Gdy okazało się, że w głośnym zabójstwie, do którego doszło kilkanaście miesięcy temu na przedmieściu Kowar, zginął najpoważniejszy inwestor, wykładający pieniądze na odsłonięcie tajemnicy tzw. Góry Ryszarda w Bolkowie, nikt nie przypuszczał, że wstrzymanie poszukiwań będzie trwało aż do dzisiaj. W okresie niemal dwóch lat niczego w tym miejscu nie zbadano. Nie tylko nie prowadzono podziemnych robót, ale także nie wykonano żadnych prac pomocniczych, które dla odsłonięcia podziemi są tam absolutnie niezbędne.

Wstrzymanie robót trwa pomimo pewności co do tego, że podziemna fabryka w tym miejscu rzeczywiście istnieje. Potwierdzają to zarówno dokumenty, żyjący świadkowie, jak i już wcześniej wykonane prace.

Pierwsza grupa poszukiwaczy próbowała się dostać do podziemnej fabryki śladem wysadzonej w maju 1945 roku sztolni. Jednak po wielu miesiącach drążenia wykopu i odkopaniu ponad 80 metrów starego korytarza, który prowadził do fabryki, nacisk górotworu stał się tak duży, że roboty zostały ostatecznie przerwane. Wznowiono je jakiś czas później, siłami nieco innej grupy w tzw. sztolni upadowej, gdzie w litej skale wydrążono niemal sto metrów chodnika i dziesięciometrową studnię, którą próbowano dotrzeć do podziemnych korytarzy.

Ostatecznie jednak, jeszcze zanim zabrakło się, że dalsze roboty wymagają zastosowania bardzo kosztownych technik pogłębiania chodnika. M.in dlatego, że na końcu drążonego na przedłużeniu upadowej korytarza nie było już czym oddychać, bez zastosowania mechanicznego nawiewu powietrza. W tej sytuacji stało się jasne, że trzeba znaleźć nowe rozwiązanie problemu, jak dotrzeć do podziemnej fabryki. To oznaczało albo stworzenie prawdziwie górniczego, czyli bardzo kosztownego frontu robót, albo znalezienie innych technik penetracji podziemi Góry Ryszarda.

Na początek wiercenia

Władze Bolkowa od samego początku sprzyjają badaniom Góry Ryszarda i z tej strony inwestorzy nie mieli nigdy większych kłopotów. Pojawiły się one dopiero wtedy, gdy grupa poszukiwaczy, niemal ta sama, która prowadziła prace w zawalonym tunelu, postanowiła zalegalizować swój nowy pomysł na odkrycie tajemnicy podziemnej fabryki. Ludzie ci nawiązali kontakt z powołanym przez wojewodę zespołem, którego zadaniem ma być nadzorowanie tego rodzaju badań i poszukiwań. Ów zespół, co prawda, poparł zamysł ujawnienia tajemnic Góry Ryszarda i obiecał pomoc, ale jak twierdzą poszukiwacze, w ciągu wielu miesięcy rozmów dowodził on dobrej woli jedynie słowami i kolejnymi deklaracjami pomocy.

A poszukiwacze zwrócili się do tego zespołu o pomoc w załatwieniu zgody na dokonanie na Górze Ryszarda kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu sondażowych wierceń, które maja potwierdzić dotychczasowe wyniki badań i ustalić, w oparciu o istniejący dokładny plan fabryki, zakres wykonanych tam przez Niemców robót. Wiercenia mają pomóc w ustaleniu rzeczywiście istniejących chodników i hal. Chodnik wybrany w sztolni upadowej potwierdza bowiem, że zachowany plan jest jedynie projektem, dokumentacją roboczą, a nie informacją o tym, co rzeczywiście zbudowano. To może dziś ustalić jedynie przy pomocy precyzyjnie zaplanowanych wierceń.

Cykl takich wierceń przygotowuje Towarzystwo Eksploracji i Poszukiwań Zaginionych Zabytków TALPA. Ich pierwszym celem jest odnalezienie podziemnych pustek lub śladów betonu, co pozwoli na dokładne określenie miejsc, w których istnieją podziemne korytarze i hale. Kolejnym celem wierceń, z którym wiąże się wielkie nadzieje, jest zbadanie ujawnionych pustek przy pomocy kamery telewizyjnej. Takie badanie może pozwolić na odpowiedź, czy rzeczywiście warto kuć skałę, by tam wejść. Wiercenia na pewno jednak pozwolą na dokładne określenie zasięgu podziemi i na odpowiedź, jak najmniejszym kosztem wejść do tej fabryki. Bowiem metoda kucia chodnika w „pewnych miejscach” po prostu, jak widać, zawiodła.

Wiercenia są wielką szansą, bo na tak przeprowadzone badania czeka już poważny sponsor, który gotów jest wyłożyć duże pieniądze i finansować to przedsięwzięcie. Jednak tylko pod warunkiem, że będzie to penetracja podziemi, a nie ich górnicze poszukiwanie, marnujące czas i środki. Racjonalność takiego rozwiązania jest tym większa, że korzystając z dokładnego planu fabryki, zorientowanego według zawalonej sztolni i sztolni upadowej, można z dużą dozą prawdopodobieństwa wyznaczyć miejsca wierceń gwarantujące sukces, czyli trafienie w podziemną pustkę.

Złoto z Pragi?

Zwykle z dramatycznymi wydarzeniami, a takim przecież była śmierć ostatniego sponsora, wiąże się wielkie tajemnice lub wielkie pieniądze. Jak się jednak zdaje, ten dramat z poszukiwaniem skarbów w Bolkowie nie miał chyba nic wspólnego. Bo dopiero od kilku miesięcy w kręgu poszukiwaczy zainteresowanych okolicami Bolkowa i samy Bolkowem coraz głośniej mówi, że w podziemnej fabryce jest ukryte złoto wywiezione pod koniec wojny z Pragi. Mają to być zabytki, bardzo stare wyroby sztuki jubilerskiej, pochodzące z Bliskiego Wschodu precjoza o dużej wartości nie tylko historycznej, ale i materialnej. Podobno jest tam także kilka skrzynek bardzo starych złotych monet.

Plotka, bo tak należy dziś określić tę niepotwierdzoną informację, opowiada o radzieckim generale, który pewien czas, bezpośrednio po wojnie, spędził placówce w Pradze. Człowiek ten szybko jednak zrezygnował (?) z wysokiego stanowiska i na jakiś czas przeniósł się na własną prośbę (?) do… Bolkowa. Żyjący do dziś świadek tamtych czasów, „dziecko pułku”, twierdzi, że inspiracją dla generała, i zapewne potwierdzeniem jego wiedzy o wywiezionym z Pragi złocie ukrytym w Bolkowie, było to, że Rosjanie próbujący wejść pod Górę Ryszarda w maju 1945 roku wylecieli na minach w powietrze, zawalając przy okazji korytarz. Taki sposób zabezpieczenia podziemi miałby potwierdzać wersję o ukryciu w nich skarbu.

Złoto za Haganę

Tuż po wojnie, o czym mało kto dziś pamięta, Rosjanie dokonali swoistego podziału Bolkowa na dwie części, co polegało postawieniu płotu mniej więcej wzdłuż drogi prowadzącej do Wrocławia. Za tym właśnie płotem znalazła się m.in. Góra Ryszarda, teren, którego długo i bardzo dokładnie strzeżono. Krótko po oddzieleniu tej części miasta od reszty Bolkowa na stokach Góry Ryszarda zorganizowano obóz szkoleniowy izraelskiej Hagany, żydowskiej organizacji militarnej, działającej w Palestynie. Po II wojnie światowej stała się ona kadrową bazą dla armii izraelskiej. Tuż po wojnie, w czasach, gdy ZSRR był zainteresowany pomocą dla Żydów, co miało utrudnić życie Brytyjczykom sprawującym mandat nad ówczesną Palestyną, członków Hagany szkolono m.in. właśnie w Bolkowie. Przy pomocy sowieckich specjalistów. A później różnymi drogami przerzucano ich na Bliski Wschód. W tamtym czasie, na Górze Ryszarda, był jeszcze całkiem dobrze zachowany obóz szkoleniowy dla hitlerowskiej młodzieży, więc miejsce to idealnie nadawało się do tego celu. Blisko głównych dróg i granicy, odosobnione i dobrze ukryte, gwarantowało równocześnie tajność szkolenia i prowadzonych tam prac. I to właśnie niepokoi poszukiwaczy.

Mówi się bowiem, że ów generał, wykorzystując tajność tej szkoleniowej bazy, podjął na własną rękę intensywne poszukiwania praskiego złota. Kilku badaczy tego tematu uważa zresztą, że istnieje niewyjaśniony, ale rzeczywisty związek pomiędzy pochodzącymi z Bliskiego Wschodu skarbami a również bliskowschodnią przecież Haganą. Niektórzy spekulują, że prawda o złocie z Pragi jest jednak… całkiem inna. Ich zdaniem było ono zapłatą za szkolenie. Złotem przywiezionym do Bolkowa z Pragi już po wojnie, przez Haganę właśnie. A Praga była jedynie przystankiem dla tych precjozów.

Czego szuka wnuk?

Kilku ludzi właśnie teraz z niemałym uporem próbuje się dowiedzieć, jak było naprawdę. Z dostępnych informacji wynika, że generałowi najprawdopodobniej nie udało się wejść do podziemnej fabryki i nikt inny po wojnie tam nie wszedł. W każdym razie nie ma śladów po takim wejściu. Zaś o generale wiadomo, że po stosunkowo krótkim pobycie w Bolkowie został przeniesiony z obozu szkoleniowego Hagany wprost do jednego z dalekowschodnich garnizonów nad Amurem. Taką wersję losów dziadka podaje jego wnuk. Są poszukiwacze, którzy utrzymują, że do Bolkowa przyjeżdżał on już kilka razy. Twierdzą oni, że Rosjanin ten w latach osiemdziesiątych służył w wojskach radzieckich stacjonujących w Świdnicy i już wtedy ostrożnie badał teren. Kilka lat temu, przy pomocy wrocławskich poszukiwaczy, dotarł ponownie na Górę Ryszarda i wiadomo, że usiłował znaleźć ludzi pamiętających tamte czasy. Jeden z poważnych poszukiwaczy twierdzi, że ów Rosjanin dysponuje „mocnymi” dokumentami, z których wynika, że podziemia pod Górą Ryszarda naprawdę nie są puste. A trudność w ich odnalezieniu polega na tym, że co najmniej część znanego, niemieckiego planu fabryki jest fałszywką. Bo nie ujawnia ona drugiego, niewielkiego, ale bardzo zasobnego podziemia, które zbudowano pod fabryką w niemal ostatniej chwili.

A jednak H. Frank

Często szuka na bolkowskim wzniesieniu wnuk rosyjskiego generała, który wolał Bolków niż Pragę? Odpowiedź na to pytanie jest tym trudniejsza, że dziś już nawet nie wiadomo, jak nazywał się ów generał. Nie jest pewne nawet to, czy znane kilku ludziom nazwisko wnuka jest prawdziwe… Badacze tej sprawy twierdzą, że wnuk szuka tego, co w Bolkowie zniknęło naprawdę. Czyli transportu, który H. Frank nadał w Krakowie, a który zamiast do składnicy i rozdzielni dzieł sztuki w pałacu w Sichowie pod Jaworem, dotarł bezpośrednio do Bolkowa. Ich zdaniem transport ten został na drugim poziomie fabryki pod Górą Ryszarda i tam właśnie należy szukać prawdziwych skarbów. Twierdzą oni także, że złoto”z Pragi” dawno temu wyjechało do Rosji, a w Bolkowie nadal są ukryte „jedynie” zrabowane przez H. Franka dzieła sztuki.

Prawdopodobnie już w tym tygodniu zapadną decyzje zezwalające na dokonanie wierceń. Jest więc duża szansa, że niebawem dojdzie do rozwiązania jednej z mniej nagłośnionych, ale ogromnie frapujących zagadek z lat wojny. Zagadki, w której plotka i mit mieszają się z faktami, a realnie istniejące podziemia, do których niemal dotarło starym korytarzem, od tylu lat jednak pozostają niedostępne. Pomimo tego, że są tak blisko, zaledwie kilkadziesiąt metrów pod powierzchnią ziemi.

Marek Chromicz

Archiwum Nowin Jeleniogórskich nr 23, 6-.6.2000 r.

O Górze Ryszarda pisaliśmy w późniejszym czasie wielkokrotnie:

https://old.nj24.pl/article/odczarowywanie-gory-ryszarda

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

601 566 560

Zgłoś za pomocą formularza.