Na amatorskim filmie widzimy zbliżenia na zdjęcia, wędrówkę po górach, po gaju brzozowym, przy jednej brzozie stoją znicze, potem ponownie zdjęcia w kolorze sepii, tłumy idące za trzema białymi trumnami. Cięcie… i operator prowadzi widza na cmentarz w Zacleřu, przygranicznym miasteczku. Otwiera bramę i idzie w prawo, prosto do wyróżniającego się nagrobka. Kamieniarz „wydrukował” na pomniku zdjęcie: matkę z dwójką dzieci, chłopcem i dziewczynką. Dziewczynka ma we włosach kokardkę.

Mieszkaniec Zacleřa o pseudonimie Schatzlar 73 prosi, by tak go nazywać, jest wręcz „chory” (jak twierdzi) na punkcie historii swojego miejsca zamieszkania i okolicy. Stale coś odkrywa dla siebie, potem swoje odkrycia publikuje w sieci. Znalazł na przykład w pobliskich lasach szczątki kilku samolotów z czasów II wojny światowej. Wspomniany filmik opublikował na YouTube. Opowiada w nim o potrójnym morderstwie, głosem lektorki-automatu (jak dla ludzi niewidzących). Protokoły śledczych i koronerów czytane są beznamiętnym głosem, który rozpoznaje kropki i przecinki, ale nie czuje przecież, co czyta. Beznamiętność wzmaga grozę tamtej tragedii sprzed lat.

– Ta historia jest wyjątkowa. Dotyczyła również dwójki niewinnych dzieci, a na krzywdę dzieci jestem szczególnie wrażliwy. Opiekuję się tym grobem na zacleřskim cmentarzu, odnowiłem miejsce pamięci wśród brzóz, tam, gdzie kiedyś stał dom zamordowanej matki i jej dwojga dzieci – wyjaśnia Schaltzar 73. Historyk amator słyszał kiedyś o tej niesłychanej zbrodni, postanowił dowiedzieć się więcej. Wysłuchał starszych mieszkańców, każdy mówił coś innego, aż dotarł do materiałów archiwalnych i poskładał wszystko w całość.

Podejrzany górnik

Julius Kauer (rocznik 1917) był Niemcem. Przyjechał do wsi Rýchory koło Zacleřa z okolic Šumperka, już po II wojnie światowej. Znany był, jak to się mówi, šumperskim organom ścigania. Ten żołnierz armii III Rzeszy po wojnie zajmował się głównie drobnymi kradzieżami. Pracował też u gospodarzy rolnych, gdzie wsławił się tym, że niemiłosiernie torturował konie.

Kauer uciekł na pogranicze i zatrudnił się w zacleřskiej kopalni węgla kamiennego. W Rýchorach mieszkali wówczas niemal wyłącznie sudeccy Niemcy, których nie dosięgnął „Odsun”, czyli powojenne wysiedlenia. Wieś była typowa, jak na karkonoskie warunki, rozrzucone po stokach malownicze domy bez ogrodzenia, z przynależnymi łąkami na wypasanie krów.

Dom numer 17 był podobno najładniejszy we wsi, zrębowy, w części murowany, w części drewniany. Mieszkała tam młoda niemiecka rodzina: Lothar z żoną Edeltraud Johnowie oraz dwójka blond dzieci, dziesięcioletni Jan i trzyletnia Margot. Lothar pracował w kopalni, na zmiany. Edeltraud zajmowała się wyrabianiem masła i maślanki, hodowała kury; sprzedawała swoje produkty okolicznym mieszkańcom. Po maślankę, jajka i masło przychodził też Julius Kauer, kolega z pracy Lothara. Czasem pomagał przy sianokosach. Pewnego razu specjalnie wręczył Edeltraud większy banknot za masło, by zaobserwować, gdzie kobieta chodzi po resztę. A chodziła do pokoju pod strychem. Planował kradzież.

Z siekierą w ręce

Chciał okraść rodzinę tuż po wypłacie w kopalni. Przypuszczał, że w domu w Rýchorach może być więcej gotówki, bo przecież młoda mama dwójki dzieci stale sprzedawała swoje mleczne produkty. Wiedział też, kiedy Lothar będzie pracował na nocnej zmianie. Dwunastego października 1955 roku, po godzinie 22, włamał się do domu Johnów. Doskonale wiedział, że Lothara nie ma w domu, a Edeltraud z małym Jankiem i Margot śpią głębokim snem w kuchni. Wziął siekierę z sieni, przygotowując się na wyłamywanie zamkniętych drzwi do pokoju pod strychem, gdzie miała być gotówka. Ale mama z dwójką dzieci spała właśnie na górze, a pokój nie był zamknięty. Obudzona kobieta broniła się. Dostała pięć ciosów siekierą w głowę. Zmarła natychmiast. Dzieci obudziły się i też dostały ciosy siekierą w głowy. Po zbrodni Kauer zapalił siano na strychu. Uciekając ukradł z kuchni nowy dres (dziś byśmy to tak nazwali, chodziło o bluzę i spodnie z miękkiej bawełny) oraz nowe pończochy.

Sąsiedzi zauważyli płonący dom i rzucili się na ratunek. Uratowali meble i garderobę z parteru. Powracający z nocnej zmiany Lothar wyciągnął z pożaru zwłoki żony i dzieci, sam się poparzył. Jak się później okazało, dzieci zmarły nie tyle w wyniku ran na główkach, co z powodu czadu. Jak się również okazało, wyłącznie dzięki próbom Lothara ratowania rodziny można było później ustalić mordercę. Zwłoki poddano wnikliwym analizom. Lekarz, od razu na miejscu, stwierdził liczne rany głów.

Dom przy granicy

Rýchory już dwóch lat (czyli od 1953 roku) były pod stałą kontrolą czechosłowackiej milicji. Non stop były tam kradzieże, jeden gwałt i napad na kobietę wracającą z pracy. Jak to opisano w jednym z artykułów, Rýchory, piękna wieś, rozciągająca się na stromych zboczach, gdzie nikt postronny nawet nie pomyśli, że dzieją się tam straszne rzeczy. Może właśnie dlatego aparat państwowy tak skrupulatnie podszedł do sprawy. Milicjanci przesłuchiwali mieszkańców – chałupa po chałupie. Brano pod uwagę również ewentualnego sprawcę z Polski, bo dom stał zaledwie kilkaset metrów od granicy. Zaangażowano polskie Wojska Ochrony Pogranicza – może złapali na granicy kogoś podejrzanego?

Po zabójstwie Julius Kauer poszedł do domu i spał do rana. Trzynaście godzin później zapukali do niego milicjanci, podobnie jak do wielu innych domów i mieszkań. Gospodarz był absolutnie spokojny. Miał na czole i uchu otarcia. Twierdził, że podrapał się o jakiś drut w kopalni. Sąsiedzi mówili o nim, że „nie mogą się w nim wyznać”. Gruntowne przeszukanie mieszkania przyniosło rozwiązanie dotyczące zagadek wielu kradzieży w okolicy. W domu znaleziono: aparaty fotograficzne, złotą biżuterię, narzędzia rzemieślnicze i inne, również z kopalni, w której pracował, a nawet druki zwolnień lekarskich wraz z pieczątką lekarza z Zacleřa. Właśnie taki druk, z fałszywym wyjaśnieniem napisanym przez jego żonę, Julius Kauer zaniósł do kopalni w dzień morderstwa. Chciał mieć wolne.

Marsz przeciw przemocy

Milicja zaangażowała w sprawę Instytut Antropologii Uniwersytetu Karola w Pradze. Chodziło o ustalenie bezpośrednich dowodów na sprawstwo Kauera, bo ten od początku nie przyznawał się do winy.

Ustalono, że krew z kołnierza koszuli i marynarki Juliusa pochodzi od zamordowanych, że za paznokciami Edeltraud, która broniła się przed atakiem, była skóra Kauera. Wtedy się przyznał. Opisał, jak było. Twierdził, że chciał „tylko” ukraść pieniądze. Został stracony przez powieszenie, 22 maja 1956 roku, w więzieniu na Pánkracu w Pradze.

Pogrzeb całej trójki odbył się w Zacleřu. Cała uroczystość wyglądała jak dzisiejsze marsze przeciw przemocy. Zgromadziły się setki ludzi. Trzy białe trumny były niesione przez górników w odświętnych strojach. W trutnovskim archiwum przechowywane są kroniki poszczególnych miast i wsi pogranicza. Nawet najmniejsza wieś miała swoją kronikę. Jaka szkoda, że do wszystkich tomów kronik zapisanych po 1945 roku chwilowo zablokowano dostęp; są w opracowywaniu za względu na RODO (wrażliwe dane osobowe). Najpewniej w zacleřskiej kronice znaleźlibyśmy szczegółowy opis tego wydarzenia. Nagrobek rodziny Johnów wyróżnia się na zacleřskim cmentarzu. Od kiedy można „wydrukować” w kamieniu fotografię? Relatywnie od niedawna.

To zły człowiek był

Schaltzara 73 interesują historie sudeckich Niemców, wypędzeń i samosądów obywateli czechosłowackich na Niemcach. Przypadek niemieckiej rodziny jest wyjątkowy, bo to Niemiec zabił Niemców, i to z banalnych powodów – zwykłej kradzieży. Bo Julius Kauer był złym człowiekiem. Jego czyny odcisnęły piętno na całej wsi. Wcześniej ludzie odmawiali pracy na nocne zmiany w kopalni w obawie o swoje rodziny, później, już po morderstwie, wyprowadzili się stąd. Dziś już nie ma wsi Rýchory, zanikła. Pozostała nazwa Rychorski Grzbiet, turystyczny obszar między Zacleřem, Horním Maršovem a Małą Upą, najbardziej wysunięta na wschód część Karkonoszy. Potrójną zbrodnię upamiętnia zdjęcie i opis zdarzenia, umieszczone przez Schaltzara 73 na brzozie w brzozowym gaju, w miejscu, gdzie stał dom Johnów z numerem 17.

Zacleřski historyk amator miał swój profil na Facebooku, publikował tam zakurzone, odkryte na nowo historie dotyczące pogmatwanej historii pogranicza. Były tam różne opowieści, też kontrowersyjne, dotyczące sudeckich Niemców. – Spotkałem się z różnymi groźbami. Akurat w przypadku zabójstwa w Rýchorach ludzie mi dziękowali za przypomnienie tej historii. Była tylko jedna osoba, która mnie wulgarnie zwyzywała i dodała, że ofiary były przecież Niemcami i na swój los sobie zasłużyły – opowiada Schaltzar 73.

Przy jednej historii odezwali się potomkowie kontrowersyjnych bohaterów publikacji. – Wszystko mogę udowodnić, mam materiały i archiwalia w swoich zbiorach. Ale nie mam ochoty ani czasu na szarpanie się i bieganie po sądach – tłumaczy Schaltzar 73. Koniec końców zlikwidował swój profil na Facebooku. Odkryte przez siebie historie z pogranicza, swojej małej ojczyzny, przekazuje teraz za pomocą filmików na YouTube, również pod pseudonimem. Schaltzar to niemieckojęzyczna nazwa Zacleřa.

Marlena Kovařík

Napisz komentarz


Masz ciekawą sprawę? Czekam na info!

Alina Gierak

502 499 336

Zgłoś za pomocą formularza.