Starsi mieszkańcy tej okolicy pamiętają czasy, gdy radomickie kamieniołomy jeszcze pracowały, a obsługująca je kolejka przewoziła każdego dnia setki ton urobku na składowiska i do wapienniczych pieców. Wiadomo także, że w czasie wojny w kamieniołomach pracowało wielu przymusowych robotników, których ostateczny los nigdy nie został wyjaśniony. Po wojnie długo mówiono, że zostali wymordowani, a ślad po tej zbrodni zniknął w ogniu jednego z okolicznych wapienników. Tej informacji, pomimo powojennych starań, ostatecznie jednak nie udowodniono. Podobnie jak innej, jeszcze straszniejszej, z której wynika, że ciałami ofiar zamęczonych w kamieniołomach karmiono lisy na wielkiej fermie w Pilchowicach.

Zapewne ta informacja ma swoje źródło w odkryciu po wojnie zbiorowej mogiły, a w niej setek kości, w bezpośrednim sąsiedztwie tej właśnie fermy, co jednak nie jest dowodem, że taki właśnie los spotkał ciała tych ludzi. Ta sprawa do dziś nurtuje i niepokoi wielu eksploratorów, którzy właśnie w okolicach Radomic próbują odnaleźć wojenne ukrycia. Niektórzy z nich twierdzą, że, szukając schowków, starają się także wyjaśnić los ludzi, którzy zniknęli tu w ostatnich miesiącach wojny.

Bo co do istnienia na tym terenie schowków nikt z zainteresowanych właściwie nie ma poważniejszych wątpliwości. Gdzieś tu bowiem była „szczelina” i w tej właśnie okolicy kilkakrotnie już wyciągano skarbczyki o sporej zawartości. Kusi jednak nie tylko „szczelina”, miejsce, w którym znaleziono m.in. jaja Faberge, ale także wiele innych wyrobisk i szybów, które ciągle jeszcze niemal na pewno kryją wojenne skarby Rzeszy. O tym, że tak właśnie jest, dowodzą liczne wizyty Niemców, którzy, jak się zdaje, co jakiś czas bardzo skutecznie sięgają po ukryte tu zasoby.

Zaginiony narzeczony

Marie Wenzel, Niemka, która kilka wojennych lat spędziła w bezpośrednim sąsiedztwie kamieniołomów, pracując w okolicy jako robotnica rolna, opowiada, że wczesną wiosną 1945 roku do kamieniołomu kilka razy przyjeżdżały transporty samochodowe, składające się za każdym razem z kilku ciężarówek. Z relacji tej kobiety wynika, że w lutym, marcu, a także w kwietniu ostatniego roku wojny w wielu domach w okolicznych wsiach bardzo cicho i ostrożnie, ale jednak z wielką pewnością mówiono o szybkim końcu wojny. Zdaniem niemieckich chłopów nadchodzący koniec zwiastowała właśnie wielka aktywność transportowa różnych niemieckich służb, której cel okoliczna ludność doskonale znała. Wiedziano bowiem, że stare kopalnie, których część była czynna jeszcze przed wojną, doskonale nadają się na różnego rodzaju schowki. Takim schowkiem były także liczne w tej okolicy kamieniołomy. Nawet najsurowsze nakazy zasłaniania okien w czasie przejazdu transportów nie mogły powstrzymać ludzi przed ukrytym obserwowaniem przejeżdżających ciężarówek.

Marie Wenzel, dziś już stara kobieta, która co roku odwiedza okolice Wlenia i Pilchowic, opowiada, że to właśnie przez ukryte w czasie wojny skarby na zawsze pozostała nieszczęśliwa. W 1947 roku wyszła co prawda za mąż, za Polaka o nazwisku Wenzel, z którym w 1957 roku wyjechała na stale do Niemiec, ale zawsze kochała i do dziś jeszcze kocha kogoś innego. Martina, który jesienią 1945 roku obiecał jej nie tylko ślub, ale i bogactwo.

– Pamiętam to dobrze do dziś, jak film oglądany wczoraj. Pod koniec października 1945 roku Martin, mój narzeczony, syn dość bogatej chłopskiej rodziny, opowiedział mi, że nie tylko widział, jak wiosną do kamieniołomu w Radomicach wjechała kolumna ciężarówek, ale także, iż wie, gdzie została ukryta ich zawartość. To była frapująca wiadomość, bo wjeżdżające ciężarówki zaobserwowałam także ja i, jak się okazało już po wojnie, widziało je także wielu innych ludzi. Nikt jednak nie widział, co się stało z ich zawartością Tuż po wojnie mówiono, że wjechały w stary kopalniany tunel i tam je rozładowano. Podobno nawet ktoś znał ten tunel, ale dotarcie do niego po wojnie było już niemożliwe. Odstrzelono ścianę kamieniołomu, która zasypała wszelkie ślady.

Mój Martin twierdził jednak, że było całkiem inaczej. Z daleka widział, co naprawdę zaszło w kamieniołomie. Ładunek z ciężarówek załadowano na kilkanaście wózków przeznaczonych do przewozu urobku. Wcześniej zaś, z istniejących w kamieniołomie torów ułożono całkiem nowe, prowizoryczne torowisko, które poprowadzono wprost pomiędzy dwie hałdy. Tam wepchnięto wózki, a tor zlikwidowano i ponownie ułożono na starym miejscu. Jeszcze tego samego dnia zaczęto zasypywać dolinkę pomiędzy hałdami. W to samo miejsce sypano także urobek już po wojnie, kontynuując wydobycie.

Martin powiedział mi, że pamięta, gdzie ukryto wagoniki. Zapowiedział, że chce do nich dotrzeć, kopiąc w sobotnią, jesienną noc krótki, kilkumetrowy szyb. Z tej wyprawy jednak mój chłopak nie wrócił już nigdy. Jego rodzice i sąsiedzi byli pewni, że uciekł przez Nysę do Niemiec. Ja milczałam. Czułam, że doszło do nieszczęścia i szyb się zawalił. Nie można było nic zrobić. Później byłam na tym rumowisku skalnym setki razy i mam pewność, że wiele razy chodziłam po grobie Martina ukrytym pod skalnym rumoszem. Czasem chodzę tam jeszcze i teraz”.

Znikający śnieg

Marie Wenzel kilka lat temu pokazała miejsce, w którym, jak sądzi, zginął Martin. Zbadano je, a poszukiwacze z TALPY twierdzą, że przyrządy wykazują tam ewidentną obecność metali, 6 do 8 metrów pod powierzchnią zarośniętej dziś hałdy. Miejsce to wyróżnia się także czymś całkiem szczególnym. Nigdy bowiem, nawet w czasie najsilniejszych mrozów, nie

zalega w tym miejscu śnieg. Znika bardzo szybko. Zdaniem poszukiwaczy dowodzi to, że pod powierzchnią ziemi jest wylot powietrza z jakiegoś kopalnianego korytarza.

O powojennym już odkryciu kopalnianego tunelu opowiadają też byli pracownicy kamieniołomu. Ich zdaniem, właśnie w okolicy hałdy, w latach pięćdziesiątych przypadkowo odsłonięto stary, kopalniany, kilkunastometrowy tunel. Nic w nim jednak nie znaleziono i szybko zniknął on pod zwałami urobku. Obecnie, choć świadków jest ciągle wielu, okazuje się, że ustalenie czegokolwiek dokładnego jest w sprawie tego tunelu bardzo trudne. Gdy bowiem padają konkretne pytania, dokładność informacji polega na ogół jedynie na wskazaniu: „To było gdzieś tutaj”. A to zbyt mało, by można było skutecznie przekopać

kilkaset metrów kwadratowych starych hałd.

Zabetonowane piwnice

Obok kamieniołomu można zauważyć resztki dawnych budynków obsługi technicznej. Także to miejsce jest przedmiotem sporego zainteresowania poszukiwaczy. Zachowała się bowiem informacja o tym, że w ostatnich tygodniach wojny w tym właśnie budynku zniknęła wielka piwnica, bunkier, będący wcześniej magazynem materiałów wybuchowych. Było to dość duże pomieszczenie, do którego prowadziły tylko jedne schody. Z informacji, które posiadają jeleniogórscy poszukiwacze, wynika, że schowano tam nie tylko dokumentację kamieniołomów i kilku okolicznych kopalń, ale także jakieś inne, przywiezione z Wrocławia papiery. Tuż po wojnie mówiono nie tylko o tej piwnicy, ale i o wyjściu z niej, dobrze ukrytym w pobliskim lesie. Tego właśnie wyjścia lub wejścia do dziś szukają poszukiwacze skarbów. Są pewni, że istnieje, a piwnica zawiera cenne archiwalia. Są jednak i tacy poszukiwacze, którzy twierdzą, że piwnica to tylko kamuflaż, bo o wejście do całkiem innego miejsca tu chodzi.

Żelazne wrota…

W latach siedemdziesiątych tego człowieka znali chyba wszyscy, którzy penetrowali okolice Wlenia, Kleczy, Radomic i Pilchowic. Mariana C. spotykano bowiem wiele razy, gdy płukał złoto w okolicznych potokach. Wtajemniczeni wiedzieli, że robi to skutecznie i każdego roku sprzedaje na czarnym rynku we Wrocławiu kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt dekagramów złotego kruszcu. Zapewne dlatego zginął. Znaleziono go później z mocno rozbitą głową. Zmarł po kilku dniach w szpitalu, nie odzyskawszy przytomności. Do dziś nie wiadomo, czy był to tylko wypadek, czy może zbrodnia. Marian C. opowiadał, że sam utrzymuje się przez cały rok za równowartość kilkudziesięciu gramów złota. Resztę zaś przeznacza na utrzymanie i leczenie mieszkającej w Szczecinie córeczki, którą kiedyś, przez nieuwagę, potwornie poparzył. Ci, którzy go znali, opowiadają, że do końca zbierał pieniądze na zagraniczną operację tego dziecka.

Człowiek ów, dla tych, których lubił, był prawdziwą kopalnią wiedzy o okolicy i niejednemu poszukiwaczowi pokazał bardzo interesujące miejsca, które jego z jakichś powodów nie interesowały. Podobno w kilku z nich był nie tylko piach…

Jeden z poszukiwaczy, który opowiada, że miał okazję odbycia wielu długich rozmów z Marianem C., twierdzi, że prawdziwą tajemnicę okolic Wlenia ten płukacz złota zabrał do grobu Bo tylko on znał miejsce, gdzie w starej kopalni były wielkie, żelazne wrota – Opowiadał mi o nich, mówiąc, że są jak bankowy sejf. Gładkie, nie do otwarcia jakby wklejone w skałę. Jednak bez widocznego zamka, nawet bez dziury na klucz. Był pewien, że ich otwarcie wymaga nie siły, a sposobu. I tego właśnie sposobu wiele lat szukał. Bardzo ostrożnie, bo dojście do stalowych wrót było mocno zaminowane. Zapewne tylko przypadkiem, jak opowiadał, te ładunki wybuchowe nigdy nie odpaliły, a wrota nie zostały ukryte za zawałem. Zapewniał, że jestem jednym z czterech ludzi, którym powierza tajemnicę istnienia tych drzwi. Wiem, że wtedy nie kłamał. A na pytanie, dlaczego nie chce poszukać kogoś, kto mógłby mu pomóc, odpowiadał, że jeszcze nie czas.

Ów poszukiwacz skarbów mówi też, że jest pewien, iż Marian C. nigdy nikomu nie pokazał wejścia do chodnika prowadzącego do stalowych wrót. Wiadomo tylko, bo mówił o tym sam Marian C., że miejsce to leży gdzieś na linii łączącej kamieniołom w Radomicach i Pilchowice.

Studnia w piecu

Czy wejścia do tego właśnie korytarza szukał zaledwie dwa lata temu ktoś, kto zlecił dokładne wyczyszczenie starego, wapiennego pieca w okolicy radomickiego kamieniołomu? Przez dłuższy czas na zlecenie pewnego Niemca robotnicy starannie odgruzowywali i czyścili piec, który podobno miał być przeznaczony na obiekt o charakterze muzealnym. Trwało to wiele tygodni i zakończyło się ostatecznie przerwaniem robót. Tylko na jakiś czas. Gdy bowiem po kilku tygodniach jeden z robotników wrócili w to miejsce, znalazł tam ślady po robotach, które jednak wykonał ktoś inny – prawie czterometrową studnię, wykopaną tuż obok fundamentów pieca. Była pusta. Czy był to ślad po jeszcze jednej, nieudanej próbie dotarcia do skarbów, czy może jednak ślad po zniknięciu czegoś, co skutecznie schowano tam kilkadziesiąt lat temu? Na tym terenie możliwe jest wszystko.

Kto ma te plany?

Kilka lat temu jeleniogórscy eksploratorzy podjęli intensywne poszukiwania kopalni, w której znajdują się stalowe wrota. W 1995 roku wykonali oni ogromne roboty, by oczyścić stary szyb w kopalni, oznaczonej na starych mapach jako „Cecylia”. Po bliższym rozpoznaniu terenu okazało się, że jest szansa na dotarcie do tej kopalni śladem starej, opadającej w dół sztolni, której wylot odkryto nieco niżej, na stoku. Po odsłonięciu i oczyszczeniu 18 metrów korytarza okazało się jednak, że zaczyna on tonąć w wodzie i praktycznie nie ma możliwości, by go odwrócić. A chciano to zrobić za każdą cenę, choćby po to, by znaleźć odpowiedź na pytanie, skąd w tej sztolni znalazło się kilkaset świetnie zachowanych, klinkierowych, rozwleczonych przez wodę cegieł. Pomimo wielu wysiłków wody jednak nie udało się spuścić.

Do czasu, bo dwa lata później bez trudu spuścili ją inni poszukiwacze, doprowadzeni w to miejsce przez pewnego mieszkańca Lubomierza. Mówi się, że Niemcy, których poprowadził, mieli tak dobry plan tego wyrobiska, że wystarczyło im kilka godzin na niemal całkowite odwodnienie sztolni. Pracowano tam kilka tygodni tak starannie, że wykop szalowano solidnymi, jesionowymi deskami. Podobno szukano drogi do wewnętrznego szybu, prowadzącego na niższy poziom kopalni. Z jednych informacji wynika, że niczego tam nie znaleziono, a nadwerężone wodą wyrobisko nie wytrzymało i część podziemi runęła, cudem tylko pozwalając ujść z życiem nie niemieckim poszukiwaczom. Inna wersja tej historii mówi, że z tego miejsca przez kilka dni coś jednak wyciągano, a wyrobisko zawalono świadomie, likwidując ślady po penetracji kopalni. Ktoś w Lubomierzu wie, jak było naprawdę…

Marek Chromicz

Fot. www.fotopolska.eu

Archiwum Nowin Jeleniogórskich listopad 1999 r.

1 Komentarz

  1. Zezon ogórkowy otwarty .Proszę pisać o trudnościach życia wpółcześnie pod rządzami klamców piślaków,

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

601 566 560

Zgłoś za pomocą formularza.