Z Weroniką, Ireną, Pawłem i Denisem rozmawiam w ich mieszkaniu w Jeżowie Sudeckim. Na tapczanie leży flaga białoruska, wciąż przeglądają wiadomości ze swojego kraju ze wszystkich możliwych źródeł. Odbierają wiadomości od znajomych, np. Tani i Walerego, których milicja zgarnęła do więzienia. Wierzą, że bunt Białorusinów zakończy się sukcesem, a z odejściem Aleksandra Łukaszenki zaczną się prawdziwe zmiany w kraju. – W stolicy mam przyjaciół i znajomych, rodzina mieszka poza Mińskiem. Jesteśmy w kontakcie, mamy od nich informacje o tym co się dzieje, o przemocy OMON-u, więzieniach, o tym jak dużo ludzi protestuje. Śledzimy informacje w niezależnych mediach jak Nexta i na Telegramie. Czegoś takiego na Białorusi nigdy nie było. Protestują i duże miasta, i małe miejscowości. Wykształceni i robotnicy, jest dużo starszych osób. Część funkcjonariuszy odmawia udziału w akcjach przeciwko protestującym – mówi Paweł. Kierowcy w proteście używają klaksonów, muzycy z konserwatorium w Mińsku śpiewają na ulicach. Często można usłyszeć „Mury” Kaczmarskiego, które teraz dodają sił buntującym się Białorusinom. Przeciwko fałszowaniu wyborów wystąpiły niektóre komisje obwodowe, zwykle organizowane w szkołach. Wywieszono w nich prawdziwe wyniki wyborów, gdzie z miażdżącą przewagą wygrywała Swietałana Cichanouska, opozycyjna kandydatka. Było osiemdziesiąt takich przypadków. Przed punktami wyborczymi, gdzie podano sfałszowane wybory pojawiały się z kolei znicze i kartki z napisem: „tu umarł mój głos” (zdjęcie pod tekstem). Po białoruskich portalach, stronach, mediach społecznościowych krążą zdjęcia ze zniszczonymi kartami wyborczymi, na których poparcie uzyskała kandydatka opozycji (zdjęcie pod tekstem).

 

Koleżankę Weroniki, Tanię, milicja zwinęła wraz z dwunastoma innymi osobami, gdy przed głównym komisariatem w Mińsku próbowała się dowiedzieć, gdzie osadzono ich krewnych. Małym autobusem zawieźli ich do więzienia. I tam trzymali wszystkich prawie trzy doby, nie przedstawiając zarzutów, trzymając w niepewności. Tania nie doświadczyła osobiście przemocy, ale słyszała krzyki i zawodzenia mężczyzn z innych cel. Byli bici i poniżani. Potem dowiedziała się, że część przywożonych uczestników protestów po wyjściu z autobusu przechodziła tzw. ścieżkę zdrowia tj. przez szpaler milicjantów, którzy bili zatrzymanych pałkami, także po głowie. Funkcjonariusze Łukaszenki pobili też koleżankę Tani z celi. Miała zerwane ścięgna, straciła przytomność, a karetki nie wezwano, tylko na drugi dzień wypuszczono do domu.

 

– To jest dla wszystkich takie nieoczekiwane. Ludzie zobaczyli, że rzeczywiście mogą coś zmienić, a władza widzi, że ludzie to siła. Moja mama sama chodziła na białe marsze, protest kobiet – mówi Weronika. Podkreśla, że liderów opozycyjnych Łukaszenka wsadził do więzienia, a i bez tego protest jest coraz szerszy. Ludzie sami się organizują. Na przykład przed więzieniami na wypuszczanych więźniów, często pobitych, wystraszonych, głodnych i okradzionych z rzeczy osobistych, czekają lekarze, adwokaci, psychologowie ,podawane jest jedzenie. Ochotnicy odwożą wypuszczane z „tiurmy” osoby. To ma znaczenie zwłaszcza w sytuacji, gdy więzienie jest daleko od miasta. Pełna solidarność, samopomoc. Białorusini przekazują pieniądze poszkodowanym, potrzebującym. Organizują pomoc za granicą. Moi rozmówcy także angażują się w takie zbiórki, zachęcają do wpłat np. przez zrzutka.pl „Pomoc dla Białorusi”

 

Skąd nagle taka fala protestów przeciwko Łukaszence, który rządzi Białorusią od 26 lat? – To chyba zmiana pokoleniowa, ale też sytuacja gospodarcza się pogarsza. Koronawirus też miał znaczenie. Władze najpierw zaprzeczały, a potem gdy było jasne, że jest pandemia, państwo nic nie robiło żeby jej przeciwdziałać. Ludzie zrozumieli, że władza się nimi nie interesuje – mówi Paweł. Denis opowiada, że coraz ciężej się żyje w Białorusi. Czynsze, media są znacznie tańsze niż w Polsce, ale już żywność i ubrania są zdecydowanie droższe. Tymczasem pensje w przeliczeniu na złote w Mińsku sięgają 900-1000 zł, a na prowincji są jeszcze niższe. Białoruski rubel od dłuższego czasu jest niestabilny, a jego wartość sukcesywnie spada.

 

– Myślimy o naszych bliskich i znajomych tam w kraju, modlimy się za nich, organizujemy pomoc. Liczymy na Europę. Ciągnie nas tam. Takie ważne rzeczy się tam dzieją… – mówi Irena.

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Marek Lis

694 792 203

Zgłoś za pomocą formularza.