Przed pandemią, w latach 2015-2019, pośrednicy w handlu nieruchomościami żartowali, że ich rynek jest jak cegła – rozgrzany do czerwoności. Kilkuletni boom został gwałtownie przerwany w marcu 2020 r. przez obostrzenia pandemiczne, lecz był to stan krótkotrwały – po zniesieniu najostrzejszych zakazów, w czerwcu 2020 r. rynek nieruchomości pod Karkonoszami, podobnie zresztą jak i w całej Polsce, znów odzyskał wigor – doszło nawet do tego, że pośrednikom zaczęło brakować… towaru na sprzedaż, czyli działek, domów czy mieszkań (szczegółowo analizowaliśmy te kwestie w 9. numerze Nowin z 2 marca 2021 r.). Lecz kiedy w październiku 2021 r. rozpoczęła się seria podwyżek stóp procentowych a banki radykalnie zaostrzyły politykę kredytową, stało się jasne, że te czynniki w końcu zatrzymają boom na rynku nieruchomości. Tymczasem jeszcze w maju br. nadal intensywnie poszukiwano atrakcyjnych nieruchomości w naszym regionie, tyle że – w większości za gotówkę. Jak wygląda sytuacja po upływie połowy roku?

Z punktu widzenia przeciętnego klienta

– Sądziłem, że kto jak kto, ale ja, informatyk, specjalista od zabezpieczeń antywirusowych, kredyt dostanę „z pocałowaniem ręki” – gorzko ironizuje Artur. – Rodzina, dwójka dzieci, trzecie w drodze… Doszliśmy z żoną do wniosku, że najwyższa pora na własny dom w spokojnej okolicy, gdzieś pod miastem, w zieleni, na działce, a miesięczny dochód w wysokości około 15 tys. zł w zupełności wystarczy, by starać się o kredyt hipoteczny w odpowiedniej wysokości.

Banku to nie usatysfakcjonowało. Algorytmy liczyły, liczyły i wyliczyły, że taki dochód w rozbiciu na 5 osób, niestety, nie wystarczy. A pan Artur potrzebował, by spełnić swoje i rodziny marzenie, około 600 tys. zł, gdyż decyzja o domku w podmiejskiej okolicy została podjęta wczesną wiosną br., w momencie największego boomu na takie nieruchomości w naszym regionie.

Gorycz odmówionego kredytu staje się swoistym przeżyciem pokoleniowym ludzi urodzonych w latach 90. Mnóstwo osób z tego pokolenia „odbija się” od drzwi banków, które w warunkach gwałtownego wzrostu stóp procentowych, a co za tym idzie – równie gwałtownego wzrostu wskaźnika WIBOR, decydującego o kosztach i poziomie rat kredytu – kwestionują tzw. zdolność kredytową nawet osób z pozoru nieźle zarabiających.

Znaczne spowolnienie zakupów nieruchomości na kredyt obserwują również pośrednicy: – W tym segmencie rynku nastąpił potężny spadek – alarmuje Michał Stępień, właściciel i szef biura „Stępień Nieruchomości”. – Można go szacować aż na 80 proc. w stosunku do czasu przed październikiem ubiegłego roku, kiedy Narodowy Bank Polski zaczął nagle, bez opamiętania, podnosić stopy procentowe. Pociągnęło to za sobą kolosalny wzrost kosztów kredytów hipotecznych! W konsekwencji widzimy, jak przychodzący do nas młodzi ludzie, poszukujący swego pierwszego lokum, a także nieco starsi, marzący o wyprowadzce z ciasnego mieszkania, o polepszeniu standardu zamieszkania, nie mają żadnych szans, by zrealizować swe plany.

Z punktu widzenia klienta-bogacza

Pan Roman, dziarski siedemdziesięciolatek z Otwocka, „od zawsze” pracował w gastronomii. Pokonywał kolejne szczebelki – pomywacz, pomocnik kucharza, kucharz, a po 1989 r. – właściciel restauracji. Na początku jednej, lecz na niej nie poprzestał. – Gotowało się smacznie, ludzie walili drzwiami i oknami, pieniądz wartko płynął, no to inwestowało się! – wspomina starszy pan.

Ewa Kiraga-Wójcik

Cały tekst znajdą Państwo w najnowszym wydaniu Nowin Jeleniogórskich Nr 43

Fot. iStock

1 Komentarz

  1. Każda bańka kiedyś pęka. Ten kto pamięta co się działo w latach 2007/2008 i kilka lat później wie, że rynek nieruchomości czeka załamanie, które potrwa dobrych kilka lat.
    Spada popyt, spadną też i ceny. Zwłaszcza, że Jelenia Góra się wyludnia.

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

Zgłoś za pomocą formularza.