Jedną z popularniejszych rozrywek mieszkańców powojennej Jeleniej Góry było kino. Nic w tym dziwnego, bo jak wskazują źródła, w pewnym momencie było ich w stolicy Karkonoszy więcej niż w samym Wrocławiu. Jedno z nich, kino „Lot”, działa do dnia dzisiejszego.

W dolnośląskich miastach nie brakowało kinowych sali. Za czasów niemieckich prawie w każdym większym mieście działało co najmniej kilka takich przybytków, gdzie każdy miłośnik X muzy mógł zaspokoić swój głód kinomana. Ich działalność, przerwała na krótki czas wojna. Jednakże zaraz po jej zakończeniu sale kinowe miały na powrót zostać zapełnione przez widzów. W ciężkich czasach niedoboru życia kulturalnego byłoby to niepowetowane marnotrawstwo.

Pierwsze kina i pierwsze problemy

Do ponownego uruchomienia pierwszych kin doszło na Dolnym Śląsku już kilka tygodni po ustaniu walk na froncie. Prawie z miejsca przystąpiono do prac nad uporządkowaniem kinowych sal. Efekty prac były imponujące. Jak donosił jesienią 1945 roku Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Legnicy (wówczas nazywanej Lignicą i będącą siedzibą władz wojewódzkich), na terenie całego Dolnego Śląska działało już wówczas kilkadziesiąt obiektów.

Swoje kina organizowała także Jelenia Góra. Podczas tej pracy natrafiano jednak na problemy. Były one bardzo poważne, bo chodziło tutaj o obecność radzieckich wojsk, które wyraźnie utrudniały Polakom przejęcie poniemieckiego majątku. Kiedy w latem 1945 roku do miasta przybyli pracownicy Okręgowego Wydziału Kinofikacji na województwo wrocławskie, natrafili na opór ze strony radzieckiego Komendanta Wojennego. Podczas spisywania inwentarza jednego kin, aresztowany został jeden z Polaków (niejaki obywatel Trajman). Kiedy jego kolega udał się po pomoc do starosty jeleniogórskiego, obaj panowie wybrali się do radzieckiego Komendanta. Nic jednak nie wskórali, a w dodatku drugi z delegatów Urzędu Kinofikacji został także aresztowany. W sprawie musiał interweniować sam wojewoda (wówczas występujący jako Pełnomocnik Rządu RP na Okręg Administracyjny Dolnego Śląska), o co prosił Stanisław Zadora-Przyłęcki, Delegat Wydziału Kinofikacji i ich bezpośredni przełożony. W piśmie z 3 VII 1945 r. pisał: (…) niezrozumiały dla nas incydent podajemy do wiadomości Obywatela Pełnomocnika Rządu prosząc jednocześnie o interwencję, aby naszych urzędników zwolniono i mamy nadzieje, że Obywatel Pełnomocnik Rządu zechce bliżej zając się sprawą zapewnienia urzędnikom ministerialnym swobodnego i bezpiecznego pełnienia swych obowiązków na Polskim terenie dla dobra naszego Państwa. Jak się okazało, nawet on zbyt wiele nie mógł wskórać, więc sprawa została przekazana do władz centralnych w Warszawie, gdzie miano interweniować u przedstawiciela Wojsk Radzieckich akredytowanym przy Polskim Rządzie. Jak się to szystko skończyło? Nie wiadomo, bo zbiorach Archiwum Państwowego we Wrocławiu nie zachowała się odpowiedź na pismo wojewody, choć pewnie urzędnicy zostali niebawem zwolnieni z aresztu. Same kina niedługo potem trafiły w ręce Polaków.

Niemieckie akcenty

Wiadomo też, iż zanim budynki kinowe w Jeleniej Górze zostały przejęte i uruchomione przez Polaków, obiekty te nie stały bezczynnie, zwłaszcza, że podobnie jak całe miasto, szczęśliwie nie uległy zniszczeniu. Na początku lipca 1945 roku delegat Wydziału Kinofikacji (komórka Departamentu w Ministerstwie Informacji i Propagandy) na terenie miasta i w jego okolicy miała działać wówczas dziewięć kin prowadzonych przez Niemców. To tam pierwsi powojenni jeleniogórzanie mogli obejrzeć film. Warunkiem była jednak znajomość języka niedawnego okupanta, bo ich repertuar stanowiły filmy niemieckie. Jak pisał zaniepokojony delegat Wydziału Kinofikacji, polskie władzy nie miały nad nimi żadnej kontroli – filmy wyświetlano bez polskiej cenzury, a zezwolenie na taką działalność Niemcy mieli uzyskać od radzieckiego Komendanta Wojennego. Polacy nie mieli tutaj niż do gadania.

Lepiej niż Wrocław

Na tle całego województwa, w kwestiach ilości kin, Jelenia Góra nie miała się czego wstydzić. Wedle wykazu ogólnej liczby czynnych kin na Dolnym Śląsku, spisanego na dzień 30 IX 1946 roku, w samej Jeleniej Górze działało wówczas sześć takich obiektów. Oprócz tego, na terenie okolicznego powiatu funkcjonowały trzy kolejne kina. Swoje sale kinowe miały Cieplice, Kowary i Karpacz. Z kolei według wykazu pochodzącego z kwietnia 1948 r. na terenie miasta i powiatu jeleniogórskiego działało osiem kin. Z wynikiem tym mógł się równać tylko powiat wałbrzyski, gdzie również funkcjonowało wówczas osiem obiektów kinowych. Co ciekawe, we Wrocławiu działało wtedy ich siedem.

Swoje kina miały również inne miasta powiatowe z regionu Jeleniej Góry. W 1948 roku jedno z nich działało w Bolesławcu, podobnie jak w Zgorzelcu, Kamienna Góra mogła się pochwalić trzema takimi obiektami, a Lubań i Lwówek Śląski aż pięcioma.

Chętnych na seans filmowy też nie brakowało. Chociaż zdarzało się dosyć często narzekać widzom na ubogi repertuar kin oraz dosyć wysokie ceny wejściówek, niejednokrotnie bilety rozchodziły się w mgnieniu oka. Rozrywek było wówczas jak na lekarstwo, więc nikt nie wybrzydzał. Zwłaszcza, że wyjście do kina było jedną z najatrakcyjniejszych opcji spędzenia wolnego wieczoru.

Repertuar bardzo radziecki

Ważne miejsce w repertuarze powojennych kin zajmowała oczywiście kinematografia radziecka, która z czasem wręcz zdominowała repertuar dolnośląskich kin. Większość z nich to obrazy przesiąknięte stalinowską propagandą. Jednym z pierwszych filmów radzieckiej produkcji, który trafił do tutejszych kin jeszcze latem 1945 roku był obraz pt.: „Kutuzow”, dramat historyczny w reżyserii Vladimira Petrova z 1944 roku, opowiadający o czasach napoleońskich i postaci carskiego generała Michaiła Kutuzowa. Dziennik „Pionier” pisał o nim: (…) film czyni wrażenie nie tylko ze względu na swoją wartość artystyczną, a należy podkreślić wspaniałe operowanie masą statystów, pomysłowymi światłocieniami, jak i subtelnym udźwiękowieniem – ale także dydaktyczną. W tym sensie, że historia odwrotu wojsk Kutuzowa przed naporem armii Napoleona jest niejako prototypem odwrotu Armii Czerwonej w latach 1941-1942 (…). Po drugie film przypomina wielkiego marszałka Rosji, którego pamięć specjalnymi więzami złączyła się z Dolnym Śląskiem. Tu bowiem na ziemi bolesławskiego powiatu zaległ i tam mu wystawiono wspaniały pomnik. Innym radzieckim filmem, który wówczas usilnie promowano był „Antoni Iwanowicz gniewa się” (1941) – komedia muzyczna w reżyserii Aleksandra Iwanowskiego. Jeden z dziennikarzy „Pioniera” okrzyknął go mianem arcydzieła.

W jeleniogórskich kinach regularnie wyświetlano podobne obrazy – np. wiosną 1947 roku, widzowie z Jeleniej Góry mogli obejrzeć w kinie „Tatry” przy ulicy Pańskiej (obecnie ulica Krótka) film pt.: „Szalony Lotnik” (1941) w reżyserii Michaiła Kałatozowa. Była to filmowa biografia Walerija Czkałowa, słynnego radzieckiego lotnika, a zarazem ulubieńca Stalina, który zginął w katastrofie lotniczej w 1938 roku (był pilotem doświadczalnym dla prototypów najnowszych osiągnięć radzieckich konstruktorów lotniczych). Kilka miesięcy później, w tym samym kinie, na ekrany trafił melodramat wojenny „Śluby kawalerskie”. W kinie „Marysienka”, znajdujących się przy ulicy 1-go Maja, wyświetlano za to „Dusze nieujarzmione” Borisa Gorbatowa, laureata Nagrody Stalinowskiej za scenariusz.

Podobnie rzecz się miała w kinach z Lubania, Bolesławca, Zgorzelca Lwówka Śląskiego czy Kamiennej Góry, gdzie również wyświetlano sporo produkcji filmowych zza wschodniej granicy. Były to chociażby: „Błyskawica” (1946) czy „As wywiadu” (1947), opowiadający o działaniach radzieckiego szpiega na terenie Trzeciej Rzeszy.

Nie tylko ZSRR

W ówczesnych kinach nie brakowało jednak także produkcji z innych krajów, jak i z samej Polski. Wystarczy tylko spojrzeć co oglądano w Jeleniej Górze. Informacje co i gdzie aktualnie można było zobaczyć podawała dolnośląska prasa, na łamach której publikowano ofertę filmową poszczególnych kin. Wiemy stamtąd, iż w jeleniogórskich kinach wyświetlano filmy z innych krajów. Jednym z nich był szwajcarski film „Maria Luiza”, który wyświetlano w w 1947 roku w kinie „Marysienka”. Z kolei kino „Lot” oferowało nagrodzony na festiwalu w Cannes film „Ostatnia Szansa” (1945) w reżyserii Leopolda Lindtberga – była to także produkcja szwajcarska. Inny zagraniczny film, jaki znalazł się wówczas w ofercie tego kina „Marysienka” to francuska „Ojczyzna”. Inny film z nad Sekwany, który można było obejrzeć w tamtym czasie w kinie to „Symfonia Pastoralna”. W „Tatrach” oferowano film produkcji szwedzkiej – „Rywal Jego Królewskiej Mości”. Wyświetlano także produkcje amerykańskie – w kinie „Lot” można było zobaczyć film „Mściwy Jastrząb” w reżyserii Howarda Hawksa, opowiadający o działaniach wojennych na Pacyfiku, ukazanych z perspektywy załogi bombowca B-17. Z kolei w „Tatrach” emitowano „Młodego Edisona” Normana Tauroga z 1940 roku. Filmów zza oceanu była jeszcze bardzo wiele. Jednym z nich był np. „Cień wątpliwości (1943), w reżyserii samego Alfreda Hitchocka. Trafiały się także kultowe obrazy komediowe ze słynnym duetem Flipa i Flapa. Występy tych dwóch jegomości zapewniały widzom dużo śmiechu i chwile zapomnienia od szarej i ponurej rzeczywistości.

Kino polskie pod szczególną kontrolą

Wyświetlano również polskie produkcje. Wiosną 1947 roku, w kinie „Lot” przy ulicy Pocztowej, można było oglądnąć np. film „Piętro wyżej” z 1937 roku, obraz w reżyserii Leona Trystana, a gdzie główną rolę zagrał słynny Eugeniusz Bodo. Z niecierpliwością czekano też na polskie produkcje powojenne – „Zakazane piosenki” (1946) w reżyserii Leonarda Buczkowskiego i z niezapomnianą rolą Danuty Szalfarskiej, znał już wtedy prawie każdy.

Filmowcy nie mieli jednak łatwego zadania, bo nad wszystkim czuwała już komunistyczna cenzura. Przekonał się o tym Leonarda Buczkowski, reżyser filmu „W chłopskie ręce” i Stanisław Wohl, reżyser filmu „Dwie godziny”. Na oba te obrazy, choć wyprodukowane już w 1946 roku, na próżno można było oczekiwać w kinach – nie zostały dopuszczone do wyświetlenia. Domeną polskiego kina na długi okres czasu miał stać się socrealizm, którego pierwszym owocem był obraz „Jasne łany” w reżyserii Eugeniusza Cękalskiego.

Marek Żak

Zdj. Fotopolska.eu

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

601 566 560

Zgłoś za pomocą formularza.