Uroczystość przypada co roku, 1 listopada, i jest dniem wolnym od pracy. A chociaż nosi nazwę Wszystkich Świętych, co oznacza w nauce Kościołów łacińskich święto ku czci tych chrześcijan, którzy osiągnęli stan zbawienia i przebywają w niebie, w polskiej świadomości dzień ten tak silnie wiąże się ze zmarłymi, że często nazywamy go Dniem Zmarłych, myląc z 2 listopada – Dniem Zadusznym, poświęconym Wspomnieniu Wszystkich Wiernych Zmarłych, jak to określają Kościoły łacińskie. Jak przeżywamy współcześnie Wszystkich Świętych?

Gospodynie

Pani Teresa idzie na cmentarz, drogą pod górę. Wolniutko, bo w 75. roku życia dokucza kręgosłup i stawy. Oparciem jest praktyczny balkonik – na kółeczkach, z miejscem na miotełkę i inne rzeczy, przy pomocy których kobieta będzie porządkować rodzinny grobowiec, gdzie spoczywają jej rodzice, mąż i gdzie czeka miejsce na nią.

Na cmentarzu wypakowuje rzeczy na ławeczkę i idzie po wodę. Porządkujący po sąsiedzku grób znajomy chce pomóc, ale kobieta ogania się: – Dam sobie radę! Powolutku zrobię wszystko. Gdzie mi się spieszy? Do pustej chałupy?

Przynosi tę wodę, ściereczką nasączoną płynem troskliwie myje nagrobną płytę, tablicę z nazwiskami i datami, w których zamknęło się życie najbliższych. Jej ruchy, pomimo powykręcanych artretyzmem stawów, są precyzyjne, delikatne – zupełnie jak dotknięcia matki kąpiącej niemowlę.

Po skończonej pracy siada na ławeczce, odpoczywa, wpatruje się w kolorowe chryzantemy i pełgające płomyczki nagrobnych zniczy, ledwie widoczne w ten słoneczny, ciepły dzień u schyłku października. Martwi się, że podobno 1 listopada ma być zimny, nawet ze śniegiem. Jak tu wytrzymać w taką pogodę na cmentarzu? Co tam… Ciepło się ubierze i przynajmniej mszy św. wysłucha. Dzieci w tym roku nie przyjadą, podobno jakieś pilne interesy, a ona przecież nie zostawi bliskich w samotności we Wszystkich Świętych.

Takich wdów jak pani Teresa pojawia się na polskich cmentarzach pod koniec października o wiele więcej niż wdowców. Są widomym znakiem statystycznej prawidłowości, że kobiety żyją współcześnie dłużej niż mężczyźni, średnio o 5 lat, a w Polsce – nawet o 9, jeśli wierzyć danym Światowej Organizacji Zdrowia. Każdym możliwym sposobem walczą z pustką i samotnością.

Podróżnicy

Anecie tak się życie ułożyło, że zamieszkała aż w okolicy Mannheim. Odpowiedzialna praca w koncernie motoryzacyjnym, niemiecki mąż, rodzina – to wszystko sprawia, że rzadko odwiedza Polskę. Z wyjątkiem Wszystkich Świętych, i to każdego roku. Szefostwo wie, że menedżerka ds. jakości stawi się na każde wezwanie, ale 1 listopada wolne mieć musi, choćby to był środek tygodnia.

Podróż zaczyna w przeddzień, jak tylko skończy pracę. Czasami towarzyszy jej mąż-hotelarz, ale nie zawsze może. Aneta pokonuje więc te 700 km z Mannheim do Jeleniej Góry, klnąc na czym świat stoi, gdy ładuje się w korek na autostradzie. A o takie sytuacje łatwo, bo przecież nie ona jedna jedzie z Niemiec, Belgii, Holandii czy Wielkiej Brytanii na polski Dzień Zmarłych.

Według szacunkowych danych Stowarzyszenia Wspólnota Polska poza terytorium ojczyzny mieszka do 21 mln osób pochodzenia polskiego. Z tej liczby na kraje Europy zachodniej i środkowej przypada około 5 mln osób. Podążają na listopadowe święto głównie samochodami, ale też coraz częściej samolotami, wykorzystując możliwości tanich lotów.

Choć zazwyczaj pozostają bardzo krótko, w tym roku kalendarz im sprzyja – Wszystkich Świętych w piątek, w sobotę Dzień Zaduszny, a niedziela to już będzie czas powrotu, by w poniedziałek spokojnie stawić się w pracy – w biurze kontroli jakości w Mannheim, w banku londyńskiego City czy w firmie budowlanej w Brukseli…

Salon towarzyski

Wczesnym rankiem 1 listopada trzeba zanieść kwiaty i znicze, a jak nie starczyło czasu wcześniej – posprzątać przy grobie. To się robi jeszcze w stroju roboczym. Po śniadaniu, około godziny 10, wychodzi się na cmentarz już w eleganckich ciuchach. Można ubrać się w nowo kupiony płaszcz, buty… Przystajemy chwilę przy grobie bliskich, zapalamy dodatkowe znicze, po czym idziemy tam, gdzie spoczywają sąsiedzi, znajomi, przyjaciele z dawnych lat, niegdysiejsi szefowie… Wypada zapalić choć jeden znicz w dowód pamięci, przywitać się z otaczającymi grób, krócej czy dłużej porozmawiać.

Po przedpołudniowej wizycie na cmentarzu, w małych miejscowościach wraca się do domu i je wczesny obiad, no bo po południu trzeba iść na odprawianą na cmentarzu mszę św. i procesję. Podczas mszy specjalnego skupienia nie widać, mimo że nagłośnienie roznosi Słowo Boże po całej nekropolii. Grupki rodzinne stoją przy poszczególnych grobach, ludzie pogadują między sobą, ciszej lub głośniej. Niektórzy spacerują, bo zimno dokucza, a dzieci jak to dzieci – wszędzie ich pełno, choć rodzice od czasu do czasu usiłują okiełznać biegające po całym cmentarzu potomstwo.

Widzi się nowe obyczaje, dziesięć lat temu jeszcze nie do przyjęcia – ktoś pali papierosa nad grobem, usprawiedliwiając się, że przecież elektroniczny; ktoś trzyma na ręku psa, maleńkiego yorka, no bo co zrobi psina w pustym domu, jak on taki przyzwyczajony do ludzi?

Msza skończona. Jeszcze tylko przejście procesji, do której przyłączają się zazwyczaj starsze panie, i można iść do ciepłego domu.

Odmieńcy

Wsiadają do samochodu jeszcze po ciemku, przed szóstą rano. Do objechania mają cztery cmentarze, a chcą uniknąć korków, zamieszania przy wjeździe na cmentarne parkingi etc. Bagażnik wypełniony kupionymi wcześniej chryzantemami i zniczami powoli się opróżnia, w miarę, jak objeżdżają poszczególne nekropolie – Jelenia Góra, Mysłakowice, Kowary.

Grobów – rodziny, przyjaciół, znajomych – zrobiło się ostatnimi czasy jakoś tak… dużo. Oprócz kwiatów i zniczy zostawiają modlitwę, myśl o osobie zmarłej, wspomnienie… To zajmuje czas, więc na ostatnim cmentarzu są późno jak na nich, około dziewiątej. A to już jest pora rozgwaru, którego oboje w ten szczególny, listopadowy dzień nie cierpią.

Uciekają więc w najdziwniejsze, jak na Wszystkich Świętych, miejsca. Razu pewnego, w czas pięknej pogody, spacerowali po czeskich, Adrszpasskich Skałach, ciesząc się całkowitą ciszą, samotnością i urokiem listopadowego słońca. Kiedy indziej, w trochę gorszą pogodę, pojechali do Zittau, by kontemplować tamtejszą słynną zasłonę wielkopostną.

Na cmentarze zaglądają wieczorem. Nie dość, że cisza i spokój, to jeszcze ten niesamowity poblask tysięcy płonących w ciemnościach zniczy. Znów można poświęcić myśl i uwagę bliskim zmarłym.

Uroczystość Wszystkich Świętych, upamiętniająca wszystkich chrześcijan, którzy osiągnęli stan zbawienia i przebywają w niebie, wywodzi się z chrześcijaństwa pierwszych wieków, kiedy to wspominano, w jednym wybranym dniu, wszystkich męczenników za wiarę w Chrystusa. Dzień ten mógł przypadać w okresie Wielkanocy, w pierwszą niedzielę po Zielonych Świątkach lub 28 czerwca – dzień Apostołów Piotra i Pawła.

Świętowanie 1 listopada rozpoczęto w Rzymie, najprawdopodobniej w 741 r., pod wpływem zwyczajów z państw Franków i Anglosasów, którzy tego dnia czcili zmarłych. Uroczystość ta, zwana sollemnitas sanctissima, wywodziła się z przedchrześcijańskiego święta ku czci zmarłych, obchodzonego przez Germanów i Celtów pod nazwą Samhein. W roku 935 papież Jan XI ustanowił uroczystość ku czci Wszystkich Świętych, obowiązującą w całym ówczesnym Kościele katolickim.

Dzień Zaduszny, którego pełna nazwa to Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych (Commemoratio Omnium Fidelium Defunctorum), to w Kościołach łacińskich obchód liturgiczny poświęcony zmarłym, co roku przypadający 2 listopada. Jest wyrazem wiary w obcowanie świętych, zmartwychwstanie ciał, życie wieczne oraz skuteczność modlitwy wstawienniczej.

Tekst i zdjęcie: Ewa Kiraga-Wójcik

4 komentarze

  1. Ja od kilku lat odwiedzam moich zmarłych bliskich w Zaduszki- jest spokojniej,można sie zadumać i być myślami z tymi, których miałem kiedys blisko siebie.

    • Jeśli twoi zmarli nie zostali uznani za świętych przez kościół katolicki to rzeczywiście wszystkich świętych nie jest ich świętem.

      • Z drugiej strony, jeżeli potrzebujesz napisu na kartce kalendarza, żeby wspomnieć swoich bliskich, to twoje wspomnienia są niewiele warte.

  2. Jednym ze świętych jest Matka Teresa, poza środowiskiem osób chorych psychicznie znana jako Anioł Śmieci. Polecam podłubać w internecie.

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

601 566 560

Zgłoś za pomocą formularza.