Burmistrzowie Karpacza, Świeradowa-Zdroju, Dusznik-Zdroju i Szczyrku, wójtowie Bukowiny Tatrzańskiej oraz Kościeliska, a także marszałek województwa Cezary Przybylski i starosta karkonoski Krzysztof Wiśniewski spotkali się w poniedziałek (4 stycznia) w Karpaczu na konferencji „Samorządy gmin górskich o aktualnej sytuacji w turystyce zimowej”. Uczestnicy mówili, jak dramatyczna jest sytuacja górskich gmin turystycznych i ich mieszkańców, mówili o braku jakichkolwiek kanałów komunikacji z rządem, o iluzorycznej pomocy dla gmin i przedsiębiorców z tzw. „tarcz”.
Pięciu szefów gmin reprezentowało nie tylko swoje, ale kilkadziesiąt gmin górskich, znajdujących się w podobnej sytuacji. – Nie jesteśmy liderami politycznego porozumienia. Nas połączył koronawirus i jego dramatyczne konsekwencje – deklarowali.
– Zamknięto hotelarstwo, gastronomię, stoki narciarskie, ale w górskich miejscowościach oznacza to ich całkowity paraliż, bo przecież pracy nie ma też firma sprzątająca, czy pralnia, radyklanie spada sprzedaż w sklepach. W Karpaczu jest 18 tys. miejsc noclegowych, tyle samo w Bukowinie, 30 tys. w Zakopanem, 9 tys. w Kościelisku. Te miejsca zawsze w zimie wypełnione, teraz są puste. A to oznacza straty na poziomie 70 proc. rocznych przychodów. Nie zimowych, jak w turystycznych gminach położonych poza górami, ale rocznych – podkreślał wójt Bukowiny Andrzej Pietrzak. – Gminy górskie są turystycznymi monokulturami. Jeśli działalność nie zostanie tu szybko odmrożona, strat nie da się odrobić przez kolejne 2-3 lata.
Wójt Kościeliska Roman Krupa zwracał uwagę, że dodatkowym obciążeniem jest niepewność. Firmy turystyczny już powinny wiedzieć, co je czeka po 18 stycznia. Czy naśnieżać stoki, czy przygotowywać lodowiska. To już należałoby zacząć robić. Ale czy znów nie okaże się, że koszty poniesione na przygotowanie infrastruktury nie zostaną wyrzucone w błoto? Szybki plan i harmonogram otwarcia działalności, tego w tej chwili najbardziej potrzeba.
Samorządowcy chyba nie mogą jednak na to liczyć. Tak przynajmniej wynika z dotychczasowych doświadczeń. Piotr Lewandowski, burmistrz Dusznik-Zdroju omówił komunikację na linii rząd samorząd. Właściwie jej brak.
– Porozumienie gmin górskich zawiązało się 23 listopada na apel wicepremiera Gowina. Mieliśmy wspólnie wypracowywać standardy i znajdować takie rozwiązania, aby ograniczenia konieczne do minimalizowania skutków pandemii był jak najmniej dotkliwe dla mieszkańców naszych gmin. Wielkim wysiłkiem, wspólnie opracowaliśmy cały pakiet propozycji. Konkretnych, sądzimy, że rozsądnych. Zostały przesłane 25 listopada do ministerstwa rozwoju i od tego czasu nie otrzymaliśmy na te propozycje żadnej odpowiedzi, a co gorsza całkowicie zignorowano wszystkie nasze propozycje. Żeby jeszcze ktoś wytłumaczył, co w nich było błędnego. Ciągle liczymy, że dialog zostanie nawiązany, ale teraz większe nadziej pokładamy w mediach. Może za ich pośrednictwem ktoś z rządu nas usłyszy – ubolewał burmistrz Dusznik.
O dziurach w traczach antykryzysowych 6.00, PFR i wcześniejszych opowiadał burmistrz Karpacza Radosław Jęcek. I ocena dla udzielanej z budżetu państwa pomocy była jak najgorsza. Jak zauważył z 600 obiektów hotelarskich tylko 30 ma kod PKD 55-10, a to oznacza, że 570 takich obiektów pozostanie bez jakiegokolwiek wsparcia. Na wsparcie nie mogą też liczyć samozatrudnieni (instruktor narciarski, pani sprzedająca serki, przewodnik sudecki), bo ich po prostu żadna z tarcz nie zauważyła. Na wsparcie mogą liczyć właściciele stoków narciarskich. Tyle, że ubiegając się o pomoc muszą wykazać swoje grudniowe straty względem listopada i października. I trudno im będzie je wykazać, skoro w październiku i listopadzie ich przychody wynosiły dokładnie zero…
– takich przykładów są dziesiątki, a to oznacza, że setki, tysiące przedsiębiorców i pracowników pozbawionych zostanie jakąkolwiek pomocy. A wystarczyło skonsultować to z nami… – ubolewał burmistrz Jęcek. I podkreślał, że także finanse samorządów są w dramatycznym stanie. Przychody radykalnie spadły („to oczywiste i zrozumiałe, że np. podatek od nieruchomości jest ostatni na liście opłat, bo ważniejsze są wynagrodzenia dla pracowników i żeby coś do garnka włożyć”) a miasto sprzątać trzeba, śmieci odbierać trzeba, bieżące remonty przeprowadzać trzeba. Karpacz już ratował się 1,5 mln kredytem, ale już za chwilę pieniędzy zabraknie.
Nawet marszałek Przybylski i starosta Wiśniewski krytykowali władze, choć w swoich jednostkach samorządowych współpracują z PiS.
– Jako Bezpartyjni Samorządowcy apelowaliśmy do rządu o odmrożenie działalności turystycznej w górach od 28 grudnia, o jeszcze większe wydłużenie ferii zimowych, zamiast ich kumulowania w jednym terminie. Bardzo żałuję, że rząd nie wysłuchał tych apeli – mówił marszałek Cezary Przybylski.
Starosta Karkonoski Krzysztof Wiśniewski przyznał natomiast, iż jest mu przykro, że rząd nie zaufał gestorom turystyki, którzy przedstawili sposoby bezpiecznego prowadzenia działalności. Zwrócił też uwagę na jeszcze jedno zagrożenie.
– Docierają do nas sygnały od właścicieli zadłużonych i pozbawionych perspektyw szybkiego odbicia firm, że chcą je przejmować lub wykupywać wielkie, turystyczne koncerny.
To może oznaczać zagładę rodzimych, często rodzinnych biznesów turystycznych w naszych górach.

 

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

Zgłoś za pomocą formularza.