Odeszła po cichu – chciałoby się powiedzieć: odeszła tak, jak żyła. Zawsze trochę w cieniu innych, lepiej znanych i częściej nagradzanych. Przesłonięta przez Szymborską i Różewicza, choć nie mniej od nich utalentowana. Urszula Kozioł, wielka poetka, odeszła w lipcu 2025 roku w wieku 94 lat.

Michał Rusinek wspominał, jak w prywatnej rozmowie Wisława Szymborska powiedziała, że tak naprawdę miała „tylko jedną prawdziwą przyjaciółkę – Urszulę Kozioł”. A niedawno polskie środowisko literackie uniknęło kompromitacji, w ostatniej, jak się kazało, chwili, przyznając Urszuli Kozioł Nagrodę Literacką NIKE. Ale za tymi epizodami z tzw. „wielkiego świata” kryją się historie skromniejsze i wspomnienia bardziej lokalne. A listopad to dobry czas, by wspomnieć Urszulę Kozioł i Jej obecność w naszym regionie.

I wkrótce będzie jakby mnie nie było”…

Był 20 czerwca 2025 roku. Urszula świętowała 94. urodziny. Choć nie rozmawialiśmy od ponad roku – rozmowa przez telefon sprawiała Jej coraz więcej trudności, a i ostatnie miesiące były dla Niej już bardzo ciężkie – wiedziony jakimś przeczuciem wybrałem Jej numer i zadzwoniłem. Odebrała siostra, pokrótce powiedziała Jej, kto dzwoni, i przekazała telefon. I choć nie jestem pewien, czy Urszula rozpoznała rozmówcę, rozmawialiśmy – to znaczy Ona mówiła, a ja słuchałem – dobrych parę minut. I jak zawsze nie mówiła o sobie. Ten ostatni raz, w tej ostatniej rozmowie, mówiła o swoim ojcu. Odeszła równo miesiąc później, 20 lipca.

A wszystko zaczęło się właśnie od telefonu, kiedy to szukałem wydawcy dla opowiadań ukraińskiego pisarza i malarza Andrzeja Sharana (wystawa jego prac prezentowana była do końca września tego roku w jeleniogórskim „Domu Gerharta Hauptmanna”). Zadzwoniłem do redakcji wrocławskiej „Odry” i odebrała właśnie Ona – Urszula Kozioł. Nie będę teraz relacjonował wszystkich związanych z Nią wypadków ostatnich dziesięciu lat, ale przypomnę tylko dwa epizody z ostatniej dekady, kiedy to Urszula zaistniała (ponownie) na mapie karkonoskiej kultury.

Nasze miasto i Karkonosze znała doskonale – kiedy przy herbacie w redakcji „Odry” wspomniałem o Jeleniej Górze, od razu zaczęła opowiadać o swoich jeleniogórskich doświadczeniach, przede wszystkim o pobycie w „Domu Gerharta Hauptmanna”. A sama rozmowa dotyczyła innego niż „Odra” czasopisma – od paru lat do redagowanego od czasu do czasu przeze mnie kwartalnika „Metafora”, do którego zapraszałem związanych z naszym regionem artystów i podstępnie umieszczałem ich obok twórczyń i twórców, właśnie takich jak Urszula Kozioł, ale też Krzysztof Zanussi, Piotr Siemion, Ewa Lipska i wielu innych. I tak w trzech numerach „Metafory”, między innymi obok wierszy Urszuli Kozioł ukazały się różne dzieła, tj. wiersze, proza, dramaty bądź reprodukcje obrazów i fotografii takich związanych z Jelenią Górą artystek i artystów jak Zuzanna Bućko, Szymon Bogacz, Kazimierz Pichlak, Tadeusz Kuta, Ryszard Grzywacz, Tomasz Raczyński, Łukasz Duda, Aleksandra Iwachów, Paweł Bień i Ryszard Lewandowski. A herbata z Urszulą odbyła się ze szczególnej okazji: kolejny numer miał być specjalnie dedykowany właśnie Jej. Do współpracy dołączyli karkonoscy twórcy, tj. wymienieni powyżej Bućko, Bogacz, Grzywacz i Pichlak, a także Ewa Lipska, Wojciech Bonowicz, wydrukowaliśmy też rozmowę z Mariuszem Bonaszewskim (którą przeprowadził Jeleniogórzanin Miłosz Andrzejewski) oraz wiersze Ernesta Brylla, który przesłał też specjalną dedykację dla Urszuli. Na marginesie dodam, że w tym samym zeszycie prawdopodobnie po raz pierwszy w języku polskim ukazała się proza gruzińskiej pisarki Tamty Melaszwili – obecnie wielkiej gwiazdy europejskiej literatury.

Dedykacja całego numeru dla Urszuli była nieprzypadkowa – redakcji pierwszego numeru podjąłem się dopiero po tym, gdy Urszula przysłała swój wiersz. A był to wstrząsający poemat Skrajem zmierzchu, który niedługo później znalazł się, i to jako pierwszy wiersz, w Jej tomie „Znikopis”. A więc to od Niej się zaczęło. I te spotkania na łamach „Metafory” stały się też zalążkiem bliższych znajomości, a niekiedy nawet przyjaźni, w świecie naszej karkonoskiej kultury. Wspomnę choćby nasze z Ryszardem Grzywaczem nieformalne wizyty u Jadwigi i Tadeusza Kutów w Michałowicach, promocję czasopisma w Klubie „Kwadrat” przy ul. Bankowej, bliskie i serdeczne kontakty z Kazimierzem Pichlakiem. Myślę, że dla wszystkich nas, przyjaciół z „metaforowego spisu treści”, Urszula stała się ponownie – bo waga jej poezji zawsze była niepodważalna – kimś bardzo ważnym.

Kolejne ze związanych z Urszulą wspomnień dotyczy Festiwalu dell’Arte, organizowanego corocznie przez Fundację Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej. W roku 2021 szukałem w regionie instytucji, do której można zaprosić Urszulę Kozioł i zorganizować Jej wieczór autorski. Temat padł podczas rozmowy z panią Grażyną Kolarzyk, szefową Fundacji i organizatorką Festiwalu dell’Arte, która natychmiast, nawet nie patrząc w kalendarz i plan festiwalu, wyraziła zgodę na zaproszenie poetki. I dzięki tej otwartości i życzliwości pani Grażyny w lipcu 2021 wiozłem Urszulę swoją mikroskopijną Toyotą Aygo do Bukowca. Pamiętam, że następnego dnia zaplanowane było spotkanie z Jarosławem Mikołajewskim, który, gdy tylko usłyszał, że dzień wcześniej w Bukowcu będzie Urszula, przyjechał na sygnale z Warszawy, by tylko zdążyć się z Nią spotkać.

Urszula Kozioł w towarzystwie autora tekstu, Jędrzeja Solińskiego oraz Jarosława Mikołajewskiego, Bukowiec 2021

Wieczór autorski z Urszulą Kozioł podczas dell’Arte był niezapomniany. Pamiętam, że kiedy chciałem ustalić z Nią jakiś plan, omówić pytania, tematy rozmowy, powiedziała tylko: „Najpierw 45 minut dla mnie, a potem rób ze mną co chcesz”. Te 45 minut przerodziło się w niemal dwie godziny, podczas których w swój niepodrabialny sposób Urszula czytała przez lupę swoje wiersze, te najlepsze i najważniejsze, jak choćby porywający poemat Dziesięć lat przed końcem stulecia, którym zachwycał się Zygmunt Bauman.

A powód jej wizyty na dell’Arte był nieoczywisty. Zaproszenia – nieoficjalne ode mnie i oficjalne od Fundacji – było ważne, ale ważniejsze było coś innego. Wspomniałem, że pierwsza nasza rozmowa dotyczyła ukraińskiego artysty Andrzeja Sharana. Od tej pory ten utalentowany pisarz i malarz cieszył się nieustanną troską ze strony Urszuli. Kiedy przeżywał trudności, związane z legalizacją pobytu, zdobyciem legalnej pracy i po prostu ze zdobyciem środków na życie, to właśnie Urszula, wtedy już przeszło 85-letnia, pisała listy, wykonywała dziesiątki telefonów, a nawet przesiadywała godzinami w korytarzu wrocławskiego ratusza, by jakoś pomóc ukraińskiemu artyście, który zamieszkał w Jej mieście. I zgodziła się przyjechać do Bukowca w zasadzie po to, by przekazać mu otrzymane za spotkanie honorarium. Chyba aż do teraz nikt – oprócz nas trojga – o tym nie wiedział. A Ona, wówczas w wieku 90 lat, jechała ponad 100 kilometrów w jedną stronę po to, by wesprzeć innego artystę i stanowczo zabroniła mi komukolwiek o tym mówić… .

I niedawno mogliśmy oglądać wspaniałe obrazy tegoż Andrzeja Sharana w jeleniogórskim „Domu Gerharta Hauptmanna”.

W jednym z najczęściej przywoływanych wierszy Urszuli czytamy (cyt. z tomu „Znikopis” Wydawnictwo Literackie 2019):

z niczym tu przyszłam

i odejdę z niczym

i wkrótce będzie jakby mnie nie było.

To nieprawda, Urszulo. Nigdy nie będzie, „jakby Cię nie było”. Zbyt wielką poezję i zbyt wiele dobra pozostawiłaś po sobie, by o Tobie zapomnieć.

Jędrzej Soliński

Artykuł opublikowany został w Nowinach Jeleniogórskich z 12 listopada 2025 r. (Nr 7/2025)

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Portal

451620318

Zgłoś za pomocą formularza.