Elżbieta Maciejowska od 40 lat prowadzi z mężem schronisko Pod Łabskim Szczytem.

Nikt nie prowadzi tak długo w polskich Karkonoszach schroniska, jak państwo Maciejowscy. – Przez te lata – dzięki rozmowom z gośćmi – stałam się dobrym psychologiem. Wystarczy rzut oka i wiem, komu wystarczy łóżko i koc, a kto może być roszczeniowy i stwarzać problemy – mówi Elżbieta Maciejowska.

Schronisko PTTK Pod Łabskim Szczytem położone jest na wysokości 1168 m n.p.m. Administracyjnie należy do Szklarskiej Poręby, z tego miasta dociera tu też najwięcej turystów. Elżbieta Maciejowska z mężem prowadzą to schronisko nieprzerwanie od 1980 roku.

Skąd pomysł na takie życie? – Mąż pracował w PTTK, do jego obowiązków należała kontrola schronisk. Gdy okazało się, że Łabski jest do wzięcia, namówił mnie. Pożegnałam się z pracą w banku i przeniosłam do schroniska. Przez wiele lat było moim głównym domem. Od niedawna, z powodu kłopotów z kolanem, dzielę czas pomiędzy Łabski i dom rodzinny w Jeleniej Górze, a w schronisku mam zmienników. Wakacji też przez wiele lat nie miałam, niemal cały czas spędzałam w schronisku – opowiada pani Maciejowska. – To bardzo ciężka praca, codziennie od rana do wieczora. Takie zajęcie trzeba lubić. Nie da się tego robić jedynie przez osiem godzin dziennie w dni powszednie. Schronisku trzeba się oddać w całości.

Teraz jednak i tak jest znacznie łatwiej niż kiedyś. Zimy, przed laty bardzo długie i srogie, skróciły się do dwóch-trzech miesięcy. W 2001 Karkonoski Park Narodowy wybudował porządną drogę do schroniska. Dojazd samochodem nie jest problemem. Łatwiej zadbać o zaopatrzenie.

Trudne początki

Pierwsze miesiące były bardzo trudne. Schronisko było w złym stanie technicznym, miało fatalną opinię, a coś, co miało być drogą, było w tak katastrofalnym stanie, że nie było jak dostać się na górę.

– Mieliśmy konia i wóz – wspomina pani Elżbieta. – Chodziliśmy, zdarzyło się, że się zgubiłam, a raz nawet się czołgałam. Zjechaliśmy wtedy saniami po towar. Ciągle sypało. W drodze powrotnej sanie rozleciały się. Chciałam pójść do schroniska po pomoc. Zaspy były jednak tak ogromne, że nie było innego wyjścia, jak położyć się na brzuchu i czołgać po powierzchni.

Na przełomie lat 80. i 90. era konia z wozem się zakończyła, choć trzymany był jeszcze z sentymentu. Gospodarze jeździli już ułazem (potem kupili nissana i forda). Szef – jak zwany jest mąż pani Maciejowskiej – walczył o przejezdność drogi: remontował mostki i przepusty, co kosztowało sporo pracy, zwłaszcza podczas wiosennych roztopów. Nie raz i nie dwa żona mu pomagała, nosząc kamienie, raniąc ręce… Pełna wytrwałości praca pozwoliła jednak na zbudowanie u turystów i mieszkańców dobrej opinii – zarówno gospodarzy, jak i schroniska.

Prądu Pod Łabskim Szczytem z sieci nie ma i nie będzie, ale jest nowy agregat. Pojawiła się nowość – panele fotowoltaiczne, zainstalowane dzięki PTTK, które zapewniają energię przez większą część doby.

Wielu turystów traktuje ograniczenia w dostawie prądu jako atut Łabskiego. Rozmowy wieczorami przy świecach mają wiele uroku, noce są bardzo spokojne.

Trzeba lubić ludzi!

– Jak wytrzymałam tu tyle lat? Lubię ludzi. Moja praca polega głównie na ich obsłudze za bufetem. Przez całe dnie. Okazji do rozmów jest mnóstwo. Goście przez te lata się zmienili, ale jednak już samo to, że do Łabskiego nie da się dojechać wyciągiem, lecz trzeba przejść kawał drogi, stanowi eliminację. Nie każdy tu dociera – opowiada szefowa schroniska. – Kiedyś było bardzo dużo wycieczek szkolnych i pracowniczych. Od zawsze jest bardzo wielu turystów indywidualnych, a od pewnego czasu więcej niż kiedyś singli – ludzi żyjących samotnie. Lubią kontakt z innymi. Mam wrażenie, że wielu z nich szuka go tutaj.

Wieczorem – gdy schronisko przyjmuje normalnie na noclegi – rozpoczynają się rozmowy, goście poznają się ze sobą… Czasem grają na gitarze i wspólnie pośpiewają. Otwierają się na innych, bez strachu, że ktoś ich będzie oceniał. Tym bardziej, że pochodzą z przeróżnych światów. Mają rozmaite wykształcenie, miejsce zamieszkania, zamożność, zawody, doświadczenia życiowe. Łączą ich góry.

W ostatnich latach pojawiają się reprezentanci grup, których kiedyś w ogóle nie było: przez cały rok dociera wielu biegaczy, a zimą ludzie na skiturach. Kiedyś bywali też narciarze zjazdowi. Do 2002 działał przecież wyciąg narciarski w Kotle Łabskiego Szczytu. Żeby w nim zjeżdżać, ludzie przychodzili specjalnie ze Szrenicy, na którą wjeżdżali wyciągiem. Zimy były na tyle śnieżne, że wyciąg działał przez parę miesięcy w roku.

Miłośnicy jak rodzina

– Mamy stałych gości od początku naszego życia Pod Łabskim – mówi pani Maciejowska. – Niektórzy z tego grona odwiedzają nas do dziś, czyli od dziesiątek lat. Choćby tylko na herbatę. Przywiązują się do nas. Przysyłają nam kartki. Zdarza się, że mają dłuższe przerwy w wizytach, by po latach przyjść z dziećmi, a nawet z wnukami.

Turyści przychodzą do schroniska z różnych stron: żółtym szlakiem ze Szklarskiej Poręby, zielonym ze Szrenicy, czarnym z Jagniątkowa, ze Śnieżnych Kotłów w dół. Są i tacy, którzy dochodzą Czeską Ścieżką, ale skarżą się – niektórzy z nich – że trudna, stroma.

Pod Łabskim gotuje Szef, a o tym, że jest w tym świetny, wie każdy, kto próbował jego kuchni… Bigos, naleśniki i pierogi ruskie spod Łabskiego cieszą się zasłużonym uznaniem w całych Karkonoszach. Naleśniki przygotowywane są według przepisu taty pani Elżbiety. Ten przepis jest pilnie strzeżoną tajemnicą Warto spróbować też żurku, kapuśniaku, pomidorowej.

Zimy w schronisku są znacznie spokojniejsze niż pozostałe miesiące, gdy ruch bywa ogromny. Zdarzają się wręcz inwazje gości, docierających przeważnie dość prostym szlakiem ze Szklarskiej Poręby. Wiele zależy od pogody. Gdy jest zła, bywa i tak, że docierają tu tylko sportowcy – ich nic nie zniechęca.

Schronisko zatrudnia cztery osoby, latem więcej. Zawsze są w nim zwierzaki. Kiedyś było nawet terrarium z Wojtkiem – wężem pytonem. To był efekt hobby Szefa. Interesował się takimi sprawami i chciał zrobić frajdę młodszemu synowi. Wojtka oddano państwu Gucwińskim do ZOO we Wrocławiu.

Co zmieniło się w otoczeniu przez 40 lat? Karkonoski Park Narodowy. Z dawnych czasów szefowa schroniska pamięta kontrolę dwóch panów z KPN-u, a z nowych… Dbałość o szlaki, oznakowanie, tablice informacyjne, nasadzenia drzew. Wiele pracy włożono w odbudowę przyrody. Taki choćby żółty szlak do do schroniska Pod Łabskim Szczytem – kiedyś łysy, dziś urokliwa wąska ścieżka wśród zieleni.

Tekst i zdjęcie: Leszek Kosiorowski

4 komentarze

  1. Dzięki za ten super reportaż. Sentyment do tego miejsca mam ugruntowany od 30 lat. Dobrze było poznać historię Pani Elżbiety.

    • Szanuję,podziwiam i chylę czoło dla ludzi ,którzy kochają góry i pracują tam . Dzięki nim sama maszerując po górskich szlakach mogę wejść strudzona do schroniska na łyk herbaty i posilić się,odpocząć.Takich klimatycznych miejsc coraz mniej ,tym większy szacunek.

  2. Do „Łabskiego” mam sentyment. Tyle wspomnień. Pamiętam jeszcze konia i ułaza! Pani Elżbieta jest bardzo miła, rozmawiałyśmy wiele razy. Pamięta gości, poznawała mnie. Pamiętała, z kim byłam ostatnio… Opowiadała również o swoim życiu. Pamiętam, jak mówiła, że w życiu nie była na Śnieżce.
    A schronisko ma swój niewątpliwy urok. Mignięcie światłem przed wyłączeniem go. Widok z okna w WC, nocą – najpiękniejszy w polskich górach. 😉

  3. Siedzenie cały czas w jednym miejscu , bez wakacji i urlopów , skakać koło turystów , nawet wysokie zarobki nie są tego warte . Zrezygnować z pracy w banku na rzecz wygwizdowa . NIE.

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

Zgłoś za pomocą formularza.