osobistym.

Faktem jest jednak, iż nie wszędzie odnotowywano takie przypadki i tego typu historie były powiązane zazwyczaj z obecnością wojsk radzieckich – tam, gdzie koncentracja jej oddziałów była większa, tam częściej dochodziło do ataków na przesiedleńców. I tak np. wiosną 1946 r. z Jeleniej Góry nie donoszono o większych problemach z bezpieczeństwem na punkcie PUR oraz w jego okolicach, choć zapewne dochodziło tam sporadycznie do pewnych incydentów.

Do stacji pociągiem i co dalej?

Nadal wiele problemów sprawiała też sama organizacja całego procesu osiedleńczego na miejscu, jak i zapewnienie opieki w schroniskach dla przesiedlanych. Kłopotem był też transport ludzi z punktów etapowych do nowych miejsc zamieszkania W styczniu 1946 r. z Jeleniej Góry donoszono: Oddział Powiatowy nie posiada własnych żadnych środków transportowych co w znacznej mierze utrudnia akcję osiedleńczą. Przy wyładowywaniu transportów Punkt Etapowy posługuje się najczęściej płatnymi powozami zamawianymi w okolicznych gminach, które przysyłane są niechętnie i najczęściej z opóźnieniem. Istniały też spore problemy z rozładowywaniem kolejnych transportów. Czasem ludzie musieli czekać na to kilka lub w skrajnych przypadkach nawet kilkanaście dni.

Cisza w Jeleniogórze”

Na przełomie zimy i wiosny 1946 r. w rejonie Jeleniej Góry pod względem akcji przesiedleńczej panował jednak względny spokój. Trudno bowiem uznać stolicę Karkonoszy za miasto leżące na głównym szlaku przesiedleń – bardziej do tego miana pasowałby chociażby Zgorzelec, przez który kierowano ruch kolejowy z zachodu Europy lub Węgliniec czy Legnica, przez które przejeżdżały liczne transporty zmierzające do Polski Centralnej, a także te wysyłane w drugim kierunku – ze wschodu na Dolny Śląsk. Wpływ na to miała też niska już wówczas chłonność osadnicza powiatu jeleniogórskiego, gdzie coraz bardziej dawał o sobie znać brak wolnych gospodarstw dla przesiedleńców. W marcu 1946 r. na łamach „Polski Zachodniej” można było przeczytać, iż Komisja Osiedleńcza powiatu jeleniogórskiego komunikuje, że wszystkie gospodarstwa w powiecie zostały już obsadzone i wolnych do objęcia obiektów nie ma.. Zgoła inaczej sytuacja wyglądała w powiatach północnych Dolnego Śląska, gdzie w przypadku wielu miejscowości nie brakowało wolnych nieruchomości do objęcia.

Witamy w Karkonoszach

To co pisano na łamach prasy, potwierdza również dokumentacja PUR. Jeszcze w styczniu 1946 r. pisano: W miesiącu sprawozdawczym dało się zauważyć wzmożony napływ przesiedleńców, kierowanych na teren powiatu Jelenia Góra, przez PUR w Łodzi i Krakowie. Jak zresztą zaraz dodawano: Objaw ten jest wybitnie niepożądany ponieważ gospodarstwa rolne jako też przedsiębiorstwa przemysłowe w powiecie przyznawane są wyłącznie repatriantom zza Bugu. Jak więc z tego wynika, wedle prowadzonej wówczas polityki osadniczej do tego regionu mieli być kierowani w pierwszym rzędzie przesiedleńcy z tzw. kresów. Z kolei właśnie w marcu przez punkt etapowy w Jeleniej Górze przeszło ledwie 3218. Dla porównania np. w takiej Legnicy było to 20 908. Po raz kolejny narzekano też na brak środków transportu, w związku z coraz intensywniejszą pracą na roli (wiosenna akcja siewna) dostęp do furmanek był jeszcze bardziej utrudniony.

W maju 1946 r. ruch na jeleniogórskim punkcie etapowym był jeszcze mniejszy – przez cały miesiąc przeszło przez niego 1568 przesiedleńców. W kolejnym miesiącu było to 3168 osób, w lipcu 1549, a w sierpniu zaledwie 307. Nie wiadomo ilu z nich finalnie osiedliło się na terenie miasta i powiatu, bo jak wiadomo dla wielu z tamtych ludzi punkt etapowy był tylko jednym z przystanków na drodze, taką „poczekalnią”. Kierownictwo tutejszego PUR-u w swoich raportach i sprawozdaniach nie wspominało o żadnych problemach z bezpieczeństwem, ani tych związany z sanitariatem, natomiast jeszcze przez krótki czas narzekano na zaopatrzenie w żywność. Z tym również sobie jednak poradzono zwłaszcza, że liczba wydawanych posiłków regularnie spadała wraz z coraz mniejsza liczbą przesiedleńców

Jednym słowem akcja przesiedleńcza w Jeleniej Górze, choć cały czas obecna w życiu miasta, ustabilizowała się już wraz z początkiem 1946 r., kiedy w niektórych regionach wzmożony ruch trwał prawie do końca roku.

Marek Żak

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Marek Lis

694 792 203

Zgłoś za pomocą formularza.