Krytyczną ocenę pracy jeleniogórskiego pogotowia przedstawia osoba związana z tą jednostką. Sugeruje, że brak pełnej obsady to efekt złego zarządzania, a w pracy pogotowia zbyt duże znaczenie mają działania pozamerytoryczne. Dyrektor stacji Mariusz Gierus nie odnosi się wprost do przedstawionych kwestii, ale omawia ogólną sytuację jednostki.

Długa lista zastrzeżeń

„Nie wiem, czy udałoby się pomóc motocykliście, który zginął w wypadku na ul. Lubańskiej, ale wiem, że pomoc medyczna mogła pojawić się wcześniej. Niestety, przez brak obsady karetki w podstacji na ul. Cieplickiej pogotowie do wypadku jechało z Ogińskiego. To nawet w zwykłych warunkach trwa dłużej, a przy obecnych remontach w mieście – bardzo długo. Karetka mogła dotrzeć w 4 minuty, jechała 17. Straż pożarna wielkim wozem bojowym była wcześniej” – sugeruje osoba związana z pogotowiem ratunkowym.

Zwraca przy tym uwagę, że w dniu ze śmiertelnym wypadkiem motocyklisty załogę jednej karetki zadysponowano do przedszkola, żeby uczyła przedszkolaków resuscytacji.

– Pominę już absurd nauczania 4-latków w sumie nie tak łatwej procedury medycznej, ale jeśli w tym przedszkolu była karetka z Sobieszowa, to jest to sprawa do prokuratury – uważa informator.

Przyznajemy, że to informacja anonimowa. Ale sprawa jest zbyt poważna, by ją wrzucić do kosza tylko dlatego, że sygnalista nie chce się ujawnić. Uznać też trzeba – z uwagi na podawane szczegóły – że ta osoba jest rzeczywiście jakoś związana z jednostką, której zadanie polega na dbaniu o bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców regionu.

Temat warto podjąć także dlatego, że zastrzeżeń co do pracy jeleniogórskiego pogotowia jest więcej, a dotyczą one przecież bezpieczeństwa mieszkańców.

Według przekazanych informacji – są dni, gdy nad medycznym bezpieczeństwem jeleniogórzan, mieszkańców powiatu karkonoskiego i dziesiątek tysięcy turystów (bo takie sytuacje miały miejsce także w ostatnich tygodniach) czuwają załogi tylko dwóch karetek. Warto to powtórzyć: na wielki obszar 10 gmin (w tym miasta na prawach powiatu i dwóch kurortów) oraz ponad sto tysięcy mieszkańców, a także pewnie drugie tyle przyjezdnych dyspozycyjne są tylko dwie karetki….

Winę za taki stan jeleniogórskiego pogotowia – w ocenie informatora – ponosi dyrektor jednostki Mariusz Gierus.

– Tak się dzieje, gdy za wystarczające kompetencje do prowadzenia pogotowia uznaje się prowadzenie przykościelnej szkoły. Główną troską jeleniogórskiego pogotowia jest dbanie o wizerunek poprzez kreowanie bardziej pijarowych niż rzeczywiście znaczących akcji: challenge ze zbiórką krwi, udział w akcji szczepienia, ale nie np. poprzez wizyty w okolicznych wioskach, gdzie dostęp do szczepień jest ograniczony, lecz szczepiąc hurtem załogę złotoryjskiego zakładu pracy (z powodzeniem mógł to zrobić miejscowy ZOZ), to przykłady takich działań – mówi informator.

Krytyk pracy pogotowia przypomina też, że M. Gierus został powołany na p.o., a potem na dyrektora jednostki, żeby skutecznie zwalczać covid. A nawet nie podjął próby uruchomienia w Jeleniej Górze zespołów wymazowych. Chorych testowały zespoły z Bolesławca, co wydłużało oczekiwanie do wielu dni. Brak wniosku, a w konsekwencji karetki – wg otrzymanej opinii – sprawiał, że jeleniogórzanie i mieszkańcy ościennych gmin czekali wiele dni na przeprowadzenie testu, co w konsekwencji mogło mieć wpływ na ich stan zdrowia, a może i życie.

Tak też uważa mieszkaniec Zabobrza. Na karetkę wymazową z Bolesławca bliska mu osoba czekała cztery dni. Gdy ciągle nie przyjeżdżała, żona zatelefonowała po karetkę „normalną”. Chory trafił do szpitala, następnego dnia został podłączony do respiratora, a po kilku kolejnych dniach – zmarł.

O zajęcie stanowiska wobec każdej z tych uwag poprosiliśmy dyrektora jeleniogórskiego pogotowia Mariusza Gierusa. Odmówił komentarza, argumentując tym, że nie polemizuje z anonimowym krytykiem i absurdalnością oskarżeń. Szkoda, bo jednak nie o zgłaszającego chodzi, lecz o konkretne sprawy.

Na podstawie facebookowych postów pogotowia można jednak np. uznać, że krwiodawczy challenge (choć pewnie miał poprawić wizerunek PR) był akcją ze wszech miar pożyteczną. W połowie lipca dzięki temu zebrano 6300 ml krwi i 1800 ml osocza, co w sytuacji wakacyjnych niedoborów trudno przecenić.

Z FC wiadomo też, co 12 sierpnia robiła karetka w przedszkolu. Nie uczono maluchów resuscytacji, a przekazywano, jak wzywać pogotowie, gdy nie ma obok dorosłego, jak postąpić z osobą nieprzytomną, czym jest pozycja bezpieczna. Czy akurat karetka zadysponowana do przedszkola mogłaby szybciej pomóc motocykliście – niestety, nie wiemy.

Epidemia i poprzednik

Dyrektor Gierus przekazał natomiast, jak wygląda obecna sytuacja jeleniogórskiego pogotowia. Jednostka, choć ma braki kadrowe, to wynikają one z planowego działania (w małym stopniu także z absencji chorobowej), a nie udziału załóg w aktualnym, ogólnopolskim proteście. Dyrektor przyznał też, że jeleniogórskie pogotowie jest „na minusie”. Ale to już wina polityki płacowej poprzednika (obecnie dyrektora jeleniogórskiego szpitala). Jego odpowiedzi w jakimś stopniu odnoszą się też do zgłaszanych zastrzeżeń.

– W Jeleniej Górze sytuacja jest lepsza niż w kraju i o tyle optymistyczna, że absencje, do których dochodzi, są rzeczywiście natury chorobowej, a nie wynikają z protestu. Dzisiaj (rozmawialiśmy w czwartek – dop. aut.) nie wyjechał jeden zespół w Szklarskiej Porębie z przyczyn obiektywnych, a dzisiejsza absencja personelu medycznego to ok. 5 proc. – informował dyrektor. – Do tego dochodzi jednak okres urlopowy, którego konsekwencją są dodatkowe nieobecności. Nie ukrywam jednak, że do korzystania z urlopów właśnie teraz sam namawiałem. Nie mogło być inaczej, skoro teraz mamy oddech od epidemii, a jesienią spodziewana jest kolejna jej fala i wtedy wszystkie ręce będą potrzebne. Dodać trzeba, że te urlopy się nawarstwiły, bo przecież przez kolejne miesiące epidemii pogotowie pracowało bardzo intensywnie i nie było szans na odpoczynek dla załóg.

Nawarstwiły się także dlatego, że – tak tłumaczy dyrektor – poprzednik wprowadził system motywacyjny uzależniony od stopnia absencji. Dodatek można było dostać, gdy w ciągu miesiąca miało się najwyżej jeden dzień nieobecności. Wtedy, w kolejnych miesiącach, obecność była stuprocentowa, ale teraz efektem są skumulowane, zaległe urlopy. To ma też swoje odzwierciedlenie w finansach, bo po raz pierwszy w historii jeleniogórskiego pogotowia trzeba było utworzyć rezerwy na ekwiwalenty urlopowe i w konsekwencji jest ten wspomniany wcześniej „minus” na działalności.

– Co nie zmienia faktu, że dziś ten „minus” jest zdecydowanie niższy niż w chwili, gdy obejmowałem pogotowie – podkreśla M. Gierus. – Uznałem za oczywiste, że nawet w warunkach covidu dyscyplina finansowa jest najważniejsza i dzięki temu wynik finansowy jest znacząco lepszy.

Dyrektor Gierus przyznaje, że sytuacja w pogotowiach (nie tylko jeleniogórskim) nie poprawi się, zanim nie zostanie urealniona stawka za tzw. dobokaretkę. Ta została ustalona jeszcze przed epidemią i nie zmieniła się aż do dzisiaj. A przecież wydatki związane z realizacją zadań pogotowia w warunkach epidemii znacząco wzrosły.

– Ewentualne podwyżki można finansować jedynie z pieniędzy dodatkowo zarobionych, a te zostały wykorzystane na wspomniane wcześniej dodatki motywacyjne – wyjaśnia szef pogotowia.

– Porównując sytuację pogotowia w Jeleniej Górze z innymi miastami, widząc, jak dyrektorzy innych jednostek, z 30-letnim stażem pracy, nie radzą sobie w warunkach pandemii, mogę chyba stwierdzić, że u nas nie jest najgorzej. Ale czy tak będzie dalej, czy poradzimy sobie w warunkach IV fali, czy ja poradzę sobie z kierowaniem jednostką? Tego dziś nie potrafię przewidzieć – ocenia Mariusz Gierus.

Póki co, nie pojawiają się szerzej sygnały o niewydolności jeleniogórskiego pogotowia. Gdyby na przyjazd karetki trzeba było czekać zbyt długo, czytelnicy na pewno by sygnalizowali. Poinformowano nas jednak, że w minioną niedzielę, w stacji przy ul. Ogińskiego, zamiast trzech karetek jeździła tylko jedna. Z tego, co udało się nam ustalić, nie było karetki pogotowia również w stacji w Sobieszowie.

Dodać też trzeba, że na mapie protestów Jelenia Góra jest oznaczona jako miasto protestujące, sami ratownicy informują, że kilka osób w Jeleniej Górze zrezygnowało z kontraktów z pogotowiem, a część bierze znacznie mniej dyżurów i to jest rzeczywisty powód braku obsady karetek.

Fot.: iStock

Tekst znajduje się w aktualnym wydaniu Nowin Jeleniogórskich, które jeszcze w poniedziałek są do nabycie w punktach sprzedaży oraz cały czas wszystkie wydania Nowin są dostępne w formie e-wydania

1 Komentarz

  1. you are really a ggood webmaster. The site loading speed is amazing.
    It seems that you’re doing any unique trick. In addition, The contents are masterpiece.
    you have done a magnificent job on this topic!

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Alina Gierak

502 499 336

Zgłoś za pomocą formularza.