Turyści spacerujący po plaży w jednej z nadmorskich miejscowości zobaczyli butelkę, którą na ląd wyrzuciło morze. W środku znajdowała się zawinięta w rulon kartka. Okazało się, że był to poruszający list ojca do zmarłej córki.

Wzruszający list

Spacerujący po plaży w Łebie pani Elżbieta i pan Andrea natknęli się na butelkę, która od razu przyciągnęła ich uwagę. Szkło zdobione kwiatkami, a w nim zwinięta w rulon kartka. Turyści zaintrygowani jej zawartością otworzyli tajemnicze znalezisko. Okazało się, że kryje ono w sobie coś więcej niż zwykły kawałek papieru. To odręcznie napisany list ojca do zmarłej córki. Historię opisał Dziennik Bałtycki.

Pełen smutku i żalu

Z treści listu i stanu znaleziska można wywnioskować, że dziewczyna, do której zwraca się zrozpaczony mężczyzna, prawdopodobnie umarła w maju br. Ojciec, nie mogąc pogodzić się z jej odejściem, zdecydował się oddać cały swój ból i żal morzu. Fale wyrzuciły jednak butelkę na brzeg.

„Butelka leżała na piasku, wyrzucona przez morskie fale. Początkowo pomyśleliśmy, że to liścik włożony do butelki dla zabawy przez nastolatkę. Kiedy to zaczęłam czytać, moje serce niemal pękło. Nie mogłam powstrzymać się od łez. Nie byłam w stanie się opanować.” – cytuje dziennik panią Elżbietę.

Nie ma w tym nic dziwnego, bo słowa mężczyzny oddają jego ogromne cierpienie po stracie najbliższej osoby. Ojciec, zwracając się do Wiktorii, wyraża w liście nieopisaną tęsknotę i nadzieję na spotkanie z ukochaną córką.

„15 lipca mijają dwa miesiące od Twojej śmierci.(…) Czekam, kiedy przyjdziesz do mnie, przytulisz się do mnie i uspokoisz, mówiąc, że jest Ci już dobrze. Wtedy może mój ból osłabnie i nadejdzie ukojenie. Dlatego czekam tego dnia, kiedy zobaczę Cię znowu uśmiechniętą. Na tym kończę mój list do Ciebie. Powierzam go morzu, a Tobie córeczko mówię: żegnaj i do zobaczenia. Twój na zawsze kochający Tato. P.S. Kocham Cię Wiktorio.” – to tylko fragment listu, który morze wyrzuciło na plażę w Łebie.

Starannie napisany, w całości zajmuje dwie strony kartki, jednak Dziennik Bałtycki zdecydował się opublikować tylko krótką jego część.

Butelka wróciła do morza

Pani Elżbieta i pan Andrea poruszeni dramatyczną historią, zwrócili się z prośbą o pomoc do Jarosława Stachewicza, kapitana jednego z miejscowych statków. Poprosili, aby wypływając w morze, wrzucił butelkę do wody z dala od brzegu.

„Długo pływam, ale pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, kiedy butelkę z listem wrzucam do morza. To bardzo poruszająca historia.” – mówił dziennikowi kapitan.

W ubiegłą sobotę jednostka wypłynęła na odległość 36 mil morskich, gdzie zgodnie z wolą pogrążonego w smutku ojca, trafiła w odmęty wody. 

News4Media, fot.: iStock

2 komentarze

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Alina Gierak

502 499 336

Zgłoś za pomocą formularza.