Omnibus ma chronić klientów przed udawanymi promocjami. Sklepy powoli zaczynają się stosować do nowego prawa. Eksperci ostrzegają jednak, że sklepy i tak znajdą sposób na obejście go.

To była stała praktyka bardzo wielu handlowców. Sklepy, zanim wprowadziły obniżki towarów, często sztucznie je windowały. Żeby klient był przekonany, że zaoszczędził swoje pieniądze. Takie praktyki ma ukrócić dyrektywa unijna omnibus.

Uderzenie w promocje na niby

Dlatego najważniejszym celem nowego prawa jest uderzenie w promocje na niby. Duża część osób przez to, że nie była odpowiednio poinformowana o poprzedniej najniższej cenie, uznawała niektóre promocje za warte uwagi.

Teraz sklepy mają obowiązek umieszczenia – obok aktualnej ceny promocyjnej – także cenę omnibus, czyli tę, która była najniższa w przeciągu ostatnich 30 dni poprzedzających obniżkę. Ostatecznie zatem klient będzie widział jednocześnie:

– cenę po rabacie,

– cenę regularną (tę sprzed obniżki),

– cenę omnibus.

Widać tu jednak pewną lukę, którą zapewne niektóre sklepy spróbują wykorzystać. Cena omnibus dotyczy bowiem tylko sytuacji, kiedy ogłaszana jest promocja lub wyprzedaż. Jeżeli więc bez takiej informacji sprzedawca obniży cenę regularną, to nie ma już obowiązku podawania ceny po rabacie ani ceny omnibus.

Nie będzie „wietrzenia magazynów”

Unijna dyrektywa Omnibus zaczęła obowiązywać w tym roku. Eksperci jednak prognozują, że niektóre sklepy znajdą sposoby na jej obejście.

– Na pewno przy obecnej dyrektywie część dotychczasowych trików, które stosują niektóre sklepy, przejdzie do przeszłości. Nie będzie już można opowiadać o wiecznym „wietrzeniu magazynów” sklepów z elektroniką. Zniknie też Black Friday w obecnym kształcie. Klienci zobaczą, że obniżki cen rzędu 70 proc. po prostu się nie zdarzają  przekonuje Tomasz Szacoń, właściciel firmy doradczej Retail Poland Consulting, cytowany przez Business Insider. 

Z kolei Witold Chomiczewski, radca prawny i wspólnik w Lubasz i Wspólnicy, uważa, że konsumenci staną się także bardziej świadomi.

– Polscy konsumenci są bardzo wrażliwi na cenę, więc nic dziwnego, że dotychczas promocji było bardzo wiele. Teraz świadomość tego, że oferta, z której korzystają klienci, nie jest jednak najlepsza, może ich nieco zniechęcać  – powiedział Business Insider.

Co mogą wymyślić sklepy?

Repertuar handlowców okaże się zapewne bardzo bogaty. Sklepy mogą np. odwoływać się do kolorów. Uwagę klientów przykują komunikaty na tle żółtym, czerwonym czy pomarańczowym, a zielone ceny mogą kojarzyć się z „dobrymi cenami”.

Przydatne będą również odpowiednie hasła promocyjne. Jak podaje Business Insider, sformułowanie „zakupy bez VAT” będzie ryzykowne, ale „mamy najlepsze ceny” już mniej. Na popularności mogą zyskać również akcje typu „kup dwa, zapłać za jedno”.

Dlatego zasada: nie ufaj, ale sprawdzaj – nadal będzie aktualna.

Warto też pamiętać o tym, że jako konsumenci mamy swoje prawa, z których – w razie potrzeby – warto korzystać. Zawsze pomogą nam w tym gminni i miejscy rzecznicy praw konsumenckich.

News4Media/fot. iStock

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Andrzej Buda

Zgłoś za pomocą formularza.