Zabrała Ją wyniszczająca miesiącami i latami ciężka choroba. Ostatnio spowodowała skrajne wyniszczenie organizmu i przedłużającą się agonię. W listopadowy dzień Maria odeszła w kowarskim szpitalu „Wysoka Łąka”. Zgodnie ze swoją wolą tam, w stóp Karkonoszy, spoczęła na zawsze. W grudniu 2016 roku skończyłaby 78 lat.

Maria była piękną i utalentowaną wokalnie kobietą. W młodości tę obdarzoną pięknym głosem artystkę oklaskiwano na scenach opery, teatru i estrady w kraju i za granicą. Na jednym z olejnych obrazów przedstawiono Ją jako Carmen z opery Bizeta. Śpiewała dopóki zdrowie pozwalało. Zawsze się wyróżniała. Radością życia, urodą, aparycją, elegancją i społeczną aktywnością. Nie znosiła bezczynności. Mężczyźni ją uwielbiali.

Z Jelenią Górą była związana od blisko 40 lat. Zamieszkała tutaj w połowie lat siedemdziesiątych. W czasach „małych” województw Maria Zaborska – Bielak pełniła funkcję prezesa jeleniogórskiego Oddziału Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego. Należała do elity władzy wojewódzkiej, wchodziła w skład gremiów samorządowych podkarkonoskiego regionu. Aktywnie działała w Radzie Kobiet, doradzała wojewodzie.

Marię znałam od 30 lat. Pod Jej okiem w siedzibie Chrześcijańskiego Stowarzyszenia przy ulicy Wolności kwitło życie kulturalne. Było tutaj bardzo ciekawie. Koncerty, spotkania, prelekcje, akcje charytatywne, rozdawanie darów. Na kilka lat Maria opuściła Jelenią Górę i zamieszkała w Nowym Sączu, jednak tęskniła za miastem, w którym zostawiła wielu przyjaciół. Gdy w 1995 roku odwiedziłam Ją podczas rodzinnego pobytu w sanatorium z mężem, wyznała, że źle się tutaj czuje. Mówiła, że tylko w stolicy Karkonoszy ludzie są otwarci, serdeczni, cierpliwi. Zamieniła mieszkanie i zadowolona wróciła do Jeleniej Góry. Maria była przyzwyczajona do życia artystki, do luksusu i komfortu, co komplikowało Jej codzienne życie. Materialnie nie powodziło się Jej najlepiej, ale gdy miała pieniądze była bardzo hojna. Gdy po wypadku w Paryżu otrzymała wysokie odszkodowanie, pieniądze rozdzieliła wśród tych, co byli w potrzebie. Choć było Jej bardzo trudno, Maria nigdy nie przyznawała się do życiowych porażek i choroby. Robiła wrażenie osoby szczęśliwej. Miała skomplikowaną, dwoistą naturę i jak każdy swoje słabości – wspomina wieloletnia znajoma Maria Suchecka.

Poznałam Ją 30 lat temu. Materialnie i fizycznie miała bardzo trudne życie, ale nie dawała tego po sobie poznać. Wielka optymistka. Powtarzała: – Wszystko jest dobrze i się uda. Do wszystkiego dodawała kolorów. Zawsze otwarta na pomoc innym. Jak tylko mogła, chciała pomóc, odwdzięczyć się. Pięknie czytała wiersze i mówiła. Z przyjemnością się Jej słuchało na spotkaniach literackich w Książnicy Karkonoskiej i w różnych miejscach Jeleniej Góry. Maria zawsze pamiętała o imieninach, urodzinach, świętach. Mam całą stertę listów i życzeń o Niej z trafnymi cytatami poetów. Z głębokim smutkiem pożegnaliśmy się z Tobą Mario…ale wspomnienia zostaną – mówi jeleniogórska przyjaciółka Elżbieta.

Inspirowany miłością do matki wiersz Marka Zaborskiego opublikowano w antologii „Dekada kwitnących lip” wydanej w 2016 roku na dziesięciolecie grupy literackiej Stowarzyszenie W Cieniu Lipy Czarnoleskiej.

Matka

Słowo

którego się nie zapomni

znaczy tak wiele

że nikt

nie zliczy

ile ma znaczeń

Moja Matka

południe mi śpiewa

wzbija się i opada

niczym gwiazda

uszczęśliwiając

wielu ludzi

daje im

chwile radości

i zapomnienia

Maria bardzo kochała i uwielbiała niepospolicie utalentowanego literacko i artystycznie syna, autora o wielkich możliwościach twórczych, których choroba nie pozwoliła w pełni rozwinąć. Marek był Jej największą miłością, poświęciła mu wszystko. Marek to artysta wszechstronny. Wykonał dziesiątki gobelinów, malował obrazy, uprawiał grafikę, pisał. Zmaganie się z życiem, losem, światem, z artystycznym tworzywem owocuje wierszami, które nabrzmiewają w wyobraźni myślą i obrazem, znajdując ujście w zaskakującej poezji, w zbiorach wierszy „Wspomnienie wiosny 1988”, „Meteoryt” i „Milczenie dzwonów” (2010 r.). „Wyrafinowany stylista Marek Zaborski w mistrzowski sposób opowiada o swoich przeżyciach i uczuciach oraz o związkach, jakie istnieją między bliskimi sobie osobami”. Ostatnie zdanie pochodzi ze wstępu do „Meteorytu” profesora University of Wisconsin Andrzeja Dziedzica. „Ta nowa, ambitna kolekcja wierszy Marka napisana jest ze znawstwem, niezwykłą dokładnością i dbałością szczegół. Za sprawą literackiego kunsztu słowa i błyskotliwości wypowiedzi poetyckiej autora, wciągnie i zachwyci ona każdego, kto zainteresowany jest poezją”. Tomik Marka w USA powierzono tłumaczce wierszy noblistki Wisławy Szymborskiej, profesor slawistyki na Northwestern University Clare Cavanaugh.

Maria była dumna, że kiedyś syn dostał stypendium z ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego. W klubie literackim Stowarzyszenie W Cieniu Lipy Czarnoleskiej wraz z Markiem znalazła się już na samym początku istnienia tej grupy twórczej. Tu uświetniała spotkania poetyckie cudowną recytacją, a towarzyskie również pięknym śpiewem. Ubarwiała je swoją radością i poczuciem humoru.

Po Jej śmierci pozostała pustka nie do zastąpienia. Mało jest w Jeleniej Górze osób tak barwnych, fanów i koneserów sztuk wszelakich. Maria umarła, ale w myślach i sercach znajomych, przyjaciół i rodziny jest nieśmiertelna.

Henryk Stobiecki

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

Zgłoś za pomocą formularza.