Sielankowe wiejskie życie i swastyki. 80 lat po II wojnie światowej mieszkańcy Trutnova nadal znajdują rzeczy po wypędzonych Niemcach.

Kamil i Petra kupili dom zrębowy na obrzeżach Trutnova. Myśleli o letnim domku na wakacje i weekendy. Okazało się, że remont chatki bez łazienki i wc był niemożliwy. Każda ingerencja groziła, że dom poskłada się jakby był z kart. Ostatecznie z oryginalnej zabudowy została tylko jedna ściana. Podczas ściągania dachu trafili na niespodziankę – poniemieckie zdjęcia na strychu przybite gwoździem do szyndla od strony nieba. Nikt ich wcześniej nie zauważył.

Zdjęcia wyrwano z albumu, bo naklejone są na kartach, przedstawiają codzienne życie, gdzieś na wsi. Ot, młode kobiety piją wino, wszystkie uśmiechnięte. Na innym zdjęciu mała blondyneczka siedzi przy dużym stole w ogrodzie. Na stole są talerze i filiżanki, kwiaty w wazonie, czajnik na herbatę i zaparzacz do kawy, na paterze podano zapewne ciasto. Są też inne zdjęcia. Oto żołnierze Wermachtu podczas jakiejś parady, pozujący do zdjęcia przy anonimowych grobach, żołnierze z karabinami udający atak na nieprzyjaciela oraz oficer w mundurze NSDAP (Narodowosocjalistyczna Partia Robotników).

Kamil Doležal opowiada, że podczas likwidowania wysłużonego dachu, czyli szyndli przykrytych papą, podbiegł do niego pomocnik i oznajmił: popatrz, jaki znaleźliśmy skarb. Stare zdjęcia, przedziwny to skarb, z którym nie wiadomo, co począć.

– Było to odkrycie fascynujące i przerażające jednocześnie. Nagle się okazało, że mogli tu mieszkać jacyś naziści. Nieprzyjemne uczucie – mówi właściciel domu. Zaczął w sąsiedztwie wypytywać o powojennych właścicieli. Podobno dom zrębowy należał do Niemca, któremu z racji stanowiska sztygara w pobliskiej kopalni w Radvanicach pozwolono zostać. Czechosłowacka władza potrzebowała fachowców. Być może są to zdjęcia jego rodziny? Kamil Doležal jeszcze nie wie, co zrobi ze znaleziskiem.

Niewielki bagaż

Vlastimil Málek, dyrektor Muzeum Pogórza Karkonoszy (Museum Podkrkonoší) w Trutnovie wyjaśnia, że w latach 1945-1946 z powiatu trutnovskiego wywieziono większość Niemców. Wypędzeni mogli ze sobą zabrać tylko niewielki bagaż. Dlatego cenniejsze rzeczy ukrywali w domowych skrytkach, choć częściej w ogrodach i lasach. Mieli nadzieję, że tu wrócą. W lasach zakopywali również kłopotliwe przedmioty, których chcieli się pozbyć – nazistowskie odznaki i legitymacje. Dowody przynależności do NSDAP oznaczało natychmiastowe aresztowanie.

W ostatnich latach trutnovskie muzeum powiększyło zbiory o poniemieckie „skarby”. W 2021 roku podczas przebudowy domu we Svobode nad Upą znaleziono skrytkę pod podłogą. W pudełkach zgromadzono głównie tekstylia, kupony materiałów do szycia ubrań, koronkową serwetę, sprzączki, kartonik z guzikami, szpulki nici, wkładki na pot do ubrań oraz skórzane buty damskie (rozmiar 37). Prawdopodobnie był to drogocenny asortyment domowej krawcowej. Wszystkie rzeczy zachowały się w bardzo dobrym stanie.

Dwa lata temu w domu we Chvalu znaleziono w przewodzie wentylacyjnym stare ubrania. Muzealnicy skrupulatnie spisali: garnitur, smoking, tweedowy płaszcz, wełniany płaszcz, buty dziecięce i damskie, podkolanówki, wełniane skarpetki, brązowe rękawiczki z czerwonym zatrzaskiem, szary krawat, damskie pończochy. O znalezisku z Chvale wiadomo, że mogło należeć do miejscowego członka NSDAP, który tuż po wojnie trafił do więzienia w Jiině. Muzealnicy znają jego nazwisko, ale nie ujawniają dokładnego adresu, by nie przyciągać poszukiwaczy skarbów wyposażonych w wykrywacze metali.

– Ubrania, niby nic takiego, ale wówczas były to bardzo drogie rzeczy, na które nie każdy mógł sobie pozwolić. Na tej podstawie mamy wyobrażenie o garderobie dawnych mieszkańców – mówi Vlastimil Málek.

Życie codzienne

– Z naszego punktu widzenia nawet metki są ważne, bo mogą świadczyć o regionalnych producentach. Interesuje nas życie codzienne na pograniczu. Także częściowo zgniłe fragmenty pościeli dają obraz o tym, co dla ukrywających było cenne. Oczywiście ubrania trzeba było zdezynfekować i zabezpieczyć przed molami. Jesteśmy po to, by zachować różne ślady życia codziennego dla następnych pokoleń – dodaje historyk Ondřej Vašata, zastępca dyrektora.

W ubiegłym tygodniu muzealnicy otrzymali wiadomość o kolejnym znalezisku – pod podłogą w domu przy ulicy Lipowej znaleziono stare trutnovskie gazety. – Wątpliwe, by rzemieślnik w latach 20. ubiegłego wieku miał zamiar zachować coś dla potomnych. Chciał po prostu wyrównać podłogę, ale chcemy się przyjrzeć tym gazetom. Kolejne znalezisko to stare negatywy. Okazały się bardzo cenne, bo były to zdjęcia Trutnova z 1939 roku. W domu u kolegi w Zacleřu znaleziono niemieckie odznaczenia z drugiej wojny światowej. Niemcy nie mogli ich wziąć ze sobą, byłoby to zbyt ryzykowne. Pewnie sądzili, że wrócą. Wszystkie te rzeczy będą wcześniej, czy później wystawione w muzeum – mówi historyk.

Znajdywano również porcelanę i szkło, ale takie przedmioty znalazcy chętnie zostawiają dla siebie. Ondřej Vašata jest przekonany, że nie są to ostatnie „skarby” po sudeckich Niemcach, jednak będzie ich coraz mniej. Ostatecznie, 80 lat po wojnie, mało już jest domów, których nie przebudowano, czy nie przeprowadzono w nich generalnego remontu.

Czy wypędzeni sudeccy Niemcy to kłopotliwy temat?

– Pamiętajmy, że nie wszyscy byli nazistami. Przed wojną w Trutnove i powiecie trutnovskim Niemcy stanowili większość obywateli. Niemieckie dziedzictwo to część historii tego regionu, jaka by ona nie była. W tym roku mija 80 lat od końca wojny i pokazaliśmy w muzeum zdjęcia trutnovskich nazistów. Nie można fałszować historii. Nawet gdybyśmy znaleźli widokówki ze swastykami, to też byśmy je wystawili w sali muzealnej – mówi Vašata. Zaznacza jednak, że przy tego typu ekspozycjach zawsze podawany jest kontekst historyczny. Na przykład, że w trutnovskich fabrykach pracowali jeńcy wojenni, działały tu obozy koncentracyjne, do których przywożono więźniarki z Oświęcimia. – W Sudetach miały większą szansę na przeżycie, niż w Oświęcimiu. O tym również trzeba pamiętać – dodaje historyk.

Prawdziwy skarb

Kamil Doležal i Petra Kašová budują swój dom zrębowy we Lhocie koło Trutnova już trzeci rok. Starają się wiernie oddać jego pierwotny kształt i wygląd. Będzie to – rzecz jasna – dom z wszelkimi wygodami. Tymczasem przyjeżdżają na weekendy i urlopy z Hradec Králové. Mieszkają w przyczepie campingowej ustawionej koło budowy. Zaprzyjaźnili się z sąsiadami. Ich synowie Adam i Antonín przeżyli już tutaj wspaniałe przygody. Dla nich nawet pompowanie wody ze studni jest przygodą. – Cieszę się, że mogli przeżyć to, co ja kiedyś u babci na wsi, gdzie również była pompa. Przynajmniej nauczyli się, że dostęp do wody nie jest oczywistością. Zresztą, w ogóle nie odbierają tego jako dyskomfortu – mówi Kamil.

– Paradoksalnie, przez wszystkie niewygody, czuję się tutaj bardziej w domu, niż w Hradec Králové. Dzięki sąsiadom, gdyby nie oni, byłoby zupełnie inaczej. W mieście jest większa anonimowość. Nie znamy nawet ludzi, którzy mieszkają w tej samej klatce – mówi Petra. – Myślę, że kiedyś przeniesiemy się tu na stałe.

Tymczasem oboje „zakorzeniają się”. Zwiedzają okolicę. Poznali na przykład nieodległe Debrné, zanikłą wieś po sudeckich Niemcach. Z dawnej osady został cmentarz, przydrożna kapliczka i zdziczałe drzewa owocowe.

Tekst i zdjęcia: Marlena Kovařík

Artykuł ukazał się w Nowinach Jeleniogórskich z 3 grudnia 2025 r. (Nr 8/2025) – „Przybite gwoździem” str. 12-13.

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Portal

451620318

Zgłoś za pomocą formularza.