Z niemal każdym z historycznych zamków, związana jest zawsze jakaś stara legenda lub tajemnica. Grodziec nie jest wyjątkiem – o zjawach błąkających się po jego korytarzach, mówi się ponoć od stuleci. Ale czy to wszystko, to tylko legendy i nic więcej?

Podania i historie – najczęściej mroczne i bardzo krwawe, to obowiązkowy, rzec można dodatek do dziejów średniowiecznych zamków, opowiadanych przez lokalnych przewodników. Bywa, że z taką, czy inną budowlą, związanych jest wiele historii, albo jedna i ta sama – ale w rozmaitych wersjach. Opowieści o białych damach, snujących się po zamkowych korytarzach i rzucających się z murów, o pobrzękujących łańcuchami widmach i kościotrupach ubranych w zbroje, słyszał chyba każdy z nas. Jednak podobne legendy wzbudzają raczej śmiech, niż strach, i traktowane są bardziej jako miejscowy koloryt, niż historie, których można się bać. Wydawać by się mogło, że w prastarych zamkach, zwłaszcza dziś – straszą turystów raczej wysokie ceny, niż zjawy. Okazuje się jednak, iż nie wszędzie i nie zawsze, a spotkania z nieznanym – w dalszym ciągu mogą zmrozić niektórym krew w żyłach…

Na rozległej, powulkanicznej, bazaltowej skale, wznosi się jeden z najpiękniejszych zamków, jakie znajdują się na ziemiach współczesnej Polski. Jego początki sięgają XII wieku, a rzeczywista historia – 1470 roku, kiedy na fundamentach założonego tu wcześniej książęcego grodu, rusza budowa okazałej rezydencji. Prace zleca Fryderyk I, książę legnicki, zmuszając do udziału w przedsięwzięciu, mieszkańców i Radę Miejską Złotoryi. Po śmierci Fryderyka, nad budową czuwa jego żona, a później syn – Fryderyk II. Na początku XVI wieku konstrukcja zamku jest dodatkowo fortyfikowana, w związku z tak zwaną trwogą turecką, czyli obawą przed muzułmańskim najazdem z południowego wschodu. W latach 30 tych XVI wieku, Grodziec staje się ulubioną rezydencją legnickich Piastów, tym samym – jednym z najpiękniejszych zamków na Dolnym Śląsku. Co więcej, uchodzi wówczas za twierdzę nie do zdobycia; strome zbocze porośnięte drzewami, bardzo mocno osadzone podzamcze, wysokie mury obronne oraz baszty – dają gwarancję bezpieczeństwa. I rzeczywiście przez ponad sto lat bramy twierdzy pozostają zamknięte dla niechcianych gości, a srogie obwałowania obronne dzielnie opierają się wszelkiemu wrogowi. Nie tylko legenda, ale historyczne fakty donoszą, że kasztel swego czasu wzięto podstępem raczej niż siłą…

Z Zamkiem Grodziec związanych jest kilka niezwykłych opowieści. Po komnatach snuje się ponoć po dziś dzień Czarna Prababka, czcigodna dama ubrana w długie, ciemne szaty. Na jej szyi zawieszony jest lśniący krzyż. To dobry duch, ostrzegający właścicieli zamku przed nikczemnikami, którzy przekraczają jego mury. Postać pojawia się wówczas, a krzyż przestaje błyszczeć i matowieje. Czarna Prababka ocaliła – jak głosi legenda – jedną z córek możnowładcy z Grodźca, przed ślubem z podłym szlachcicem. Pokazała dziewczynie tajemne przejście, którym panna młoda zbiegła z zamku, uciekając do swego prawdziwego ukochanego. Później przemówiła do władcy, który dowiedział się z jej ust prawdy o swym niedoszłym zięciu. Kazał stracić oszusta i rzezimieszka, a ukochanym pobłogosławił. Krzyż Prababki stał się ich prezentem ślubnym, na długo zachowując moc ostrzegania przed chytrością i podstępami innych ludzi. Zaginął podobno podczas wojny 30 letniej. Miejsce wcześniejszej ucieczki panny młodej zwane jest dziś Panieńskim Skokiem.

Czerwony upiór to inny z dobrych duchów zamku. Ten odziany w czerwoną zbroję kościotrup, nawiedzać i dręczyć miał bezwzględnych władców Grodźca, którzy nie potrafili ulitować się nad losem i cierpieniem swych poddanych. Swego czasu udało mu się nawrócić okrutnego kasztelana, a wiele lat później jednego z jego potomków.
Nocą po zamkowych korytarzach roznosi się – jak mówią legendy – rozpaczliwe łkanie Elfriedy, córki księżnej Anny. Kobieta pozazdrościła swej siostrze Rosildzie udanego małżeństwa z rycerzem Kwiatkiem, i próbowała ją zgładzić, wbijając jej nóż w plecy. Rycerza uwiodła później sama i zaprowadziła przed ołtarz. Ceremonia nie dopełniła się jednak, bo z jasnego nieba spadł na Elfiedę piorun, zabijając damę na miejscu. W tym momencie Rosilda cudownie ożyła. Małżonkowie wiedli ponoć długie i radosne życie, a zdradziecka siostra wyje po nocach z zazdrości do dzisiejszego dnia.

Duchy Grodźca to jednak nie tylko żarty, legendy i ckliwe romantyczne historie. Niejeden z gości, rezygnował z pobytu na zamku, pakował manatki i jeszcze nocną porą – odjeżdżał z piskiem opon. Wielu mogłoby śmiać się i drwić z podobnego zachowania, trudno jednak powiedzieć, jak postąpiłby każdy z nas, doświadczywszy tego, co przydarzyło się niektórym pechowcom. Warto w tym miejscu – choćby na chwilę – zapomnieć o bajkach i legendach i zastanowić się – całkiem serio – na temat wydarzeń ostatnich lat. Dla niektórych bowiem, wydarzenia mające tu miejsce nie były ani trochę zabawne.

W kwietniu 2004 roku zamek przeżył szwedzki najazd. Nasi sąsiedzi zza Bałtyku przystąpili tu do realizacji swego medialnego projektu Riket, czyli Królestwo. Był to cykl programów z gatunku reality-show, osadzony w konwencji średniowiecza. Szwedzka stacja telewizyjna SVT, podpisała z Gminą Zagrodno umowę, na mocy której SVT wydzierżawiło nieruchomość, dla potrzeb swego programu. W akcję zaangażowane były lokalne media, szef Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej, oraz Zenon Bernacki, kasztelan Zamku Grodziec. Sprawie dopomógł też ówczesny Marszałek Dolnego śląska, Leszek Ryk. Idei przyklaskiwał każdy, bowiem płynęły z niej dla regionu same korzyści. Szesnastu uczestników reality-show, rywalizowało o władzę w fikcyjnym królestwie. W programie można było stać się bogatym arystokratą, zdobyć władzę i wpływy, albo spaść na dno społecznej drabiny tracąc wszystko. Poczynania bohaterów cyklu, śledziły umieszczone w całym zamku kamery telewizyjne. Okazało się jednak, że nie każdy był z owego przedsięwzięcia równie zadowolony.

– Jedna z dziewczyn, która wytrwała niemal do końca programu, spakowała nagle manatki i wyjechała z Grodźca – wróciła do Szwecji – przypomina sobie Zenon Bernacki. – Dziwiliśmy się wszyscy – my Polacy, ale także Szwedzi – co się stało, jaki był powód tej zaskakującej decyzji. Zastanawiającej o tyle, że dziewczyna bliska była zwycięstwa w reality-show. Nikt nie wiedział co się stało, uczestniczka dopiero później zdecydowała się mówić. Wywiad z nią opublikowały szwedzkie media, w tamtejszej prasie pojawiały się sensacyjne artykuły. W tym czasie Grodziec znany był bardziej w Europie, niż tu w kraju – dodaje zamkowy kasztelan.

W jednym z wywiadów dziewczyna przyznaje, iż którejś nocy obudziła ją postać stojąca nad jej łóżkiem, która zniknęła jednak bardzo szybko. Cztery osoby (kandydaci na władców), nocowały wówczas w Sali Książęcej na pierwszym piętrze zamku. Kilka dni później, dziewczyna zasnąć nie mogła, słyszała bowiem kroki, co więcej przeszywało ją wielkie uczucie zimna. – W pewnej chwili podeszła do mnie postać. Wyglądała na kobiecą, ale nie mogłam zorientować się czy to kobieta, bo jej twarz była potwornie zmasakrowana. Ten widok był nie do wytrzymania – mówiła Szwedka.
– Sądziłem że dziewczynie coś się po prostu przyśniło – komentuje sprawę Zenon Bernacki. Ale trzy lat później gościłem na zamku znajome małżeństwo. Któregoś ranka proszę pomocnika – Robert, idź zobacz dlaczego oni tak długo śpią. Ten poszedł, wraca i mówi – nie ma ich, wyjechali. Małżeństwo zadzwoniło do mnie tego samego dnia, przepraszając za wyjazd bez pożegnania. Okazało się, że oboje widzieli nad łóżkiem jakąś postać, chyba kobietę, z makabrycznie zmasakrowaną twarzą.
– Tam się nie da spać, musieliśmy spakować się w środku nocy – usłyszałem w słuchawce telefonu. Robiono, jak pamiętam jakiś wywiad z nimi, dla radia lub telewizji.

– Tu na zamek przyjechał kiedyś TVN z programem Nie do wiary, ale chyba niczego kamerą nie uchwycono. Ja spałem tu sam jeden przez kilkadziesiąt dni – niestety żadnego ducha na własne oczy nie zobaczyłem. Choć ani ja, ani moi pracownicy, nie możemy powiedzieć z ręką na sercu, że nic tutaj dziwnego się nie dzieje – kwituje zagadkowo kasztelan Zenon Bernacki.

Czy szwedka i polskie małżeństwo rzeczywiście zobaczyło coś niezwykłego, czy może było to tylko przywidzenie, albo sen? Rozsądek radzi podobne historie traktować z dużym dystansem,
a mimo iż świadkowie owych zdarzeń wydają się wiarygodni, nie każdy jest w stanie uwierzyć ich relacjom. No cóż, zobaczyć – to uwierzyć…

Antoni Gąssowski

Archiwum Nowin Jeleniogórskich 2013 rok

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

Zgłoś za pomocą formularza.